Rozmowa z Ryszardem Petru

Ostatnia aktualizacja: 20.05.2011 13:35

Zuzanna Dąbrowska: Moim gościem jest pan Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich...

Ryszard Petru: Dzień dobry.

Z.D.:  ...analityk najważniejszych, największych polskich banków, doradca Banku Światowego także. Będziemy rozmawiali oczywiście  o takiej bombce, która się nadmuchała, nadmuchała od przedwczoraj, a dzisiaj nagle chyba pękła, to znaczy o pomyśle, żeby to Leszek Balcerowicz był polskim kandydatem na szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dlaczego to się może nie udać? Dlaczego premier Tusk mówi, że to nie ma dzisiaj większego sensu?

R.P.: Nie wiem, jak interpretować wypowiedź premiera, bo aby być skutecznym, może nie trzeba zgłaszać formalnie kandydatury, trzeba ją uzgodnić na poziomie europejskim. Akurat to spotkanie w Bydgoszczy jest też fajnym miejscem, aby o tym porozmawiać, bo to Francja i Niemcy zwykle te decyzje podejmują. Wydaje mi się po pierwsze, że Leszek Balcerowicz byłby bardzo dobrym kandydatem, po drugie jest to kandydatura realna. Oczywiście są kandydatury niemieckie czy francuskie, które są zwykle silniejsze, ale pamiętajmy o tym, że też Stany Zjednoczone mają też coś do powiedzenia, i to jest bardzo istotny głos, a Amerykanie zgodnie z umową nie przedstawiają kandydata na szefa Funduszu Walutowego. Wydaje mi się, że to jest kwestia zabiegów dyplomatycznych. Polska powinna uzgodnić swoje stanowisko z Niemcami i z Amerykanami. I takie rzeczy nie są z góry przegrane. Przypomnę – jak zgłaszana była kandydatura Jerzego Buzka na szefa Parlamentu Europejskiego, to wiele osób stukało się w głowę w Polsce, mówiono, że nie ma szans, jednak się udało. Na świecie dominuje przekonanie, że przyszedł czas na to, aby szef Funduszu nie był znowu z bogatej Europy, pojawiają się coraz częściej głosy, aby to był przedstawiciel tzw. rynków wschodzących, czyli tych biedniejszych gospodarek świata, a z kolei Europejczycy mówią: ale to musi być człowiek, który umie rozwiązać problemy Grecji, Portugalii, w związku z tym musi być z Europy. Wspólny mianownik...

Z.D.:  To prawda, ale nie jest nigdzie napisane, nie ma takiego przepisu, który by rozdział tych funkcji jakoś sankcjonował. Jest to tylko i wyłącznie zwyczaj. No, zwyczaj można zmienić.

R.P.: Można, chodzi mi tylko o to, że wspólny mianownik rynków Europy i rynków wschodzących to jest właśnie Polska, bo Polska nie jest krajem bogatym Europy, ale jest europejskim krajem, który rozumie jakby problemy krajów rozwijających się, a jednocześnie rozumie też problemy Europy, bo one nas też dotyczą. Ja nie chcę się odnosić do tego, co oznacza wypowiedź premiera, bo to mogą być dwie interpretacje: pierwsza, do której bym się skłaniał, może oznaczać, że naprawdę zanim się ogłasza, to trzeba pewne działania dyplomatyczne przedsięwziąć, porozmawiać i zgłaszać wtedy, kiedy szanse są niezerowe, a moim zdaniem są niezerowe, a po drugie pamiętajmy o tym, że jak się nie zgłasza, to się nie ma szans.

Z.D.:  No właśnie, premier powiedział dzisiaj: „Nie ma okoliczności, które kazałyby powiedzieć, że istnieje prosta droga do tego typu sukcesu”. To sukcesu chyba droga nigdy nie jest specjalnie prosta. Czy sądzi pan, że w związku z deklaracją premiera to już jest sprawa zamknięta?

R.P.: Nie, znaczy po pierwsze nie znam całości, ale wydaje mi się, że nie. Ja odczytuję tę deklarację premiera jako sygnał, że po prostu nie wszystko jest przygotowane, ale to w ciągu kilku dni będziemy wiedzieć, gdzie jesteśmy w tej dyskusji. To nie jest tak, że mamy jednoznacznie... wiadomo dokładnie, kto zostanie wybrany. Minister Francji, która jest najbardziej prawdopodobnym kandydatem, też nie jest stuprocentowym kandydatem, za każdym razem pojawiają się jakieś problemy  i w dyplomacji czy w negocjacjach trzeba umieć używać różnego rodzaju argumentów. My mocne argumenty też mamy. A po drugie pamiętajmy o tym, że ci, którzy są w czołówce rozważanych kandydatów, nawet gdyby ten Fundusz Walutowy nam się nie udał, to w kolejce są potem inne ważne stanowiska, np. szef Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. I chodzi mi tylko o to, że jak się przeprowadzi raz kandydaturę przez taki proces uzgodnień i ona będzie, że tak powiem, w tej głównej piątce czy w trójce, to są zawsze potencjalni kandydaci do innych ważnych stanowisk europejskich. Polska jest wysoce niereprezentowana w ogóle w Europie, najwyższe stanowisko ma Jerzy Buzek. Przypomnę: kończy mu się kadencja, bo to jest dwuletnia. Mamy bardzo słabą reprezentację na świecie i w Europie...

Z.D.:  Jeszcze Janusz Lewandowski (...)

R.P.: Ale Janusz Lewandowski jakby automatycznie jest komisarzem, każdy kraj ma komisarza, prawda? Czyli to, przepraszam, że tak powiem, ale nam się to należało, natomiast już pozostałe elementy tej wielkiej układanki to jest kwestia siły negocjacyjnej danego kraju. Nasza pozycja jest znacznie silniejsza niż parę lat temu. Ja nie chcę interpretować tej wypowiedzi premiera, ale chcę powiedzieć tak: jak się nie zgłasza, to się przegrywa, po drugie pamiętajmy o tym, że to nie jest jedyna rozgrywka na tej wielkiej scenie europejskiej. Trzeba pokazać, że my mamy poważnego kandydata, na światowym poziomie, który ma szanse, nadawałby się jak najbardziej. No i trzeba zacząć, że tak powiem, w to grać. Hiszpanie nauczyli się, że tak powiem, kraj, który 10 lat wcześniej przed nami... 10 lat przed nami wyszedł z totalitaryzmu, nauczył się negocjować. Przypomnę – Solana był szefem NATO. To nie są rzeczy niemożliwe, tylko trzeba umieć to taktycznie rozgrywać. Faktem jest, że to jest świeża sprawa, jak rozumiem, być może premier nie chce zgłaszać kandydatury oficjalnie. Najgorszym wariantem by było zgłaszanie i pseudopopieranie. Mam nadzieję, że to nie wchodzi w rachubę. Czyli zgłoszenie, ale nie robienie w tej sprawie...

Z.D.:  I potem żaden wysiłek bez dyplomacji...

R.P.: No tak, to jest bez sensu.

Z.D.:  ...i (...) osamotniona.

R.P.: No, tak było la temu cztery, kiedy Leszek Balcerowicz też był kandydatem na szefa Funduszu, przypomnę – to było za rządów PiS-u i tak naprawdę to tam zgłoszono Marka Belkę, a nikt naprawdę jakichkolwiek ważnych decyzji jeszcze...Trzeba naprawdę zaangażować się w taką sprawę, żeby to wygrać, a to Polsce byłoby bardzo potrzebne.

Z.D.:  Dziękuję bardzo za rozmowę. Mam nadzieję, że losy kandydatury Leszka Balcerowicza nie są przesądzone, nie jest to sprawa zamknięta. Moim gościem był Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

(J.M.)