Prawdziwy Meksyk poznali jak tylko zeszli pod ziemię

IAR
Sylwia Mróz 06.12.2012
Piotr Bobiński i Szymon Stawski - uczestnicy projektu Cinemaya Panamericana
Piotr Bobiński i Szymon Stawski - uczestnicy projektu Cinemaya Panamericana, foto: Sylwia Mróz/PR

Piesek osuszany suszarką na bazarze, metro, w którym można kupić wszystko i zatańczyć, jedzenie podawane z przedziwnych automatów – tak przywitał Meksyk uczestników projektu Cinemaya Panamericana.

Uczestnicy projektu Cinemaya Panamericana 2012/2013 siedmiomiesięczną podróż po krajach Ameryki Łacińskiej tropem Tony’ego Halika rozpoczęli w Meksyku. W ciągu dziesięciu dni spędzonych Meksyku cztery razy zmieniali lokum, z czego dwie z osób, które użyczyły im gościny w ogóle nie znali. I tak z dnia na dzień poznawali czym jest prawdziwy Meksyk – i się nim zachwycili do tego stopnia, że z kilku dni, które mieli spędzić w stolicy tego kraju nagle zrobiły się trzy tygodnie.

Ale Meksyk!

Po pierwszym skorzystaniu z metra zrozumieli co znaczy powiedzenie „ale Meksyk”. A metrem jeździli na początku swojej podróży niemało, bo musieli kupić samochód, co wiązało się z załatwieniem wielu spraw w różnych częściach jednego z największych miast świata – miasta Meksyk. Szymona i Piotra zaskoczył i oczarował folklor panujący w podziemnej kolejce, gdzie każdy stara się coś sprzedać. – Tam można się ubrać, dobrze się najeść, zatańczyć i kupić tysiąc potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy – opowiada Piotr, jeden z uczestników wyprawy.

Zasmakowali w tutejszej kuchni: tortille, enchilady, chicharron, tacos, pozole… Na meksykańskich ulicach królują wszelkiego rodzaju stoiska, a wśród nich najwięcej jest budek oferujących jedzenie. Tysiące smaków i zapachów, bo wszystko przygotowywane jest na oczach konsumenta. – Najbardziej zachwyciły nas mechanizmy, z których jest serwowane jedzenie – opowiada Szymon Stawski.

Największą swoją przygodę przeżyli na Mercado de Sonora – jednym z największych targów w stolicy Meksyku. Znajomi z Meksyku ostrzegali ich, by wybrali się tam z miejscowymi, bo zbyt łatwo można się tam zgubić, ale poszli sami i oczywiście zgubili się. Nie bez powodu jednak zabłądzili na targu – w międzyczasie mieli kolejną lekcję na temat tego czym jest prawdziwy Meksyk. Chcieli kupić różne potrzebne im rzeczy: od agregatu po sprzętu do prezentacji filmów, które chcą pokazywać Indianom w całej Ameryce, a po drodze zobaczyli czym handluje się na miejscowym bazarze. – Z jednej strony paw, z drugiej kotki pozamykane w klatkach. Ktoś suszy psa suszarką do włosów, w tle pochrząkują małe prosiaki. Pod nogami przebiega zdesperowany kurczak. Jaszczurki, legwany – wymienia zaskakującą ofertę bazarową Szymon.

Halik patronem

Uczestnicy projektu Cinemaya Panamericana właśnie rozpoczęli wyprawę w Meksyku, skąd udadzą się na sam skraj Ameryki do Ziemi Ognistej. Przez najbliższe miesiące będą zamieszczali na blogu filmy, zdjęcia i relacje z podróży, a na koniec powstanie film dokumentalny.

Na pomysł takiej ekspedycji wpadł Szymon Stawski wraz z Piotrem Bobińskim, którzy chcą w ten sposób uczcić 50-lecie realizacji wyprawy panamerykańskiej przez Tony'ego Halika oraz jego 90 urodziny, które polski obieżyświat obchodziłby w styczniu 2013. W czasie podróży będą odwiedzali miejsca, które opisał lub pokazał w swoich programach Tony Halik.

W trakcie wyprawy po krajach Ameryki Łacińskiej szlakiem autora książki podróżniczej "Moja wielka przygoda" będą wyświetlane w ramach kina obwoźnego animacje studia filmowego Se-Ma-For oraz krótkie metraże zrealizowane przez uczniów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Pokazy filmowe mają być sposobem na dotarcie do indiańskiej ludności i nawiązanie nici porozumienia. Podróż rozpoczęła się 16 listopada w Meksyku i potrwa do czerwca przyszłego roku.

/

Sylwia Mróz z Meksyku, polskieradio.pl

Sonda