Radio Chopin

Beethoven: Sonaty - Murray Perahia

Ostatnia aktualizacja: 06.04.2018 13:59
Najnowsza płyta Murraya Perahi z wielką Sonatą Hammerklavier Beethovena wywołała mieszane uczucia. Z jednej strony dźwiękowa katedra tego niezwykłego dzieła otrzymała ciekawszą interpretację, niż to, do czego przyzwyczaił mnie amerykański pianista – czyli do ślizgania się z pewnym wdziękiem po powierzchni muzyki. Z drugiej strony – to znacznie mniej, niż Perahia potrafił wydobyć z niej w trakcie występów na żywo, jakie grał przed wejściem do studia.
Szkoda, pozostaje nam jednak w rękach płyta. Nie idealna, ale niosąca własne wartości. Przy szeregu niedostatków, które są właściwe dla Perahi zawsze, czyli braku jakiegokolwiek zmysłu architektonicznego, braku konstrukcji (co w tej Sonacie jest szczególnym problemem), cieszy mnie tu jego linearność, wielopłaszczyznowość - czyli po prostu polifoniczność. Atutem są klarownie podane głosy, a konsekwencja w ich przedstawianiu parokrotnie tworzy fragmenty, jakie naprawdę rzadko zdarzają u innych pianistów (albo i w ogóle). Niestety, tak istotna u Beethovena forma powstaje wyłącznie z płynącego ruchu dźwięków, z faktu, że muzyka pędzi do przodu - ale może taki musi być koszt podobnego skupienia na polifonii? Brak też wdzięku, gestu, dostrzeżenia roli detali czy jakichś mniejszych cząstek - czyli jakiegokolwiek urozmaicenia - co na dłuższą metę robi się nużące i jednostronne. Mimo wszystko z całości wyłania się jakaś wartość - odrębna, właściwa tylko dla Murraya Perahi. A to już nie mało.
Jakub Puchalski
Zobacz więcej na temat: Ludwig van Beethoven