Muzyka

Algorhythm układa "Mandalę"

Ostatnia aktualizacja: 05.09.2017 14:48
Gdański zespół Algorhythm przedstawia swoją nową płytę „Mandala” (wyd. Alpaka Records). Już sam tytuł krążka świadczy o tym, że możemy znaleźć na nim nawiązania do odległych tybetańskich klimatów – mandala jest bowiem układana przez tamtejszych mnichów z barwionego piasku. 
Algorhythm Mandala
Algorhythm „Mandala” Foto: materiał promocyjny

Kolorowe wzory, kolejne koła, kwadraty, a następnie ich niszczenie, które przypomina nam wszystkim o przemijaniu, upływie czasu, zmianie. Emil Miszk, Sławek Koryzno, Szymon Burnos, Piotr Chęcki i Krzysztof Słomkowski - czyli Algorhythm - starają się poprzez swoją grę tworzyć nowe struktury, mniej lub bardziej wyrafinowane, a następnie szybko, bez ceregieli przechodzić do kolejnych tworów.

Chociaż już debiutancki album zespołu – „Segments” był dobrą prezentacją wysokich umiejętności jego członków, to bez dwóch zdań „Mandala” to duży krok naprzód. Muzyka jest o wiele bardziej złożona, energetyczna i nakierowana na mocne zmiany, a do tego na smaczek mamy jeszcze trochę world music. Z gry młodych rodaków można być dumnym, stanowią wizytówkę nowych trendów europejskiego jazzu – to śmiała, mocna propozycja podana w przystępny sposób.

Saksofoniści Sławomir Dudar (alt) i Janusz Brych (baryton, tenor) oraz perkusista Mateusz Maniak – czyli Trylobity Group przedstawiają krążek „Burning Stones” i od razu możemy sobie zadać pytanie, czy dwa saksofony wsparte perkusją to zapowiedź czegoś większego, czy raczej przesyt formy nad treścią? Mamy tutaj wiele nawiązań do muzyki Bliskiego Wschodu, klezmerskiej – Dudar i Brych nie uciekają w awangardę, nie starają się nawzajem przekrzyczeć, zagłuszyć, „Burning Stones” to owoc współpracy, wzajemnego zrozumienia, uzupełniania, prowadzenia dialogu. Mateusz Maniak sam się ustawia na drugim tle i wykonuje swoją pracę wzorowo – jego gra pozostawia wiele miejsca dla dęciaków, które mogą dzięki temu na tej króciutkiej, niespełna półgodzinnej płycie pokazać sporo dobrego, przystępnego dla miłośników mainstreamu grania.

Łukasz Borowicki robi krok do tyłu, żeby zrobić… dwa kroki naprzód. „Songs With Rhymes” to trzeci krążek, na którym usłyszymy znane z jego debiutanckiego albumu „People, Cats & Obstacles” trio z kontrabasistą Mariuszem Praśniewskim oraz perkusistą Kasprem Tomem Christiansenem. Łukasz Borowicki w dziewięciu zawartych na płycie utworach wykorzystuje różne akustyczne gitary, co powoduje, że jesteśmy świadkami erupcji dźwięków – ale nie głośnej, nie narzucającej się, dalekich od rockowych faz – ale też nie nazbyt sentymentalnych, melancholijnych, kołysankowych.

Trio Borowickiego to przede wszystkim gitara lidera, prawie zawsze na pierwszym planie, prawie zawsze grająca…. „pierwsze skrzypce”, ale także, a może przede wszystkim – instrument współpracujący z innymi. „Songs With Rhymes” do ciekawa propozycja dla miłośników gry Terje Rypdala czy Billa Frisella.

Jacek Kochan – perkusja, Dominik Wania – wurlitzer, fender rhodes i Michał Kapczuk – kontrabas czyli NAK Trio. Ich najnowszy krążek „Ambush” nagrany dla For Tune to zaskoczenie… zespół bowiem łączy swoje siły ze smyczkami, a konkretnie z Arcos – zespołem, którego liderem jest Mateusz Smoczyński – wybitny skrzypek, który w kilku utworach jest także solistą. Oczywiście na „Ambush” mamy jednego człowieka, zarządzającego wszsytkim z tylnego siedzenia i doskonale wiedzącego kto, gdzie i jak powinien się pojawić. Mowa tu oczywiście o Jacku Kochanie, znakomitym muzyku, ale i świetnym liderze. Drugą osobą, którą ciężko nie wyróżnić jest niesamowity pianista Dominik Wania, który tym razem przesiadł się ze swego fortepianu na jego elektryczny odpowiednik i okazuje się, że był to… dobry ruch. Dzięki temu, w połączeniu ze smyczkami dowodzonymi przez Mateusza Smoczyńskiego otrzymujemy kolorowy konglomerat różnych wpływów, gatunków i melodii.

Mieczysław Burski

Zobacz więcej na temat: MUZYKA Jazz recenzja
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

"Euphoria" Adama Jarzmika

Ostatnia aktualizacja: 11.08.2017 13:10
W przeciągu ostatnich kilku lat mamy do czynienia z wysypem utalentowanych młodych pianistów, którzy nie tylko zdobywają szlify przy boku bardziej doświadczonych muzyków, ale są już liderami swoich własnych zespołów i nie boją się też brać odpowiedzialności za komponowanie. Do tego grona należy dopisać Adama Jarzmika, który swoją debiutancką „Euphorią” udowania, że posiada całe pokłady doskonałych pomysłów i potrafi, pomimo młodego wieku, w dużej mierze z nich korzystać. Warto też zauważyć doskonały debiut młodej wokalistki Renaty Irsy i zwrócić uwagę na kolejny znakomity album Szymona Łukowskiego.
rozwiń zwiń