Dwójka

Nie było śniegu, więc Witkacy malował Kossaków

05.03.2014 21:00
– Witkacy przyjechał do Górek na narty, jednak pogoda popsuła jego plany. Pojechał więc do sąsiedniego miasteczka po papier pakunkowy, na którym namalował portrety całej rodziny – opowiadała w Dwójce Joanna Jurgała-Jureczka, autorka biografii Zofii Kossak.
Witkacy i Zofia Kossak
Witkacy i Zofia KossakFoto: Wikimedia/CC
Posłuchaj
56'44 Joanna Jurgała-Jureczka opowiada o losach Zofii Kossak (Sezon na Dwójkę)
więcej

Los Zofii Kossak odzwierciedla doświadczenie wielu polskich twórców XX w., epoki dwóch totalitaryzmów. Materią jej powieści jest sama historia - ta dawna, sięgająca średniowiecza, oraz współczesna, najbliższa, przeżywana we własnym życiu i własnej rodziny. Dzieła Zofii Kossak, kiedyś bardzo popularne, są dziś chyba nieco zapomniane. Nie pamięta się także o samej pisarce, która zresztą mówiła: "moje książki i ja - to jedno".

W "Sezonie na Dwójkę" postanowiliśmy przypomnieć życie i twórczość Zofii Kossak wspólnie z Joanną Jurgałą-Jureczką, autorką książki "Zofia Kossak. Opowieść biograficzna", która była kierowniczką Muzeum Zofii Kossak w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. Placówka mieści się w domku ogrodnika przy dworze Kossaków, spalonym podczas wojny. Autorka biografii opowiadała m.in. o tym, jak w pokojach mieszkalnych znajdujących się na piętrze domku odnaleziono obraz Witkacego, który uznawany był za zaginiony. Przypomniała przy tym o relacjach łączących artystę z rodziną Kossaków.

– Witkacy był mężem kuzynki Zofii Kossak, Jadwigi z domu Unrug – mówiła Joanna Jurgała-Jureczka. – Trochę nie pasował do Kossaków, bywał jednak w Górkach. W 1931 r. podczas jednego ze swych pobytów zamierzał jeździć na nartach. Zmieniła się jednak pogoda, przyszedł halny i nie było śniegu. W związku z tym, że trochę się nudził, pojechał do sąsiedniego Skoczowa i kupił papier pakunkowy. Miał ze sobą pastele i przybory malarskie. Namalował portrety całej rodziny. Część obrazów zachowała się, część uważana była za zaginione. Szczęśliwie udało się odnaleźć jeden z portretów – dodała.

Opowieści o Zofii Kossak towarzyszyły archiwalne nagrania głosu samej bohaterki biografii, która wspominała m.in. o tym, że zamiłowanie do historii wyniosła z rodzinnego domu. Zapraszamy do wysłuchania całej audycji przygotowanej przez Dorotę Gacek.

mc/bch

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
Komitet Obrony Robotników

Czytaj także

"Pan Tadeusz" - powieść sensacyjna, portret narodu czy poemat o patrzeniu?

11.02.2014 21:00
W czasach swego powstania słynny poemat budził o wiele większe kontrowersje niż choćby "Dziady". Słowacki na przykład ganił "Pana Tadeusza" za "czczenie wieprzowatości życia wiejskiego"... A czym arcydzieło Mickiewicza może być dla współczesnych twórców oraz czytelników?
Grzybobranie ilustracja do III księgi Pana Tadeusza autorstwa Franciszka Kostrzewskiego z 1860
Grzybobranie ilustracja do III księgi Pana Tadeusza autorstwa Franciszka Kostrzewskiego z 1860Foto: Wikipedia, domena publiczna
Posłuchaj
57'14 "Pan Tadeusz" - powieść sensacyjna, portret narodu, czy poemat o patrzeniu? (Sezon na Dwójkę)
więcej

