Sygnały Dnia 4 grudnia 2019 roku, rozmowa z Bogdanem Zdrojewskim

Ostatnia aktualizacja: 04.12.2019 08:15
Audio
  • Senator KO Bogdan Zdrojewski mówił m.in. o swoim kandydowaniu na szefa PO oraz o prawyborach prezydenckich w partii (Jedynka/Sygnały dnia)

Grzegorz Jankowski: Nasz kolejny gość jest w naszym studio we Wrocławiu, a jest nim Bogdan Zdrojewski, senator Koalicji Obywatelskiej. Halo, halo! Słyszymy się?

Bogdan Zdrojewski: Słyszymy się i dzień dobry, dzień dobry państwu, dzień dobry wszystkim słuchaczom.

Dzień dobry, panie senatorze. Reprezentuje pan Koalicję Obywatelską. No właśnie, kogo pan w takim razie... Komu pan kibicuje w prawyborach Platformy – Małgorzacie Kidawie–Błońskiej czy Jackowi Jaśkowiakowi?

Dziś kibicuję przede wszystkim Basiom, jak i również górnikom. Natomiast jeżeli chodzi o prawybory w Platformie, wsparłem Małgorzatę Kidawę–Błońską, i to już pewien czas temu.

Wiemy w takim razie, kto będzie reprezentować Prawo i Sprawiedliwość i Polskie Stronnictwo Ludowe. Czy ta zwłoka w Platformie z wyborem kandydata odbije się na szansach oficjalnego już przyszłego waszego kandydata?

Nie powinna. Wydaje się, że wybory prezydenckie rządzą się własnymi prawami, ta kampania jest najbardziej istotna w ostatnich 2–3 miesiącach. Widać było też prawie 5 lat temu, jak się zmieniła dynamika w ostatnich kilku tygodniach dosłownie. Tak że to nie będzie strata, mam nadzieję, że kandydat, kandydatka, która zostanie ostatecznie wybrana, będzie dobrze przygotowana. Natomiast w chwili obecnej oboje kandydaci... oboje kandydatów przemieszcza się przez szeregi Platformy Obywatelskiej, słucha i się przygotowuje.

Ale zaraz, zaraz, otoczenie polityczne to zewnętrzne odbiera to jako wasze jednak mimo wszystko problemy. Marek Sawicki z PSL, do niedawna wasz koalicjant w ramach Koalicji Europejskiej, mówi, że kłopoty Platformy sprzyjają PSL-owi. Zgadza się pan?

PSL potrafi wykorzystać rozmaite atuty i kłopoty także sojuszników i przeciwników. Ja trzymam kciuki za Polskie Stronnictwo Ludowe, wydaje mi się, że akurat Władysławowi Kosiniakowi–Kamyszowi wiele się udało. To dobrze, bo to jest ważna reprezentacja części naszych wyborców, natomiast nie zgadzam się tylko z tym elementem finalnej oceny. Wydaje się, że Małgorzata Kidawa–Błońska, bo wydaje mi się, że ona właśnie wygra, będzie w tej kampanii wzmocniona, bardziej zahartowana i lepiej przygotowana.

Wydaje się, że Szymon Hołownia może namieszać w takim sensie, że odebrać głosy właśnie Kidawie–Błońskiej, jeśli to ona będzie waszym kandydatem. Zgadza się pan z tą opinią czy nie?

Może tak być, ale w niewielkim stopniu. Rzeczywiście Szymon Hołownia prezentuje poglądy, które w części przynajmniej są zbliżone do takiego centrowego elektoratu, który ma zamiar reprezentować Małgorzata Kidawa–Błońska, ale to jest tylko fragment. Druga rzecz, o której warto powiedzieć – ja jestem zwolennikiem startu w wyborach także kandydatów kompletnie niezależnych, bez nominacji partyjnych. Oni wzbogacają scenę polityczną, dają większą możliwość mobilizacji elektoratu, a ważne jest, żeby jak najwięcej Polaków, krótko mówiąc, poszło do urn, wybierając swojego prezydenta.

