X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Rozmowa z Andrzejem Arendarskim

Ostatnia aktualizacja: 28.04.2011 08:15
Audio

Wiesław Molak: Już cytowaliśmy dziś te dane. Według niemieckich specjalistów Instytutu Badań nad Rynkiem Pracy za Odrą brakuje około 3 milionów pracowników, a problemy kadrowe ma 70% przedsiębiorstw. Najwięcej ofert pracy jest w najbogatszych zachodnich i południowych landach Republiki Federalnej Niemiec. Nasz gość: Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. Dzień dobry, witamy w Sygnałach.

Andrzej Arendarski: Dzień dobry.

W.M.: Panie prezesie, kto znajdzie pracę w Niemczech i ile zarobi?

A.A.: Znajdą pracę specjaliści w różnych dziedzinach, w takich zawodach powiedziałbym społecznie użytecznych  – w usługach, w rzemiośle, w budownictwie, ale również i specjaliści bardziej wykształceni, np. informatycy. Zarobią 3–4 razy więcej niż mogliby zarobić w Polsce, co też już jest jakimś powrotem czy drogą do normalności, bo lat temu 15 zarobiliby 10 razy więcej. Więc widać, że te warunki się tutaj wyrównują. W każdym razie głód na polskich pracowników jest dużo... może na zagranicznych, ale gros tej puli, która przybędzie do Niemiec, do Szwajcarii, do Austrii, to będą Polacy.

W.M.: Ale Niemcy podobno boją się zalewu znad Wisły.

A.A.: Ponad 60% obywateli niemieckich ma krytyczny stosunek właśnie do tego, co ma nastąpić po 1 maja, boją się, szczególnie te obawy artykułują związki zawodowe, między innymi wskazując, że będzie presja na płace w kierunku ich zmniejszenia, czyli pracodawcy mając do dyspozycji większą ilość pracowników, będą obniżali pensje.

Mariusz Syta: Wymienił pan branże, zawody, które są także cenione w Polsce, choć niekoniecznie są cenione wysokością zarobków, no i w związku z tym mogłoby to brzmieć wyjątkowo groźnie dla nas, dla Polski w ogóle. Ale z drugiej strony przeważa jednak taka opinia, że nie czeka nas wielka fala emigracji zarobkowej za Odrę. Czy naprawdę rzeczywiście największym problemem może być brak po prostu znajomości języka niemieckiego?

A.A.: Oczywiście znajomość języka niemieckiego jest problemem w tych zawodach, które mają bezpośrednią styczność z klientem, np. w służbie zdrowia. Natomiast w budownictwie ma już znaczenie mniejsze, pracownik tam nie rozmawia, tylko buduje, prawda? Więc są pracownicy, którzy są tłumaczami, mogą przełożyć, wyjaśnić i tak dalej, i tutaj nie ma tych problemów. Zresztą Niemcy jako bardzo naród pragmatyczny i dobrze zorganizowany podjęli właśnie działalność szkoleniową, zapraszają polską młodzież, taką, która chciałaby się wykształcić w kierunkach rzemieślniczych, aby właśnie się kształciła, za to płacą 1000 euro miesięcznie, dają miejsce w internacie i tam uczą nie tylko zawodu, ale właśnie i języka niemieckiego.

M.S.: To jeżeli nie język niemiecki, to co takiego sprawia, że zaledwie, można powiedzieć, bo tak szacuje polska ambasada w Berlinie, w ciągu najbliższych lat pracy może szukać za Odrą 300–400 tysięcy osób z Polski?

A.A.: No, to nie jest zaledwie, to nie jest zaledwie. Proszę zobaczyć, że...

M.S.: W porównaniu z tymi liczbami, jak 3 miliony miejsc pracy, które czeka, mówimy o samym niemieckim rynku pracy, jeszcze dodajmy do tego Austrię i Szwajcarię, to można powiedzieć, że zaledwie. No i pamiętając także wielki exodus zarobkowy Polaków, jeżeli chodzi o Wyspy.

A.A.: Oczywiście, wyższa pensja jest tutaj głównym czynnikiem motywującym, ale są też inne czynniki, które powstrzymują pracowników przed emigracją na stałe czy na jakiś określony okres, mianowicie to, że ma się tutaj mieszkanie, że ma się rodzinę, że jednak te pensje, mimo że wyższe, to już nie są tak szokująco wyższe jak kilkanaście jeszcze lat temu. Proszę zobaczyć, co się stało w Wielkiej Brytanii, kiedy zmienił się kurs funta, wtedy bardzo dużo ludzi zmieniło decyzję i powróciło do Polski. Tak że są różne za i przeciw i one są mniej więcej zrównoważone z pewną przewagą dla tych za, żeby wyjechać, i stąd się bierze ta liczba. Nie jakaś oszałamiająca, nie jakiś taki  exodus masowy, wyludnienie Polski, ale zawsze tam, gdzie lepiej płacą, gdzie są lepsze warunki pracy, zawsze będzie następował przepływ pracowników.

W.M.: No i tam, gdzie ciężka praca, to Niemcy niechętnie, do tego są potrzebni między innymi Polacy.

A.A.: Wie pan, to jest w każdym kraju, to nie tylko Niemcy. Przeważnie potrzeba pracowników z zewnątrz do tych prac, które niechętnie są wykonywane przez miejscowych robotników. Natomiast troszeczkę się to wszystko zmienia, bo tutaj nie poszukuje się tylko ludzi do prostych prac fizycznych, aczkolwiek takich też, ale będzie bardzo duże zapotrzebowanie na ludzi bardziej wykształconych, na menedżerów różnego rodzaju, na informatyków przede wszystkim. Tutaj zapotrzebowanie gospodarki niemieckiej będzie szczególnie duże. Ono już jest w tej chwili, ale jeszcze będzie generowane w przyszłych latach. Niemcy sobie z tego doskonale zdają sprawę, zdają sobie sprawę w ogóle z tego, że popełnili... że rząd socjalistyczny wówczas Schroedera popełnił bardzo duży błąd, ulegając presji właśnie opinii publicznej i ograniczając na kilka lat otwarcie swojego rynku pracy. Przez to Republika Federalna wiele straciła. To widać, bo mamy dobry materiał porównawczy z takimi krajami, które otworzyły się od razu – ze Szwecją, z Wielką Brytanią, z Irlandią.

M.S.: Mówimy cały czas o niemieckim rynku pracy. A co z Austrią, a co ze Szwajcarią? To już nie jest tak kuszące?

A.A.: To jest kuszące i w wielu przypadkach być może nawet ta oferta będzie korzystniejsza, natomiast po pierwsze te rynki są przez Polaków gorzej rozpoznane, po drugie one są dużo, dużo mniejsze, więc tam myślę, że kilkanaście tysięcy osób z Polski znajdzie zatrudnienie, natomiast ten główny strumień jednak pójdzie na rynek niemiecki.

M.S.: Mówimy o pracownikach, a jednocześnie wczoraj niemiecki dziennik Die Welt pisał: „Gmina Loecknitz, która była na ekonomicznym dnie, przeżywa ponowny rozkwit głównie dzięki Polakom, którzy na jej terenie zakładają firmy, kupują domy” i jeszcze do tego mamy ładny nagłówek: „Polacy ożywiają niemiecką wieś”.

A.A.: No, to jest bardzo ciekawy proces. Ja pamiętam, to chyba było w 2004 roku, było spotkanie izb przemysłowo-handlowych z Grupy Wyszehradzkiej i pamiętam wyrażane szczególnie przez Węgrów i Czechów nasze obawy, że po wejściu do Unii Europejskiej nastąpi masowa inwazja np. rzemieślników i firm niemieckich i austriackich, które będą w lepszej sytuacji, bo są lepiej skapitalizowane, mają lepsze zaplecze kredytowe, i to będzie, że tak powiem, bardzo trudna konkurencja dla firm czeskich czy węgierskich. Oczywiście nic takiego nie nastąpiło. Tak że te wszystkie prognozy, jak widać, czasami nawet się odwracają. To Polacy przemieszczają się na Zachód, a nie Niemcy na wschód. Proszę przypomnieć sobie, jakie były obawy w związku z naszym wstąpieniem do Unii Europejskiej, że Niemcy będą powracali na Ziemie Zachodnie, tu wykupywali wszystko i tak dalej, i tak dalej. Więc to nie te czasy, tutaj decyduje czynnik ekonomiczny głównie, no i ze względu na to, że tam stoją puste domy, że tam są zakłady, które można bardzo tanio kupić, że jest to blisko polskiej granicy, więc można przywieźć pracowników i że ci pracowników będą mogli wkrótce bez żadnych ograniczeń mogli być zatrudniani, to powoduje, że polska ekspansja w tym kierunku bardzo dobrze już się rozwija.

W.M.: Panie prezesie Krajowej Izby Gospodarczej, nie wstyd, że trzeba wyjechać za pracą, bo w Polsce pracy po prostu nie ma? Co piąty bezrobotny, mówiliśmy, to młody człowiek po studiach.

A.A.: Proszę pana, nic wstydliwego w tym nie ma. Nigdy nie byliśmy krajem najlepiej rozwiniętym ani na świecie, ani w Europie, i zawsze było tak, że to Polska raczej wysyłała pracowników zagranicznych, a nie przyjmowała u siebie. Nic w tym wstydliwego nie widzę, bo to wynika po prostu z zaawansowania rozwoju cywilizacyjnego naszych krajów. Niemcy są lepiej rozwinięte, są bogatsze tak jak cały zachód Europy i tam są inne płace, inne warunki pracy i następuje właśnie to przemieszczanie siły roboczej. Polska zrobiła w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat kolosalny skok cywilizacyjny, w tym i gospodarczy, i powoli się będą te dysproporcje wyrównywały.

W.M.: Bardzo dziękujemy za rozmowę. Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej, gość Sygnałów Dnia.

A.A.: Dziękuję bardzo.

 (J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak