Stanisław Witkowski i Władysław Bąk. Muzyczne legendy Kielecczyzny

Ostatnia aktualizacja: 16.12.2018 16:00
- Czasem grałem na dwóch weselach jednocześnie. Raz na pasie mnie prowadzili, żebym nie uciekł do tych drugich, takie były cyrki - wspomina weselne grania w regionie świętokrzyskim muzyk Stanisław Witkowski.
Audio
  • Rozmowa ze Stanisławem Witkowskim i Władysławem Bąkiem - muzykami ludowymi z Kielecczyzny (Kiermasz pod kogutkiem/Jedynka)
Stanisław Witkowski
Stanisław Witkowski Foto: Kuba Borysiak

- Z nauką gry było trudno, nie było nut ani nagrań. Zaczynałem w Orłowinach koło Łagowa grą na piszczałce na pastwisku, chodząc za krowami. Po wojnie w 1947 roku przenieśli nas pod Opatów. To były ciekawe lata - nie było radia czy telewizorów, nie było skąd brać melodii, żeby się ich nauczyć. Wiejscy muzykanci byli zazdrośni, strzegli swoich tajemnic. Jak już mieli kogoś uczyć, to pytali "za ile?".

Młody Stanisław rozpoczął naukę gry na klarnecie. Pierwsze nauki pobierał u znanego w okolicy kapelmistrza Józefa Grudnia w Opatowie.

- Wciskałem się na siłę i zacząłem grać na weselach. Kiedyś wesela były duże, około pięciuset gości na każdym. W czasie odpustu odbywały się w naszej okolicy aż trzy zabawy. Wcześniej wszystkie kapele prezentowały się przed kościołem, na sumie, żeby ludzie chcieli iść na ich potańcówkę – dorzucił lider Kapeli Witkowskich z Opatowa.

- Dużo w Świętokrzyskiem było kapel, teraz już nie ma żadnej. Były klarnety, niemieckie akordeony, przed wojną - guzikówki. Graliśmy walce, tanga, walce angielskie, fokstroty, powiślaki, no i polki i oberki na przedzie - podsumował repertuar swojej kapeli muzyk.

Drugim gościem "Kiermaszu pod kogutkiem" był Władysław Bąk z Bartoszowin, śpiewak i akordeonista.

- Jeżdżę teraz po świecie, nawet wygrywam konkursy. Kiedyś grałem nielegalnie w metrze w Paryżu. Nie dostałem kary, bo policji się spodobało - wspominał muzyk.

- Grałem, odkąd miałem pięć lat. Zaczynałem od skrzypiec. Pamiętam pierwszy utwór, który na nich zagrałem: "Cyraneczka nie ptak, dziewczyna nie ludzie". Dopiero później mama kupiła mi akordeon. Grałem nawet na saksofonie, ale akordeon jest najważniejszy - wspominał uznany harmonista z Bartoszowin w Świętokrzyskiem.

- Po dziadku bardzo lubię muzykę, wczuwam się! Jak ją rozumiem? Dla mnie to tak, jakbym pisał list miłosny do ukochanej dziewczyny - opowiadał Władysław Bąk.

W audycji m.in. o tym, jak toczyła się ich muzyczna przygoda, z czego są najbardziej znani i co mają wspólnego z zespołem Tęgie Chłopy.

***

Tytuł audycji: Kiermasz pod kogutkiem

Prowadził: Kuba Borysiak

Goście: Stanisław WitkowskiWładysław Bąk (muzycy) 

Data emisji: 16.12.2018

Godzina emisji: 5.05

gs/at

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak