Rozmowa z Bogdanem Zdrojewskim

Ostatnia aktualizacja: 02.02.2012 07:15

Krzysztof Grzesiowski: Minister kultury i dziedzictwa narodowego pan Bogdan Zdrojewski jest naszym gościem. Dzień dobry, panie ministrze.

Bogdan Zdrojewski: Dzień dobry państwu, dzień dobry panu.

K.G.: Mówił pan, że fenomenalnie łączyła w sobie dwie skrajności, z jednej strony aktywność zawodowa, bycie poetką, człowiekiem świata kultury, z drugiej lapidarność, skrótowość, powściągliwość, o, taki opis wielkiego człowieka.

B.Z.: To ta jedna część, bo druga to Wisława Szymborska taka, jaką ją pamiętamy, czyli uśmiechnięta, radosna, bardzo taka naturalna, spontaniczna, niezwykle szczera w każdym geście, słowie. I to rzeczywiście jest takie złożenie, które się nie zdarza, a w jej wypadku się zdarzyło, i to miało jeszcze taką wielką urokliwość. Ja też patrzę na panią Wisławę jak na damę. Wystarczy zobaczyć właśnie na tę szlachetność jej funkcjonowania, na te wszystkie elementy, które składały się także na jej emocje, także na sposób bycia i nikt nie miał wątpliwości, że przy jej ogromnej skromności jednocześnie potrafiła być damą, i to taką damą w najlepszym tego słowa znaczeniu.

K.G.: Czy to do pana powiedziała, czy do kogoś innego o tym, że jej życie, jej życie twórcze toczyło się do tragedii noblowskiej i od tragedii noblowskiej.

B.Z.: Do mnie też tak powiedział. Chyba nie po raz pierwszy odpowiadała na te pytanie dotyczące Nobla wiele razy, raz powiedziała o katastrofie noblowskiej, innym razem o tragedii. Chyba zaraz po otrzymaniu Nagrody Nobla miała taki wywiad i zobaczyła właśnie, jaki jest efekt tej Nagrody, taka gigantyczna popularność, i to nie było tak, że ona nie była w stanie dźwignąć tej popularności, ona po prostu nie chciała tego typu popularności, tego typu zainteresowania jej poezją poprzez Nagrodę Noblowską, tylko poprzez samą poezję, na samą jej twórczość. I bała się wtedy, do tego często wracała, że właśnie ta katastrofa noblowska może przynieść zmianę w jej życiu, a tego sobie nie tylko nie życzyła, ale tego się po prostu bała.

K.G.: Miała chyba coś takiego, jak sprzeciw przeciwko temu, z czym mamy do czynienia, z czym mają do czynienia osoby tak zwane bardzo znane, to celebryctwo. Nie brała w tym udziału przecież nigdy.

B.Z.: Ona nie była celebrytką, a była antycelebrytką. I to też jest ważne. Wczoraj mnie tak pytano, że nie lubiła publiczności. To nieprawda, rozmawiałem z panią Wisławą parę razy o różnych tematach i mam takie wrażenie, że ona bardzo lubiła ludzi i bardzo lubiła publiczność, natomiast różnica polega na tym, że ona nie chciała być obiektem zainteresowania publiczności ze względu na nią samą jako osoby. A to jest duża różnica. I nie miała problemów z bycia, kontaktowania się, obserwowania wszystkich innych, ale sama nie chciała być obiektem takiego nadzwyczajnego zainteresowania. To spora różnica i o tym warto pamiętać.

K.G.: Czy zatem możemy powiedzieć, że była osobą skromną?

B.Z.: Była na pewno osobą skromną, to była taka chodząca skromność, a jednocześnie bardzo ciekawa życia. I to jest tak, że nie funkcjonowała w zamkniętym świecie, ale ten zamknięty świat swój miała. Opuszczała ten świat poezji, świat swojego mieszkanka, świat od czasu do czasu tej ulubionej kawiarenki w Krakowie, bo była ciekawa tego wszystkiego, co się działo poza tymi sferami takimi intymnymi. Pamiętamy wszyscy znakomity film zrobiony przez Katarzynę Kolendę–Zalewską i widzimy, jak ona ciepło reaguje na każde nowe miejsce, jak fenomenalnie kojarzy różne rzeczy z rzeczami, której wcześniej jej się zdarzały, jak te podróże także odległe działają na nią, budując taką spontaniczność i radość, ale była też przy tym niezwykle bacznym obserwatorem ułomności świata i fenomenalnie potrafiła to pokazać w poezji.

K.G.: Ktoś może spytać, czy byłaby tak samo znana, gdyby nie Nobel.

B.Z.: Na pewno nie. Jest w tych wielkich nagrodach, Oskarach, Noblach, coś takiego, co powoduje, że nagle w świetle znajdują się, i to w świetle takich gigantycznych reflektorów, osoby też takie jak Wisława Szymborska. Z poetami jest w ogóle trudniej, bo oni działają jednak w obszarze pewnej niszy, zainteresowanych poezją, a zwłaszcza poetami nie jest taka grupa, jak tych, którzy się interesują filmem czy też innymi rodzajami sztuki, to nie jest obszar spektakularnych sukcesów. Zresztą tak ładnie pani Wisława odpowiadała na pytania, dlaczego napisała tylko 350 wierszy, i ona tak ładnie odpowiada: „bo mam w domu kosz”. I to też jest taki ładny dowód w sprawie jej bystrości, skromności, szczerości, wszystko za jednym zamachem.

K.G.: Jerzy Pilch powiedział, że to jest taki czas, że najwięksi już niestety odchodzą, pozostawiając po sobie pustkę, mało powiedziane, że pustkę nie do wypełnienia, ale pustkę wiekuistą.

B.Z.: Skończył się XX wiek 12 lat temu, natomiast mamy wrażenie cały czas przez dotykanie tych wielkich w życiu, że on jest tak przedłużany, że on jest ich postaciami, ich twórczością przenoszony, że ta granica lat w związku z tym jest sztuczna. I dzięki temu, że dotykamy tych wielkich – czy Tadeusza Różewicza, którego serdecznie pozdrawiamy, czy właśnie Mrożka, czy świętej pamięci już Wisławę Szymborską – że mamy to wrażenie, iż ten XX wiek żyje w nich i w ich twórczości. Twórczość pozostaje, wielcy odchodzą. Ale doceńmy to.

K.G.: Rozmawiamy kilkanaście godzin po informacji o śmierci Wisławy Szymborskiej. Takie pytanie, proszę wybaczyć, oficjalne – czy Ministerstwo Kultury w jakikolwiek sposób włączy się oficjalnie w uroczystości pożegnania poetki?

B.Z.: W takich przypadkach zgłaszamy pełną gotowość do wszystkich elementów uczestnictwa, natomiast akurat Ministerstwo Kultury musi być najbardziej uwrażliwione na wolę zmarłych, nie zawsze jest ona wyrażona, od czasu do czasu jest wyrażana w sposób szczególny, ale w pierwszej kolejności staramy się tę wolę uszanować.

K.G.: Dziękujemy za to wspomnienie o Noblistce. Bogdan Zdrojewski, minister kultury i dziedzictwa narodowego, gość Sygnałów dnia.

(J.M.)