Zuzanna Dąbrowska: Witam państwa i mojego gościa, który jest w studio w Toruniu, a jest to poseł Zbigniew Girzyński, poseł niezrzeszony. Dzień dobry.
Zbigniew Girzyński: Dzień dobry, kłaniam się pani redaktor i kłaniam się państwu.
Niezrzeszony, bo odszedł pan z PiS, jak opisuje to Newsweek, z powodu tego, że uczestniczył pan w posiedzeniu komisji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy w Paryżu, w czym na pewno nie ma nic złego, ale rozliczył pan tę delegację jako wyjazd samochodowy, a poleciał pan samolotem, towarzyszyła panu mama. Czy na skutek tych właśnie zarzutów odszedł pan z Prawa i Sprawiedliwości?
To nie jest do końca tak, jak to pani przedstawiła. Otóż każdy parlamentarzysta odbywający podróż służbową, może albo dostać bilet kupiony przez Sejm, albo otrzymuje ekwiwalent samolotowy w postaci (...)
Czyli nie samochodowy. Samolotowy.
Tak, dokładnie tak to się nazywa. I to jest pierwsza rzecz, którą trzeba sprostować i nikt nie rozlicza żadnego wyjazdu samochodem. Poseł otrzymując taki ekwiwalent, ma obowiązek stawić się w przypadku danego oddelegowania, być w tym wypadku na komisji. Tak też się stało, ja ten wyjazd prawidłowo rozliczyłem, natomiast ponieważ wiem, że mogą co do tego być pewne zarzuty w związku z tym całym zamieszaniem, jakie się w tym momencie dzieje, zrezygnowałem z członkostwa w moim klubie, uznając, że do czasu wyjaśnienia tych wątpliwości nie chcę obciążać mojego środowiska politycznego niepotrzebnymi zarzutami, także w ich stronę.
Panie pośle, ale pan mówi, odpierając zarzuty, że ta wersja jakby rozliczenia ryczałtowego, czyli nie Kancelaria Sejmu kupuje bilet, co czasem może być nawet droższe, szczególnie jak jest krótki czas...
Zawsze jest droższe, chodzi o to, żeby...
No właśnie, ale...
Ja mam nawet przykłady tego, że te bilety kupowane przez Kancelarię Sejmu potrafią być dwukrotnie droższe od tego rozliczania ryczałtowego w postaci takiej, jak poseł odbywa podróż samodzielnie.
No tak, ale przecież wiemy, wystarczy wejść na stronę, ile kosztują bilety do Paryża, a tutaj z dokumentów wynika, że pan otrzymał na tę paryską podróż ponad 2 tysiące złotych. No, bilet do Paryża można kupić najtaniej za 400–500 w obie strony.
Proszę pamiętać o jednej podstawowej rzeczy – to też nie do końca jest tak jak pani mówi, że ta podróż tylko tyle wynosi. Ja nie mieszkam przy lotnisku, muszę do niego pojechać, muszę potem z lotniska i tak dalej, i tak dalej. Więc o tym warto pamiętać, jak się to przedstawia. Po drugie proszę pamiętać także i o tym, że rozwiązanie tego typu, jakie wprowadzono 6 lat temu, likwidując kilometrówki, zastępując je rozwiązaniem ryczałtowym...
Czyli przypomnijmy, panie pośle, kilometrówka, czyli to jest taki formularz, w którym się wypisuje: jechał dnia takiego a takiego...
Tak, dokładnie.
...od do przebywał, wrócił tego i tego dnia, kilometry policzone, przemnożone przez współczynnik tzw. delegacyjny, z tego wychodzi jakaś suma. Tego od 6 lat w Sejmie nie ma.
Nie ma. Powiem tylko tyle, że dzięki temu Sejm oszczędza ogromne pieniądze, ponieważ killometrówka na Paryż to była ponad 4 tysiące złotych, czyli była ponad dwukrotnie więcej. Aby zaoszczędzić, zlikwidowano te kilometrówki, ale jednocześnie w ten sposób zdjęto obowiązek podróżujących jazdy samochodem. I moja sytuacja, i sytuacja pana posła Jana Kazimierczaka, który zresztą podobnie jak ja jest oceniany jako jeden z pracowitszych przedstawicieli polskich w instytucji, jaką jest Rada Europy...
I także na jego wniosek jest zawieszony w prawach członka klubu Platformy Obywatelskiej.
Tak, identyczna sytuacja, no bo cóż nas różni? To, że ja dojechałem do lotniska, najdalej sobie poleciałem samolotem, a on dojechał do dworca kolejowego i dalej pojechał pociągiem. Obaj byliśmy, obaj pracowaliśmy, co do tego w przypadku żadnego z nas, i tego, i w każdej innej pracy nie było najmniejszych zastrzeżeń. Co więcej, cieszę się i chciałem podziękować wszystkim, także przedstawicielom innych ugrupowań, którzy zwracali uwagę na moje wyjątkowe zaangażowanie i pracowitość w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy. W tej sprawie, jak rozumiem, jest prowadzony audyt w Kancelarii Sejmu, są sprawdzane te przepisy. Cieszę się także, że niektórzy posłowie, także z innych ugrupowań, sami zainteresowali się, jak to wygląda. Podziękowanie dla posła Eugeniusza Kłopotka, który poszedł, zobaczył te przepisy i sam stwierdził, że w tej sprawie nie można nam robić żadnego zarzutu...
No właśnie, panie pośle, pan...
...bo jest on mocno...
...ostatnio bardzo dużo dziękuje, także przedstawicielom nawet SLD, które jest chyba odległe od pana ideowo. A ja chciałam zapytać, jeżeli to jest tak, że pan sobie nie ma nic do zarzucenia, że to jest wszystko zgodnie z prawem, to dlaczego odszedł pan z klubu? Przecież zarzuty wobec polityka mogą być zawsze jakieś, nie ma dnia, żeby aktywniejsi posłowie nie spotykali się z zarzutami ze strony opozycji, jeśli są w koalicji, i odwrotnie. To dlaczego trzeba było zaraz odchodzić z partii?
Poziom napięcia w tej sprawie od już prawie miesiąca jest tak duży, że stwierdziłem, że trzeba to napięcie przeciąć, zachować się honorowo, zrezygnować, poczekać na wyjaśnienie tej sprawy, nie mam cienia wątpliwości, że będzie pozytywne, i wtedy dyskutować o tym, co dalej, ale przeciąć tego typu spekulacje. Dlatego tak postąpiłem, żeby nie było cienia wątpliwości, że chcę tutaj, żeby koledzy mnie bronili, żeby ktoś się musiał za mnie tłumaczyć. Nie, nie ma się za co tłumaczyć. Gdyby było inaczej, to inaczej bym się po prostu rozliczał. Od 6 lat taką zasadę wprowadzono, w związku z czym czy ja, czy pan poseł Kazimierczak, bo to jakby nas dwóch, zdaje się, że jeszcze któregoś z posłów, ale nie jestem pewien, z Platformy Obywatelskiej, w każdym razie nas dwóch na pewno to dotyczy. Jestem przekonany, że to postępowanie, które w tej sprawie jest prowadzone w Kancelarii Sejmu, spowoduje, że zapewne, tak przypuszczam, Kancelaria wystąpi o doprecyzowanie tych przepisów. Zresztą już zdaje się taki wniosek (...)
Tak, ten wniosek jest, ale pan mówi bardzo istotną rzecz, powołuje się pan na przykład posła z Platformy Obywatelskiej. Nie mówi pan o tych posłach, którzy stali się zapalnikami do (to pańskie słowa) nagonki na posłów i szukania tych wszystkich nieprawidłowości związanych z podróżami. Nie mówi pan o tym, że to jest podobna sytuacja, jak w wypadku Adama Hofmana, który też mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, mówi tak na łamach tygodnika wSieci w pierwszym wywiadzie od czasu, kiedy został on i jego dwaj koledzy wyrzuceni z PiS-u. Czy to są inne sprawy – pańska i kolegów byłych?
Dlatego zwracam uwagę na swój przypadek i pana posła Kazimierczaka, ponieważ ja, ale także pan poseł, byliśmy zawsze dawani jako przykład dosyć dużego zaangażowania w prace Rady Europy, to raz, z dwa...
W przeciwieństwie do trójki posłów.
Tego nie chciałbym tutaj podnosić, bo to nie jest... nie mi oceniać te sprawy. A dwa – to od początku, nie wiem, dlaczego, próbowano mnie podłączyć pod całą tę historię. Pamiętam, jak dwa czy trzy dni po tym, jak ona się pojawiła, pojawiła się insynuacja w prasie, że ja też przecież miałem tam do tego Madrytu lecieć, ale na skutek tego, że byłem po wypadku, źle się czułem i nie poleciałem. Chciałem powiedzieć jedną rzecz: to jest nieprawda. Ja nie dlatego, że miałem wypadek czy się źle czy dobrze czułem, ja nigdy nie pracowałem w żadnej komisji w Radzie Europy z akurat tymi trzema panami, w związku z tym też nigdy z nimi na żadną komisję ani tą, ani każdą inną wcześniejszą czy późniejszą bym nie podróżował, w związku z czym nie chciałbym, żeby nie łączono akurat z tą historią, zwłaszcza że tak jak mówię, ja w tym roku głosowałem 277 razy na posiedzeniach plenarnych Rady Europy. Kolejny w kolejce jest senator Marek Borowski – –240 razy. Wielu, wielu parlamentarzystów jest mocno za mną. Jako jeden z trzech czy czterech bodajże parlamentarzystów z całej polskiej 24-osobowej delegacji kilkukrotnie występowałem na posiedzeniach plenarnych Rady Europy w ważnych sprawach, w takich, jak chociażby kwestie ukraińskie czy polityki wschodniej, na to...
