Glina bywa wredna. Ceramika siwa z Czarnej Wsi Kościelnej

Ostatnia aktualizacja: 27.09.2020 15:22
W audycji Piotr Dorosz uchylał rąbka tajemnicy wypału siwaków - tradycyjnej ceramiki z regionu Białostocczyzny, rozmawiał o fenomenie Pisma Folkowego z redaktor tego periodyku - Agatą Kusto i przybliżał muzykę Puszczy Białej wykonywaną przez Sylwestra Chojnackiego.  
Audio
  • Podlaski garncarz - paweł Piechowski, Agata Kusto o Piśmie Folkowych, Sylwester Chojnacki - harmonista z Kurpiów
Paweł Piechowski na Jarmarku Jana, mat. Pawła Piechowskiego
Paweł Piechowski na Jarmarku Jana, mat. Pawła PiechowskiegoFoto: mat. pras. Paweł Piechowski

Czarna Wieś Kościelna na Podlasiu była największym w Polsce zagłębiem ceramiki siwej. Obecnie prawdopodobnie jedynym. Wyroby z ceramiki siwej, zwane także siwakami charakteryzują się srebrno-siwym kolorem, specyficznym  procesem wypału i są garncarską wizytówką tego regionu od przeszło 200 lat.

Są gliny „krótkie” i „giętkie”. Nie każda glina nadaje się do toczenia dzbanów. Ta „krótka” jest wredna, rwąca - Paweł Piechowski

Gościem Kiermaszu pod kogutkiem był Paweł Piechowski – najmłodszy garncarz z Czarnej Wsi. Piechowski pochodzi z rodziny garncarskiej, która od czterech pokoleń zajmuje się wyrobem ceramiki siwej. Z początku pradziadek pana Pawła nie miał pracowni garncarskiej i ceramikę wytwarzał w domu. Brakowało mu też pieca – wysuszone, opakowane sianem wyroby woził do innych garncarzy, by je wypalić.

Choć na kilka lat uciekł od gliny, Paweł Piechowski zajmuje się garncarstwem już 25 lat! Do tej pory w jego pracowni znaleźć można narzędzia pamiętające poprzednie pokolenia garncarzy Piechowskich. Doświadczenie zdobywane od małego, gdy pomagał ojcu, dziś procentuje. Pan Paweł jest w stanie znaleźć pokłady gliny, która będzie odpowiednia do pracy. Jak sam mówi: Są gliny „krótkie” i „giętkie”. Nie każda glina nadaje się do toczenia dzbanów. Ta „krótka” jest wredna, rwąca...


ceramika siwa, tzw. siwaki autorstwa Pawła Piechowskiego, mat. Pawła Piechowskiego ceramika siwa, tzw. siwaki autorstwa Pawła Piechowskiego, mat. Pawła Piechowskiego

Gdy już znajdzie się materiał o dobrym składzie, trzeba odpowiednio go przygotować: składować w zbiornikach, w których rozmaka, tzw. kotuchach, potem walcować, odpowietrzać, wyrabiać ręcznie. Dopiero wtedy glina może trafić na koło.

Proces wypalania tzw. siwaków jest dwuetapowy – ceramikę najpierw wypala się z udziałem powietrza. Później piec szykowany jest do redukcji – wsad z naczyniami szczelnie zasypuje się piaskiem, do komory dorzuca się sosnowe polana, po czym całkowicie zasypuje się piec piaskiem. W wyniku odcięcia dopływu powietrza wytwarza się dwutlenek węgla, który barwi naczynia na siwo-czarny kolor. Tak zasypany piec czeka na ponowne otwarcie do tygodnia czasu. Kiedy temperatura z około 1000’C spadnie do około 300’C.

Musi się palić. Spokojnie. To ceramika się wypala - Paweł Piechowski

Co ciekawe, piece Piechowskiego są bezkominowe. To tzw. Piece ziemne, których większa część jest  na stałe wkopana w ziemię. Dym wychodzący z pieca podczas wypału uchodzi specjalnie rozszczelnionym dachem pracowni. Istnieje teoria głosząca, że nazwa wsi pochodzi właśnie od tego uchodzącego przez dachy dymu, czerniącego dachówki pracowni.

