Radio Chopin

Krzysztof Penderecki

Ostatnia aktualizacja: 29.03.2020 12:29
Kiedy w niespełna miesiąc po swoich 60. urodzinach Krzysztof Penderecki otrzymywał w grudniu 1993 roku tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego, mowę doktorską rozpoczął niezwykle znaczącym wyznaniem: „Julian Klaczko, parafrazując Goethego mówił, iż »tak samo jak w literaturze, tak i w żywocie każdego znakomitego człowieka dojrzeć by się dała epoka 'Iliady' i epoka 'Odysei'». Pierwsza jest »periodem młodzieńczego heroizmu«, »epopeą walki«, druga »okresem męskości i szukania powrotu». Ja również mam swoją Iliadę i Odyseję. Troją była dla mnie awangarda, epoka młodzieńczego buntu i wiary w możliwość zmiany porządku świata przez sztukę. Świat muzyczny Stockhausena, Nono, Bouleza, Cage`a był dla nas młodych […] wyzwoleniem. […] Szybko jednak zorientowałem się, że w nowatorstwie tym, sprowadzającym się głównie do eksperymentów i spekulacji formalnych, więcej jest destrukcji niż budowania od nowa, że ten prometejski ton jest utopią. Ucieczkę z awangardowej pułapki formalizmu umożliwił mi zwrot ku tradycji”.
Czerń
Czerń Foto: pixaby.com / domena publiczna

Wypowiedź ta stanowi szczególnie ważki i interesujący, bo odautorski komentarz do zagadnienia, które uznać należy za centralne w refleksji muzykologicznej i krytyczno-muzycznej odnoszącej się do dzieła tego twórcy. Do tematu powrócił kompozytor jeszcze dwa lata później w mowie wygłoszonej podczas uroczystości przyznania tytułu doktora honoris causa, która odbyła się w Uniwersytecie w Glasgow. Stwierdził wówczas: „Bez korzeni nie ostoi się żadna twórczość. Dlatego podjąłem ryzyko własnego regressus ad uterum. Etnolodzy zapewniają, że taki powrót wstecz, do źródeł, może mieć siłę odnawiającą”. Warto przy tym zauważyć, że oba cytowane wystąpienia opatrzone są tytułami przywołującymi drugą obok muzyki pasję Krzysztofa Pendereckiego, to jest dendrologię: Drzewo wewnętrzne i Elegia na umierający las. Wydane zostały w roku 1997 w niewielkim tomiku zatytułowanym Labirynt czasu. Pięć wykładów na koniec wieku. Warto mieć świadomość, że wypowiadając te słowa, kompozytor patrzył na moment przełomu stylistycznego i estetycznego wiązany przede wszystkim z Pasją wg św. Łukasza z perspektywy już trzech dekad. Cały zaś jego „period młodzieńczego heroizmu” zamykał się w niespełna dziesięciu latach. Duży dystans czasowy niewątpliwie ułatwił kompozytorowi pogłębioną refleksję nad kluczowymi dla artysty wielkiego formatu pytaniami o jego relacje wobec tradycji i nowoczesności i sposób rozumienia tych kategorii.

Jakkolwiek zagadnienie kierunku ewolucji języka muzycznego ma niewątpliwie znaczenie zasadnicze, w wykładzie warszawskim odnajdziemy jeszcze przynajmniej jedno bardzo interesujące stwierdzenie, wiążące się zresztą nierozerwalnie z tematem przemian warsztatowych. W końcowym fragmencie czytamy:

„Dziś – po przejściu lekcji późnego romantyzmu i wykorzystaniu możliwości myślenia postmodernistycznego – mój ideał artystyczny upatruję w claritas. Zwracam się do kameralistyki, uznając, iż więcej można wypowiedzieć głosem ściszonym , skondensowanym w brzmieniu trzech-czterech instrumentów. Ta ucieczka w prywatność muzyczną jest swojego rodzaju odpowiedzią na nasz fin de siècle, owo przypieszenie zegara historii i zamęt związany z przetasowywaniem się norm w kulturze, etyce i polityce”.

A nieco dalej odnajdujemy zwięźle sformułowane dopowiedzenie twórczego credo: „Według nauk ezoterycznych, poprzez wniknięcie w naturę można było dotknąć owej materia prima, z której alchemicy budowali swoje Opus Magnum. Ja również, szukając formy najbardziej skondensowanej i oszczędnej, myślę o takiej syntezie. Źródłem dochodzenia do materia prima muzyki jest dla mnie właśnie kameralistyka. Czy etap ten doprowadzi mnie do oczekiwanej Wielkiej Syntezy, Opus Magnum? Wydaje mi się, że tylko poprzez to oczyszczenie, transmutację wszystkiego, co już istniało, można odzyskać prawdziwy i naturalny – uniwersalny język muzyki”.

To pytanie pozostaje otwarte po upływie ponad ćwierci wieku, bowiem droga twórcza 86-letniego dziś Krzysztofa Pendereckiego trwa. Można jednak odnieść wrażenie, że kompozytor w wykładzie zbudowanym na wewnętrznie skontrastowanym motywie Iliady i Odysei pominął pewną  interesującą analogię. Otóż podkreślając szczególne znaczenie kameralistyki w dojrzałej fazie twórczości, zdawał się jakby nie pamiętać, że to właśnie ta obsada była punktem wyjścia jego działalności kompozytorskiej. Przed Emanacjami, Anaklasis, czy Trenem „Ofiarom Hiroszimy” były wszak takie dzieła jak Sonata na skrzypce i fortepian, fletowe Misterioso, Miniatury na klarnet i fortepian, czy pojedyncze liryki wokalne z fortepianem. Zatem skupienie się na kameralistyce po latach poświęconych przede wszystkim konstruowaniu monumentalnych partytur przeznaczonych na różnorodne duże zespoły wykonawcze (z głównym nurtem wypełnionym dziełami symfonicznymi i scenicznymi-operowymi) oznacza po prostu powrót do Itaki – domu, w którym cała fascynująca i tak wielobarwna przygoda z muzyką się rozpoczęła.

Agnieszka Chwiłek