- Po "Diable na dzwonnicy" napisałem "Kino szpak", czyli o moich kumplach z Falenicy. To właśnie wtedy zastosowałem pewien patent konstrukcyjny - mówił bohater "Zapisków".
- Ponieważ wciąż mieszkałem u mamy, jakoś na tych niedużych pieniądzach udawało mi się przetrwać. Była to jednak pewnego rodzaju bieda. Tak to wszystko trwało do 1989 - mówił Marek Ławrynowicz.
- W tym czasie poszedłem na zebranie koła młodych Związku Literatów. Strasznie mi się nie spodobało. Doszedłem do wniosku, że jak tak wygląda literatura to ja dziękuję - mówił Marek Ławrynowicz.
- Chodziłem do różnych szkół. Najpierw do szkoły w Miedzeszynie. Pamiętam z niej tylko panią wychowawczynię, która była bardzo słodka i opiekuńcza - zaczął swoje wspomnienia Marek Ławrynowicz.
Marek Ławrynowicz w pierwszej części swoich wspomnień opowiada o micie utraconej ojczyzny, czyli Wilnie.
- Mówimy o pisarzu, który ma wspaniały jubileusz. Poznaliśmy się na początku lat 70. Wcześniej znałem go jako pisarza i obywatela - mówił Adam Michnik.
W tej odsłonie wspomnień o Jacku Bocheńskim swoimi historiami i spostrzeżeniami podzieliły się jego przyjaciółki - Anna Przedpełska-Trzeciakowska i Justyna Guze.
- Jacek Bocheński to była postać, to był ktoś. Jadąc do Obór od razu było go widać jak wychodził na taras i inne osoby wydawały się przy nim mniej znaczące - zaczęła swoją opowieść Iwona Smolka.
- W 1970 roku na przyjęciu pod oknem siedział bardzo przystojny pan. Myślałam, że to Herbert, ale okazało się, że to był Jacek - mówiła Teresa Bogucka.
- W maju 1962 roku miałem 16 lat i poszedłem na kiermasz książki w Alejach Ujazdowskich. Były niezwykle modne wtedy trzy tytuły. Wśród nich "Boski Juliusz" Jacka Bocheńskiego - zaczął swoją opowieść...
- Spotkanie z Jerzym Giedroyciem na początku to jest kultury. Do dzisiaj uważam, że my przestaliśmy rozumieć tę tajemnicę dlaczego redaktor swoje pismo nazwał "Kultura" - mówił Krzysztof Czyżewski.
- Najbardziej niezwykłe i fascynujące doświadczenia są wtedy, kiedy pojawiają się niespodziewanie. Tak samo było w przypadku mojego spotkania z Jerzym Giedroyciem - mówiła Hanna Maria Giza.
Nazwisko Jerzy Giedroyc było znane w naszym domu. Był okres, kiedy wymieniało się je półgłosem na wszelki wypadek, kiedy obawialiśmy się słusznie podsłuchu - mówił Jerzy Kisielewski.
- Nie jest prosto zacząć, bo Jerzego Giedroycia uważam za najwybitniejszego człowieka polityki, jakiego dane mi było poznać - powiedział Czesław Bielecki.
Mój Giedroyć to nie tylko postać z legendy, ale i mój pracodawca - rozpoczął swoje wspomnienia Jacek Krawczyk.
- Bardzo piękne jest to, że nie tylko my, ale wszyscy czytający Miłosza mogą ułożyć swoją antologię. Za każdym razem będzie to wielka choć inna hierarchia wartości - ocenili przyjaciele poety.
- Pamiętam, kiedy przyjechał do Krakowa na swoją pierwszą wizytę Seamus Heaney jeszcze przed otrzymaniem Nagrody Nobla. Odbywała się u mnie w domu kolacja i na kanapie nazywanej później noblowską...
- Kiedy poszliśmy do prezydenta Krakowa po otrzymaniu przez Czesława Miłosza powiedzieliśmy, że miasto powinno dać nobliście mieszkanie, bo jak przyjeżdżał to musiał zatrzymywać się w hotelach -...
- Miłosz polską poezję uważał za swoje gospodarstwo. On się tak radował jak działo się coś wokół poezji. Byłem w 1996 roku w USA u Miłosza. Wisława Szymborska dostała wtedy Nagrodę Nobla, a on był...
- Czesława poznałem w 1981 roku w czerwcu. Przyjechał opromieniony sławą noblisty do Polski. Był to karnawał Solidarności więc mógł przyjechać. Był to wyjątkowy czas - opowiadał Bronisław Maj.