Polskie Radio

Rozmowa dnia: Stanisław Kalemba

Ostatnia aktualizacja: 27.11.2012 07:15
Audio

Krzysztof Grzesiowski: Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi. Dzień dobry, panie ministrze.

Stanisław Kalemba: Dzień dobry panom redaktorom, dzień dobry państwu.

K.G.: Sprawę pan zna, przed godziną siódmą ten temat poruszaliśmy, zresztą cytowaliśmy stosowny fragment nagrania. Chodzi o rytualny ubój zwierząt w naszym kraju. Dziś Trybunał Konstytucyjny ma zdecydować, czy rozporządzenie zezwalające na ubój rytualny zostało wydane zgodnie z prawem. Skarży prokurator generalny.

S.K.:  Tak.

K.G.: Pana zdanie w tej sprawie?

S.K.:  Otóż dotychczasowe rozwiązania prawne są zgodnie z dyrektywą wspólnot europejskich 93/119/WE, gdzie dopuszcza się właśnie ubój z wykrwawieniem bez ogłuszania, czyli pozbawiania świadomości. Tu mogą być pewne sprawy sporne między ustawą a rozporządzeniem, natomiast naszym zdaniem tu nie ma sprzeczności, natomiast wchodzi rozporządzenie wspólnot europejskich, czyli do bezpośredniego stosowania, 1099/2009, które w całej Unii dopuszcza właśnie ubój bez ogłuszania z wykrwawianiem ze względu na przepisy, które w tym zakresie obowiązują. I tu warto się powołać na przepisy, na artykuł 35 naszej Konstytucji, na Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, na Kartę Praw Podstawowych, gdzie wyznania religijne mniejszości narodowe mają swoje prawa, m.in. jednym z tych praw to jest ubój rytualny, czyli zabijanie zwierząt z wykrwawianiem bez ogłuszania. I to jest praktyka stosowana w Unii, a od początku stycznia właśnie przyszłego roku rozporządzenie...

K.G.: Od 1 stycznia.

S.K.:  ...jednoznacznie to reguluje.

K.G.: Ale będzie można złożyć zastrzeżenie, że w naszym kraju np. nie będzie to możliwe.

S.K.:  No, można ograniczyć jeszcze ograniczyć to rozporządzenie, które jest, ale praktyka jest taka stosowana w Unii, są zakłady u nas do tego, bo tylko ten ubój może być prowadzony w wydzielonych ubojniach, są wydzielone ubojnie, zajmują się tym i na potrzeby naszych mniejszości, ale tak wysyłamy te wyroby czy to mięso do ok. 17 państw i Europy, i Izraela, i Turcji.

K.G.: A jaka jest skala, panie ministrze?

S.K.:  Jak się ocenia, bo tutaj nie prowadzi się takiej ewidencji...

K.G.: Rząd wielkości.

S.K.:  ...ale to może być około 100 tysięcy sztuk zwierząt, bo to głównie dotyczy...

K.G.: Rocznie.

S.K.:  Rocznie. Dotyczy głównie bydła i drobiu.

K.G.: Jak ktoś policzył, osób zarejestrowanych w gminie żydowskiej w Polsce to jest nieco ponad tysiąc, mamy kilkanaście tysięcy muzułmanów. Pan mówi o 100 tysiącach sztuk rocznie.

S.K.:  Tak. Ale to właśnie jest takie zapotrzebowanie na tej ubój do Turcji, ale do Niemiec, do Francji, do Austrii, do większości państw Unii Europejskiej.

K.G.: A to zdaje się sprowadza się do odpowiedzi na pytanie: co jest ważniejsze, ustawa czy rozporządzenie? Bo według rzecznika Prokuratury Generalnej Ustawa o ochronie zwierząt nie przewiduje uboju rytualnego, a w Polsce obowiązuje rozporządzenie, które taki ubój dopuszcza.

S.K.:  Tak, natomiast w ustawie był dopuszczony taki ubój, natomiast na wniosek organizacji pozarządowych on został wykreślony, przy czym w tej ustawie nie wprowadzono zakazu, i tutaj jest problem, a zgodnie z tą ustawą minister rolnictwa był zobowiązany wydać rozporządzenie o warunkach uboju, o kwalifikacjach. I tam właśnie zgodnie z prawem europejskim, tą dyrektywą z 93 roku wpisano zgodnie z prawem europejskim, prawo europejskie dopuszcza właśnie ubój rytualny bez ogłuszania i to rozporządzenie zostało wydane. Dzisiaj jest posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego i tam uważam nastąpi rozstrzygnięcie. Natomiast od 1 stycznia jednoznacznie reguluje to rozporządzenie 1099 z 2009 roku, które rozstrzyga sprawę w całej Unii i tu od 1 stycznia już wątpliwości nie powinno być.

K.G.: Czy to się będzie działo bez ograniczeń?

S.K.:  Tutaj jednak tylko wyznaczone ubojnie mogą ten ubój rytualny, tylko...

K.G.: Ale liczba zwierząt, czy będzie ograniczona?

S.K.:  No nie, bo to nie można ograniczać praw mniejszości religijnych, narodowych, etnicznych, to one decydują. Nawet nie mamy takiego prawa czy obowiązku prowadzić takiej ewidencji, bo to jest wybór właśnie tych organizacji.

K.G.: To niewątpliwie budzi emocje, ale chyba nie aż takie, jakie wzbudza to, co wydarzyło się w sejmie 9 listopada, kiedy sejm przyjął Ustawę o nasiennictwie, zresztą mylnie określaną jako ustawę o GMO czy o żywności genetycznie modyfikowanej. Pan w jednym z wywiadów stwierdził, że będzie zakaz uprawy GMO w Polsce. Skąd taka pewność?

S.K.:  Panie redaktorze,  jest niezgodność do tej pory z prawem Unii Europejskiej, bo prawo Unii Europejskiej dopuszcza obrót materiałem siewnym tych roślin GMO, które są dopuszczone do uprawy w Europie. To dotyczy kukurydzy Mon 810 i ziemniaka Amflora. Polska nie dostosowała tego prawa jako jedyne państwo, z tego tytułu Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał wyrok, który był niekorzystny dla Polski w 2009 roku, i Komisja Europejska w październiku już przymierzała się do wystąpienia o naliczenie kar z tego tytułu. Te kary mogły wynieść nawet około 280 milionów euro, proszę zwrócić uwagę, przy czym to ograniczenie niewiele dawało, bo każdy rolnik czy handlowiec mógł pojechać do sąsiedniego państwa, do tych 26 państw Unii i nabyć ten materiał, czyli to było takie...

K.G.: Żeby siać u siebie, tak?

S.K.:  Dokładnie tak. Natomiast proszę zwrócić uwagę, że do tej pory nie jest uregulowane prawem właśnie zakaz uprawy tych roślin GMO, jak informacje medialne przekazują, to około 3 tys. hektarów takich upraw możemy mieć i nie ma sposobu kontrolowania, identyfikacji tych upraw, a jednocześnie niszczenia czy eliminowania, czy karania. Dlatego w tej Ustawie o nasiennictwie wprowadzamy nadzór Inspekcji Nasiennictwa i Ochrony Roślin, jak będzie tylko informacja, że taka uprawa może być, to jest bardzo proste do stwierdzenia, stwierdza to ta Inspekcja, a następnie może nawet likwidować, naliczyć stosowne kary. Czyli dzisiaj Polska nie jest wolna od GMO. My tak – unikamy płacenia bardzo wysokich kar, możemy faktycznie identyfikować, czy takie uprawy są, a ponadto wydając tę ustawę, uchwalając, jak pan prezydent ją podpisze, z mocy tej ustawy Rada Ministrów wydaje rozporządzenie, jest taka wola zakazu tych dwóch upraw, wysiewu nasion tych dwóch roślin, o których mówiłem...

K.G.: Czyli kukurydzy i ziemniaka, odmiany kukurydzy i odmiany ziemniaka.

S.K.:  Tak. I wtedy Polska może stać się faktycznie wolna od GMO...

K.G.: Ale ustawa dopuszcza możliwość uprawy roślin GMO wpisanych do rejestru Unii Europejskiej.

S.K.:  Tak, ale tylko są wpisane te dwie. Ustawa ona dopuszcza do obrotu nasionami, ona nie mówi nic o uprawie, natomiast my tymi rozporządzeniami zakażemy wysiewu i kukurydzy i tej Mon 810, i wysadzania ziemniaka i w ten sposób nie będzie można uprawiać. Czyli to jest uważam bardzo takie mądre wyjście, że dopiero po wdrożeniu tej ustawy, wydaniu tych rozporządzeń, bo proszę zobaczyć...

K.G.: A  nie lepiej... przepraszam, panie ministrze,  że przerwę, nie lepiej zrobić to, co robią np. Niemcy, Francuzi czy Włosi, którzy mają tak zwane moratorium na uprawy transgeniczne, ogłaszają na 10 lat i mają problem rozwiązany.

S.K.:  Nie mają moratorium na zakaz, natomiast wydały zakaz na uprawę tych roślin kukurydzy Mon 810 i ziemniaka Amflory. Polska wdrażając tę ustawę... uchwalając tę ustawę, też będzie miała zakaz i na podstawie tej ustawy, nie pytając się Komisji Europejskiej, rozporządzenie wyda zakaz, czyli dołączymy do tych państw, które zakazują uprawy tych dwóch roślin, i w ten sposób Polska będzie praktycznie wolna od GMO.

K.G.: To jeszcze pytanie jako konsument do konsumenta. Czy gdyby pan kupował jakiś produkt, do którego użyte byłyby rośliny modyfikowane genetycznie, uważa pan, że to na opakowaniu powinno być zaznaczone?

S.K.:  Oczywiście, 75% opinii publicznej w Polsce, a około 80% rolników jest przeciw uprawie roślin GMO i dlatego to jest uważam podstawa demokracji, że konsument powinien mieć informację, czy ta żywność jest GMO, czy jest bez GMO. Obecnie jest obowiązek znakowania takiej żywności, o ile powyżej 0,9% jest zawartość GMO.

K.G.: Swoją drogą wczoraj prezentowaliśmy opakowanie po mleku sojowym i tak się zastanawialiśmy, z jakiej to soi – modyfikowanej czy niemodyfikowanej, bo nic na ten temat nie było. Będziemy do sprawy wracać jeszcze dziś zresztą w rozmowie z prof. Tomaszem Boreckim, doradcą społecznym prezydenta ds. wsi. Jaka będzie przyszłość byłego prezesa PSL Waldemara Pawlaka, panie ministrze?

S.K.:  To jest uważam ważna osoba na scenie politycznej w Polsce w ciągu tych 20 ponad lat. Proszę zwrócić uwagę, w prasie często nieprzychylnej jest teraz taka opinia, że odszedł z rządu minister, który najlepiej rozumiał przedsiębiorców. Waldemar Pawlak jest silną osobowością, on sam dokona sobie wyboru. Mogę powiedzieć, że sobie poradzi czy w działalności gospodarczej, czy w innej, tak że ja bardzo cenię, zresztą ma kapitalne doświadczenie i tutaj uważam, że jego kwalifikacje zostaną dobrze wykorzystane.

K.G.: A na razie wybrał miejsce w ławach poselskich gdzieś z tyłu zupełnie.

S.K.:  Panie redaktorze...

K.G.: To coś oznacza?

S.K.:  Ale na tym polega pokora, był wicepremierem, prezesem Polskiego Stronnictwa Ludowego, kongres zdecydował inaczej, prawda? I proszę zobaczyć, to jest element pokory. Jest w sejmie, jest na posiedzeniach klubów, aktywnie uczestniczy, ale zna swoje miejsce. I ja uważam, że to jest wielka klasa. I oczywiście wycofał się z funkcji wicepremiera, bo to jest konsekwencja w demokratycznych wyborach.

K.G.: O tym, którzy politycy PSL będą pełnić jakie funkcje w rządzie, o tym zdecyduje się 1 grudnia, kiedy stosowne władze Stronnictwa zostaną ostatecznie sformowane. Pan spodziewa się, że będzie pełnił wciąż funkcję szefa resortu rolnictwa?

S.K.:  Wciąż na pewno nie będę. Ja służę jak najlepiej, uważam, że w ciągu tych prawie że 4 miesięcy udało się wiele spraw rozwiązać, uspokoić sytuację wokół instytucji związanych z rolnictwem, trwają konkursy, nabory, wprowadziliśmy zasadę, że jeden pracownik ministerstwa może zasiadać w jednej radzie. Ja nie myślę o tym, jak długo będę, to są decyzje władz, natomiast staram się każdego dnia jak najlepiej służyć Polsce, rolnictwu, bo tak jak podkreślam, kocham wieś, kocham rolnictwo. Proszę zobaczyć, nie ma drugiej dziedziny, która by miała taką renomę swoje produkcji, największa nadwyżka w handlu zagranicznym w tym roku przekroczy 3 miliardy. Jestem dumny, że właśnie jestem szefem resortu rolnictwa.

K.G.: A Janusz Piechociński wejdzie do rządu, jak pan sądzi?

S.K.:  Gdybym ja miał doradzić, to uważam, że tak, bo wtedy jest największe przełożenie, wpływ, nie ma, bym powiedział, tego dualizmu w podejmowaniu najważniejszych decyzji, ale...

K.G.: Tylko jako wicepremier, czy powinien objąć jakiś resort?

S.K.:  Uważam, że i resort, i wicepremier, i resort i wtedy jest możliwość konkretnego działania, podejmowania decyzji już takich konkretnych, na które czeka społeczeństwo.

K.G.: A z tych informacji, które do pana docierają, wejdzie?

S.K.:  Trudno mi powiedzieć, to jest decyzja samego szefa, prezesa Janusza Piechocińskiego. Premier jakby tutaj Donald Tusk dał mu wolną rękę, że uszanuje tutaj decyzję PSL-u i tutaj musi sam prezes podjąć decyzję.

Daniel Wydrych: Pytanie jeszcze: który resort?

K.G.: Który resort? A, no właśnie.

S.K.:  To trudno mi powiedzieć, najlepiej gospodarka, żeby nie komplikować, to jest ważne przełożenie.

K.G.: Czyli taki pełny spadek po poprzedniku.

S.K.:  Ja uważam, że to jest najprostsze, tym bardziej że prezes Janusz Piechociński ma też doświadczenie parlamentarne w komisjach i to byłoby najprostsze.

K.G.: Stanisław Kalemba, minister rolnictwa i rozwoju wsi, był gościem Sygnałów dnia. Dziękujemy, panie ministrze.

S.K.:  Bardzo dziękuję panom redaktorom i radiosłuchaczom.

(J.M.)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak