Molestowanie, czyli kto tu górą

Ostatnia aktualizacja: 13.12.2017 22:00
O molestowaniu ostatnio głośno. Internetowy ruch #metoo czy #jateż wywołał burzę i to na różnych poziomach. Szczególnie zawile wygląda to w Polsce.
Audio
Ілюстрацыйны здымакFoto: Glow Images/East News

Otóż okazało się, że molestujących, mobbujących i chamskich mężczyzn gotowe są bronić kobiety deklarujące się jako feministki.

Czy molestowanie to zjawisko na masową skalę? Jak się przed nim bronić? W jakim wieku osoby są najbardziej narażone i ponoszą najgorsze konsekwencje? Jakie są skutki uboczne, o których milczą media? Dlaczego ofiary tak rzadko się ujawniają? Chodzi o utratę poczucia własnej wartości, o zadrę, traumę, która nie znika z upływem czasu.

Na molestowanie pozwalają sobie osoby płci obojętnej, zarówno hetero, jak homoseksualne – choć niewątpliwie prym wiodą mężczyźni w stosunku do kobiet; osoby chcące podkreślić, dać odczuć swą dominującą pozycję. Pokuśmy się o charakterystykę takiego "molestatora". Czy poniżaniem innych rekompensuje sobie kompleksy, braki (których w głębi duszy jest świadom) – czy raczej wynika to z poczucia bezkarności, plasowania się ponad prawem?

Spójrzmy na sprawę z historycznej perspektywy. Kiedyś nie istniał ten termin – ale też nie było takiego problemu. Obyczaje, konwenanse i społeczne uwarunkowania regulowały stosunek/podejście mężczyzn do kobiet (i odwrotnie); podwładnych do zwierzchników; osób z niższych sfer społecznych do tych ze sfer wyższych.

Damom z najwyższych warstw (szczególnie monarchiniom) zawsze było więcej wolno – jednak nawet one starały się nie przekroczyć utartych (i uzasadnionych społecznym ładem) reguł gry.
W środowiskach artystyczno-inteligenckich, także w PRL, funkcjonowali zawsze tzw. podrywacze, traktowano po trosze jak ozdoby towarzystwa, niegroźni erotomani, wręcz bajarze-zabawiacze (np. Franek Starowieyski, Janusz Głowacki, Mieczysław Jahoda…). Nie mniej ich zaloty i umizgi nie były zagrożeniem dla kobiet czy dziewczyn. To one decydowały, czy wchodzą do gry…

Literatura pełna jest przykładów "kobiet amoralnych", na czele których stoi markiza de Merteuil z "Niebezpiecznych związków". Ale próby seksualnego równouprawnienia znamy już od czasu renesansu (np. Boccacio "Dekameron", 1350/53; Brantome "Żywoty pań swawolnych", XVII wiek; pamiętniki Casanovy i jego łatwe "podrywy"). Nawet purytański XIX wiek miał swoje "bezeceństwa", których bohaterkami były panie nader swobodnych obyczajów ("Perła", autor nieznany). Za pożeraczkę męskich serc uchodziła George Sand, a potem Colette, która bujne życie erotyczne oddała w cyklu powieściowym "Klaudyna".

Jednak dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, po I wojnie, która przewróciła stary świat, pojawiły się prawdziwe "kobiety wyzwolone". To był przedsmak zmian obyczajowych, które nastąpiły w konsekwencji rewolucji młodzieżowej końca lat 60. i początku 70. Odrzuceniu wszelkich konwenansów i konwencji towarzyszyło wynalezienie "pigułki", środka antykoncepcyjnego. Jednocześnie zachodnie społeczeństwa zanegowały wszelkie tradycyjne wartości, do czego przyczyniła się postępująca sekularyzacja.

***

Tytuł audycji: Klub Trójki
Prowadzi: Monika Małkowska
Goście: Marta Soczewka – socjolog, kryminolog, profilaktyk; doktorantka UW (specjalność – suicydologia); Jacek Wasilewski – medioznawca, socjolog z UW
Data emisji: 13.12.2017
Godzina emisji: 21.09

Czytaj także

Jak sobie radzić z przemocą w miejscu pracy

Ostatnia aktualizacja: 08.04.2015 22:30
Z najnowszego raportu Eurofound wynika, że molestowania i przemocy doświadcza 14 proc. pracowników w Unii Europejskiej. W rzeczywistości wskaźnik ten jest znacznie wyższy…
rozwiń zwiń