A Szymon Hołownia będzie takim niezależnym pana zdaniem kandydatem, czy to jest tak po prostu, że jako kandydat obywatelski, trochę jak Kukiz’15, czy może jednak jakaś siła za nim stoi?

Obserwowałem przez długi okres zawodowo scenę polityczną na Ukrainie, widziałem wybory prezydenckie i też nie lekceważyłem tamtejszego właśnie niezależnego kandydata wywodzącego się ze świata kultury. Rzeczywiście on wygrał. Tu wydaje mi się będzie o to trudniej, bo scena jest bardzo politycznie podzielona, a Polacy są niezwykle, niezwykle zainteresowani samą polityką, choć jej nienawidzą. Więc wydaje mi się, że akurat tej kandydaturze łatwo nie będzie, ale wynik uzyskany w wyborach może być lepszy niż przeciętny.

To ja może tylko dodam, że na Ukrainie wygrał niedawno wybory Wołodymyr Zełenski, aktor komediowy...

Zełenski, tak jest.

Tak jest, dokładnie. Ale też zgadzam się z panem, że Polska to nie Ukraina. Wracamy do spraw Platformy. Czy Grzegorz Schetyna pana zdaniem powinien w styczniu oddać przywództwo Platformy? Wtedy tam się odbędą rozliczenia w partii.

Tak, wydaje mi się, że Grzegorz Schetyna to, co zrobił w Platformie, to trzeba oddać mu honor, bo solidnie się napracował. Nie ma tego efektu, który był oczekiwany przez wyborców i przez członków Platformy, i powinien zgodnie z finałem kadencji zakończyć swoją pracę na tym stanowisku, co nie oznacza, że nie powinien być aktywny nadal w Platformie na innych formach, wykorzystując własne doświadczenie.

Nie ma efektu, czyli przegrał wybory po prostu, Platforma przegrała wybory, tak można powiedzieć?

To, że się przegrywa wybory, to jedno. Jarosław Kaczyński też przegrał sporo wyborów, zanim zaczął wygrywać. Natomiast ważne jest, aby wyciągać wnioski z porażek. Jeżeli mieliśmy porażkę, poważną porażkę w wyborach samorządowych, nie wyciągnęliśmy wniosków, a właściwie pogłębiliśmy te wady, które były wówczas w wyborach do Parlamentu Europejskiego, najbardziej dla nas sprzyjających można powiedzieć, i niestety przegraliśmy Sejm, a Senat wygraliśmy w jakimś sensie wbrew decyzjom władz Platformy, to wydaje mi się, że te porażki są zbyt dotkliwe, a przypomnę słowa też Grzegorza Schetyny, który powiedział, że drugiej szansy nie otrzyma, i to mówił przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

A jakie to wady w wyborach do Parlamentu Europejskiego popełniliśmy i jakie to były wbrew... co to znaczy, że wbrew władzom Platformy wygraliśmy Senat? Proszę o rozwinięcie tego wątku.

Jeżeli chodzi o wybory do Parlamentu Europejskiego, ja dosyć szeroko opisywałem liczne błędy, które zostały popełnione, ale pierwsza rzecz to są błędy wynikające przede wszystkim z lokowania kandydatów nie w swoich okręgach wyborczych. Ja uważałem, że Włodzimierz Cimoszewicz powinien startować w Białymstoku, że Ewa Kopacz, Leszek Miller nie powinni startować w Poznaniu. Uważałem także, że w dwójce w parze z Janiną Ochojską zdobędziemy ten trzeci mandat, a ten mandat de facto straciliśmy. Uważam także, że przez wyrzucenie kandydatów Polskiego Stronnictwa Ludowego czy też nadreprezentatywność Sojuszu Lewicy Demokratycznej na listach do Parlamentu Europejskiego nie dawała nam szans na pełny sukces.