- Nie raz była taka sytuacja, że przybiegali do mnie ludzie z krzykiem „pali się”! A ja im na to mówiłem: „Musi się palić. Spokojnie. To ceramika się wypala” – mówił z rozbawieniem Paweł Piechowski


Обкладинки різних номерів "Фолькового часопису", ілюстраційне фото Оkładki Pisma Folkowego, mat. pras. 

Fascynowała mnie aktywność i pasja ludzi tworzących wówczas scenę folkową, które bardzo walczyły o status muzyki inspirowanej tradycjami i kulturą autentyczną – dr Agata Kusto

W części drugiej Piotr Dorosz przedstawił rozmowę z Agatą Kusto - etnomuzykolog z Uniwersytety Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie i redaktor naczelną Pisma Folkowego, wcześniej znanego jako Gadki z Chatki. To, co rozmówczyni uważa za wielki sukces periodyku, to fakt, że łączy on spojrzenie naukowców, badaczy ze spojrzeniem praktyków - folkowców.

- Fascynowała mnie aktywność i pasja ludzi tworzących wówczas scenę folkową, które bardzo walczyły o status muzyki inspirowanej tradycjami i kulturą autentyczną – mówiła dr Agata Kusto.

Pismo powstało w 1996 r. w formie biuletynu, gazetki festiwalowej. Było odpowiedzią na potrzebę posiadania miejsca, w którym można by się dzielić  informacjami o raczkującym wtedy jeszcze ruchu folkowym – wspominała Agata Kusto.

Doświadczenie źródła, tego jakie ono jest, pozwala łatwiej docenić świadomą inspirację tym źródłem. Nie bójmy się zmian dokonujących się na scenie, w kreacjach artystycznych! - dr Agata Kusto

Połączenie sił i pasji Animatorów Ruchu Folkowego – stowarzyszenia będącego współwydawcą Pisma Folkowego – i badaczy uniwersyteckich dało nadspodziewany efekt! To swoisty ewenement na rynku wydawniczym: współistnienie dwóch spojrzeń: praktyków - folkowców i badaczy uniwersyteckich. Świata amatorskiego i naukowego.

- Doświadczenie źródła, tego jakie ono jest, pozwala łatwiej docenić świadomą inspirację tym źródłem. Nie bójmy się zmian dokonujących się na scenie, w kreacjach artystycznych! Oczywiście, o ile będziemy wiedzieć, że ci wykonawcy są świadomi, po co do źródeł sięgają i na ile mogą sobie pozwolić na operowanie nimi – mówiła z przekonaniem redaktor Pisma Folkowego


harmonia pedałowa z warsztatu Mielnickiego, fot. Tomiktomi harmonia pedałowa z warsztatu Mielnickiego, fot. Tomiktomi


Ostatnim punktem programu było spotkanie z Sylwestrem Chojnackim - harmonistą z Kurpiów Białych - który w tym roku otrzymał wyróżnienie w kategorii solistów-instrumentalistów na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym.

- Był taki okres, że od harmonii uciekałem, jak mogłem – przyznał Sylwester Chojnacki – Kiedy zaczynałem grać, miałem około 12 lat. Należałem do Zespołu Pieśni i Tańca, kierownik, Bonifacy Kozłowski, zaszczepił we mnie miłość do folkloru Puszczy Białej. Czerpię właściwie tylko z jego zbiorów. Pamiętam, jak opowiadał, jak chodził z magnetofonem szpulowym po wsiach… - wspominał gość "Kiermaszu pod kogutkiem".

- Były u nas tylko pedałówki na początku. Podstawowym składem była harmonia pedałowa, bębenek i skrzypce. Do tego składu dołączał czasem klarnet. Skąd się brał? Żołnierze, wracający z służby umieli grać na takich instrumentach. W przypadku Puszczy Białej popularną harmonią był instrument wyrabiany przez Boruckiego z Warszawy. – mówił Sylwester Chojnacki.

Laureat tegorocznego konkursu Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych łączy pasję muzyczną z pracą w straży pożarnej. Niekiedy uświetnia okolicznościowe imprezy, nie tylko grą na harmonii, ale i na akordeonie.

- Harmonia jest delikatniejsza, bardziej złożona od akordeonu, staram się to szanować i grać na niej przy ważniejszych okazjach – tłumaczył.

***

Tytuł audycji: Kiermasz pod kogutkiem

Prowadził: Piotr Dorosz

Data emisji: 27.09.2020

Godzina emisji: 5.05

mg

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak