X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
Radio Chopin

Konkurs wokół Szymanowskiego

Ostatnia aktualizacja: 24.09.2018 10:15
Giovanni Bonato i jego kompozycja „The Old Lie” zdobył nagrodę za kompozycję w I Międzynarodowym Konkursie Muzycznym im. Karola Szymanowskiego. Znamy już wszystkich laureatów katowickiego turnieju; można też pokusić się o kilka słów refleksji.
Tymoteusz Bies podczas ogłoszenia wyników.
Tymoteusz Bies podczas ogłoszenia wyników.Foto: Mateusz Barczyk

Przede wszystkim nieopisana jest radość, iż Mistrz z Atmy ma – wreszcie! – swój „własny” konkurs. Różnorodną gatunkowo i stylistycznie twórczością udało się obdzielić w ramach obowiązkowego repertuaru uczestników aż czterech kategorii: fortepianu, skrzypiec, kwartetu smyczkowego i śpiewu. Melomanowi żądnemu wrażeń z każdej z nich nawet najdoskonalszy logistyk nie dałby nadziei: poszczególne przesłuchania zazębiały się, co było nieuniknione przy takiej ilości dyscyplin. Nie można również wyobrazić sobie tego konkursu bez kategorii kompozytorskiej (w I edycji zepchniętej nieco na boczny tor).

Tym, którzy głowią się, dlaczego właściwie organizatorzy wybrali na patrona urodzonego w Tymoszówce twórcę – spieszę z pomocą. Po pierwsze Karol Szymanowski, choć należy do najważniejszych europejskich kompozytorów, do czasu Konkursu nie doczekał się niestety żadnego godnego siebie wydarzenia upamiętniającego jego osobę i twórczość. Wprawdzie Towarzystwo Muzyczne im. Karola Szymanowskiego w Zakopanem – współorganizator Konkursu – od czterech dekad przygotowuje w stolicy Podhala Dni Muzyki Karola Szymanowskiego, a powołało również do życia dwie edycje Międzynarodowego Konkursu Kwartetów Smyczkowych – w przypadku katowickiego święta muzyki mówimy jednak o wydarzeniu szerszym zarówno w kontekście jego znaczenia, jak i zasięgu oraz promocji twórczości Szymanowskiego w świecie. Ale wchodząc głębiej, Katowice – jako ośrodek akademicki i kompozytorski – bezpośrednio kontynuują Szymanowskie dziedzictwo.

Szymanowski przebywał w Katowicach jedynie raz, podczas wykonania swojego Stabat Mater w 1935 (w siedzibie dzisiejszego Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego), ważna była natomiast jedna z jego rekomendacji: w czasie powstawania Państwowego Konserwatorium Muzycznego na jednego z wykładowców polecił swego ucznia, Bolesława Szabelskiego, dając tym samym początek wielopokoleniowej formacji nazywanej w różnych źródłach muzykologicznych „śląską szkołą kompozytorską”. Uczniem Szabelskiego był Henryk Mikołaj Górecki, a Góreckiego – Eugeniusz Knapik, przewodniczący jury tegorocznego konkursu we wspomnianej dziedzinie kompozytorskiej. Czuję również jedność idei konkursu z myślą samego Szymanowskiego: pedagoga-reformatora, dla którego najważniejsze były koncepcje artystyczne i interpretacyjne wymykające się skostniałym, ogólnie przyjętym tendencjom i kanonicznym ramom. Z tym co prawda u uczestników bywało różnie, zdarzyło się jednak kilka pięknych odkryć.


FORTEPIAN


W szranki stanęło 15 uczestników. Właściwie nie ma co pisać o przebiegu I etapu, głównie dlatego, że większość z pianistów usłyszeliśmy ponownie w etapie II, do którego przeszło aż 12 z nich. Co ciekawe, w II etapie rozwinęło skrzydła kilkoro artystów, którzy podczas swojego konkursowego „debiutu” pozostali w cieniu kolegów (m.in. Łukasz Wilga, Anna Szałucka). Repertuar w pierwszej odsłonie zmagań pianistów świetnie sprawdzał ich umiejętności na wielu płaszczyznach: etiuda Liszta, Chopin, no i Szymanowski. Prawdziwym papierkiem lakmusowym w pierwszych dwóch etapach przesłuchań stały się jego Mazurki: zdaje się, że ich wykonanie mogło skutecznie pogrzebać szansę na awans lub okazać się szczęśliwą kartą, prowadzącą do finału w siedzibie NOSPR. To forma niewielka, ale – zgodnie z wypowiedziami jurorów – wyjątkowo zdradliwa: wymaga zarówno dojrzałości, jak i świeżości spojrzenia, wyczucia artystycznej stylizacji, jak i zachowania góralskiej, czasem „pierwotnej” natury tych miniatur. Do tego odpowiednia pedalizacja i podjęcie wyzwania, by zmierzyć się z mazurkową, rytmiczną przekorą, która niejednemu pianiście dała w kość... Między innymi właśnie za sprawą Mazurków już od pierwszego etapu wiadomo było, iż w najważniejszej stawce liczył się będzie Tymoteusz Bies – młody, utytułowany już pianista z klasy fortepianu prof. Zbigniewa Raubo, znany szerokiej publiczności jako pianista, który otworzył zmagania Konkursu Chopinowskiego w 2015 roku. Zdobył zresztą nagrodę za najlepsze wykonanie utworów Szymanowskiego: choć niewątpliwie potwierdził swoje pierwszeństwo w interpretacjach dzieł patrona Konkursu w drugim etapie, genialne wykonując dwie ostatnie Maski z op. 34 (obłędna Szeherezada i ekscentryczno-ekspresjonistyczny Błazen Tantris), to właśnie „niepozornymi” Mazurkami zwrócił uwagę jurorów i publiczności. Wybrał Mazurki nietuzinkowe, mniej znane, z ostatniego, 62 opus kompozytora. Miniatury dziwne, nieco „pijane”: o zamroczonej harmonice, zatartym trybie, tajemniczo kołyszącym się gdzieś między dysonującymi akordami i przechodzącym koślawo pomiędzy kolejnymi sekwencjami rytmów. Konkursowe wykonania Biesa świetnie pokazały rozwój tego młodego artysty od czasów zmagań w Konkursie Chopinowskim, zwłaszcza w zakresie barwy: dysponuje znacznie większą paletą kolorystycznych niuansów. Skoro o barwach mowa, Mikołaj Sikała to niezwykle obiecujący pianista, który swój potencjał kolorysty pokazał w fenomenalnie zagranych wybranych Preludiach Debussy'ego: bawi się dźwiękami jak dziecko szklanymi kulkami, które w każdej sekundzie inaczej odbijają padające światło. Ta pewnego rodzaju artystyczna beztroska – przy tym pełna pewności swojego warsztatu – pozwala mu na kreowanie interpretacji tyleż prowokacyjnych, co oryginalnych (w finale nie otrzymał niestety żadnej nagrody – grany przezeń Koncert fortepianowy G-dur Ravela nie wypadł tak dobrze, by Sikałę mogły uratować prezentacje z wcześniejszych etapów; pianista grał też jako pierwszy, co pewnie nie ułatwiło mu zadania).

Nie ukrywam swojego zaskoczenia i niezrozumienia dla decyzji jury odnośnie Wsiewołoda Brygidy, rosyjskiego pianisty prezentującego być może charakterystyczny, Rachmaninowski styl gry, ale niewątpliwie zasługującego na udział w finale. Co prawda w II etapie Brygida eksponował przede wszystkim czynnik wirtuozowski, co być może okazało się dlań zgubne (w Sonacie As-dur op. 110 Beethovena, Wariacjach b-moll op.3 i wybranych Preludiach z op. 1 Szymanowskiego, wybranych Etudes-tableaux op. 33 – wiadomo, Rachmaninowa). Szczęśliwie nie na mnie spadła odpowiedzialność za wybór finałowej szóstki, ale wydaje mi się, że „ostatnie starcie” byłoby ciekawsze z udziałem Brygidy, niż z Adamem Kałduńskim, który grał wiele pozostawiającym do życzenia dźwiękiem Rachmaninowski I Koncert fortepianowy fis-moll op.1, zapominając w ogóle o kreowaniu jakiejkolwiek interpretacyjnej wizji.

