Trójka

Afera taśmowa. Kalinowski: akcja we "Wprost" ośmiesza instytucje państwowe

21.06.2014 11:27
Ujawnienie przez "Wprost" nagrań z podsłuchów, a także późniejsze działania prokuratury i ABW w redakcji tygodnika oraz implikacje polityczne tej sytuacji całkowicie zdominowały rozmowę polityków goszczących w "Śniadaniu Trójki".
Funkcjonariusze ABW próbują siłą odebrać Sylwestrowi Latkowskiemu komputer
Funkcjonariusze ABW próbują siłą odebrać Sylwestrowi Latkowskiemu komputer Foto: PAP/Radek Pietruszka
Posłuchaj
46'20 Afera taśmowa. Kalinowski: akcja we "Wprost” ośmiesza instytucje państwowe (Śniadanie w Trójce)
więcej

Barbara Nowacka z Twojego Ruchu uważa, że spór ministra sprawiedliwości z prokuratorem generalnym dotyczący akcji w siedzibie redakcji tygodnika "Wprost" po raz kolejny pokazuje słabość organów państwa. - Ekipie rządzącej bardzo słabo idzie nadzorowanie instytucji państwowych. Zadajmy sobie pytanie, komu w tym państwie możemy jeszcze zaufać - mówiła.

AFERA TAŚMOWA W POLSKIM RZĄDZIE - czytaj więcej >>>

Z Nowacką zgodził się Jarosław Kalinowski, który uważa, że kłótnia źle świadczy o strukturach państwa, które powinny dochodzić do prawdy. - To nie powinno mieć miejsca - zaznaczył europoseł PSL. Według polityka zawiodły procedury w realizowaniu prawa podczas akcji w redakcji "Wprost”. - Funkcjonariusze ABW i prokuratorzy nie byli przygotowani do wykonania zadań. To ośmiesza instytucje państwowe - powiedział Kalinowski.

Mariusz Błaszczak stwierdził, że kłótnia ministra sprawiedliwości z prokuratorem generalnym przysłania istotę całej sprawy. - Jest chaos, zamęt, jedni przerzucają winę na drugich, drudzy na tych samych. Prokurator generalny twierdzi, że może podać się do dymisji, jeżeli to ma uzdrowić sytuację. Jak to uzdrowi sytuacje? Widać, że po raz kolejny nie wytrzymuje presji - powiedział szef klubu parlamentarnego PiS. Według niego podczas akcji ABW i prokuratury doszło do pacyfikacji redakcji tygodnika "Wprost”. - W ciągu 25 lat wolności nie zdarzyło się, żeby służby specjalne wchodziły do redakcji jakiś mediów - zauważył.

Andrzej Halicki odnosząc się do akcji w redakcji "Wprost” powiedział, że sam fakt konieczności zabezpieczenia dowodów nie oznacza, że można stosować wszystkie działania. - W przypadku tajemnicy dziennikarskiej mamy do czynienia z bardzo wrażliwym fragmentem funkcjonowania demokracji, który należy uszanować i tutaj działanie bez sądowego nakazu jest błędem. To wskazał minister sprawiedliwości - zauważył poseł PO. Halicki przyznał, że ma krytyczny stosunek do pracy szefa MSW, ale - jak zaznaczył - nie chce wchodzić w kompetencje premiera. Powiedział, że premier przeprowadzi ocenę działań ABW. Podkreślił jednak, że ABW działa na zlecenie prokuratury.

Henryk Wujec z Kancelarii Prezydenta uważa, że Marek Biernacki i Andrzej Seremet mogą mieć odmienne zdanie, jednak dyskusja powinna być bardziej racjonalna. - Powinni rozmawiać ze sobą bezpośrednio i nie przedstawiać tego jako kłótni między organami państwa. Bo to nie buduje zaufania do państwa - przekonywał Wujec i podkreślił, że konieczna jest reforma wymiaru sprawiedliwości.

Jerzy Wenderlich powiedział, że słowne przepychanki organów państwa nie powinny mieć miejsca. Według posła lewicy prokurator generalny i minister sprawiedliwości powinni ze sobą współpracować, a nie "targać się po szczękach”. - Prawo powinno być jednoznaczne, a okazuje się, że każdy broni swego - dodał. Wenderlich uważa, że akcja w redakcji "Wprost” nadwyrężyła wizerunek prokuratury i ABW. - Zastanawiam się, czy to była solowa akcja ABW i prokuratury, czy inspiracja polityczna - dodał.

Akcja ABW i prokuratury w redakcji tygodnika "Wprost" wzbudziła wiele kontrowersji. Skrytykował ją minister sprawiedliwości Marek Biernacki, który służbom zarzucił brak umiaru w działaniach i chaos. Nie zgodziła się z tym warszawska Prokuratura Okręgowa ani porokurator generalny Andrzej Seremet.

Rozmawiała Beata Michniewicz.

(to/mk)

Komitet Obrony Robotników

Czytaj także

PiS chce rządu technicznego. Rozmowy ruszają w poniedziałek

20.06.2014 22:01
Partia Jarosława Kaczyńskiego szuka w Sejmie większości, dzięki której możliwe będzie odwołanie rządu Donalda Tuska. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak zwrócił się do przewodniczących klubów PSL, SLD, koła SP oraz Polski Razem z propozycją spotkania w sprawie wniosku o konstruktywne wotum nieufności.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński
Prezes PiS Jarosław Kaczyński Foto: PAP/Stanisław Rozpędzik

Do rozmowy miałoby dojść w poniedziałek o godz. 13. Zaproszeni zostali szefowie klubów PSL i SLD - Jan Bury i Leszek Miller, szef koła Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk oraz lider Polski Razem Jarosław Gowin.

Na razie tylko Solidarna Polska i Polska Razem zadeklarowały udział w konsultacjach.

Propozycja szefa klubu PiS ma związek z ujawnionymi przez tygodnik "Wprost" nagraniami rozmów m.in. ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belki.
- Zwracam się do pana w sprawie spotkania dotyczącego wniosku o konstruktywne wotum nieufności, który zaproponowało PiS w związku z kompromitacją rządu Donalda Tuska, wynikającą z ujawnienia skandalicznych nagrań członków gabinetu PO - podkreślił Błaszczak w liście.
Według przewodniczącego klubu PiS, "charakter rozmów, jakie z szefem NBP prowadził minister spraw wewnętrznych oraz późniejsze działania służb podległych Donaldowi Tuskowi, w tym niebywały zamach na wolność prasy podczas najścia agentów ABW na redakcję tygodnika publikującego nagrania, sprawiają, że dalsze trwanie rządu Donalda Tuska jest ewidentnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa i jakości demokratycznych standardów w Polsce".
Błaszczak przypomniał, że PiS zaproponowało złożenie w Sejmie wniosku o konstruktywne wotum nieufności, "odwołanie rządu Donalda Tuska i powołanie gabinetu technicznego, który urzędować będzie do czasu przeprowadzenia wyborów".
- Ujawnione nagrania pokazały patologiczną sytuację w której rząd PO w niedopuszczalny sposób wpływa na niezależne instytucje państwa, takie jak NBP czy Prokuratora Generalnego - ocenił polityk PiS. - W tym kontekście trudno wyobrazić sobie uczciwe wybory przeprowadzane pod rządami ekipy, która, jak pokazały ostatnie dni, kpi sobie z demokratycznych procedur i konstytucyjnych wartości - uważa.

AFERA TAŚMOWA W POLSKIM RZĄDZIE - czytaj więcej >>>

Zgodnie z artykułem 158. konstytucji Sejm wyraża Radzie Ministrów wotum nieufności większością ustawowej liczby posłów (231 głosów) na wniosek zgłoszony przez co najmniej 46 posłów i wskazujący imiennie kandydata na premiera.

W czwartek Donald Tusk powiedział, że nie planuje dymisji. - Nie będę podawał się do dymisji w związku z działaniami, o których wszyscy wiemy, że miały charakter przestępczy, i być może intencją nielegalnych przestępczych podsłuchów i nagrań było napisanie scenariusza politycznego, którego efektem jest takie zamieszanie, czy też destabilizacja - być może nawet dymisja czy upadek rządu - powiedział szef rządu. Jednocześnie nie wykluczył wariantu przyspieszonych wyborów.

- Nie wykluczam, że tą ceną będzie surowa ocena niektórych obywateli w wyborach, które być może odbędą się za kilka czy kilkanaście tygodni, jeśli okaże się, że ta wewnętrzna blokada polityczna jest nie do odblokowania - powiedział. I dodał: - Jeśli okaże się, że instytucje życia publicznego, media, prokuratura, rząd, parlament, nie są w stanie ustalić, zgodnie z regułami demokracji i prawa, takiego modelu współpracy, który pozwoli ujawnić wszystko, co w tej sprawie jest do ujawnienia i pozwoli ochronić takie prawa, jak prawo do wolności słowa, to być może jedynym rozstrzygnięciem będą wcześniejsze wybory, jeśli kryzys zaufania jest tak głęboki.

O możliwych przyspieszonych wyborach mówił też prezydent Bronisław Komorowski.

Aby jednak mogły się one odbyć sejmowa większość musi się na to zgodzić. To może być niemożliwe. Tym bardziej, że PiS już zapowiedziało, że nie poprze wniosku o samorozwiązanie Sejmu. Witold Waszczykowski mówił w "Sygnałach dnia", że zapowiedź o gotowości samorozwiązania Sejmu i rozpisania przedterminowych wyborów to straszenie premiera.

PiS uważa, że kampania wyborcza w najbliższych miesiącach przy zachowaniu stanowisk takich ludzi, jak na przykład minister Sienkiewicz i premier Tusk, ale również szefowie służb, nie byłaby uczciwa. - Poparlibyśmy wniosek o samorozwiązanie, jeśli byśmy mieli pewność, że ci skompromitowani ludzie na tych stanowiskach już by nie zasiadali i nie mieliby wpływu na kampanię - wyjaśnia poseł.

Odnosząc się do propozycji PiS, rzecznik PSL Krzysztof Kosiński powiedział, że jego klub uzależnia udział w spotkaniu od tego, czy "PiS wykona wyrok sądu i przeprosi za kłamstwa ze swoich materiałów wyborczych". - Jeśli PiS zamieści przeprosiny w "Super Expressie" jak nakazał sąd, to my rozważymy udział w spotkaniu - dodał. Tłumaczył, że chodzi o materiał wyborczy PiS z kampanii wyborczej do PE. Kosiński przypomniał, że napisano w nim, że rząd PO-PSL wynegocjował mniej środków z Unii Europejskiej na rolnictwo niż PiS gdy było u władzy.
Z kolei szef koła Solidarnej Polski Arkadiusz Mularczyk zadeklarował, że weźmie udział w spotkaniu. - Nie wykluczamy poparcia inicjatywy PiS, czekamy na konkrety. Poza tym chcielibyśmy właśnie w gremium szefów klubów porozmawiać o naszej propozycji utworzenia komisji śledczej ws. taśm "Wprost" - oświadczył. Zastrzegł, że nie jest to warunek SP i jego koło nie uzależnia od tego swojego poparcia dla wniosku PiS.
Na spotkanie przyjdzie też szef Polski Razem Jarosław Gowin. - Z góry mogę już powiedzieć, że wniosek PiS poprzemy - zapowiedział.
Nie wiadomo, jakie stanowisko zajmuje SLD. - My z PiS nie będziemy wchodzić w pertraktacje - zakomunikował Tadeusz Iwiński. Zdaniem posła SLD najlepszym sposobem sprawdzenia, czy rząd Tuska ma większość, jest głosowanie wotum zaufania dla premiera. Wniosek taki - przypomniał Iwiński - poddał pod głosowanie np. rząd Leszka Millera w 2003 r. - To jest lepsze od wotum nieufności, zwłaszcza że PSL cały czas hamletyzuje - powiedział.
Bardziej przychylny dla propozycji PiS jest Twój Ruch. - W sprawie bezpieczeństwa państwa to ja z koniem usiądę - powiedział  Artur Dębski. - Chyba że wystawią na premiera Macierewicza lub Mariusza Kamińskiego - dodał. Dębski zaznaczył, że to jest prywatne zdanie, a ostateczną decyzję ws. udziału w rozmowach o konstruktywnym wotum nieufności podejmie prezydium klubu Twojego Ruchu.

PiS nie wysłało jednak zaproszenia na spotkanie do partii Janusza Palikota.

PAP/asop

Czytaj także

Seremet: prokuratura i minister sprawiedliwości są w sporze, "po części prawnym"

20.06.2014 20:17
Prokurator Generalny Andrzej Seremet wyraził opinię, że raport ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego o wydarzeniach w redakcji "Wprost" ma charakter polityczny. Dodał, że minister nie zwrócił się do niego o informacje na temat zajść w redakcji.
Prokurator generalny Andrzej Seremet, podczas konferencji w Warszawie, na temat zajścia w redakcji tygodnika Wprost
Prokurator generalny Andrzej Seremet, podczas konferencji w Warszawie, na temat zajścia w redakcji tygodnika "Wprost"Foto: PAP/Rafał Guz
Posłuchaj
00'23 Andrzej Seremet: Marek Biernacki przyznał prokuraturze rację w warstwie prawnej (źr. IAR)
więcej

Prokurator Generalny Andrzej Seremet zabrał głos po konferencji kierownictwa resortu sprawiedliwości, które bardzo krytycznie oceniło działania prokuratury w redakcji ”Wprost”. Resort przygotował informację na ten temat na zlecenie premiera. W konkluzjach ocenił czynności prokuratury jako "nieadekwatne i zbyt daleko idące".

Prokurator Generalny ocenił, że dwie istotne dla państwa instytucje ”prokuratura i minister sprawiedliwości znajdują się w sporze i jest to spór tylko w części prawny”.  Jak argumentował, szef resortu sprawiedliwości w swoim wystąpieniu w istocie przyznał rację prokuraturze, a nie, jak komentują niektórzy ”zmiażdżył ją”. – Minister przyznał, że przepisy, które stosowali prokuratorzy, miały zastosowanie w owej konkretnej sytuacji – podkreślił. Seremet dodał, ze jest zdumiony tym, iż w ocenie ministra Marka Biernackiego prokuratorzy nie zastosowali się do standardów. Dodał, że nie ma podstaw prawnych do ”formułowania takich standardów”. Andrzej Seremet odniósł się do niektórych zarzutów resortu. Powiedział, że nie ma przepisów, które zakładają niezwłoczne przekazanie materiałów dowodowych do sądu, a poza tym -  sądy są w razie potrzeby do dyspozycji prokuratury. Jak stwierdził, prokuratura niezwłocznie dokonuje czynności, nie kierując się tym, czy właśnie jest święto.

Jak zaznaczył, minister potwierdził, że zastosowano właściwą procedurę: żądano wydania dowodów, a kiedy to się nie stało, rozpoczęto przeszukanie. Nie zgodził się, że prokuratura nie była przygotowana, tłumaczył np., że funkcjonariusze ABW mieli sprzęt do zabezpieczenia nośników, które mogły zawierać materiały chronione tajemnicą dziennikarską. Dodał, że zakładano, iż dziennikarze ”dostosują się do tego, do czego zobowiązuje ich prawo”.

Seremet dodał, że minister sprawiedliwości ma jego numer telefonu komórkowego i mógł poprosić o materiały, dzięki którym miałby inne spojrzenie na to, co się działo w redakcji.

Wersja zdarzeń prokuratorów

Andrzej Seremet przedstawił informację prokuratorów uczestniczących w przeszukaniu redakcji. Z ich raportu wynika, że prokuratorzy zwrócili się do redaktora naczelnego "Wprost", Sylwestra Latkowskiego, o przekazanie materiałów ”uzyskanych w sposób przestępny”. Zapewnili, że nie będą się zajmować informacjami wchodzącymi w zakres tajemnicy dziennikarskiej i że uzyskane nośniki zostaną przekazane do kancelarii tajnej. Latkowski odpowiedział, że umożliwi prokuratorom przegranie nagrań. Dodał, że poinformuje pozostałych autorów artykułu we "Wprost" o żądaniach prokuratorów. Po rozmowie z kolegami redakcyjnymi oświadczył, że nie zgadzali się oni na wydanie materiałów. Latkowski nie wydał też laptopa z informacjami twierdząc, że ma tam materiały potrzebne do pracy. Prokuratorzy zaproponowali wtedy wykonanie kopii binarnych tych informacji. Redaktor zabrał jednak laptopa i pendrive'a. Prokurator oświadczył wtedy, że jeśli Latkowski nie odda laptopa, to zostanie mu on odebrany, i polecił funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego odebranie urządzenia. Do pomieszczenia weszli wtedy gwałtownie zgromadzeni w redakcji dziennikarze. Prowadzący akcję prokurator polecił jej przerwanie, gdyż obawiał się o zdrowie i życie zebranych osób. Prokurator Generalny podkreślił, że nikt nie ma prawa manipulować materiałami śledztwa, a więc przegrywać nagrań i nie udostępniać ich prokuraturze. Dodał, że każdy obywatel musi podać swoje dane personalne na żądanie prokuratora, a dziennikarze z redakcji "Wprost" tego nie zrobili. Seremet dodał, że prowadzący przeszukanie redakcji prokurator zwrócił się o ochronę policji. Jak stwierdził, przybyli funkcjonariusze nie współpracowali  jednak z prokuratorami i pozwolili na to, aby do redakcji swobodnie wchodzili ludzie z zewnątrz.

Resort skrytykował prokuraturę

Ministerstwo sprawiedliwości bardzo krytycznie oceniło w piątek działania prokuratury w redakcji "Wprost" z 19 czerwca.  Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga odpowiada, że nikt nie zwrócił się do niej o jej wersję wydarzeń.

Według ministerstwa sprawiedliwości czwartkową akcję prokuratury prowadzono "mało profesjonalnie i nieroztropnie", a działania prokuratury były zbyt daleko idące i mogły budzić uzasadnioną obawę naruszenia tajemnicy dziennikarskiej. - Nasze stanowisko jest bardzo krytyczne - podkreślał minister sprawiedliwości Marek Biernacki na piątkowej konferencji prasowej.
MS nie zarzuciło prokuraturze naruszenia żadnego przepisu Kodeksu postępowania karnego, a prokuratorzy przeprowadzali czynności tak, aby nie utrudniać pracy redakcji - replikowała Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, odnosząc się do zarzutów resortu. Podkreśliła również, że nikt nie zwrócił się do prokuratury, żeby przedstawiła własną wersję wydarzeń ws. akcji we "Wprost".

(TVN24/x-news)


Mazur zapowiedziała, że najpóźniej we wtorek prokuratura udostępni swoje nagrania z akcji, a w miarę możliwości na swojej stronie internetowej umieści film. - Będzie się można przekonać, jak od środka, nie z zewnątrz, wyglądał przebieg czynności - to, co rejestrowali funkcjonariusze ABW na polecenie naszych prokuratorów - mówiła.
W ocenie szefa MS brakowało też scenariusza działań na wypadek zgłoszenia, że materiały, które prokuratura chce przejąć, zawierają tajemnicę dziennikarską. Jednocześnie jako niezgodną z kodeksem postępowania karnego resort ocenił próbę wykonania kopii zawartości komputerów w redakcji.
Jednak według Mazur prokuratorzy byli przygotowani do akcji, zaś funkcjonariusz ABW miał przy sobie kopertę, w którą miał być włożony nośnik. W sytuacji zastrzeżenia, że nośnik ten zawiera dane prawem chronione, koperta miała zostać zabezpieczona i "nigdy nie zostałaby wydana funkcjonariuszom ABW" - powiedziała rzeczniczka. Kopertę później przejąłby osobiście prokurator - i w razie niemożności natychmiastowego przekazania materiału do sądu, złożyłby ją w tajnej kancelarii - tłumaczyła.
Zapewniała również, że podczas akcji chodziło wyłącznie o nośniki z zapisami rozmów przekazane "Wprost", zaś "prokurator nie miał zamiaru zabezpieczać wszystkich komputerów ani wszystkich nośników znajdujących się w redakcji".
W opinii resortu błędem było też podjęcie działań w godzinach wieczornych i w przeddzień dnia wolnego, co utrudniało skierowanie nośnika do sądu z wnioskiem o zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej. Zaznaczył, że żaden sąd nie był na to przygotowany.
- Co to znaczy, że sąd nie pracuje? My wykonujemy czynności w każdy dzień, czy powszedni, czy święto. I zawsze mamy listę dyżurnych sędziów, do których dzwonimy, i nigdy nie zdarzyło się, żebyśmy mieli problem z wykonaniem czynności przez sąd w toku postępowania przygotowawczego - ripostowała Mazur.

(TVN24/x-news)


Mazur odniosła się również do postawionego przez MS zarzutu "uchybienia w postaci braku umiaru w czynnościach prokuratury i zablokowaniu prac redakcji", mówiąc, że prokuratorzy starali się nie utrudniać przygotowania kolejnego numeru tygodnika, a "czynność rozpoczęła się od rozmów pomiędzy prokuratorem a naczelnym tygodnika +Wprost+".
Z kolei szef MS zwrócił uwagę na brak odpowiedniej koordynacji działań prokuratury, policji, ABW oraz współpracy z sądem. Wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski uznał z kolei, że akcja w redakcji była prowadzona "mało profesjonalnie i nieroztropnie", a prokuratorzy "gubili się w sytuacji". Zaznaczył, że ostatecznie zakończyła się niepowodzeniem, co "jest pewnego rodzaju blamażem prokuratury".
Reagując na zarzuty MS rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk przypomniał, że prokurator nie powiadamiania sądu o planowanych działaniach; nie ma takiego przepisu. Zaznaczył, że prokuratura prowadzi postępowanie w związku z bardzo poważnym przestępstwem (nielegalne podsłuchiwanie ważnych urzędników państwowych), w związku z czym prokurator ma obowiązek zabezpieczyć wszystkie dowody.
Spotkanie ws. wniosku o konstruktywne wotum nieufności dla rządu, w związku z ujawnionymi przez "Wprost" nagraniami rozmów, m.in. ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belki, zaproponował na poniedziałek szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.
Zgodnie z deklaracją naczelnego tygodnika "Wprost" nagrania z nielegalnych podsłuchów przekaże prokuraturze w sobotę pełnomocnik redakcji, mec. Jacek Kondracki

PAP/IAR/PolskieRadio.pl/TVN24/agkm

Czytaj także

Nowe nagrania w redakcji "Wprost". Rzecznik ABW: proszę dać nam czas

21.06.2014 08:44
- Zapewniam, że pracujemy nad tą sprawą bardzo ciężko i staramy się dojść do prawdy. Jak blisko jesteśmy? Na pewno wiemy więcej niż się mówi - powiedział w "Sygnałach dnia” Maciej Karczyński, rzecznik ABW odnosząc się do informacji dotyczących nowych nagrań.
ABW wkroczyła do redakcji Wprost
ABW wkroczyła do redakcji "Wprost"Foto: PAP/Radek Pietruszka
Posłuchaj
12'00 Maciej Karczyński, rzecznik ABW o taśmach "Wprost" (radiowa Jedynka/"Sygnały dnia")
więcej

Jak pisze "Gazeta Wyborcza” dziennikarze „Wprost” dostali w czwartek nagrania rozmów b. rzecznika rządu Pawła Grasia, szefa MSZ Radosława Sikorskiego, b. ministra finansów Jacka Rostowskiego i ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego. Nie wiadomo, co jest na nagraniach.

Wpis
Wpis na Twitterze dziennikarza "Wprost" Michała Majewskiego

Gazeta pisze, powołując się na rozmówcę z "Wprost”, że to Piotr Nisztor, współautor tekstu ujawniającego pierwsze nagrania skontaktował redakcję z osobą oferującą materiały. - Odbyło się jedno spotkanie, po którym zaczęliśmy dostawać pliki z podsłuchami - twierdzi informator "GW”. Mechanizm przekazywania nagrań był taki, że do skrzynki naczelnego lub jego zastępców przychodził e-mail z odsyłaczem do strony, gdzie znajdowały się pliki dźwiękowe.

Gazeta Wyborcza, 300polityka.pl, to