Do tego doszły dwa inne mankamenty. Po pierwsze w wyborach do Parlamentu Europejskiego nasze przekazy były od ściany do ściany, traciliśmy na wiarygodności, nie byliśmy formacją wyraźnie proeuropejską, kampania opierała się na indywidualnych aktywnościach poszczególnych kandydatów, a nie na wsparciu takim szerokim, formacyjnym. No i do tego dochodziły jeszcze niekonsekwencje wynikające z takiego poszarpanego harmonogramu realizacji kampanii wyborczej. Za dużo tych błędów było.

Natomiast jeżeli chodzi o Senat, trzeba pamiętać, że do Senatu następują... wybory mają charakter w okręgach jednomandatowych, w związku z tym ten ciężar odpowiedzialności za wyniki spoczywa na poszczególnych pojedynczych kandydatach. Ja nie miałem startować, Basia, moja żona, dzisiejsza solenizantka, miała mieć okręg wyborczy, w którym zresztą startowała, w którym nie wygraliśmy od 8 lat. Wydaje się, że tych błędów także takich w innych okręgach było na tyle dużo, że właściwie utrudniano wygranie tych wyborów do Senatu, a pomimo tego daliśmy radę.

Panie senatorze, a może waszym błędem strategicznym było to, że jako partia postsolidarnościowa przywróciliście do życia lewicę, i to lewicę w tym postkomunistycznym wydaniu?

Taki zarzut też się pojawia. Ja od razu powiem, że lewica potrzebna jest w parlamencie, natomiast to, co zrobiono w przypadku wyborów do Parlamentu Europejskiego, było rzeczywiście ciągiem rozmaitych błędów. Koalicja sama była wartością, ale w tej koalicji najbardziej poturbowane było PSL i Platforma Obywatelska. Trzeba pamiętać, że nasz wynik do Parlamentu Europejskiego w roku obecnym i 5 lat temu to dwa kompletnie różne wyniki. Trzeba pamiętać, że my zmniejszyliśmy stan posiadania w grupie EPP niezwykle poważnie. Także wydaje mi się, że nie doceniono doświadczeń, jakie się zdobywa w Parlamencie Europejskim, które dobrze się wykorzystuje w kolejnych kadencjach, a permanentne zmiany co 6 lat staffu tego podstawowego to jest marnowanie dorobku, doświadczenia, także możliwości efektywnego działania. Za dużo błędów.

Czy Bogdan Zdrojewski, czyli pan, byłby lepszym przywódcą Platformy Obywatelskiej?

Będę lepszy na pewno na ten rok 2020, tak sądzę. Wydaje mi się, że ja jestem politykiem, który bardziej łączy, ma więcej w sobie empatii, mam ogromne doświadczenie, takie doświadczenie kompletne, bo i samorządowe, i ministerialne, i też polityczne, i europejskie. Wydaje mi się, że moje doświadczenie potrzebne jest Platformie dziś. Trzeba pamiętać także, że ważny jest program. Ja jestem zwolennikiem jednak wysokiej wiarygodności, konsekwencji, determinacji, jak i również dużej dyscypliny. Będąc w Parlamencie Europejskim, przypomnę, zająłem piąte miejsce wśród wszystkich eurodeputowanych, tych 751, najbardziej zdyscyplinowanych, najbardziej pracujących rzetelnie nie na pokaz, tylko właśnie przez te codzienne żmudne czynności. Wydaje mi się, że Platforma dziś potrzebuje otwartości, odzyskania wiarygodności, lepszego komunikowania się ze społeczeństwem, słuchania także tych dołów partyjnych, które muszą być upodmiotowione, a nie traktowane przedmiotowo. I ważne jest, aby kończyć pewne niepotrzebne wojny polsko–polskie, których jest za dużo, które są kosztowne, które są często niezrozumiałe, i jeszcze w dodatku dzielą rodziny.

I tak o końcu wojny polsko–polskiej i o tym, jakim chce być przywódcą Platformy, mówi Bogdan Zdrojewski, senator Koalicji Obywatelskiej. Dziękuję panu za rozmowę.

Dziękuję serdecznie, pozdrawiam.

JM