180 lat z "Panem Tadeuszem". Tydzień specjalny w Dwójce>>>

- W recepcji dorobku Mickiewicza bardzo długo dominowały bardziej rewolucyjne "Dziady". Dopiero "Latarnik" zwrócił uwagę na wartość "Pana Tadeusza". Poemat ten ganiono albo za zbytni krytycyzm wobec polskości, albo, wręcz przeciwnie, za bezpodstawne wychwalanie naszej zaściankowości - wyjaśniał w "Sezonie na Dwójkę" pisarz i tłumacz Tomasz Łubieński. - Dopiero Czesław Miłosz zwrócił uwagę na walor tego dzieła jako na udaną próbę opisania całego świata, jaką w starożytności stanowiły wielkie eposy - dodał.

"Pan Tadeusz" jest więc dziełem wielopoziomowym, którego sens rozciąga się pomiędzy efektowną powieścią sensacyjną a wielkim historycznym freskiem. Tomasz Łubieński zwraca uwagę zwłaszcza na ten ostatni aspekt, podczas gdy - również goszczący w Dwójce - tłumacz Carlos Marrodán Casas fascynuje się przede wszystkim powieściowymi walorami dzieła Mickiewicza. A poetka Krystyna Dąbrowska nazywa "Pana Tadeusza" "poematem o patrzeniu.  - Ostrość spojrzenia Mickiewicza jest niesamowita. Każde, choćby trywialne zdarzenie urasta tu do rangi samodzielnego mikrokosmosu - wyjaśniła.

Rozmówcy Doroty Gacek i Witolda Malesy, wśród których znalazł się również Piotr Matywiecki, zgadzają się co do jednego: już od swoich najwcześniejszych lat byli zafascynowani językiem poematu. - My wciąż mówimy "Panem Tadeuszem" - podkreślił Tomasz Łubieński. A Piotr Matywiecki dodał: - Warto powtórzyć za Przybosiem, że Mickiewicz to centrum polszczyzny. Moim zdaniem dotyczy to przede wszystkim "Pana Tadeusza". Niesłychane, że coś napisanego tak sztucznym, sformalizowanym językiem może brzmieć i działać tak naturalnie. Późniejsze dzieła mogły już tylko dystansować się, mniej lub bardziej, od poematu Mickiewicza...

A jak odczytywali "Pana Tadeusza" współcześni Adama Mickiewicza i dlaczego pierwsze wydanie bardzo źle się sprzedawało? Czy warto uczyć się poematu na pamięć? I dlaczego nastoletni Carlos Marrodán Casas nazwał Mickiewicza plagiatorem? Zachęcamy do wysłuchania całego "Sezonu na Dwójkę".

mm/tj

Czytaj także

Czy astma usprawiedliwia dezercję? Polskość w "Trans-Atlantyku" Gombrowicza

21.02.2014 21:00
Krzysztof Globisz, który na antenie Dwójki czyta słynną powieść, był jednym z gości "Sezonu na Dwójkę" poświęconego właśnie "Trans-Atlantykowi". - To rzecz o kompleksach Polaków, ale też jakiegokolwiek innego narodu - powiedział.
Witold Gombrowicz na premierę dramatu Iwona, księżniczka Burgunda czekał blisko 20 lat
Witold Gombrowicz na premierę dramatu "Iwona, księżniczka Burgunda" czekał blisko 20 latFoto: Wikimedia Commons/fot. Bohdan Paczowski/ Public domain
Posłuchaj
27'10 Czy astma usprawiedliwia dezercję? Polskość w "Transatlantyku" Gombrowicza (Sezon na Dwójkę)
więcej

"Trans-Atlantyk" Gombrowicza w Dwójce>>>

Choć "Trans-Atlantyk" nie jest dziełem autobiograficznym, możemy doszukać się w nim wielu elementów z życiorysu Witolda Gombrowicza. Podobnie jak narrator i główny bohater powieści imieniem Witold autor książki od 1939 roku mieszkał w Argentynie, gdzie przypłynął na pokładzie statku Chrobry. Faktem jest to, że niemówiący po hiszpańsku pisarz znalazł się w trudnym położeniu finansowym, a także to, że pracował później jako urzędnik. Osobiste przeżycia autora przełożone w formie groteskowej stylizacji stały się kanwą jego powieści.

Ów wymiar parodystyczny bywał na przestrzeni dziesięcioleci różnie interpretowany. - Dziś "Trans-Atlantyk" kojarzy się z kontrkulturą, estetyką queer, literaturą homoseksualną - uważa prof. Jerzy Jarzębski. - Zwłaszcza, że "Kronos" potwierdził autentyzm szeregu wątków biograficznych. Warto pamiętać, że w latach pięćdziesiątych często uznawano je za zmyślone - dodał.

"Trans-Atlantyk" ukazał się wraz ze "Ślubem" w Paryżu w 1953 roku, jako pierwszy tom Biblioteki "Kultury". Wówczas uwagę zwracała przede wszystkim ostra krytyka polskości, która spotkała się z niechęcią polskich emigrantów. Wielu z nich zrezygnowało wtedy z subskrypcji "Kultury", co uderzyło w materialne podstawy jej istnienia. Do dziś dzieło, wyrwane z kontekstu ściśle literackiego, bywa czasem przedmiotem gry politycznej. Ale czy faktycznie aktualne pozostały Gombrowiczowskie rozważania o polskości?

- "Trans-Atlantyk" jest nie tylko ostrą krytyką romantycznej mitologii, ale też pewnego ogólniejszego, wciąż żywego paradygmatu polskości - podkreślił prof. Jerzy Jarzębski. - Paradygmatu, w którym jednostka wobec krytycznego momentu historycznego całkowicie poświęca się dla zbiorowości. Gombrowicz zasugerował, że prawa jednostki i zbiorowości są w naszej tradycji źle wyważone, co niekoniecznie służy krajowi. W tym sensie "Transatlantyk" stanowi akt dezercji - wyjaśnił.

Co ciekawe, z legalnego punktu widzenia Gombrowicza nie można nazwać dezerterem. W 1939 roku po przybyciu do Buenos Aires stawił się on niezwłocznie do polskiego konsulatu, ale komisja wojskowa uznała, że nie jest zdolny do służby wojskowej ze względu na astmę. - On jednak miał jednocześnie świadomość, że w Polsce 16-letni chłopcy fałszują dokumenty, aby tylko móc walczyć za ojczyznę. I pewnym sensie to sobie wyrzucał - zwraca uwagę prof. Jarzębski.

Posłuchaj nagrań związanych z Witoldem Gombrowiczem w serwisie specjalnym Radia Wolności>>>

"Trans-Atlantyk" to także powieść bardzo głęboko osadzona w polskiej tradycji literackiej. W stopniu, który czyni tę prozę prawie nieprzekładalną. Reżyser teatralny Mikołaj Grabowski inscenizował ten tekst kilkakrotnie i uważa nawet "Trans-Atlantyk" za swego rodzaju... gawędę szlachecką. Ale czy wobec tego powieść Gombrowicza niesie również jakieś wartości uniwersalne, czytelne pod każdą szerokością geograficzną?

- II wojna światowa rozbiła wszelkie, zdawałoby się, trwałe formy i pozostawiła Gombrowicza w pustce. Musiał więc on od podstaw sformułować swoją filozofię życiową. Wyłoniło się stąd przekonanie, że nie ma już świata objawionego. Żyjemy w świecie nieustannie się stwarzającym. To nie jest złe. To po prostu konieczność, do której trzeba się przyzwyczaić - uważa Mikołaj Grabowski - Ta diagnoza, postawiona w latach 50., jest dziś wciąż aktualna...

"Sezon na Dwójkę" przygotowała Anna Lisiecka.

mm/mc