Rozmowa z księdzem arcybiskupem Józefem Michalikiem

Ostatnia aktualizacja: 16.08.2012 07:15

Krzysztof Grzesiowski: Gościem Sygnałów dnia jest arcybiskup Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Witamy księdza arcybiskupa w Sygnałach o poranku.

Ks. abp Józef Michalik: Witam państwa.

Dziś rozpoczyna wizytę w Polsce patriarcha Moskwy i całej Rusi Cyryl I, zaś jutro wielkie wydarzenie: na Zamku Królewskim w Warszawie zostanie ogłoszone przesłanie Kościoła Katolickiego w Polsce i rosyjskiego Kościoła Prawosławnego do narodów Polski i Rosji. Kiedy pojawiła się możliwość powstania takiego dokumentu? Co było impulsem?

Wydaje mi się, że bieg życia, zarówno te wydarzenia, które poprzedzały znacznie przez bieg czasu tę decyzję, jak i także te nasze wymienione listy z biskupami niemieckimi, z biskupami grekokatolickimi na Ukrainie. Sądzę, że cała atmosfera także współczesnych czasów, która jednak jest w tym punkcie bardzo zdrowa, promująca pokój, zgodę, jedność, zachęcająca do zapomnienia, wybaczenia, do budowania na nowo rzeczywistości, w której jesteśmy i na którą w jakiś sposób przez naszą obecność mamy wpływ. I wtedy pojawiały się te myśli, żeby jednak był potrzebny, że potrzebny jest taki głos także wymiany jakiegoś spojrzenia na siebie wzajemnie, nie tylko z zachodem, ale i wschodem Polski.

Swego czasu ksiądz arcybiskup wspominał wizytę w naszym kraju, to był wrzesień 2009 roku, mnichów z prawosławnego klasztoru na wyspie Stałobnoje koło Ostaszkowa. Ta wizyta, jak rozumiem z wypowiedzi księdza arcybiskupa, nie była przypadkowa, ona musiała mieć swoje następstwa. Czy to, co wydarzy się jutro, to będzie jakby zwieńczenie tego, co w takiej mikroskali wydarzyło się wtedy?

Właściwie kiedyś przy jakiejś okazji padła myśl w czasie konferencji prasowej Episkopatu Polski, padła myśl o tym, pytanie właściwie i stało się ono publicznym pytaniem, skierowanym do całej społeczności, do całego narodu: czy nie jest to moment, by jednak spojrzeć także inaczej na sąsiedztwo nasze z Rosją? I później właśnie była ta... Myśmy byli zawsze otwarci, zawsze mówiliśmy, że jest to jakiś znak wołania czasów współczesnych. Ja już byłem dosyć przygotowany do tego rodzaju pytania, ponieważ sami biskupi o tym wielokrotnie mówili na Konferencji Episkopatu Polski i inspiracja była wyraźnie inspiracją ewangelijną, potem kultury europejskiej, która potrafiła się wznosić ponad te dramatyczne niekiedy dzieje historyczne i promować jedność. To zresztą widać przez całe dzieje. I wtedy ta wizyta tych mnichów też nie była przypadkowa, była na pewno jakimś sondażem, który jednak mówił, że i z tamtej strony coś się dzieje i że i tam ten problem nurtuje Kościół Prawosławny. I oczywiście myśmy przyjęli tych mnichów z należnym im szacunkiem, ale i z poczuciem takiej odpowiedzialności, zresztą jak wszystkich gości przyjmujemy zawsze.

Czy ksiądz arcybiskup może opisać ten dokument, który będzie jutro podpisany? Mówi się, że będzie on się składał z trzech części: wezwanie do dialogu i pojednania, spojrzenie na historię, ale w perspektywie przyszłości, czy wreszcie sformułowanie zadań w dziedzinie wspólnego świadectwa chrześcijańskiego wobec współczesnego świata. Czy to się potwierdza?

Potwierdza się, tak, bo właściwie zazwyczaj tego rodzaju dokumenty w ramach kościołów czy kościoła wymagają osadzenia ich w jakiejś perspektywie, w atmosferze. Bez osadzenia w atmosferze wiary ten dokument może być różnie interpretowany i co gorzej – może być interpretowany błędnie tak jak każdy dokument. Właśnie osadzić go trzeba w kontekście, ten dokument jest ściśle dokumentem religijnym, o inspiracji religijnej i jest wyrazem wiary.

Ksiądz arcybiskup mówił o akcie czysto duszpasterskim wobec tego dokumentu.

Tak, to jest tak właśnie. I jest duszpasterski, a nie polityczny. I potrzebne było wyjaśnienie takie, żeby ludziom dobrej woli powiedzieć, że to w tej konwencji mówimy. Natomiast kolejna sprawa, bardzo praktyczna sprawa – jest ustosunkowaniem się do motywacji tego dokumentu, że ta Ewangelia, ta wiara nasza ma, powinna mieć odniesienie w życiu, w konkretnych czasach. I dzisiaj te konkretne czasy stawiają nas niejako pod ścianą i zobowiązują do zajęcia stanowiska. I mimo że niektóre tematy bardzo trudne, bolesne, które dzisiaj we współczesnej mentalności wywołują u wielkiej części ludzi zgrzyt, w naszym odczuciu one są zagrożeniem dla człowieczeństwa jako takiego, dlatego że w poczuciu odpowiedzialności za postęp czy wierność zasadom prawa natury to jest dzisiaj... wielka wojna o to idzie intelektualna. I widać z tego też, że i faktyczna, bo ciągle spotykamy się z uchwalanymi prawami, z promocją pewnych tak zwanych nowych ideałów zachowań ludzkich, które nas niepokoją, bo one prowadzą nie tylko donikąd, one są takim zagrożeniem, które nie zawsze  ludzie sobie uświadamiają. I uważamy, że mamy obowiązek to powiedzieć.

