Polskie Radio

Rozmowa dnia: Eugeniusz Grzeszczak

Ostatnia aktualizacja: 07.08.2013 07:15

Krzysztof Grzesiowski: Wicemarszałek Sejmu Rzeczpospolitej Eugeniusz Grzeszczak, członek Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego także. Dzień dobry, panie marszałku.

Eugeniusz Grzeszczak: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.

K.G.: Przyznam, że bardzo interesująco rozwija się dyskusja między politykami Polskiego Stronnictwa Ludowego i Prawa i Sprawiedliwości na temat tego, co dzieje się aktualnie na wsi, a rzecz dotyczy konkretnie ceny skupu zbóż, rzepaku, pszenicy, które w tym roku, jak wiemy, są niskie, porównując oczywiście z rokiem ubiegłym. Nie wiem, czy pan marszałek miał może okazję zerknąć na ostatni wpis na portalu Wpolityce autorstwa pana Janusza Wojciechowskiego.

E.G.: Myślę, że politycy PiS-u formułują tu oskarżenia, które nie mają pokrycia w rzeczywistości ekonomicznej i gospodarczej, bo zarówno rząd Kaczyńskiego, jak i rząd Tuska nie ma instrumentów, które mogą... wprost pozwalają interweniować na wolnym rynku cen zboża. Ceny zboża aktualnie oczywiście są niższe niż w roku ubiegłym, tak jak pan to powiedział. Myślę, że tutaj resort rolnictwa powinien monitorować i obserwować dokładnie te zjawiska, bowiem podejrzane jest... podejrzewa się, że jest pewna zmowa cenowa. Oczywiście takich zmów cenowych tolerować nie wolno i trzeba zgłosić i zdaje się minister rolnictwa już zgłosił do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów to zjawisko.

Natomiast jeżeli chodzi o ceny rzepaku, które są znacznie niższe niż w roku ubiegłym, to dobre ceny rzepaku w roku ubiegłym sprawiły, że areał obsiany przez rolników rzepakiem znacznie wzrósł, a więc jest większa podaż, dobre plony i sytuacja, powiedziałbym, taka cenowa jest spowodowana wieloma czynnikami. Po pierwsze wysokie plony, wysoka podaż zboża, ale również cena na giełdach światowych, w tym giełdzie paryskiej limituje te zjawiska. Ale na początku, gdyby miała miejsce zmowa cenowa, to oczywiście takie zjawisko być nie może i myślę, że tutaj wraz z upływem czasu te ceny będą rosły.

K.G.: Ta zmowa miałaby mieć miejsce w przypadku małych podmiotów skupujących, nie tych największych firm. Ale wróćmy jeszcze na chwilę, jeśli pan marszałek pozwoli...

E.G.: Bardzo proszę.

K.G.: ...do tego, co napisał pan Janusz Wojciechowski, deputowany do Parlamentu Europejskiego, przypomnijmy: były prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego i były prezes Najwyższej Izby Kontroli z rekomendacji Polskiego Stronnictwa Ludowego. Zaczyna tak: „Panowie rzeźnicy z PSL...”

E.G.: Ja myślę...

K.G.: Rzecz odnosi się prawdopodobnie do owego słynnego głosowania już nad ubojem rytualnym... pozwoli pan, panie marszałku...

E.G.: Bardzo proszę.

K.G.: „Rządzicie na wsi niepodzielnie sześć lat, a w sprawach rolnictwa macie pod kontrolą wszystkie instrumenty władzy, macie w rękach kontrolę nad handlem, produktami rolnymi, a rolnicy są brutalnie oszukiwani”.

E.G.: Ja myślę, że jest to dobry cytat, bowiem PiS mówi co innego i robi co innego, bo jeżeli mieliśmy głosowanie właśnie, które spowodowało to, że ceny wołowiny zostały obniżone w sposób znaczący, bowiem uniemożliwiono eksport poprzez głosowania, a PiS głosował tu jednoznacznie. Mówię o głosowaniu nad projektem rządowym przy uboju bez ogłuszenia, który umożliwiał eksport do krajów arabskich i nie tylko wołowiny po dobrych cenach, to PiS właśnie głosował tak, żeby obniżyć te ceny i to się udało. Natomiast tu powiada, że są jakiekolwiek instrumenty. Myślę, że pan Wojciechowski, który tak jak pan dokładnie powiedział, z rekomendacji PSL-u otrzymywał wysokie stanowiska, a potem jest swoistym renegatem, który przeszedł do innego ugrupowania i próbuje krytykować, a sam wie doskonale, że w tej chwili, bo był również eurodeputowanym i jesteśmy w Unii Europejskiej od już 9 lat, czyli ani rząd Kaczyńskiego, ani rząd Donalda Tuska nie ma wprost instrumentów do interweniowania na wolnym rynku zbóż.

K.G.: No ale państwo, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe, dłużni nie pozostają, o fałszywych obrońcach wsi piszą państwo na swojej stronie internetowej, o gębie pełnej frazesów, można powiedzieć wet za wet w tym przypadku, tylko że to niewiele wnosi tak na dobrą sprawę.

E.G.: Ja bym powiedział tak, że oczywiście eskalacja wzajemnych oskarżeń do niczego tutaj nie prowadzi. Myślę, że bardziej trzeba merytorycznie podchodzić do tych zjawisk, myślę, że minister Kalemba, który zwrócił się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów podjął właściwe działanie, natomiast nie może być działań interwencyjnych rządu niezgodnych z unijnym prawem, w związku z tym tutaj takie pisanie na blogach w niczym nie poprawi ani ceny, ani nie ulży w pracach żniwiarzy, że tak powiem, niczego nie pomoże, tylko eskaluje złe nastroje.

K.G.: A ten zarzut robienia wielkich interesów przez ludowców? To Jarosław Kaczyński o tym wspominał.

E.G.: Ja myślę, że sugestia, jakoby wpływały i psuły rynek produkty rolne z Ukrainy jest sugestią bez pokrycia. Myślę, że opowiadanie tego typu i formułowanie tego typu w podtekście zarzutów czy ich sugerowanie jest po prostu walką polityczną, ale jak powiadam, wprost trzeba powiedzieć, że podczas ostatniego głosowania, które zaowocowało obniżeniem cen na wołowinę, Polskie Stronnictwo zachowało się jednoznacznie, głosując, a PiS jak głosował, rolnicy doskonale o tym wiedzą. Myślę, że rolnicy potrafią odróżnić plewy od celnego ziarna i na fałszywych obrońców wsi, że tak powiem, na ich tego rodzaju zagrania polityczne reagować nie będą.

K.G.: Swoją drogą zastanawiam się, panie marszałku,  bo słuchają nas rolnicy, nawet jeden z naszych słuchaczy pisał, że kosił wczoraj, a właściwie nie wczoraj, dzisiaj do 1.30, bo było chłodno i można było pracować...

E.G.: No i pogoda była dobra wczoraj.

K.G.: ...w dobrych warunkach. Właśnie, tak się zastanawiałem, no to panowie się teraz pokłócą, tylko co my z tego będziemy mieli? Cena i tak spada, i tak spada, wpływu na nią nikt nie ma, tu w Polsce na miejscu przecież nagle nie można podjąć decyzji, że podnosimy cenę samodzielnie, przecież nie możemy tego zrobić. No i tak wygląda rzeczywistość.

E.G.: Oczywiście, ta rzeczywistość na rynku rolnym w sensie takim, że ceny wysokie może gwarantować państwo, to już jest, że tak powiem, melodia przeszłości, natomiast jeżeli jesteśmy w Unii Europejskiej, mamy dopłaty obszarowe, które właśnie łagodzą tą sytuację, mieliśmy przecież niedawno wielką dyskusję na temat... i debatę na temat właśnie tej perspektywy 2014-2020, gdzie dopłaty do hektara zostały utrzymane, myślę, że to w znaczny sposób łagodzi sytuację, która jest spowodowana dobrym urodzajem i nadmierną podażą zboża. Natomiast w ocenie ministra rolnictwa wraz z upływem czasu te ceny będą, że tak powiem, wzrastać, bowiem konieczność sprzedaży przez rolników zbóż, które w tym roku dobrze obrodziły, dobry urodzaj mamy, spowodowana jest dwoma czynnikami: brakiem powierzchni magazynowych w gospodarstwach, to jest pierwszy element, i koniecznością spłaty kredytów, zaciągniętych wcześniej kredytów, czyli (...) środków dla gospodarstwa. I ta podaż tuż po żniwach, czyli prosto od kombajnów na magazyny, powoduje tą sytuację, o której mówimy. Myślę, że jeżeli byłyby zmowy cenowe w małych podmiotach skupujących, to tą kwestię trzeba eliminować, natomiast uważam, że wraz z postępem czasu te ceny... wielu rolników, z którymi zresztą rozmawiałem w Wielkopolsce, uważają, że oczywiście te ceny są za niskie, magazynują zboże lub w depozyt oddają, i uważają, że w miesiącach październik, listopad te ceny muszą być wyższe.

K.G.: To taka trochę hazardowa gra o rolnictwo, panie marszałku, bo w zeszłym roku, jak sam pan powiedział, rzepak był drogi, no to zasiejemy więcej w tym roku, żeby mieć korzyść. W tym roku ceny okazuje się są dużo, dużo niższe. Czyli co, nie zasiejemy na przyszły rok, no bo będzie (...)

E.G.: Warto by, panie redaktorze,  tutaj w tym momencie podjąć...

K.G.: ...i jak sobie z tym radzić.

E.G.: ...merytoryczną dyskusję o kontraktacji właśnie. Tutaj rząd mógłby oddziaływać na podmioty skupujące, inspirować do tego, aby podejmować umowy kontraktacyjne, rolnicy mogliby i powinni organizować się w grupy producenckie, aby w ten sposób wspólnie oddziaływać, po prostu mieć większy nacisk na podmioty skupujące. Tu warto dyskutować merytorycznie w tych obszarach, żeby stabilizować tę huśtawkę cenową na wolnym rynku skupu zbóż.

K.G.: Rząd mógłby, no ale pan jest przedstawicielem koalicjanta, może by z kimś usiąść, porozmawiać, jakąś decyzję podjąć.

E.G.: Panie redaktorze,  w Polskim Stronnictwie Ludowym takie dyskusje się odbywają, chodzi o ubezpieczenia praw dla rolników, chodzi o właśnie inspirowanie warunków do tego, żeby powstawały grupy producenckie, które mogły oddziaływać w sposób... po prostu oddziaływać poprzez nacisk na podmioty skupujące, bo jeżeli jako grupa producencka mam do dyspozycji określoną partię zboża, wysoką partię, to każdy ze mną się liczy w sposób zupełnie inny niż gdy oferuję 5, 10 czy 50 ton. I oczywiście ta sytuacja, która jest w tym roku na rynku, sprzyja do tego, aby takie dyskusje podejmować. Ja sądzę, że w resorcie rolnictwa będzie o tym mówione, ale również są pewne dokonania, były podjęte działania, które powodowały, że warunki są diametralnie inne do powstawania grup producenckich. Mamy wiele pozytywnych przykładów zarówno producentów owoców, ale również producentów zbóż, ale te kwestie trzeba upowszechnić. I myślę, że być może trzeba stworzyć jeszcze lepsze warunki do powstawania grup producenckich.

K.G.: Panie marszałku,  jako że teraz świat polityczny żyje wyborami przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, Donald Tusk czy Jarosław Gowin, natomiast nastąpi kiedyś koniec tej sytuacji, dowiemy się, kto został liderem Platformy, a potem nadejdzie wrzesień, to już niedługo, przecież miesiąc i jeden dzień i będą wybory uzupełniające na Podkarpaciu do Senatu, tam jest kandydat Polskiego Stronnictwa Ludowego razem z Platformą Obywatelską wystawiony, czyli pan Mariusz Kawa, on rywalizuje ze Zdzisławem Pupą z Prawa i Sprawiedliwości i jeszcze z kilkoma innymi kandydatami. Będziemy mieli do czynienia z kolejnym sondażem takim, no, z prawdziwego już zdarzenia, oczywiście w mikroskali. Jak pan sądzi...

E.G.: To prawda.

K.G.: ...jak to się potoczy? Kto będzie senatorem z Podkarpacia?

E.G.: To znaczy myślę, że kandydat Polskiego Stronnictwa Ludowego popierany przez inne ugrupowania ma poważne szanse i myślę, że te szanse będą wykorzystane, będzie dość aktywne myślę włączenie się w kampanię wyborczą różnych środowisk na Podkarpaciu, bowiem wystawienie wspólnego kandydata daje szansę temu kandydatowi, natomiast prawica jest dość mocno podzielona, są inni kandydaci również, bo mamy informację, że... i o tym już powszechnie wiemy, że jest wiele zarejestrowanych komitetów wyborczych. Myślę, że to jest prawdziwy sondaż, te wybory będą prawdziwym sondażem, które pokażą, jak się na Podkarpaciu, gdzie wiemy doskonale, jak się preferencje wyborcze w przeszłości rozkładały, tam PiS ma swoje zagłębie, natomiast wyrażamy przekonanie i nadzieję, że kandydat Polskiego Stronnictwa Ludowego popierany przez inne również środowiska polityczne ma poważne szanse i dołożymy wszelkich starań, tak zapewniają działacze z Podkarpacia z Polskiego Stronnictwa Ludowego, angażując się mocno w kampanię wyborczą, że jest poważna szansa, aby w Senacie ten przedstawiciel zasiadł po wrześniowych wyborach.

K.G.: A co oznacza porażka kandydata koalicji? Jakie mogą być tego konsekwencje? Efekt?

E.G.: Efekt pewnie będzie taki, że medialnie będzie wykorzystywany przez środowiska polityczne, że pewna tendencja w słupkach poparcia...

K.G.: Utrzymuje się.

E.G.: ...utrzymuje się. Natomiast wybory do Senatu... ja po dwakroć startowałem do Senatu, wygrywając te wybory, raz przegrywałem, one nieco inaczej, kierują się innymi prawami niż wybory te, które ordynacja wyborcza przewiduje do Sejmu. Natomiast myślę, że ze względów psychologicznych ten wynik wyborczy jest ważny.

K.G.: Jak pan sobie radzi z upałami, panie marszałku?

E.G.: To znaczy upały są zaiste już takie hiszpańskie prawie że czy greckie...

K.G.: Ale Hiszpanie mają sjestę i w Grecji też, a my nie mamy.

E.G.: Natomiast... No, ja pochodzę ze środowiska, że wychowywałem się na słońcu, bo urodziłem się na wsi, pracuję również i żyję jeszcze na wsi, poza oczywiście zaangażowaniem się w pracę parlamentarną, wracam do swego domu, w związku z tym słońce te, które w czasie żniw grzało rolników...

K.G.: Uodporniło pana trochę?

E.G.: Uodporniło mnie na tyle, że potrafię sobie radzić z tymi upałami.

K.G.: Może to jest metoda?

Daniel Wydrych: Jeden z naszych rozmówców polecał pracę, ale jak rozumiem, pan i pańscy koledzy mają teraz wakacje, więc...

E.G.: To znaczy wakacje, wakacje są w parlamencie, ja jeszcze na urlopie nie jestem, ale, że tak powiem, praca żniwna nie jest mi obca i zawsze się w nią angażuję, może już w mniejszym zakresie niż w przeszłości, ale nadal jestem posiadaczem małego gospodarstwa rolnego.

K.G.: Czyli jednak praca.

D.W.: Czyli jednak.

K.G.: Dziękujemy. Wicemarszałek Sejmu Rzeczpospolitej Eugeniusz Grzeszczak był gościem Sygnałów dnia.

(J.M.)