Czwórka

Nagroda im. Krzysztofa Mętraka dla Błażeja Hrapkowicza

05.05.2014 09:00
Błażej Hrapkowicz, prowadzący audycję "Na Cztery Ręce", zdobył główną nagrodę przyznawaną młodym krytykom filmowym.
Nagroda im. Krzysztofa Mętraka dla Błażeja Hrapkowicza
Foto: Bartosz Bajerski

Jury XVIII Konkursu o nagrodę im. Krzysztofa Mętraka, wyróżniającą młodych krytyków filmowych jednogłośnie postanowiło przyznać Grand prix, rzeźbę autorstwa Adama Myjaka oraz 10 000 zł. Błażejowi Hrapkowiczowi za "perfekcję warsztatu, elastyczność w doborze tematów, klarowność wywodu i konsekwentne tworzenie prozy krytycznofilmowej w której kwestie estetyczne i światopoglądowe splecione są w sposób nienachalny i dojrzały".

Uroczyste wręczenie nagród wraz z projekcją filmu wybranego przez laureata odbędzie się tradycyjnie 25 lipca podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego T-Mobile Nowe Horyzonty we Wrocławiu.

Konkurs o Nagrodę im. Krzysztofa Mętraka, zmarłego w 1993 roku krytyka filmowego, ma na celu promowanie młodych ludzi piszących o filmie: studentów, dziennikarzy, krytyków. Organizatorem konkursu jest Za Production we współpracy z Polskim Instytutem Sztuki Filmowej oraz Stowarzyszeniem Nowe Horyzonty.

Czytaj także: Błażej Hrapkowicz laureatem wyróżnienia w konkursie o Nagrodę im. Mętraka <<<

Naszemu redakcyjnemu koledze szczerze gratulujemy i przypominamy, że Błażeja możecie usłyszeć na naszej antenie w audycji "Na cztery ręce" każdy czwartek po godzinie 23.00.

(rav/kd)

Zobacz więcej na temat: Czwórka film kino kultura
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Nowe kino Portugalii - mniej refleksji, więcej życia

12.11.2013 11:30
Świat widziany oczami portugalskich filmowców bywa fascynujący. Niestety o współczesnej kinematografii tamtego regionu Europy wiemy niewiele. Ma się to zmienić za sprawą przeglądu pod hasłem "Kino.PT".
Film niepokoju, reż. Joo Botelho
"Film niepokoju", reż. João BotelhoFoto: mat. prasowe
Posłuchaj
11'17 Portugalskie kino rusza w trasę po Polsce (Czwórka/Poranek OnLine)
więcej

Dwanaście filmów - pełno i krótkometrażowych, fabularnych i dokumentalnych - zawita w ciągu najbliższych trzech miesięcy do dziewięciu polskich miast. Tym samym będzie to największy jak do tej pory przegląd nowego portugalskiego kina w Polsce prezentujący jego najlepsze produkcje.

- Tytuły, które znalazły się w programie przeglądu zmieniają wyobrażenie o portugalskiej kinematografii - mówi José Carlos Dias z Instytutu Camõesa. - Przez długie lata twórczość naszych filmowców kojarzona była głównie z nurtem kina autorskiego, które opowiada samo o sobie. Tymczasem wyselekcjonowane przez nas obrazy są dużo bliżej prawdziwego życia i dzięki temu pozwalają lepiej zrozumieć, co dzieje się dziś w Portugalii.

Celem projektu "Kino.PT" jest także ukazanie świeżości i różnorodności współczesnego kina portugalskiego oraz zapoznanie polskiego widza z nowymi twórcami: już zdobywającymi spory rozgłos i uznanie, jak Miguel Gomes, Sérgio Tréfaut czy Gonçalo Tocha, ale i twórcami do tej pory mniej znanymi, jak Salome Lamas czy Regina Pessoa.

- Tematyka poruszana w portugalskich filmach odbiega od tego, czym zajmują się polscy filmowcy - tłumaczy Dorota Kwinta. - Wynika to i z historii i z geograficznego położenia. Portugalia to kraj z przeszłością kolonialną, w którym mieszka dużo imigrantów. Nic więc dziwnego, że tamtejsi twórcy mocno eksploatują te motywy.

W trakcie przeglądu pokazywany będzie m. in. nagrodzony w Berlinie obraz "Tabu", okrzyknięty największym sukcesem portugalskiego kina ostatnich lat oraz "Film niepokoju" o nieskończonej i pełnej pułapek książce – "Księdze niepokoju" Fernanda Pessoi.

"Kino.PT" zawita do Gdańska, Katowic, Krakowa, Lublina, Nowego Sącza, Poznania, Szamotuł, Wrocławia oraz Warszawy. Organizatorem przeglądu jest Instytut Camõesa w Polsce, a patronem medialnym Czwórka.

kul

Czytaj także

Kobieta z kamerą, czyli jak reżyserki zdobywały świat

24.01.2014 09:30
Kino kobiece to nie jest termin ukuty na potrzeby dyskusji o gender, tylko nurt obecny w kinematografii od lat. Jak wygląda on dziś?
Kadr z filmu Hannah Arendt, reż. Margarethe von Trotta
Kadr z filmu "Hannah Arendt", reż. Margarethe von TrottaFoto: mat. promocyjne/Aurora Films
Posłuchaj
24'37 Kino kobiece - jakie jest? (Czwórka/Na cztery ręce)
więcej

Jeśli spojrzeć na klasyków kina wymieniach w kompediach wiedzy, to zdecydowanie jest to męskie grono. - Statystyki, także te dotyczące nagród, nie przemawiają na korzyść artystek. Reżyserce trudniej jest dostać Oscara czy Europejską Nagrodę Filmową - mówi krytyczka i tłumaczka, Jagoda Murczyńska. - Najlepiej było to widać na oscarowej gali, kiedy to Kathryn Bigelow odbierała nagrodę za "The Hurt Locker". Nie dość, że kapituła uhonorowała ją statuetką za najlepszą reżyserię, to jeszcze za film o wojnie, a nie o gotowaniu czy złamanym sercu.

Tymczasem w kinematografii, od poczatków jej istnienia, nie brakuje wyrazistych postaci kobiecych. - Część z nich, zanim stanie za kamerą, pisze scenariusze albo zajmuje się aktorstwem. Ale teraz powoli się to zmienia i na wydziałach reżyserskich uczy się podobna liczna studentek i studentów - wyjaśnia rozmówczyni Błażeja Hrapkowicza. - Co prawda, nadal dużo trudniej im zdobyć fundusze na pełnometrażowy debiut, ale miejmy nadzieję, że i ten problem zostanie wkrórce rozwiązany.

Wachlarz gatunkowy i formalny filmów reżyserowanych przez kobiety jest naprawdę olbrzymi. - Zwykło się uważać, że kobiece filmy mają wiele wspólnego z kobiecą literaturą. Opowiadają o romantycznej miłości, są sentymentalnie i dla mało wymagającego odbiorcy - mówi gość "Na cztery ręce". - Oczywiście jest tak, że kobiety bardzo chętnie pokazują doświadczenia innych kobiet, które, funkcjonując w kulturze patriarchalnej, skupiają się na życiu domowym i związkach uczuciowych. Ale robią to po swojemu, opisując historię z kobiecej perspektywy.

Od piątku (24 stycznia) na ekranach naszych kin możemy oglądać, wpisującą się w nurt kobiecego kina, opowieść o życiu i twórczości jednej z najsłynniejszych myślicielek XX wieku, Hanny Arendt. Film jest dziełem Margarethe von Trotta - jednej z najbardziej uznanych artystek europejskiej kinematografii. Margarethe zasłynęła, kiedy razem z Volkerem Schloendorfem wyreżyserowała "Utraconą cześć Katarzyny Blum" w 1975 roku. W najnowszym filmie reżyserka koncentruje się na kilku latach życia znanej pisarki, Hanny Arendt, która wyjeżdża do Jerozolimy na proces człowieka odpowiedzialnego za plan masowej eksterminacji Żydów w czasie II wojny światowej. Przejmujące kobiece kreacje stworzyły tutaj m.in. Barbara Sukova i Julia Jentsch.

(kul)

Zobacz więcej na temat: Czwórka film kino kultura

Czytaj także

Stanisław Mikulski: niczego w życiu nie żałuję

27.11.2014 08:00
Stanisław Mikulski 1 maja obchodził swoje 85. urodziny. Przypominamy wizytę aktora w Czwórce i rozmowę, podczas której przyznał, że niczego w życiu nie żałuje.
Stanisław Mikulski stworzył wiele ciekawych kreacji filmowych, ale to serial Stawka większa niż życie w reż. Andrzeja Konica i Janusza Morgensterna przyniósł mu największą popularność
Stanisław Mikulski stworzył wiele ciekawych kreacji filmowych, ale to serial "Stawka większa niż życie" w reż. Andrzeja Konica i Janusza Morgensterna przyniósł mu największą popularnośćFoto: mat. prasowe
Posłuchaj
07'24 Stanisław Mikulski o roli w "Stawce większej niż życie", w "Panu Samochodziku", a także o współczesnym aktorstwie i marzeniach (Czwórka/Stacja Kultura)
00'29 Stanisława Mikulskiego wspomina wydawca jego biografii, Krzysztof Genczelewski (Czwórka/Stacja Kultura)
więcej

Stanisław
Stanisław Mikulski w Czwórce
fot. A.Goliszewski

Aktor Stanisław Mikulski znany jest chyba wszystkim m.in. za sprawą kultowego serialu "Stawka większa niż życie", a także roli w "Panu Samochodziku". Jednak, jak przyznaje w rozmowie z Kamilem Jasieńskim, ciągłe porównania do Hansa Klossa, głównego bohatera "Stawki", po latach stały się męczące.

- Ogromnym oddechem po Klossie był Samochodzik. Ogromnym - wspomina aktor. - Po "Stawce" zresztą znacznie więcej robiłem za granicą niż w Polsce. Dziś najprawdopodobniej byłoby zupełnie inaczej.

Wiele cytatów wypowiedzianych w "Stawce" przez Stanisława Mikulskiego na stałe weszło do kanonu zwrotów w codziennej polszczyźnie, a sam aktor wciąż rozpoznawany jest przez Polaków. - Upływa już pół wieku od emisji tego serialu, a ja cały czas na ulicach spotykam ludzi, którzy witają mnie uśmiechem - opowiada Mikulski. - Na szczęście rzadko zdarza się, by ktoś próbował mnie straszyć Brunerem.

Czytaj także Stanisław Mikulski: sam nie wiem, czy Kloss jeszcze żyje <<<

Niezwykłą popularność, jaka stała się udziałem aktora, wspominała w Czwórce także Ewa Szykulska, filmowa Karen z "Pana Samochodzika". - W Malborku, gdzie kręcone były zdjęcia do tego filmu, zobaczyłam coś, co przeżywać mogą chyba tylko znani piłkarze. Ludzie dosłownie rzucali się na niego. Był adorowany w sposób nieprawdopodobny - opowiada aktorka. - Prywatnie jednak był fantastycznym kolegą i człowiekiem, który nie stwarzał żadnego dystansu.

1967r.
1967r. Aktor Stanisław Mikulski podczas realizacji serialu sensacyjnego "Stawka większa niż życie" w reżyserii Janusza Morgensterna i Andrzeja Konica.

Stanisław Mikulski to aktor wszechstronny. Oprócz ról, w których mogliśmy podziwiać go na srebrnym ekranie, związany był także m.in. z teatrem w Lublinie. Mimo, że przez wielu nazywany jest "żywą legendą", wciąż nie przepada za swoją sławą i udzielaniem wywiadów. Przyznaje także, że twardo stąpa po ziemi. - Nigdy nie marzyłem, bo wiem, co to są marzenia - mówi Mikulski w "Stacji Kultura". - Mamy miliony Polaków, którzy kupują losy gier liczbowych i każdego dnia przekonują sami siebie, że trafią szóstkę. A to guzik prawda. Po prostu zamiast marzeń trzeba mieć szczęście.

(kd/asz)