Radio Chopin

Słuchaj muzyki osobno

Ostatnia aktualizacja: 16.11.2018 15:47
Poeci naszego wieku, buszując w świecie muzyki, chętnie sytuują się w pozycji „zwykłych słuchaczy”, którzy, jako amatorzy, mają prawo się mylić, zakłócać hierarchię utworów, kierować się wyłącznie własnym gustem, mieć upodobanie w kompozycjach słabszych a ignorować arcydzieła. Niekiedy wręcz prezentują się jako enfant terrible wśród wytrawnych melomanów. Nie wstydzą się tego, więcej nawet, z dumą podkreślają ten status – status odbiorcy „zwykłego”, naiwnego, ale dzięki temu zachowującego szczerość i bezpośredniość. W pewnym sensie reprezentują więc szeroką publiczność, bez której życie muzyczne by zamarło i stało się jałową enklawą specjalistów. Reprezentując zaś – biorą ją w obronę, utwierdzając swoim poetyckim autorytetem prawo do osobistego kontaktu z muzyką, niezależnego od kryteriów wartościowania narzucanych przez innych.
Fragment okładki książki Dziennik. Tom 2 Julii Hartwig
Fragment okładki książki "Dziennik. Tom 2" Julii HartwigFoto: mat. prasowe

Co ciekawe, dwa poetyckie teksty, w których mowa o tych kwestiach, związane są z Rachmaninowem. Autorem jednego z nich jest Adam Zagajewski:

 

Rachmaninow

 

Dawniej, kiedy słuchałem trzeciego koncertu,

nie zdawałem sobie sprawy, że dla znawców

jest to muzyka zbyt konserwatywna (nie wiedziałem wtedy,

że w sztuce oprócz sztuki są też nienawiści, fanatyczne

spory, potępienia godne epoki wojen religijnych),

 

słyszałem w nim obietnicę rzeczy, które miały nadejść,

zapowiedź trudnego szczęścia, miłości, szkic

krajobrazów, które miałem kiedyś poznać,

przeczucie czyśćca i raju, wędrówki, i, na końcu,

może także czegoś w rodzaju wybaczenia.

 

Teraz, kiedy słucham jak Martha Argerich wykonuje

koncert d-moll, podziwiam mistrzostwo jej gry,

jej pasję, natchnienie, a jednocześnie ten chłopiec,

którym kiedyś byłem, próbuje zrozumieć, nie bez trudu,

co się spełniło a co zgasło. Co żyje.

 

(A. Zagajewski, Asymetria, Kraków 2014, s. 30)

 

Rachmaninow jako kompozytor, do którego sympatia jest niejako automatycznie traktowana przez „znawców” jako przejaw muzycznego niewyrobienia, pojawia się także w tekście Ostrzeżenie Julii Hartwig:

 

Pamiętam jego ostrzegawczy gest dłonią: – Nie, nie! – kiedy wypadła mi z ust, jak żaba, pochwała koncertu Rachmaninowa.

Wstrzymywał mnie tym „Nie, nie!” jak człowieka padającego na śliskiej drodze lub zsuwającego się z niebywałą szybkością ze szczytu, na którym góruje Telemann, Purcell, Pergolesi, Albinioni.

Czy robił to, by ocalić mnie w oczach swoich przyjaciół, tak zgodnych w swoich wysokich umiłowaniach, czy może chronił przed zadraśnięciem swój gust własny, zawsze niezawodny i ceniący nade wszystko piękno dystansu?

 

(J. Hartwig, Czułość, Kraków 1992, s. 50)

 

W obu przypadkach poeci wypowiadają się z pozycji osób o ustabilizowanej już kulturze muzycznej, wtajemniczonych w pewien kod wartościowania, świadomych jej niuansów – ale odrzucających to wtajemniczenie w imię szczerości. Hartwig wiąże obawę przed pochwałą Rachmaninowa ze słabością, koniunkturalizmem, snobizmem, lękiem przed byciem odrzuconym. Zagajewski, pisząc o niechęci do kompozytora, nie pyta, z czego ona może wypływać (poza neutralną w gruncie rzeczy kategorią „konserwatyzmu”), ale charakteryzuje podejście „znawców” z użyciem słów stawiających ich w nie najlepszym świetle (fanatyzm, nienawiść). I Hartwig, i Zagajewski zajmują stanowisko odbiorców pozostających niejako poza (a może i ponad) estetycznymi sporami, pielęgnujących swoje prawo do nieskrępowanych, indywidualnych wyborów i upodobań jako prawo najwyższe w obcowaniu ze sztuką. Warto jednak również zwrócić uwagę na różne stopnie tego antykonformizmu – Hartwig pisze wprost o pochwale Rachmaninowa, Zagajewski zaś bardziej tonuje jego pozytywny odbiór: sympatię do niego przedstawia niejako w okolicznościach łagodzących, jako korespondującą z młodością, niedojrzałością. Słuchanie Koncertu fortepianowego d-moll jest w jego wierszu uzasadniane przede wszystkim przesłankami sentymentalnymi, a także walorami interpretacji Argerich. Odbiór przedstawiony przez Zagajewskiego ma charakter bardziej dwutorowy: z jednej strony jest on już wyrafinowany, dojrzały, naznaczony muzyczną wiedzą, wyczulony na subtelności interpretacji, z drugiej zaś rozliczeniowy w stosunku do marzeń z przeszłości.

Własne doświadczenie muzyczne skonfrontowane z krytycznym nastawieniem innych odbiorców przestaje być sprawą osobistą i estetyczną – w obu tekstach staje się doświadczeniem społecznym i to, niestety, o charakterze w dużej mierze negatywnym. Muzyka przedstawiona jest nie jako sfera porozumienia, wspólnej radości, lecz przyczyna potencjalnej niezgody, konfrontacji, a nawet wykluczenia. Zostaje wciągnięta w nieczyste gry snobizmu. Relacje słuchającego z muzyką stają się modelem relacji z rzeczywistością i z innymi ludźmi. To, jak słuchamy, mówi nam wiele o nas samych. Także o naszych kontaktach z innymi.

Ale poczucie odmienności, „naiwności” słuchających nie jest w wierszach Hartwig i Zagajewskiego przedstawiane jako powód do obaw, lecz jako okazja do zamanifestowania swojej indywidualności. Oryginalność, niesztampowość od dawna jest w cenie u poetów. I tę odwagę nietypowych poglądów prezentują także w sferze sztuki dźwięków. Dlatego podejście do muzyki może stać się ważnym elementem samopoznania, ważną częścią programu życiowego. Jak na przykład u Julii Hartwig, w wierszu Sekrety:

 

Czyż nie istniejemy dzięki temu co nas różni

i dzięki odwadze różnienia się

Nie pozwól odcisnąć pieczątki na sobie

Słuchaj muzyki osobno to dla ciebie ją grają

i módl się osobno jeśli umiesz.

 

(J. Hartwig, Gorzkie żale, Kraków 2011, s. 22)

 

Iwona Puchalska

Orlen - Mecenas Kultury