Księże arcybiskupie, czy według księdza Polacy wierni Kościoła Powszechnego są gotowi na taki gest, jaki ma nastąpić jutro? Przecież ksiądz arcybiskup doskonale wie, że jest opinia wyrażana wprost, że w związku z tym, że to, co wydarzyło się w historii polsko-rosyjskiej, te wzajemne krzywdy są absolutnie nieporównywalne, a tu nagle taki dokument, taki podpis i gdzieś to słowo w tle o przebaczeniu.

Ja myślę, że zawsze jest czas na takie pytanie, ale sądzę, że ten dokument może nie zmieni wszystkiego, ale on musi zaistnieć. Taki dokument nie może nie zaistnieć. I myślę, że on pewnie nie od razu jest w stanie przemienić. On być może wyzwoli jeszcze nową, zdrową dyskusję. Ale trzeba też powiedzieć, że przecież ten dokument może spełnić rolę nacięcia jakiegoś wrzodu, chirurgiczna interwencja jest wtedy potrzebna. Ona nie uzdrawia organizmu, ale ona wypuszcza to zło, które jest trucizną. I nazwanie rzeczy po imieniu jest niekiedy potrzebne, natomiast takiego dokumentu człowiek nie udźwignie sam. Ten dokument... I w ogóle takich słów o przebaczeniu, o wymiarze krzywd, nie możemy pretendować do ważenia krzywd z jednej czy z drugiej strony. Ja myślę, że to jest bardzo ważna sprawa, żebyśmy jednak umieli zauważyć, że on jest w konwencji, pisany w konwencji przyszłości.

Kolejna rzecz – że wielkość narodów stanowi także ta wielkość duchowa, ta umiejętność pokonywania siebie samych, wznoszenia się wyżej. Bo wielkość może być budowana w materialnym wymiarze, na wyliczeniu zasług intelektualnych, kulturowych czy zasług zwycięskich, ale wielkość może być też budowana w głębi na tym duchowym wznoszeniu się, na przebaczeniu, na umiejętności zapomnienia. Polacy byli wychowywani przez całe lata na Krzyżakach Sienkiewicza i na tym obrazie Juranda, bardzo skrzywdzonego, bardzo skrzywdzonego przez Krzyżaków. I wreszcie oślepiony Jurand otrzymuje tego wroga najbliższego, który najbliższych mu wymordował, związanego, i ma prawo użyć noża, który mu podano...

Przecina więzy.

Przecina więzy. To jest wielkość duchowa człowieka.

Księże arcybiskupie, jeszcze jedna kwestia – orędzie czy przesłanie, bez względu na to, jak nazwiemy ten dokument, żeby stało się tematem do przemyśleń i do dyskusji, musi się, mówiąc kolokwialnie, przebić do wiernych. Jak Episkopat zamierza upowszechnić treść tego dokumentu?

Pytanie słuszne, ale odpowiedź na nie będę mógł dać po dzisiejszym spotkaniu z patriarchą i z delegacją, dlatego że uważam, że to powinno być proporcjonalne z obydwu stron zapoznawanie wiernych. Ale na najbliższej Konferencji Episkopatu, biskupów diecezjalnych na tym spotkaniu, także powiemy o tym spotkaniu, omówimy sprawę i na pewno jakieś słowo skierujemy do wiernych, dlatego że uważamy, że oddech Kościoła w każdej sprawie to jest oddech wszystkich wierzących.

Na koniec, księże arcybiskupie, mówił ksiądz swego czasu, że towarzyszy mu poczucie odpowiedzialności za to ważne wydarzenie i za słowa, które trzeba będzie wtedy, podczas podpisania tego orędzia, tego przesłania wypowiedzieć. To było... kilka dni temu o tym ksiądz mówił. Czy to poczucie odpowiedzialności narasta wraz ze zbliżaniem się chwili podpisania? Czy może już ksiądz jest przygotowany?

Ja jestem przygotowany, dlatego że tego rodzaju teksty nawet trzeba znacznie wcześniej przygotować, skonsultować nawet. W moim wypadku także przemodlić, bo mimo wszystko ja wierzę w moc nie tyle ludzkich słów, co w moc działania Pana Boga, który dotyka każdego ludzkiego serca. Zresztą stare żydowskie przysłowie mówi, że słyszymy to, co chcemy usłyszeć, a nie to, co się mówi, tylko że to, co człowiek wybiera, to, co jest mu bliskie, czy to, co odbiera jako zagrożenie. Bardzo chciałbym, żeby ludzie w odpowiedni, czyli w taki ludzki, bardzo godny sposób odpowiedzieli na te słowa, które będziemy starali się może nieudolnie, ale jednak skierować przy tej okazji.

Ekscelencjo, dziękujemy bardzo za spotkanie i za rozmowę. Ksiądz arcybiskup Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, był gościem Sygnałów dnia. Jeszcze raz dziękujemy.

Dziękuję bardzo, dobrego dnia.

(J.M.)