Tekst dyktanda językoznawców 2013

Ostatnia aktualizacja: 26.10.2013 16:14

Ochędożywszy się i zharmonizowawszy we wnętrzach swoich,  bynajmniej  nie półanalfabeci hurmą przystąpili do dyktanda po raz enty [poprawnie też: n-ty]. Takie czary-mary kleparskie. Nicnierobienie supernagrody nie zapewni. Może by tak niezadługo objuczyć się też dobrodziejstwami ze środkowokrakowskiego targu? – pomyśleli. Jakichś sczerniałych ciemnobrunatnych skorzoner czy jaskrawozielonych renklod z kilka, no i co nieco  głożyny omszałej, co wygląda ekstraświeżo, ileś tam wtachałoby się do domu. A może wraz z wężymordem czarnym korzeniem wartałoby chapnąć ociupinkę gumo-, lecz nie miododajnego mniszka koksagizu tudzież jastrzębca sabaudzkiego?  
Wtem te ochy i achy nad wiktuałami przerwała jakaś chryja:
–  Skończże pani się handryczyć! Hajda! Zhandluj, sfrymarcz   i nie harataj się o pół złotówki!
– Przecieżbym niezadługo i żętycę półdarmo tak sprzedała – półszepcząc, pakowała ponadpółtorakilogramowy [też: ponad 1,5-kilogramowy] bundz.
Co poniektórzy spauzowali. Niechby tylko nie utracili wątku! Coś ocuciło ich i nowo zagorzałych przywróciło tej pół zabawie, pół rywalizacji. Cóż to za skądkolwiek nadeszła siła? To nie żadne sirocco, żaden chamsin, harmattan ni antypasat, lecz chuć, co daleka rui i porubstwu: niby-pożądliwość, hipernamiętność do majuskuł i minuskuł, do wszechrzeczy ortograficznej.
Nim więc wychyniecie z przestworu grafii, nie bez kozery rzeknę: za nie lada wysiłek wszem wobec składam gratulacje!

Opracowały: dr Aneta Załazińska (UJ), dr hab. Katarzyna Kłosińska (UW)

Zobacz więcej na temat: Dyktando