Historia

Ponura zagadka wyspy Roanoke

Ostatnia aktualizacja: 04.06.2017 01:01
Przez wieki tajemniczą historię osadników z wyspy Roanoke opowiadano w angielskich domach. Mroczna legenda o "straconej kolonii" straszyła dzieci i rozpalała wyobraźnię dorosłych.
Audio
  • Indianie z Ameryki Północnej - audycja Katarzyny Kobyleckiej z cyklu "Z tygla narodów".
Odkrycie napisu Croatoan wyrytego na palisadzie osady, fot. Wikimedia Commonsdomena publiczna
Odkrycie napisu "Croatoan" wyrytego na palisadzie osady, fot. Wikimedia Commons/domena publiczna

4 czerwca 1584 na wyspie Roanoke założono pierwszą angielską kolonię w Ameryce Północnej.  

Marzenie o lepszym świecie

Wyprawa w kierunku nieznanego świata została sfinansowana i zorganizowana przez Waltera Raleigha. Żeglarza, o którym w The Cambridge History of the British Empire napisano tak: "był on jedną z najbardziej szalonych i mogących doprowadzić do rozpaczy postaci w historii Anglii". Wielu podkreślało jego zamiłowanie do złota, ale jak zauważył Kazimierz Dziewanowski: "marzyły mu się nowe światy, w których powstaną lepsze i sprawiedliwsze społeczeństwa angielskie niż to, które znał na wyspie i które w końcu posłało go na szafot".

Z takim przeświadczeniem w kierunku nieznanych wówczas ziem wyruszyła grupa 108 śmiałków pod wodzą Richarda Grenville’a. Popłynęli na północ tak, aby uniknąć kontaktu z Hiszpanami.

Pierwsza krew

Po rozpoznaniu wybrzeża Karoliny Północnej na miejsce osiedlenia wybrano wyspę Roanoke w okolicach Chesapeake Bay. Pierwsze kontakty z zamieszkałymi nieopodal Indianami okazały się przyjazne. Jednak moment szaleństwa Grenville’a, kiedy to w ataku furii nakazał ostrzelać i spalić jedną z wiosek tubylców, obróciło w pył dotychczasowe zaufanie.

Wkrótce po tym wydarzeniu statki odpłynęły w drogę powrotną do Anglii. Miały powrócić z kolejną falą kolonistów. Pozbawieni zapasów i źle przygotowani osadnicy mieli problemy z najprostszymi czynnościami, jak chociażby zdobywaniem pożywienia. Zabrakło też charyzmatycznego przywódcy.

Chaos potęgowało życie w ciągłym strachu przed odwetem Indian. W desperacji prewencyjnie zaatakowano jedną z pobliskich wiosek. Osadnicy mieli szczęście. Na horyzoncie pojawiły się okręty Francisa Drake’a. Słynny korsarz zabrał przerażonych Europejczyków z powrotem do domu.

Zła wróżba

Na miejscu pozostało 15 śmiałków. Co nimi kierowało? Odwaga, nadzieja, niechęć do powrotu? Możemy się tylko domyślać. O ich losie wiemy tylko tyle, że zostali.

Nowa wyprawa dopłynęła do wyspy w lipcu 1587 roku. Na miejscu znaleziono tylko kości jednego z osadników. Pomimo złowrogiej wróżby postanowiono osiedlić się w tym samym miejscu. Podjęto próbę odbudowania przyjaznych relacji z tubylcami. Na to było jednak już za późno, zbyt wiele krwi się przelało. Indiańskie wioski milczały.

Stan oblężenia

Osadnicy żyli jak rozbitkowie w stanie oblężenia. Zdani na własne siły, bez wystarczających zapasów, pod ciągłą obserwacją. Pogarszały się nastroje i narastała panika. W końcu zawiodły nerwy.

Tego feralnego dnia osadnicy pod wodzą Johna White’a przeprowadzili trzeci już, w krótkiej historii białej kolonizacji tego rejonu, atak na indiańską wioskę. Odtąd cała okoliczna puszcza wręcz kipiała nienawiścią.

Anglicy wiedzieli, że nie mają szans. Wysłano do kraju statek z prośbą o pomoc. Jednak był to czas, gdy oczy Anglii były już zwrócone gdzie indziej. Zbliżało się nieuchronne starcie z hiszpańską Wielką Armadą. Nie było czasu ani środków na pomoc grupce ludzi, którzy ją dobrowolnie opuścili.

"Croatoan"

Wyprawa ratunkowa ruszyła dopiero po czterech latach, latem 1591 roku. Kazimierz Dziewanowski w swojej książce Brzemię białego człowieka przywołuje notatki z dziennika White’a: "Rzuciliśmy kotwice blisko brzegu. Zagrali sygnał na trąbce i potem wiele innych znajomych melodii angielskich i wołaliśmy do nich przyjaźnie; ale nie było odpowiedzi".

Na lądzie ekspedycja napotkała zarośnięte ruiny fortu i zabudowań. W środku nie było nikogo. Żadnych grobów, ani zwłok. Przy wejściu do osady widniał jedynie napis "Croatoan", czyli nazwa pobliskiej wyspy.

89 mężczyzn, 17 kobiet i 11 dzieci przepadło bez śladu. Nigdy ich nie odnaleziono. Ta historia stała się kanwą imperialnej legendy o "straconej kolonii". Głosiła, że gdzieś w głębi amerykańskiego lądu spotyka się wśród Indian ludzi o jasnej cerze i niebieskich oczach.

mjm

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Jamestown - Smith, Pocahontas i… Polacy

Ostatnia aktualizacja: 20.12.2016 06:03
20 grudnia 1606 trzy angielskie statki z osadnikami wypłynęły w stronę Nowego Świata. Pół roku później, w Wirginii, rozpoczęły żeglugę w górę rzeki James. Ta ekspedycja zaowocowała założeniem pierwszej stałej osady w Ameryce Północnej - Jamestown.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Abolicjonizm - jak zniesiono niewolnictwo

Ostatnia aktualizacja: 25.03.2017 06:11
Na przełomie XVIII i XIX wieku abolicjoniści święcili swój wielki triumf. Kwitnący od starożytności handel niewolnikami nieodłącznie towarzyszył budowaniu europejskich potęg kolonialnych. Załamał się w najbardziej zaskakującym momencie - gdy osiągnął niespotykane dotąd rozmiary.
rozwiń zwiń