Na wojnie nie wygrywa nikt

Ostatnia aktualizacja: 22.04.2013 09:52
Historia przyjaźni polskiego likwidatora i koreańskiego "dziecka wojny".
Audio
  • "Portret w czerwieni" - reportaż Jolanty Krysowatej (Reportaż w Jedynce)
Kimpo, Korea, zdjęcie archiwalne. Dowódca sił interwencyjncy ONZ w Korei amerykański generał Douglas MacArthur (2-gi od P) podczas inspekcji wojsk 24 regimentu piechoty na lotnisku Kimpo 3 kwietnia 1951 roku. Komunistyczna Korea Płn zaatakowała Koreę Płd 25 czerwca 1950 roku.
Kimpo, Korea, zdjęcie archiwalne. Dowódca sił interwencyjncy ONZ w Korei amerykański generał Douglas MacArthur (2-gi od P) podczas inspekcji wojsk 24 regimentu piechoty na lotnisku Kimpo 3 kwietnia 1951 roku. Komunistyczna Korea Płn zaatakowała Koreę Płd 25 czerwca 1950 roku. Foto: PAP/EPA

Nazywam się Tadeusz Partyka - jestem Polakiem. Przyjechałem do Wrocławia w 1946 roku. Sam. Nie wolno mi powiedzieć, co, gdzie i dlaczego robiłem wcześniej. W moim kraju właśnie skończyła się wojna. Polacy z aliantami i Rosjanami walczyli przeciwko faszystkom, wojna skończyła się źle. Chociaż Niemcy przegrali to Polacy nie wygrali. Moje życie nie ma sensu. W końcu spotykam ją. Ale ona umrze. Potem będę już tylko ratować innych ludzi…

Gdybym żyła powiedziałabym o sobie tak: nazywam się Kinki Dog. Jestem Koreanką. Przyjechałam do Polski w 1953 roku. Było nas dzieci z Korei ponad tysiąc. Jechaliśmy pociągami. Nie wolno mi powiedzieć, co działo się z nami wcześniej. W naszym kraju właśnie kończyła się wojna. Po dwóch stronach przeciwko sobie walczyli Koreańczycy. Obok nich z jednaj strony Amerykanie, a z drugiej Chińczycy. Wojna skończyła się źle. Nikt nie wygrał. W bratniej Polsce czekała na nas - "dzieci wojny" pomoc. Dojechaliśmy do ośrodka w Polkowicach bardzo chorzy. Mieliśmy się tu leczyć i kształcić, żeby po sześciu latach wrócić odbudowywać naszą socjalistyczną ojczyznę. Ja nie wrócę. Jestem bardzo chora i umrę po dwóch latach spędzonych w Polsce. Pochowają mnie we Wrocławiu. Nikt nie będzie o mnie pamiętał. Może tylko on, ale czy ktoś go będzie słuchał? I po co…

Reportaż Jolanty Krysowatej "Portret w czerwieni" to historia niezwykłej przyjaźni koreańskiej dziewczynki i polskiego lekarza, których połączyły wojenne, dramatyczne doświadczenia. Zapraszamy do wysłuchania dokumentu.

Reportaż nagrodzony Grand Prix KRRiT 2004.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Czas reporterów: Pierwsza polska nagroda na festiwalu PRIX EUROPA - "Osieroceni"

Ostatnia aktualizacja: 06.11.2003 20:10
Radiowy dokument "Osieroceni" autorstwa Jolanty Krysowatej, reportażystki Polskiego Radia Wrocław zajął pierwsze miejsce na międzynarodowym festiwalu reportaży i słuchowisk radiowych Prix Europa. Nagrodzony reportaż opisuje wydarzenia z Lwówka Śląskiego sprzed 50 lat. To historia dzieci z komunistycznej Korei, które przez sześć lat były w Polsce.
rozwiń zwiń

Czytaj także

GRAND PRIX KRRiT 2012 - "Nic się nie stało" - Hanna i Adam Bogoryja-Zakrzewscy

Ostatnia aktualizacja: 23.11.2012 18:00
Historia mężczyzny, który przez przypadek trafił do aresztu śledczego i po 12 latach wyszedł z niego też przez przypadek. Grand Prix KRRiT za najlepszy reportaż radiowy 2012 roku.
rozwiń zwiń

Czytaj także

12 lat więzienia za cudzą zbrodnię...

Ostatnia aktualizacja: 26.11.2012 16:00
"Nic się nie stało" - najlepszy reportaż radiowy roku - opowiada historię mężczyzny, który przez przypadek trafił do aresztu śledczego i po 12 latach wyszedł z niego... też przez przypadek.
rozwiń zwiń

Czytaj także

„Honor żołnierza” – Jolanta Rudnik (PR Koszalin)

Ostatnia aktualizacja: 08.12.2012 09:00
Niedziela, 9 grudnia 2012, godz.21.14, Program 1. Starszy sierżant Jacek Żebryk walczy o honor polskiego żołnierza z autorami obraźliwych wpisów w internecie.
rozwiń zwiń