Radio Chopin

Dźwięk Polskiego Radia w UNESCO

Ostatnia aktualizacja: 10.06.2021 06:00
Niemal 9200 płyt swych własnych nagrań posiadało w momencie wybuchu wojny, w 1939 r., Polskie Radio. Zbiór ten pochodził z lat 1935-1939. Dziś jego zachowany fragment, z zapisem dźwięku z pierwszych dni II wojny światowej, wpisany zostaje na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: PR

W ostatnich dniach września 1939 r. gdy było już wiadome, że Warszawa zostanie zajęta przez wojska niemieckie pracownicy Polskiego Radia podjęli zbawienną decyzję o wyniesieniu z rozgłośni i ukryciu u zaufanych osób depozytu historycznie bezcennych płyt nagranych w pierwszym miesiącu II wojny światowej w stolicy kraju, od którego rozpoczęła się wojna. Gmach Polskiego Radia przy ul. Zielnej 25 z jego wyposażeniem (w tym nie zdeponowaną część zbioru nagrań na płytach gramofonowych i stalowych taśmach magnetofonowych) przekazano 30 września 1939 r. przedstawicielom armii niemieckiej zgodnie z warunkami kapitulacji Warszawy z 27 września 1939 r.

Po wojnie w uszkodzonym podczas Powstania Warszawskiego gmachu Polskiego Radia nie znaleziono żadnych nośników dźwięku i uznano, że zostały one fizycznie zniszczone, rozszabrowane lub wywiezione przez Niemców.

Utracono także kontakty do miejsc i osób, u których depozyt z września 1939 r. był przechowywany, zatem uważano, że i on zaginął bezpowrotnie. Jednak po 40 latach część depozytu - licząca 93 płyty - została zwrócona do Polskiego Radia.

W działaniach Rozgłośni Polskiego Radia w Warszawie we wrześniu 1939 r. należy wyodrębnić 4 okresy dramatycznie zmieniającej się sytuacji:

  1. od rozpoczęcia wojny (1 września) do ewakuacji dyrekcji Polskiego Radia z poleceniem zaprzestania nadawania wszystkich programów (6 września);

  1. od decyzji części pracowników Polskiego Radia o pozostaniu w Warszawie i wznowieniu emisji programu z nadajnika na Forcie Mokotowskim (7 września) do oblężenia Warszawy ze wszystkich stron przez wojska niemieckie (15 września);

  1. od 16 września do utraty możliwości emisji programu z nadajnika na Forcie Mokotowskim wskutek braku dopływu prądu ze zbombardowanej elektrowni (23 września);

  1. od 23 września do przekazania rozgłośni przedstawicielom armii niemieckiej (30 września).

1 września o godz. 6-tej Polskie Radio rozpoczęło codzienny program od komunikatów o ataku armii niemieckiej na terytorium Polski. Spiker Józef Małgorzewski powiedział m. in.: „A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. [Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory]… Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do zwycięstwa”.

Dyrekcja Polskiego Radia wobec wybuchu wojny przyjęła następujące dyrektywy działania:

  • programy mają być nadawane „normalnie”, tzn. według ustalonej wcześniej tygodniowej „ramówki” programowej dopóki sytuacja na to pozwoli;

  • radio będzie wielokrotnie i niezwłocznie nadawać komunikaty o aktualnej sytuacji na froncie i w Warszawie, zarządzenia władz cywilnych oraz wspomagać wojskowy system obrony kraju, co oznacza, że w każdej chwili program może być przerywany informacjami i ostrzeżeniami dla ludności cywilnej, w szczególności alarmami o nalotach bombowych;

  • komentarze dziennikarskie muszą za wszelką cenę umacniać w społeczeństwie wolę walki, niezłomną wiarę w zwycięstwo nad Niemcami, informować obszernie o sukcesach frontowych wojska polskiego – nie wolno szerzyć „propagandy klęski”, ani poddawać się panice. (Było to zresztą zgodne z przedwojennymi nastrojami wśród większości Polaków, którzy wierzyli, że armia polska wraz z sojusznikami – Wielką Brytanią i Francją – szybko pokona Niemców i dojdzie do Berlina).

Efektem ostatniej w/w dyrektywy było m. in. „ekspresowe” nagranie przez chór i orkiestrę Polskiego Radia trzech pieśni budzących ducha walki. Muzykę do nich napisała Janowa Karczmarkowa, a tekst Edmund Osmańczyk – działacz Związku Polaków w Niemczech, który uciekł przed poszukującym go Gestapo i przybył do Warszawy 30 sierpnia. Nagranie często nadawano podczas kampanii wrześniowej, a Osmańczyk (świetnie znający język niemiecki) pod pseudonimem Jan Gor zaczął (we współpracy z Józefem Winiewiczem) w audycjach zagranicznych Polskiego Radia przeznaczonych dla słuchaczy w Niemczech i żołnierzy Wehrmachtu kontrować propagandę władz hitlerowskich. Prowadził audycje Polskiego Radia także podczas Powstania Warszawskiego (poprzez radiostację powstańczą „Błyskawica”), a po wojnie przez 20 lat był korespondentem zagranicznym Polskiego Radia.

3 września rano Wielka Brytania i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę, o czym natychmiast (zanim mogła to uczynić prasa) Polskie Radio powiadomiło społeczeństwo. Dzięki temu w południe pod ambasadami tych państw zebrały się tłumy mieszkańców Warszawy wiwatujące z radości, że zwycięstwo nad Niemcami jest bliskie. Z takim też entuzjazmem spikerzy Polskiego Radia: Józef Małgorzewski i Wiktor Trościanko relacjonowali „na żywo” transmisję spod ambasady brytyjskiej.

Po południu minister spraw zagranicznych Józef Beck nagrał w studiu Polskiego Radia przemówienie trwające 10 minut 50 sekund (zajmuje 4 płyty zapisane jednostronnie), lecz … nie zostało ono nadane w programie Polskiego Radia „na żywo”, ani odtworzone z tych płyt. Odkrycie że w ogóle Józef Beck wygłosił takie przemówienie nastąpiło 40 lat po wojnie, gdy znaleziono je wśród zwróconych do Polskiego Radia 35 płyt z września 1939 r. Pytani o to przemówienie redaktorzy, historycy, Ministerstwo Spraw Zagranicznych nic o nim nie wiedzieli, nie było na ten temat żadnego dokumentu ani tekstu przemówienia, a osoby które słuchały radia we wrześniu 1939 roku twierdziły, że nie słyszały przemawiającego ze studia ministra Becka! Dlaczego zatem nie zostało nadane i przeleżało w ukryciu przez 40 lat? Wiedział to tylko sam Beck, ponieważ Polskie Radio nie miało prawa samodzielnie decydować o emisji, mimo posiadania tego nagrania. Zezwolenie, albo raczej polecenie emisji mógł wydać tylko Minister. Być może zawahał się wobec coraz gorszej sytuacji na froncie, a Anglia i Francja nie udzieliły żadnej pomocy i nie podjęły działań militarnych. Poza tym 5 września minister Beck wyjechał z Warszawy na wschodnie tereny II RP, a 17 września ewakuował się wraz z rządem do Rumunii i nadawanie przemówienia nie miałoby sensu.

Ton przemówienia ministra Becka jest doniosły i spokojny, analizuje sytuację polityczną w przekonaniu, że sprzymierzone demokratyczne państwa europejskie unieszkodliwią agresję wojenną.


Gdy 5 września rano pracownicy Polskiego Radia przyszli do rozgłośni dowiedzieli się ze zdumieniem, że dyrekcja podjęła decyzję o ewakuacji do Lublina i zaprzestaniu nadawania programu radiowego. Podstawiono autokary i ogłoszono, że pracownicy mogą nimi odjechać wraz z dyrekcją. Ewakuacja załogi nie była obligatoryjna, a dyrekcja uczyniła to w ślad za decyzją rządu i prezydenta, którzy postanowili opuścić stolicę wraz z kierownictwem głównych urzędów państwowych z wyjątkiem wojska i policji. Jeremi Przybora – wtedy spiker Polskiego Radia wspomina, że był jednym z tych pracowników, którzy postanowili pozostać w Warszawie (nawet wsiadł już do autokaru, ale chwilę przed odjazdem zdecydował, że wysiądzie).

Decyzja rządu o ewakuacji nie była 5 września ogłoszona publicznie, natomiast 6 września wieczorem Polskie Radio zaczęło nadawać „na żywo” przemówienie szefa propagandy w Sztabie Naczelnego Wodza. Zaapelował m.in., aby mężczyźni w wieku poborowym opuszczali Warszawę na wschód, gdzie będą formowane nowe jednostki wojska. W trakcie przemówienia w studiu niespodziewanie zadzwonił telefon od Prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, którego oburzył ten apel, bo uważał, że wszystkimi siłami trzeba wzmacniać obronę stolicy. Jednak apel spowodował panikę wśród ludności, 7 września szosy pod Warszawą wypełniły się kolumnami uchodzących mieszkańców, a na nich nadlatywały niemieckie samoloty swobodnie strzelając z karabinów maszynowych, bo polskie lotnictwo bojowe poprzedniego dnia również opuściło stolicę.

W nocy z 6 na 7 września wykonano polecenie ewakuowanej dyrekcji Polskiego Radia, aby uszkodzić aparaturę nadawczą obydwu radiostacji emitujących programy (Warszawa I z Raszyna i Warszawa II z Fortu Mokotowskiego) oraz wysadzić maszt radiostacji w Raszynie, aby w przypadku zdobycia stolicy przez Niemców uniemożliwić im korzystanie z tych urządzeń (polecenie wysadzenia masztu wykonało wojsko 8 września, gdy oddziały niemieckie podeszły pod radiostację). 7 września rano Polskie Radio zamilkło pozbawiając mieszkańców jedynego bieżącego źródła informacji o sytuacji wojennej, gdyż Polska Agencja Telegraficzna również została ewakuowana i przestała dostarczać prasie drukowanej bieżących wiadomości. Co więcej, Niemcy zaczęli nadawać swoją propagandę wykorzystując „zwolnioną” falę emisyjną Warszawy I.


7 września rano do Rozgłośni Polskiego Radia masowo telefonowali mieszkańcy stolicy przerażeni, że zamilkło Polskie Radio, a prasa straciła możliwość informowania o bieżącej sytuacji. W tej sytuacji ci pracownicy Polskiego Radia, którzy nie ewakuowali się z dyrekcją uznali za swój święty obowiązek wznowić program mimo narażania zdrowia i życia, bo budynek Radia mógł być lada dzień zbombardowany. Wybrali na swojego kierownika Edmunda Rudnickiego (wśród pracowników, którzy postanowili pozostać w Warszawie on miał najwyższe stanowisko służbowe dyrektora Działu Muzycznego), a 8 września Prezydent Warszawy Stefan Starzyński korzystając ze swoich uprawnień powołał go na dyrektora naczelnego Polskiego Radia.

Najpilniejszym działaniem zespołu pod kierownictwem Edmunda Rudnickiego było techniczne uruchomienie emisji. Już 7 września rano, w bardzo trudnych warunkach terenowych (wojska niemieckie były w pobliżu) do obu radiostacji przedostali się inżynierowie. Naprawa aparatury nadawczej w Raszynie okazała się nierealna w krótkim czasie, natomiast aparaturę na Forcie Mokotowskim szybko naprawił m. in. Jerzy Wasowski (wówczas inżynier – późniejszy współtwórca „Kabaretu Starszych Panów”).

Program Polskiego Radia został wznowiony 7 września po południu na fali Warszawa II i nadawany codziennie od godziny 6 do 23. Jednak radiostacja na Forcie Mokotowskim (moc 10 kW) na popularnych odbiornikach była słyszalna jedynie w województwie mazowieckim podczas gdy radiostacja w Raszynie (moc 120 kW) miała zasięg na całą Europę. Próby szybkiego wyprodukowania urządzeń zwiększających moc nie powiodły się. Fenomenem jest, że radiostacja na Forcie Mokotowskim przez 4 dni pracowała bez obecności w jej rejonie jakiegokolwiek człowieka. Fort bowiem znalazł się w strefie niczyjej – pomiędzy wojskami niemieckimi a polskimi. Niemcy mogli w każdej chwili wejść do radiostacji, w której nikogo nie było, ale ponieważ program był emitowany myśleli, że Fort jest silnie broniony przez polskich żołnierzy! Dla Polskiego Radia była to jednak sytuacja bardzo niebezpieczna i 10 września wprowadzono do Fortu oddział wojska, a w radiostacji dyżury inżynierów.

Po nieszczęsnym apelu płk. Umiastowskiego z 6 września dowódca obrony Warszawy gen. brygady Walerian Czuma zdymisjonował go i powołał na szefa propagandy w Dowództwie Obrony Warszawy ppłk. Wacława Lipińskiego, który zaczął codziennie wieczorem wygłaszać w Polskim Radiu przemówienia. Były one wygłaszane tonem niezmąconego spokoju, ich wydźwięk psychologiczny miał na celu podtrzymywanie woli przetrwania, nie wpadania w rozpacz i – jak przystało na doktora habilitowanego historii – analizowały sytuację wskazując, że realia wojny są ciężkie dla obywateli, ale trzeba niezłomnie wierzyć, że klęska nie jest przesądzona.

Od 8 września codzienne przemówienia zaczął wygłaszać w Polskim Radiu prezydent Warszawy Stefan Starzyński. Treści i ton emocjonalny tych przemówień i ich oddziaływanie na mieszkańców bombardowanej Warszawy nie miały precedensu w skali światowej i uczyniły z postaci prezydenta Starzyńskiego symbol bohaterskiej obrony stolicy we wrześniu 1939 r. W przemówieniach możemy wyróżnić aż 6 charakterystycznych motywów:

  • podtrzymywanie ducha nieustępliwej walki z wrogiem i nie ulegania defetystycznym nastrojom eksponując każdy sukces obrońców stolicy (np. unieruchomienie czołgu niemieckiego przez kobiety w dzielnicy Wola) i wskazując słabości w atakach niemieckich;

  • zarządzenia i apele prezydenta Starzyńskiego w sprawach organizacji obrony Warszawy (np. apel o niezwłoczne stawienie się 600 ochotników cywilnych do walki z wrogiem);

  • informacje o istotnych wydarzeniach w Warszawie w dniu wygłaszania przemówienia;

  • podkreślanie, że należy wszystko czynić, aby codzienne życie mieszkańców nie ulegało dezorganizacji, tzn. żeby każdy wykonywał swoje obowiązki zawodowe na tym tle ostra krytyka niewłaściwego postępowania społecznego (np. ostrzeżenie do kupców, że jeśli znów nie otworzą sklepów dla ludności, to służby ratusza przystąpią do rekwizycji) oraz pochwały działań obywateli naprawiających szkody wynikające z bombardowań (np. sprzątanie ulic);

  • unikatowe porady dla mieszkańców jaki tryb codziennego życia należy prowadzić, aby wytrzymać jak najdłużej w warunkach oblężenia (np. oszczędzać jedzenie i wodę, wychodzić na ulice tylko w przypadkach koniecznych);

  • analizy sytuacji wojennej, podkreślanie barbarzyńskich metod prowadzenia wojny przez Niemców.

Każdego dnia znaczną część programu radiowego zajmowały komunikaty dot. aktualnej sytuacji na terenie Warszawy, pilne ogłoszenia, a w szczególności ostrzeżenia przed możliwymi atakami niemieckimi. Polskie Radio wspomagało też wojskową obronę stolicy nadając komunikaty zakodowane szyfrem słownym. Wygłaszanie komunikatów często powierzano spikerce Joannie Poraskiej i spikerowi Jeremiemu Przyborze.

11 września przemówienie radiowe wygłosił Wacław Sieroszewski, prezes Polskiej Akademii Literatury, etnograf w okresie zesłania na Syberię. Przemawiał z ogromną emocją, wojskową energią legionisty - piłsudczyka (chociaż miał już 80 lat), oraz z użyciem dosadnych określeń w stosunku do Niemiec i Niemców, np. „jadowita żmija”, „larwy ludzkie”. Taki sposób przemawiania byłby niewyobrażalny w wystąpieniach ministra Becka znanego z przywiązania do angielskiego stylu dyplomacji, w którym nie okazuje się emocji i używa nazw opisowych a nie bezpośrednich (np. w przemówieniu z 3 września mówił: „ … tych dwóch państw, które stanęły naprzeciwko siebie z bronią w ręku”, zamiast: Polska i Niemcy).

Pomimo fatalnej dla Polski sytuacji wojennej Sieroszewski przewidział zwycięstwo nad Niemcami i proroczo powiedział: „żeby się stali ludźmi trzeba będzie ich nauczyć człowieczeństwa. W jaki to się sposób stanie przewidzieć teraz trudno, ale stanie się to inaczej niż w roku 1918, bo Wersal zawiódł nas, musimy surowsze przedsięwziąć środki, żeby tej żmii jadowitej jaką dzisiaj są Niemcy hitlerowskie wyrwać ząb”.

