Radio Chopin

W pierwszej połowie - nie brak emocji

Ostatnia aktualizacja: 11.08.2021 21:18
„Tegoroczny Festiwal zaczął się bardzo mocnym akcentem – występem zwycięzcy XVII Konkursu Chopinowskiego Seong-Jin Cho” – o tym i o innych koncertach, w tym Polaków szykujących się do warszawskiego turnieju w październiku, prosto z Festiwalu Chopinowskiego w Dusznikch-Zdroju pisze dla nas Adam Rozlach.
Kamil Pacholec na Festiwalu w Dusznikach Zdroju, 2021
Kamil Pacholec na Festiwalu w Dusznikach Zdroju, 2021Foto: Marek Grotowski

Festiwal trwa w najlepsze. Tradycyjnie, Piotr Paleczny zaprasza do Dusznik polskich i zagranicznych pianistów, najczęściej świeżo upieczonych laureatów najważniejszych konkursów pianistycznych, którzy przyjmują zaproszenie do udziału w tym najstarszym festiwalu chopinowskim na świecie, w miejscu uświęconym pobytem tu 16-letniego Chopina, i dwoma koncertami jakie wtedy dał na cele dobroczynne.

Nawiasem mówiąc, nieopodal, 3 km dalej, na wakacjach przebywał kilka lat później, kolega po fachu Fryderyka – Felix Mendelssohn…

Oprócz koncertów, w Sali Kameralnej im. Jana Webera w dusznickim Rynku, odbywają się Ogólnopolskie Kursy Mistrzowskie, które w tym roku, dla sześciorga naszych wybitnie utalentowanych pianistów, prowadzą profesorowie Aleksander Kobrin i Zbigniew Raubo. Tradycyjnie, w czwartek i w piątek, młodzi adepci sztuki pianistycznej przedstawiać będą owoce tej pracy, w ramach festiwalowych koncertów, a jeden z Mistrzów, Aleksander Kobrin, konkursowy zwycięzca w Fort Worth, Bolzano, Glasgow i Hamamatsu, dał recital złożony z dzieł Beethovena, Chopina i Musorgskiego.

Tegoroczny Festiwal zaczął się bardzo mocnym akcentem – występem zwycięzcy XVII Konkursu Chopinowskiego Seong-Jin Cho. Wielce radosny był to recital, bo pokazał nam jak rozwija się talent 27-letniego dziś koreańskiego pianisty. Niełatwą w odbiorze Sonatę es-moll (1.X.1905) Janáčka zagrał tak frapująco, że wywarła ona na mnie o ileż większe niż dotąd wrażenie. Maski Szymanowskiego przedstawił fascynująco, zarówno w barwowym wymiarze, jak i w jakimś mądrym, intelektualnym wręcz ujęciu, niejako analitycznie pokazując ich wielowymiarowość czy złożoność. Jeśli dodamy doskonałe pianistyczne spełnienie, otrzymamy obraz szczególnie godnej uwagi kreacji, wskazującej na ów wysoki stopień jego wspomnianego wcześniej rozwoju. W dziełach Janáčka i Szymanowskiego wykorzystał on swoją zdolność koncentracji, skupienia, nadto dyscypliny – tak w myśleniu, jak i realizacji tekstu. Nieco inaczej wypadły interpretacje chopinowskich Scherzi. Owszem, błyszczała jego pianistyka, może w Scherzu h-moll najmocniej, także w ostatnim dziele tego cyklu, ale zaniepokoiły mnie jego nierzadkie ucieczki w stronę niepożądanej raczej u Chopina efektowności, zwłaszcza w Scherzu cis-moll, a nawet w E-dur. Najciekawiej wypadło tak bogate w swojej wyrazowej i dramatycznej różnorodności Scherzo b-moll. Przed wyjazdem do Dusznik zdążyłem posłuchać tylko pierwszego Scherza, z czterech nagranych i wydanych właśnie przez DG. Jestem ciekaw, czy w kolejnych też odnajdę te popisowe elementy jego gry.

Drugim wybijającym się pianistą pierwszej połowy Festiwalu okazał się 40-letni dziś włoski muzyk Antonio Pompa–Baldi, zwycięzca Konkursu w Cleveland sprzed 21 lat. To był jego bodaj trzeci już jego występ w Dusznikach i zapowiada się, że i tegoroczny na długo zostanie w pamięci słuchaczy. Do dziś wspomina się tu jego rewelacyjne wykonanie Wariacji Brahmsa na temat Paganiniego w 2006 r. Tym razem zagrał z może aż zbyt wielkim blaskiem i jakąś swoistą elegancją Waldsteinowską Beethovena, mądrze i perfekcyjnie, arcyciekawie wręcz Sonatę b-moll op. 35 Chopina, w której pokazał swoją klasę, dojrzałość, pokazał tak potrzebną u Chopina naturalność i śpiewność linii melodycznych, o dramatycznej mocy pierwszego i trzeciego zwłaszcza ogniwa nawet nie wspominając. Zaimponował mi też niezwykłym poczuciem czasu, mądrym nad nim panowaniem, co szczególnie odbiło się w rozważnym bardziej niż do tego przywykliśmy – finale. W drugiej części swojego recitalu dał mocne i robiące wrażenie prawykonanie pierwszej części Inferno, dedykowanego mu utworu Roberta Piana Glances on the Divine Comedy, puentując go wymownie i z klasą Sonatą po lekturze Dantego Liszta.

Nie da się też odmówić wielkiego talentu brytyjskiemu, zaledwie 25-letniemu pianiście – Martinowi James Bartlettowi, który w pierwszej części, najgoręcej – jak dotąd – przyjętego przez festiwalową publiczność recitalu, zagrał dwa chorały Bacha w ujęciu Myry Hess i Busoniego, Suitę (RCT 5) Jeana-Philippe'a Rameau oraz 31. Sonatę As-dur Haydna (Hob.XVI:46). Po przerwie grał Preludia Rachmaninowa, Miłosną śmierć Izoldy Wagnera/Liszta i La Valse Ravela. Część barokowa ciekawa, finezyjna artykulacyjnie, wrażliwa, delikatna, bo bardzo klawesynowa. Maniera ta przeniosła się nawet na Haydna, który nie tylko zachwycał precyzją wykonawczą, ale i pięknym tonem. Po przerwie już prawdziwie fortepianowy Rachmaninow – pełen mocy, ale i rosyjskiego zaśpiewu, muzycznej poezji… Niezły Chopin (Nokturn Des-dur z op. 27), także Wagner/Liszt, a dzieło Ravela pokazało już wcześniej zasygnalizowaną dwubiegunowość Bartletta, tzn. umiejętność grania niebiańskiego piana, jak i brutalnego, agresywnego walenia w fortepian. Jak ma się takie „granie” do Ravela i jego muzyki?

Ciekawym pianistą okazał się Rosjanin Aleksander Kobrin, który tak, jak nie zachwycił mnie podczas Konkursu Chopinowskiego (11 lat temu zdobył III nagrodę), nie wzbudził zachwytów i dziś. Jedno jest pewne, dysponuje znakomitą pianistyką, jest świetnie przygotowany do podejmowania najtrudniejszych zadań. Potrafi grać z pełną dyscypliną i koncentracją, ale przy tym stać go na pewną frywolność, czego doświadczyć mogliśmy zarówno w Obrazkach z wystawy, jak i w Sonacie As-dur op. 26 Beethovena, gdzie stosował swego rodzaju asynchrony lewej i prawej ręki. Bardziej finezyjne niż nonszalanckie w Beethovenie? Jest chyba jedynym pianistą, który gra cały recital bez mrugnięcia powieki, z niezmienną, prawdziwie pokerową twarzą. Wtedy lepiej słuchać nagrań…

W I części Festiwalu występowali też młodzi polscy pianiści, którzy zostali zakwalifikowani do udziału w październikowym (oby!) Konkursie Chopinowskim. Niespodziewanie, zawiódł mnie Piotr Alexewicz. Niby wyluzowany i swobodny, niby świetnie przygotowany, a jednak spięty i dość nieuporządkowany, czasami powierzchowny i niewiarygodny. W zeszłym roku grał nieporównanie pewniej i ciekawiej. Adam Kałduński z kolei o wiele naturalniejszy, ale z wieloma potknięciami – czym dalej, tym było ich więcej – z zadatkami na bardzo dobrego pianistę, ale – jak sądzę – mało kreatywny, nie potrafiący dać nam czegoś więcej od siebie. Samo granie nie wystarcza. Jakub Kuszlik – dobry muzyk, dojrzały, precyzyjny, pewny, skuteczny, świetnie przygotowany, grający ze spokojem, opanowaniem, dobrze panujący nad tym, co robi. Kamil Pacholec – może i najciekawszy z tej czwórki. Jego gra ma charakter, naturalność, naturalną swobodę, wszystko mu ładnie płynie, do tego dobrze się prezentuje. Do zachwytów może jeszcze daleko, ale kto wie czy z tych cech nie zbuduje z czasem czegoś bardzo wartościowego. Niestety, zdarzają mu się tzw. głupie błędy, w prostych miejscach, co może świadczyć o niewystarczającej jeszcze koncentracji. Były i poważniejsze wpadki, np. w Scherzu b-moll, być może wynikające tylko z brawury czy przeszarżowania. Ale jest ciekawy.

Ostatnią dwójkę tworzyli Piotr Pawlak i Andrzej Wierciński. Ten pierwszy w świetnej formie – beethovenowskie Bagatele były całkiem niebagatelne, bo poważne, znakomite pianistycznie – grał jak stary wyjadacz. W chopinowskiej Sonacie b-moll – skuteczny, zdecydowany, pewny, z drobnymi tylko potknięciami. Jedyny może mankament, pewnie wynikający z ogromnych możliwości pianistycznych, zewnętrznych warunków: zbyt dużo daje brutalnej często mocy, nb. nie on jeden tu ma tendencję do dynamicznych przeszarżowań. Jedno jest najważniejsze, jego gra nosi już w sobie walory interpretacji, ma charakter, słyszy się i czuje odciskanie piętna, a to coś znaczy. Wierciński z kolei bardzo okrzepł i dojrzał. Zawsze mi się podobał, ale zawsze też słyszałem jakieś niedomagania czy mankamenty, które burzyły jego wielki potencjał. Teraz nie daje już tych ułomności – stał się poważnym, pewnym i dojrzałym artystą. Znakomita była jego Ballada f-moll, kreowana z wysoką, muzyczną świadomością, z pianistycznym polotem i błyskotliwością, z mocnymi kulminacjami. Równie ciekawie i pewnie budował Sonatę h-moll. Żadnej nie było tam mechaniczności gry, żadnych schematów, Ładnie rysował tematy, wykazywał się swoją wykonawczą fantazją, była liryka, były burzliwe kulminacje. Zachwycił mnie też zagrany na bis Nokturn H-dur z op. 62, powagą i dojrzałością w budowaniu napięcia, w tworzeniu nastroju. Z taką grą jaką nam zaprezentował w Dusznikach – można wiele zdziałać na Konkursie! Oczywiście, powodzenia życzę w październiku wszystkim naszym kandydatom!

Adam Rozlach