Selma wygrała z czasem i pogodą. "Jesteśmy po drugiej stronie bariery paku lodowego"

Ostatnia aktualizacja: 01.01.2015 07:00
Rekord świata w żegludze pod żaglami i bezwzględny rekord świata w dotarciu drogą wodną na Południe pobity! Załoga Selmy zdobyła też szczyt wulkanu Erebus, a w drodze powrotnej opuściła już zamarzające lodem Morze Rossa.
Audio
  • Krzysztof Horwat o kolejnej wyprawie Selma Expeditions - 15 stycznia 2015 (Sygnały dnia/Jedynka)
  • Załoga jachtu Selma Expeditions ma już za sobą okres adaptacji - 17 stycznia 2015 (Sygnały dnia/Jedynka)
  • "Selma" już na Wielkim Oceanie Południowym. W tym tygodniu dwaj uczestnicy wyprawy świętowali urodziny, więc można zajrzeć do kuchni - 24 stycznia 2015 (Sygnały dnia/Jedynka)
  • Selma szuka przejścia na Morze Rossa - 31 stycznia 2015 (Sygnały dnia/Jedynka)
  • Załoga Selmy walczy z pogodą i z czasem - 7 lutego 2015 (Sygnały dnia/Jedynka)
  • Selma Expeditions osiągnęła 78 st. 43.926 S. pobijając rekord świata w w dotarciu drogą wodną na Południe (Aktualności Jedynki)
  • "Selma biało-czerwona, Polska na krańcach świata"! - odśpiewała załoga Selmy bijąc rekord. Polski jacht pobił Rekord świata w żegludze pod żaglami i bezwzględny rekord świata w dotarciu drogą wodną na Południe (13 lutego 2015) (Sygnały dnia/Jedynka)
  • Erebus zdobyty. Załoga Selmy rusza w drogę powrotną w kierunku Przylądka Horn - 24 lutego 2015 (Popołudnie z Jedynką)
  • Kpt. Piotr Kuźniar mówi o zamiarach na najbliższy czas i na cały rok
Pak lodowy to granica, szeroka na ponad 180 km, odgradzająca zimne Morze Rossa od cieplejszego Oceanu Południowego.
Pak lodowy to granica, szeroka na ponad 180 km, odgradzająca zimne Morze Rossa od cieplejszego Oceanu Południowego.Foto: SelmaExpeditions.com


W swoich dotychczasowych rejsach i wyprawach jacht Selma Expeditions wielokrotnie odwiedził położoną na południe od Ameryki Południowej - Cieśninę Drake'a, burzliwe wody wokół Przylądka Horn i Ziemi Ognistej, Antarktydę, lodowate Morze Weddella oraz Południową Georgię i Wyspę Słoniową.

Radiowa Jedynka towarzyszyła załodze Selmy w podróży wokół Przylądka Horn oraz 70. Regatach Sydney-Hobart .

Także podczas wyprawy na Morze Rossa i powrotu Selmy do Argentyny na antenie Radiowej Jedynki słuchać można relacji z pokładu. O łączność i najświeższe informacje dba nasz naczelny reporter-żeglarz Krzysztof Horwat.

>>>>>>>>>>>>> Selma Expeditions zmierza do Argentyny - ciąg dalszy relacji  >>>>

 

RELACJE Z WYPRAWY SELMA - ANTARKTYDA - WYTRWAŁOŚĆ [etap Hobart-Morze Rossa]:

- 7 marca -

Polując na Growlery

Żeglujemy już po wolnym oceanie, raczej szczęśliwi. Satelitarne mapy lodowe pokazują, że Morze Rossa już zamarzło. Ale bez nas :-).

Płyniemy teraz wzdłuż Antarktydy i półwyspu Antarktycznego, aż do Cieśniny Drake'a. To dla nas najkrótsza trasa do Argentyny. W sumie opłyniemy 1/3 wybrzeży Antarktydy. Planowaliśmy jeszcze gdzieś po drodze się zatrzymać, ale niestety goni nas czas i plany rejsu. Czasu mamy na styk a nawet trochę za mało. Dlatego nie skręcimy w głąb morza Bellingshausena, zresztą cieśnina przy wyspie Charcota jest, według map, cała w lodzie i przez to niedostępna.

Obecnie jesteśmy w przedsionku morza Amundsena. Płyniemy nadal dzień i noc, ale siadł wiatr i jest prawie bezwietrznie. Nie możemy czekać. Odpalamy silnik. Walczymy o czas, ale nie tylko. Okazało się, że nasze zapasy wody gwałtownie stopniały. Woda w zbiornikach jachtu po prostu zamarzła. Pozostało nam jeszcze około 100 litrów "rossówki" (wody wytopionej z lodowca na Wyspie Rossa). Dla 11 facetów to zapas na góra 5 dni... Odsolarka zwana także - solarką, daje wodę mocno słonawą. Nie pracuje sprawnie w tych temperaturach - jest za zimno. Woda, którą uzyskujemy nie nadaje się ani do picia ani na zaparzenie herbaty. Na siłę nadaje się do gotowania. Mamy co prawda całkiem spory - żelazny zapas wody w butelkach 0,6 l. Ale taki stan nie wywołuje entuzjazmu załogi.

Załoga
Załoga jachtu gasi pragnienie lodem/fot. L.Rychlik SelmaExpediotions.com

Kapitan zarządził ograniczenia - na razie -  "do 4 herbat dziennie" - Załoga się natychmiast podporządkowała - ale także wykazała "inicjatywę własną". Ktoś zaproponował: - "Growlery!" - Do tej pory staraliśmy się omijać z daleka te niebezpieczne dla jachtu - wielkie bryły lodu, ale w tej sytuacji role się odwróciły. Zapadła decyzja: Zapolujemy na nie. Sternicy zaczęli wyszukiwać na horyzoncie ofiar. Koło jednej z gór lodowych znaleźliśmy odpowiednią bryłę. Spora sztuka. Fał przygotowany, na nim pętla zaciskowa, dwie osoby z bosakami i jedna z naszym lasso. Zarzucamy kilka razy, potem bosakami naciągamy we właściwe miejsca na bryle lodu. Korba, kabestan, lina w górę, a na końcu wisi kilkaset zamrożonych herbat. Ostrożnie na pokład, młotki załatwiają resztę. Spora radość. W końcu naszą ofiarą pada coś, co do tej pory jedynie nam zagrażało. Teraz fachowym okiem oceniamy następne, potencjalne ofiary. Bez trudu, nauczeni doświadczeniem dopadamy następne dwa growlery. Zdobyliśmy zapas wody na kolejne kilkanaście dni. Staliśmy się - łowcami, pogromcami growlerów. Wiemy już jak i jeśli trzeba - wszystkie możemy przerobić na herbatę! Decyzją kapitana - dalsze łowy zostały zawieszone, po prostu nie mamy więcej pojemników na wodę.

Żelazna porcja wróciła na swoje miejsce. Wodna prohibicja trwała na Selmie, od chwili ogłoszenia, 40 minut! Nowa woda otrzymała nazwę "amundsenówka". Rozpoczynamy degustację i dyskusję - która lepsza: "rossówka" czy "amundsenówka"... Po południu piękny widok na horyzoncie. Jesteśmy otoczeni kilkunastoma wielkimi górami lodowymi. Nasz rezerwuar pitnej wody płynie z nami. Do tego przepięknie uzupełnia nam krajobraz.

- 5 marca 2015 -

Wielki Ocean Południowy - Po paku!
W antarktyczne Morze Rossa nie wmarzniemy. To już pewne. Marzenia (niektórych załogantów) o zimowaniu w lodach trzeba odłożyć na inny czas. Płyniemy już po oceanie!
Szósty - finalny etap - Wyprawy SELMA - ANTARKTYDA - WYTRWAŁOŚĆ - rozpoczęty.
Spod góry lodowej, osłaniającej nas przez prawie dwie doby przed sztormem (w porywach do 70 w./130 km/h) ruszyliśmy wczesnym rankiem. Na szczęście wiatr znacznie osłabł, a pak był luźny. Końcówka na żagielkach - kliwer i bezan. Z lodowego paku wyszliśmy około południa.
Na oceanie duży rozkołys i silny wiatr. Żeglujemy 7-8 węzłów (ok. 15 km/h). Buja nieźle. Do tego zapada noc, odwykliśmy trochę od pór dnia. Wszyscy gremialnie ziewają całymi dniami. Noce ciemne, a tu trzeba płynąć. Wystawiamy oko na dziób. Pływają kry i growlery. O ile growlery są widoczne, to kry często pojawiają się niespodziewanie zza fali. W dzień to nie problem, ale nocą... Dmuchamy na zimne! Nawet na to bardzo zimne, zważywszy na "okoliczności przyrody".
Nadal żeglujemy w "siedemdziesiątkach". Nienazwanych siedemdziesiątkach. Może nasi Czytelnicy podrzucą jakieś dobre przymiotniki... Podziękujemy z imienia i nazwiska za najlepsze określenie. Taki mały, selmowy konkurs ? (Przesyłajcie Wasze propozycje na adres: wyprawa@selmaantarktyda.com<mailto:wyprawa@selmaantarktyda.com>, do 10 marca 2015, włącznie).
UWAGA: dla wybranej przez Jachtowe JURY propozycji - nagroda niespodzianka!
Przed nami jeszcze kawał drogi. Dziękujemy za wszystkie życzenia - pomogły. Lody się jednak rozstąpiły :-)
Pozdrawiamy z oceanicznej Selmy,
Piotr oraz Jacek, Wifi, Leon, Damian, Luby, Artur, Kris, Tomek, Duszan i Krzysiek

- 5 marca 2015 -

Godz. 2.00 (czasu polskiego)
Wiadomość z pokładu:
Jest fala, wiatr, nie ma już lodu! Jesteśmy po drugiej stronie bariery paku lodowego. :-)
Płyniemy dalej...
Pozdrowienia.
Piotr (Kuźniar), kapitan i Kris (Jasica), z-ca kapitana

- 4 marca 2015 -

Morze Rossa:  Sztormowanie pod górą lodową

Zobacz relację:  

Sytuacja jest następująca: ostatnie dwie doby trwamy na pozycji 74 stopnia 28 minuty S, czyli właściwie już przy wyjściu z zamarzającego Morza Rossa. Choć to tylko ok. 80 mil (150 km.) do wolnej wody cieplejszego Oceanu Południowego - woleliśmy poczekać...

''

Poprzednie kilka zeszły nam na przechodzeniu przez pak lodowy, potrzebny był jeszcze jeden dzień dobrej pogody. Ale zaczęło wiać powyżej 30 do 40 węzłów (60-75 km/godz.). To nie jest dobra prognoza do slalomu między lodowymi growlerami. Dlatego znaleźliśmy górę lodową z którą "zawarliśmy bliższą znajomość", i w której "cieniu" postanowiliśmy poczekać aż zakończy się sztorm. Spod "naszej" góry obserwujemy przechodzące obok pola paku lodowego. Znowu są noce, czyli (na razie) 2 godziny "prawie ciemności" na dobę. Co jakiś czas nadchodzi także gwałtowna śnieżyca przyprawiająca sternika o szybsze tętno.