Panie pośle, ale tego nikt chyba rzeczywiście nie neguje, wypowiedzi o pańskiej aktywności, także tej międzynarodowej, są bardzo pozytywne. Używa pan jednak dokładnie tych samych słów i tego samego zwrotu jak właśnie wyrzuceni koledzy, dlatego o nich pytam. Mówi pan: nagonka, Adam Hofman w wywiadzie mówi to samo. Więc nagonka, niesłuszne oskarżenia czy wrzucenie wszystkich do jednego worka? Jak to jest?
To jest właśnie takie wrzucenie wszystkich, niestety, do jednego worka. I trafiliśmy do niego Bogu ducha ludzie, jak pan poseł Kazimierczak czy ja, gdzie tak na dobrą sprawę próbuje się naprawdę, bo ja sobie cenię także i rywali politycznych i tak się składa, że przez krótki okres czasu także w komisji wspólnie z panem posłem Kazimierczakiem byłem naprawdę... Bardzo bym chciał, by ci wszyscy, którzy bardzo kategorycznie, zwłaszcza w stosunku do mnie, bo pan poseł Kazimierczak może z racji tego, jak mi kilka osób tłumaczyło, że troszkę jest mniej znany niż ja, choć to bardzo ceniony i zacny również profesor, przy okazji w bardzo niepochlebny sposób się o nas wypowiadano, nikt nie pofatygował się nawet, żeby sprawdzić, jak wyglądały efekty naszej pracy. Ja powiem tak: efekt tego na pewno będzie jeden: ja już do żadnej delegacji, bez względu, ja się ta sprawa zakończy, teraz ani w przyszłości, w parlamencie, a jestem przekonany, że ona się dla mnie pozytywnie zakończy, i to niedługo, nie będę należał do żadnej zagranicznej delegacji, ponieważ nikt tego naprawdę nie ceni, nikt. Co więcej...
Panie pośle, ale do pracy będzie pan chodził, do Sejmu...
Tak, oczywiście, że tak.
...tak jak posłowie usunięci z PiS-u.
No właśnie to jest przykład tego, że ja nie uchylam się od swoich obowiązków parlamentarnych, mimo że ta sprawa jest od czwartku. Byłem w piątek w Sejmie, choć miałem problem z niego wyjść, bo oczywiście było jakieś 150 osób, które... różnych dziennikarzy, którzy chcieli, żeby się za wszelką cenę w tej sprawie wypowiadać. Natomiast powiem tak: człowiek jeżdżąc w tego typu delegacje, tak naprawdę też poświęca swój czas, rodzinę, to nie jest tak, że to jest tylko jakieś tam przyjemne i turystyczne odwiedzanie, zwłaszcza że jechanie nieraz po raz któryś tam do tego samego miasta to już naprawdę nie jest odkrywcze. Ale są tam ważne rzeczy, które się gdzieś tam dzieją, które Polska dzięki temu może wygrywać lub przegrywać. Ja dzięki tym wyjazdom naprawdę, proszę się zapytać pani poseł Małgorzaty Gosiewskiej, jak odebrano moje wystąpienie w sprawie Gruzji w kwietniu 2013 roku, jak był w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy ówczesny premier Gruzji, pan Iwaniszwili, i tak dalej, i tak dalej. Nikt nawet jednym zdaniem przy tej całej histerii, która została wywołana, w sprawie w najgorszym dla mnie czy dla posła Kazimierczaka wypadku...
Panie pośle, musimy...
...bardzo niejasnej, to jest rzecz, która troszeczkę mnie boli, i troszeczkę szkoda może, że ulegamy presji zamiast coś rzetelnie wyjaśnić...
Panie pośle...
...dziękuję, że miałem okazję to zrobić dzięki pani redaktor (...)
...dziękuję bardzo, taki zawód polityka. Szkoda też, że koledzy z PiS-u jakoś milczą. Dziękuję bardzo. Naszym gościem był...
Dziękuję, kłaniam się, do usłyszenia.
...poseł Zbigniew Girzyński.
(J.M.)