Finał generalnie wypadł mniej intrygująco niż przesłuchania I i II etapu. Przede wszystkim niezmiernie trudno – o ile to w ogóle możliwe – zestawiać ze sobą choćby takie dzieła jak Rapsodia na temat Paganiniego (znowu Rachmaninow – grał ją Bies) i IV Symfonia koncertująca na fortepian i orkiestrę Szymanowskiego. Czynnik wirtuozowski w partii solowej pierwszej z wymienionych kompozycji jest nieporównywalnie większy niż u Szymanowskiego, z kolei w drugim utworze większą rolę odgrywa dialog z orkiestrą, opowieść bardziej liryczna, choć nie mniej przecież emocjonująca... W tej samej grupie koncertów – a było ich dosłownie do wyboru, do koloru – znajdują się m.in. Koncert fortepianowy Lutosławskiego (szkoda, że nie mógł zagrać go Mateusz Rettner, miło byłoby posłuchać jednak w finale dzieła z zupełnie innej konstelacji stylistycznej, niż ogólnie rzecz ujmując muzyka rosyjska I połowy XX wieku) i I Koncert fortepianowy Des-dur Prokofiewa – grywany przecież ze sporym powodzeniem już przez uczniów szkół II stopnia. Z dużo większym marginesem tolerancji powinno się natomiast podejść do współpracy solisty z orkiestrą: trudno oczekiwać, że muzycy (a do tego często pianiści z małym doświadczeniem w pracy z zespołem symfonicznym) po niespełna jednej godzinnej próbie znajdą satysfakcjonującą obie strony nić porozumienia. Do tego dochodzi stres związany nie tylko z publicznym występem, lecz i z transmisją na żywo. To warunki pracy dla, kolokwialnie mówiąc, „starych wyjadaczy” – większość z pianistów niestety nimi nie była. Stąd też prof. Andrzej Jasiński w trakcie odczytania listy laureatów Konkursu zaznaczył, że w pewnych wypadkach grono jurorów brało pod uwagę wyniki z poprzedniego etapu. Pierwsza nagroda powędrowała do Tymoteusza Biesa (proszę się nie zdziwić, gdy na salony wkroczy nowy trend – jego czerwony dres), druga – do Mateusza Krzyżowskiego, jednego z najmłodszych uczestników konkursu, od października studenta Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina, a absolwenta... Szkoły Muzycznej II st. im Karola Szymanowskiego w Katowicach. Krzyżowski jako jedyny wykonał wspomnianą IV Symfonię – z racji wieku brak mu jeszcze dojrzałego spojrzenia w głąb dzieła, ale niewątpliwie wyróżnił się prawdziwą czujnością wobec wejść poszczególnych partii orkiestrowych (bez niej wykonanie Symfonii skazane jest na porażkę) oraz plastycznym modelowaniem frazy, dzięki czemu z początku trochę niepewnego wykonania słuchało się z coraz większą przyjemnością z każdym kolejnym taktem. III nagroda trafiła do jedynej reprezentantki czyniącej ów finał „międzynarodowym” – Koreanki Seung Hui Kim, grającej II Koncert fortepianowy c-moll op. 18, czyli ponownie muzykę Rachmaninowa. Patrząc na finałowy repertuar być może wybór Kim stanowić powinien naukę dla uczestników kolejnych edycji: wybierać należy koncert, w którym solista czuje się pewny, ale – przy wspomnianym przeze mnie wcześniej trybie pracy – który prawdopodobnie dobrze znany jest również orkiestrze: ryzyko na linii komunikacji solista–zespół maleje wówczas do niezbędnego minimum.

Agnieszka Nowok-Zych


O przebiegu rywalizacji wśród skrzypków oraz w kwartetach smyczkowych przeczytają Państwo jutro i pojutrze, refleksji na temat Konkursu poświęcone będzie też najbliższe Ucho nienasycone, na antenie Radia Chopin w sobotę między godziną 10 a 13. W poprzednich artykułach znajdą Państwo natomiast Doroty Kozińskiej omówienie wokalnej części Konkursu.

Uzupełniając informację początkową: w kategorii kompozycja poza pierwszą nagrodą (Giovanni Bonato), przyznano też trzy równorzędne trzecie nagrody: Eunho Chang (Korea Płd.) za utwór Phenomenon for orchestraDaniele Gasparini (Włochy) za utwór Once beyond a time oraz Lim Youngjin (Korea Płd.) za utwór A Reed Swayed by the Wind.