12 września przemówienie radiowe wygłosił Mieczysław Niedziałkowki, działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, od 1927 r. redaktor naczelny centralnego pisma PPS „Robotnik”. W przemówieniu podawał zapewne życzeniowe, ale nieprawdziwe informacje, że „rośnie aktywność wojsk Anglii i Francji, powinny wejść do wojny USA i Turcja”(!), natomiast do robotników polskich apelował o wstępowanie w szeregi kompanii ochotniczych (był współorganizatorem Robotniczych Brygad Warszawy) Aresztowany przez Gestapo 23 grudnia 1939 r., rozstrzelany w masowej egzekucji w Palmirach 21 czerwca 1940 r. W 1946 r. radiostacji Polskiego Radia w Raszynie nadano imię Mieczysława Niedziałkowskiego.

Ujawniane „na żywo” dzięki programowi Polskiego Radia, np. w reportażu amerykańskiego korespondenta Julien Bryan’a masowe zabijanie ludności cywilnej przez bombardowanie lotnicze i artylerię niemiecką było szokiem dla społeczności międzynarodowej, bo ludobójstwa cywili nie dokonywano w I wojnie światowej i wojnach europejskich w XIX wieku.

Wojenne i powojenne losy są równie sensacyjne jak treść utrwalonych zapisów dźwiękowych. Gdy w końcu września 1939 roku było już wiadomo, że Niemcy po wejściu do stolicy zajmą rozgłośnię Polskiego Radia i zagarną lub zniszczą zbiór fonoteki, podjęto jedyną sensowną decyzję: wynieść z rozgłośni i ukryć u zaufanych osób płyty nagrane po rozpoczęciu wojny. Płyty wyniesiono z rozgłośni w trzech partiach, pod różne adresy i skutecznie ukryto przez cały okres niemieckiej okupacji Polski:

  1. partię zabrał podpułkownik Wacław Lipiński do swojego mieszkania, a ponieważ po kilku tygodniach groziło mu aresztowanie przekazał ją zaufanym właścicielom willi przy ul. Górnośląskiej, którzy zamurowali ją w ścianie tej willi; płyty trafiły do Polskiego Radia zimą 1979 r.

  2. partię zaplanowano potajemnie wywieźć po kapitulacji Warszawy przez amerykańskiego reportera wojennego Julien Bryan’a, ale do tego nie doszło i płyty przeszły dramatyczne losy: 3 razy zmieniały opiekuna, 6 razy miejsce przechowywania, raz przypadkowo uniknęły fizycznej zagłady pod gruzami oraz przejęcia przez Niemców po upadku Powstania Warszawskiego; płyty zwrócono do Polskiego Radia w czerwcu 1979 r.

  3. partię ukrył w piwnicy mieszkania swojego ojca (lutnika) kierownik amplifikatorni Polskiego Radia Mirosław Panufnik (brat słynnego kompozytora Andrzeja Panufnika). Do dzisiaj partia ta nie została zwrócona do Polskiego Radia. Nie wiadomo także gdzie się znajduje.

W programie p.t. „świadkowie” nadanym 20 lutego 1979 r. po raz pierwszy po wojnie zostały publicznie odtworzone fragmenty ze zwróconych oryginalnych płyt Polskiego Radia nagrane w 1939 r.

Jak nagrywano audycje w Polskim Radiu przed II wojną światową

Do lat 1930-tych brak było w społeczeństwie świadomości, że dokumenty dźwiękowe z wydarzeń historycznych, wypowiedzi mężów stanu, dowódców wojskowych, naukowców, artystów mogą mieć wyższą wartość archiwalną i kulturową niż dokumenty pisemne, które nie są w stanie oddać emocji przemówień i atmosfery wydarzeń dziejących się „na żywo”.

Płyty gramofonowe były nagrywane i sprzedawane przez firmy fonograficzne od końca XIX wieku, ale traktowano je powszechnie tylko jak gadżet z muzyką rozrywkową i taneczną służący relaksowi i zabawie. W takim przeważnie charakterze były odtwarzane w programach radiofonicznych, natomiast wszystkie audycje słowne (wiadomości, odczyty, słuchowiska, reportaże) oraz recitale muzyczne w studiach i transmisje z sal koncertowych nadawano „na żywo” i nie nagrywano (przestawały istnieć po nadaniu).

Dopiero od 1934 r. w Polskim Radiu zaczęto instalować aparaturę nagrywającą. Umożliwiała ona utrwalanie dźwięków (zarówno ze studia, jak w wozach transmisyjnych poza siedzibą radia) dwoma metodami zapisu: mechaniczną, albo magnetyczną.

Fale dźwiękowe przetworzone przez mikrofon i wzmacniacz na modulację elektryczną dochodziły do głowicy zapisującej przesuwanej powoli od środka ku krawędzi obracającej się pod nią gładkiej płyty (zatem w odwrotnym kierunku niż na ówczesnych i współczesnych płytach komercyjnych). Rylec głowicy drgający na boki w rytm prądu modulacji żłobił spiralnie na powierzchni płyty rowek o szerokości ~120 mikrometrów (szerszy niż na współczesnych płytach „winylowych”). Średnica płyt wynosiła 30 cm, średnica otworu środkowego 7,24 mm, prędkość 78 obrotów na minutę, charakterystyka zapisu wysokich częstotliwości płaska (0 mikrosekund).

Używano dwóch typów płyt do bezpośredniego zapisu dźwięku różniących się diametralnie pod względem budowy i składu chemicznego (który ustalono w badaniach materiałowych zleconych przez Archiwum Polskiego Radia w 2008 r.):

  • jednorodne – z polichlorku winylu plastyfikowanego zmiękczaczami ftalowymi (produkcji niemieckiej pod nazwą „Decelith”),

  • warstwowe – osnowa z blachy cynkowej grubości ok. 1 mm pokryta z obu stron warstwą czarnego lakieru nitroceloluzowego, w którym rylec żłobił rowek zapisu dźwięku (przed wojną ten typ płyt nazywano „metalofonami”, po wojnie „acetatami”).

Wszystkie płyty Kolekcji nagrań Polskiego Radia z września 1939 r. są „metalofonami”, czyli płytami acetatowymi, a wytwórcą „czystych” metalofonów zakupionych przez Polskie Radio do nagrań była francuska firma „Pyral”.

Mankamentem utrwalania audycji na płytach gramofonowych był krótki – maksymalnie 4 minuty czas zapisu na jednej stronie płyty (wynikający z dużej prędkości obrotowej i szerokiego rowka zapisu). Zatem nieprzerwane utrwalenie przemówienia wygłaszanego np. przez 18 minut wymagało użycia 3 płyt nagrywanych naprzemiennie na 2 aparatach zapisujących. W rezultacie: na pierwszej płycie nagrane są strony 1 i 3, na drugiej płycie strony 2 i 4, a na trzeciej płycie strona 5 (końcowa) przemówienia.

Metoda magnetyczna:

Parametry nośnika: taśma stalowa o szerokości 4 mm nawinięta na szpulę, która mieściła 2700 metrów taśmy, co razem ważyło 8 kilogramów! Zapis dźwięku monofoniczny na całej szerokości taśmy, prędkość przesuwu 1,5 metra na sekundę, zatem jedna szpula z taśmą wystarczała na nieprzerwane nagranie 30 minut audycji (7,5 razy dłużej niż na jednej stronie płyty gramofonowej). Nagrania zbyteczne lub wadliwe mogły być kasowane, aby utrwalać nowe na tej samej taśmie.

Jak dotychczas do Polskiego Radia ani (według naszych informacji) do żadnych innych polskich archiwów lub bibliotek nie zwrócono ani metra takiej taśmy.

U w a g a: zasadniczym mankamentem w/w płyt i taśm była niemożność montażu dźwięku na nośniku (wycięcie lub wstawienie słów albo motywu muzycznego). W przypadku pomyłki mówcy lub muzyków, albo zakłócenia dźwięku trzeba było powtarzać nagranie od początku. Był wprawdzie możliwy montaż poprzez „zgranie” odcinków odtwarzanych z dwóch gramofonów lub magnetofonów i kopiowanie rezultatu na trzecim gramofonie lub magnetofonie, ale było to trudne, a kopia miała znacznie pogorszoną jakość dźwięku.