Pieśni z babki, prababki z Zespołem Śpiewaczym z Dobrowody

Ostatnia aktualizacja: 19.09.2021 06:00
O tym, że śpiew to zdrowie, o przekazie międzypokoleniowym i ponad 50 latach historii Zespołu Śpiewaczego z Dobrowody opowiadały w "Kiermaszu pod kogutkiem" Nina Jawdosiuk i Barbara Jakimiuk - najstarsze członkinie grupy. W audycji rozmawialiśmy także z Darią Kosiek o intensywnym czasie w życiu zespołu Wernyhora oraz odwiedziliśmy Łemkowski Kermesz w Olechowcu.
Audio
  • Pieśni z babki, prababki z Zespołem Śpiewaczym z Dobrowody (Jedynka/Kiermasz pod kogutkiem)
Członkinie Zespołu Śpiewaczego z Dobrowody.
Członkinie Zespołu Śpiewaczego z Dobrowody.Foto: Mariana Kril

Ponad 50 lat temu Zespół Śpiewaczy z Dobrowody tworzyło kilkanaście kobiet z tej wsi, a jej tereny rozbrzmiewały tradycyjnymi pieśniami. W ostatnich latach w Zespole śpiewały: Nina Jawdosiuk, Walentyna Klimowicz i Barbara Jakimiuk zmarła w lutym 2021 roku. O ponad pięćdziesięcioletniej historii wspólnego śpiewania, przekazywaniu pieśni i ich źródłach opowiadały dwie najstarsze śpiewaczki z grupy.

- Teraz mało się śpiewa, bo się postarzałyśmy. Głównie śpiewamy z okazji warsztatów – mówiła Walentyna Klimowicz – A i czasem, jak ktoś umrze, to zbieramy się wieczorami i w cerkwi śpiewamy.

- Teraz to najwięcej robimy warsztatów. To bielenie lnu, to tarcie lnu, i chodnik tkaliśmy, i darcie pierza. Do każdej pory roku mamy pieśni, możemy coś innego pokazać i przyśpiewać do tego – dodała Nina Jawdosiuk.

Dawniej w życiu wsi Dobrowody nie brakowało jednak okazji do śpiewu. Wesela, gdy piekło się korowaje, żniwa, przedwiośnie, kiedy ciepło trzeba było przywołać odpowiednimi zawołaniami…

- A nasza Dobrowoda była i jest rozśpiewana! Nie musieliśmy szukać pieśni w innych wsiach, bo u nas znalazło się ich na każdą porę roku! A uczyli my się od starszego pokolenia. Ja przykładowo, dużo poznałam od swojej teściowej. Jak grabiłyśmy siano, to śpiewała sianokosy. To i ja pomrukiwałam pod nosem. A żniwa jak były, to ona pracowała sierpem i śpiewała! Myślałam: „Boże, jak to ciężko tak pracować i śpiewać”! – Mówiła Nina Jawdosiuk. Potem okazało się, że śpiew dodaje sił – Choćby się zmęczyć na polu, to trzeba było robić śpiewkę. I biegiem, obrządki: krowy, świnie, i na śpiewkę. Bo śpiew to zdrowie!

- Mnie sporo pieśni przekazała mama. Na wiosnę, bo do szkoły nie chodziłam, siedzieliśmy przy kartoflach i mama mi śpiewała. I jeszcze, jak na ulicę wychodziłam wieczorami, to słuchałam jak starsze dziewczyny i chłopcy śpiewają. Coś tam mi w głowę powchodziło. Starsze powychodziły za mąż, to my, młodsze wychodziłyśmy na ulice i śpiewałyśmy. Jak było ciepło, w niedziele, latem po żniwach. Chłopcy robili zabawy, jak muzykant przestawał grać to śpiewałyśmy – wspominała Walentyna Klimowicz.

W latach 70. XX w., w Dobrowodzie (podlaska gmina Kleszczele) powstał Zespół Śpiewaczy tworzony przez kilkanaście kobiet. Lata 90. i początek XXI w. to lata świetności zespołu. Grupa koncertowała w Polsce i za granicą. Zespół zawiesił działalność, gdy zmarły najstarsze śpiewaczki, by powrócić kilka lat temu. Wygląda na to, że kilkadziesiąt lat śpiewaczej tradycji nie zostanie zaprzepaszczonych – do śpiewaczek dołączyło bowiem kolejne młode pokolenie. Warto zaznaczyć, że zespół wykonuje tylko pieśni ze swojej wsi. Panuje tu przekaz pokoleniowy – starsze śpiewaczki nauczają młodsze adeptki.

Zespół Śpiewaczy z Dobrowody Zespół Śpiewaczy z Dobrowody

W Olchowcu na łemkowszczyźnie odbywa się właśnie 31. Łemkowski Kermesz. Zgodnie z wieloletnią tradycją odpusty w tej wsi odbywały się w maju, na „letniego Mikołaja”, jednak pandemia zmusiła organizatorów do zmiany planów. Tradycję odpustowych kiermaszów wskrzesili mieszkańcy Olchowca wraz z ówczesnym proboszczem w latach 90. W „Kiermaszu pod kogutkiem” o tradycji kermeszy rozmawialiśmy z Mikołajem Gabło, autorem książki „Olchowiec Łemków utracony”. Gabło, urodzony w 1940 roku mieszkaniec Olchowca, pamięta tamtejsze tradycyjne odpusty jeszcze z lat wczesnego dzieciństwa. To pamięć o barwnym, radosnym czasie, pełnym śpiewu i dobrej zabawy…

- W Olchowcu mieszkam od urodzenia. Na tym terenie udało się zostać dwunastu rodzinom. Choć nie było łatwo, trochę nas prześladowali – wspominał Mikołaj Gabło. – Łemkowie to tacy górale. Byli wypierani z miast, dolin w góry. Ale pracy się nie bali, siali zboże, ziemniaki, bydło hodowali. Do wojny było 90 numerów [chat – red.] łącznie z Cyganami, 5 numerów. I to się tak wlekło. Jak Niemcy tu weszli, Cyganów zaczęli prześladować. Nasi Cyganie przechowali się koło Jasła, potem powracali i nam opowiadali… Starzy gospodarze, moi sąsiedzi, mówili, że chcieliby taki kermesz, jak to przed wojną bywały. Duży był! U nas 90 numerów, a jeszcze z Baraniego ludzie przychodzili, Ropianka 30 numerów… Mama brała mnie do malutkiej cerkwi, strasznie dużo ludzi było, ciżba, ledwo dało się oddychać! Wszyscy śpiewali na głosy!

W programie olchowieckiego Kermeszu znajdziemy m.in. prezentację książek Mikołaja Gabło czy Wasyla Bawolaka, warsztaty i koncerty.

Дарія Косєк https://www.facebook.com/glosbieszczad Дарія Косєк https://www.facebook.com/glosbieszczad

Naszym gościem była również Daria Kosiek z zespołu Wernyhora – laureata Konkursu Muzyki Folkowej "Nowa Tradycja" 2021. Po wygranej w konkursie grupa nie próżnowała, grając na wielu prestiżowych festiwalach w Polsce (m.in. EtnoKraków/Rozstaje, Ethnoport, Wschód Kultury, Turniej Muzyków Prawdziwych).

- Założyliśmy, że przynajmmniej na początku naszej drogi, będziemy grać jedynie pieśni ukraińskie, Bojkowskie. Ale w swoim repertuarze mamy też kilka pieśni z łemkowszczyzny, jedną ze Słowacji. Niemniej, odbiór jest ciekawy, ludzi ciekawi, o czym są pieśni – mówiła Daria Kosiek. – Przyznaję, że początek był trudny. Jesteśmy świeżym zespołem, po Nowej Tradycji musieliśmy szybko myśleć, co dalej i, jak brzmieć dobrze na koncertach.

Ten czas to dla Darii Kosiek również moment na poszukiwanie nowych inspiracji. Może liczyć na wsparcie męża, który na swoich badaniach terenowych wyszukuje dla niej ciekawe pieśni. Projekt Darii Kosiek, od którego zaczęła się kariera Wernyhory – „Bojkowski głos Bieszczadu” – to wciąż ważny element twórczości zespołu, a także pewna osobista misja jego wokalistki.

- Dla mnie to pewnego rodzaju misja. Chciałabym przywrócić bojkowskie pieśni tym terenom. Chciałabym, by brzmiały tu, gdzie kiedyś można było je usłyszeć. Dla mnie to ważne ze względu na moich dziadków, którzy w latach 40. zostali wypędzeni z Bieszczadów. A Maciej i Anna z zespołu chętnie mi w tej misji towarzyszą – mówiła Kosiek.

Obecnie zespół pracuje nad płytą. Dzięki kampanii crowdfoundingowej, już w listopadzie powinniśmy usłyszeć EP-kę Wernyhory.

***

Tytuł audycji: Kiermasz pod kogutkiem

Prowadziła: Mariana Kril

Data emisji: 19.09.2021

Godzina emisji: 5.05