Sprawą zainteresowała się nasza korespondentka Beata Płomecka, która pojechała do Hagi. W rozmowie z rodakami usłyszała, że od dłuższego czasu w mediach przedstawiany jest wypaczony obraz Polaków i polskich rodzin, mowa jest przede wszystkim o patologiach, co ma być argumentem uzasadniającym odbieranie dzieci. Czarę goryczy przelała audycja w holenderskim radiu, w której wystąpił psycholog, autorytet w Holandii, Philip Veerman. Dziennikarka prowadząca program mówiła, że Polacy po powrocie z pracy nadużywają alkoholu, co „leży w polskiej kulturze” i zapominają o dzieciach. Psycholog przytakiwał. On sam, w artykule opublikowanym w październiku w jednej z najpoczytniejszych gazet w Holandii pisał, że polscy rodzice nie potrafią zajmować się dziećmi, że cały czas pracują pozostawiając dzieci bez opieki, a te przesiadują przed komputerami, mają problemy w szkołach. Philip Veerman argumentował, że holenderski rząd powinien się tym zająć.
„To obraz fałszywy” - skomentowała w rozmowie z Polskim Radiem Ewa Stasinowska z Reduty Obrony Dobrego Imienia i dodała, że społeczność polska odebrała ten artykuł jako stygmatyzujący Polaków w Holandii. Przeciwko takiemu przedstawianiu Polaków zaprotestowała Ewa Żyźniewska, psycholog mieszkająca od wielu lat w Holandii. W rozmowie z Polskim Radiem podkreślała, że takie przypadki zdarzają się w wielu rodzinach, nie tylko polskich. „Dlaczego on w ten sposób opisał Polaków i dlaczego mówił o wszystkich Polakach? Dlaczego nie przedstawił danych. Oczywiście w każdym kraju zdarzają się patologie, także w Polsce, ale też i w Holandii, czy Belgii” - dodała.
Nasza korespondentka Beata Płomecka rozmawiała w Hadze z psychologiem, który w złym świetle przedstawiał w mediach polskie rodziny. Poprosiła Philipa Veermana o podanie konkretnych przypadków patologii i liczb, bo w artykule ani w audycji radiowej żadnych danych nie przedstawił. Holenderski psycholog w rozmowie z Polskim Radiem łagodził ton wypowiedzi. „Nie jestem ekspertem w sprawach Polski, nie mam rozeznania w społeczności polskiej. Jestem psychologiem. Wiem, że po moim artykule wiele osób mówiło później o stygmatyzowaniu Polaków. Oczywiście problemy zdarzają się w każdej społeczności, nie tylko w polskiej. Nie chciałem nikogo urazić” - powiedział Polskiemu Radiu Philip Veerman.
Sprawą odbieranych dzieci polskim rodzinom w Holandii od lat zajmuje się Zofia Bukna z fundacji EuroPolonia. W rozmowie z Polskim Radiem opisała ona sytuację odbierania dzieci, której była świadkiem. Wszystko zaczęło się od wizyty u lekarza do którego zgłosiła się polska rodzina z chorym dzieckiem. Lekarz nabrał podejrzeń i zgłosił policji znęcanie się nad dzieckiem. „Po odebraniu dziecka w szpitalu, do domu przyjechała policja po drugie dziecko. Matka całowała policjanta po nogach, błagała żeby nie odbierał jej tego dziecka, a on ją kopał” - opowiadała Zofia Bukna.
Nasza korespondentka Beata Płomecka rozmawiała też z polskim konsulatem w Hadze. Konsul Anna Bogusz powiedziała, że w wielu przypadkach dochodzi do patologii i dzieci są bez opieki, ale podkreśla, że nie we wszystkich. Ponadto, zdaniem konsulatu holenderskie władze łamią prawo, bo nie informują o odbieranych dzieciach polskich rodzinom. „Konwencja Wiedeńska wyraźnie mówi, że kiedy małoletni pozostaje bez opieki rodzica, albo ten ma ograniczoną władzę rodzicielską, konsulat powinien być poinformowany” - podkreśliła konsul Anna Bogusz. Konsulat dowiaduje się o odbieranych dzieciach od rodziców, którzy zgłaszają się z prośbą o pomoc. W ubiegłym roku zgłosiło się 9 rodzin, w tym roku prawie 30. Apele do holenderskich władz o postępowanie zgodnie z procedurami nie przynoszą efektów. Polska konsul w Hadze zwróciła uwagę też, że działania holenderskich władz, już po odebraniu dzieci, noszą znamiona dyskryminacji. Nie poszukują one bowiem bliskich w Polsce, nie szukają też dla dzieci polskich rodzin zastępczych w Holandii. „Żeby miały dzieci możliwość podtrzymania kultury i tożsamości narodowej. Często są to rodziny zastępcze o niebiałej karnacji skóry, o innym wyznaniu religijnym” - powiedziała Polskiemu Radiu konsul Anna Bogusz.
„To przechodzi wszelkie pojęcie. Dziecko trafia do rodziny, która nie zna języka polskiego, nie może się wypowiedzieć. Przecież to jest straszny szok” - powiedziała Polskiemu Radiu Bożena Borysowicz, psycholog z Amsterdamu. Ponadto, podczas spotkań z rodzicami w obecności kuratora dzieci mają zakaz mówienia po polsku. Bożena Borysowicz powiedziała, że problemem jest też niewłaściwe diagnozowanie polskich dzieci i na przykład zarzucanych im zaburzeń rozwoju mowy. A te błędne diagnozy są później podstawą sądu do decyzji o odbieraniu dzieci. „Nieobiektywnie badają sprawy. Sąd na podstawie raportu, obojętnie jak kłamliwego, daje rację urzędom do spraw nieletnich” - dodała. Także Zofia Bukna z fundacji EuroPolonia mówi o pisaniu przez urzędy do spraw nieletnich nieprawdziwych raportów. Powiedziała, że poszła na jedno z takich spotkań i napisała swój raport, który znacząco odbiegał od raportu kuratora.
Polacy mieszkający w Holandii uważają, że w rozwiązaniu problemu mogła by pomóc interwencja polskiego Rzecznika Praw Dziecka.
IAR/Beata Płomecka/Haga