X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Nauka

Serce z żelaza

02.09.2010
Polscy naukowcy udowodnili, że odpowiednio dawkowane żelazo polepsza samopoczucie pacjentów z ostrą niewydolnością serca.

Niedobory żelaza są częste u pacjentów z przewlekłą niewydolnością serca, a uzupełniając je można znacznie poprawić stan chorego i jego odporność na wysiłek - wykazali polscy naukowcy pod kierunkiem prof. Piotra Ponikowskiego z 4. Szpitala Wojskowego oraz Akademii Medycznej we Wrocławiu.

Wyniki swoich badań zaprezentowali na kongresie Europejskiego Towarzystwa Kariologicznego (ESC), który odbywa się w Sztokholmie. Spotkały się one z dużym zainteresowaniem uczestników konferencji. Jak przypomniał prof. Ponikowski na sesji naukowej, u ludzi żelazo jest kluczowym mikroelementem dla wzrostu. Jest też niezbędne do przeżycia. Reguluje szereg ważnych dla organizmu procesów, jak oddychanie komórkowe, transport tlenu, procesy utleniania w mięśniach szkieletowych i mięśniu sercowym, produkcję czerwonych krwinek oraz działanie enzymów uczestniczących w syntezie DNA i RNA.

Niedobory żelaza są bardzo częste i dotyczą ponad jednej trzeciej ogólnej populacji. Do niedawna kardiolodzy nie interesowali się zbytnio wpływem niedoborów tego pierwiastka na stan pacjentów z przewlekłą niewydolnością serca. O niewydolności serca mówimy wówczas, gdy z powodu uszkodzenia nie jest ono w stanie zapewnić prawidłowego przepływu krwi, adekwatnego do potrzeb organizmu. Schorzenie to znacznie upośledza wydolność fizyczną i może sprawić, że chory ma problemy z wykonywaniem nawet podstawowych czynności. W najbardziej zaawansowanym stadium prowadzi do duszności w spoczynku. Według prof. Ponikowskiego, śmiertelność z powodu niewydolności serca jest bardzo duża - większa niż w niektórych chorobach nowotworowych. W Polsce na niewydolność serca cierpi kilka milionów osób.

Kilka lat temu prof. Ponikowski i jego współpracownicy na podstawie danych dostępnych w literaturze naukowej doszli do wniosku, że u znaczącej części chorych z niewydolnością serca może występować niedobór żelaza. Zaburzenie to kojarzy się tradycyjnie z anemią, ale polscy badacze dowiedli, że niedobory żelaza występują też u 35 proc. pacjentów bez anemii. - Jest to tzw. niedobór czynnościowy, który polega na tym, że żelazo jest magazynowane w organizmie, ale nie jest dostatecznie uwalniane wtedy, gdy zachodzi potrzeba - powiedział prof. Ponikowski. Żelazo jest w organizmie gromadzone w różnych miejscach, m.in. w wątrobie, mięśniach, szpiku kostnym.

Serce
Serce

Kardiolog i jego zespół przeprowadzili najpierw badania, które miały sprawdzić, czy podawanie żelaza pacjentom z przewlekłą niewydolnością serca w stadium umiarkowanym lub ciężkim oraz z niedoborami tego pierwiastka (w większości czynnościowymi) poprawi ich stan i samopoczucie. Jak zaznaczył prof. Ponikowski, bardzo ważne było precyzyjne ustalenie kryteriów niedoboru żelaza, bo nadmiar tego pierwiastka jest niebezpieczny - przyczynia się do produkcji wolnych rodników, nasilenia procesów utleniania i na przykład uszkodzenia śródbłonka (komórek wyściełających od wewnątrz naczynia krwionośne).

W badaniu FAIR-HF udział wzięło 459 pacjentów. Przez pół roku połowie z nich podawano dożylnie żelazo (w kompleksie z karboksymaltozą) - początkowo raz na tydzień, a później raz na miesiąc, podczas gdy druga połowa otrzymywała placebo. Ani chorzy, ani lekarze nie wiedzieli, kto co otrzymuje. - Zastosowaliśmy w tym celu czarne strzykawki, bo żelazo ma taki kolor, że każdy by się od razu zorientował - wyjaśnił kardiolog.

U pacjentów, którym podawano żelazo poprawiły się samopoczucie i stan kliniczny - oceniany zarówno przez chorego, jak i lekarza. Poprawiła się też jakość życia oraz tolerancja wysiłku fizycznego sprawdzana w trakcie 6 minutowego marszu. Pierwsze korzyści z terapii zaobserwowano już po 4 tygodniach.
Naukowcy opublikowali wyniki swoich badań w najlepszym piśmie medycznym, tj. w "New England Journal of Medicine" w 2009 r.

Drugie badania zespołu prof. Ponikowskiego prowadzone we współpracy z prof. Lechem Polońskim ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu polegały na sprawdzeniu częstości występowania niedoborów żelaza wśród chorych z przewlekłą niewydolnością serca oraz ich wpływu na tolerancję wysiłku fizycznego, jakość życia oraz na ryzyko zgonu. - Okazało się, że zjawisko to jest częstsze niż byśmy się spodziewali i dotyczy ok. 40 proc. pacjentów z tej grupy. Jeśli występuje u nich anemia to odsetek ten wynosi 60 proc., a jeśli jej brak - 35 proc. - powiedział prof. Ponikowski. Praca na ten temat ukazała się w 2010 r. w piśmie "European Heart Journal".

Z danych przedstawionych przez kardiologa na kongresie ESC wynika, że niedobór żelaza u chorych z przewlekłą niewydolnością serca był silnie związany z gorszą tolerancją wysiłku fizycznego, żelazo wpływa bowiem m.in. na siłę mięśni oraz z gorszą jakością życia - tylko mały odsetek chorych z niedoborami żelaza nie miał depresji. Był też wskaźnikiem ryzyka zgonu lub konieczności przeszczepu serca w ciągu kolejnych 3 lat. - My nie badaliśmy wpływu podawania żelaza na ryzyko zgonu czy przeszczepu, bo musielibyśmy mieć znacznie większą grupę pacjentów - co najmniej kilka tysięcy - a na to nie mamy pieniędzy - powiedział specjalista.

Teraz naukowcy przygotowują się do badań, które pozwolą im lepiej zrozumieć mechanizmy związane z czynnościowym niedoborem żelaza.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Zalety siesty

Popołudniowa drzemka chroni przed zawałem.

Przeprowadzone na szeroką skalę badania trybu życia dorosłych Greków pokazują, że regularna siesta, połączona z krótką drzemką w środku dnia, znacznie zmniejsza ryzyko zawału serca.

Do trwających przez sześć lat badań przystąpiły 23 681 zdrowe osoby w wieku od 20 do 86 lat, bez jakiejkolwiek historii chorób sercowych. W momencie przystąpienia do badań wszyscy uczestnicy wypełnili drobiazgową ankietę, dotyczącą trybu życia, aktywności ruchowej, diety. Dodatkowe pytanie dotyczyło siesty. Przez okres trwania badań spośród uczestników zmarły 732 osoby - naukowcy szczegółowo przeanalizowali przyczyny ich zgonu.

Skąd pomysł, by uwzględnić to pytanie w ankiecie? Otóż wcześniejsze badania pokazywały, że w krajach, w których panuje obyczaj siesty, zdecydowane rzadsze są przypadki śmierci z powodu ataku serca. Badania te nie uwzględniały jednak ważnych czynników, wpływających na ryzyko zawału – takich jak dieta, wiek i aktywność fizyczna. Takie kompleksowe badania postanowił wykonać zespół doktor Androniki Naska z Akademi Medycznej w Atenach.

Ich wyniki potwierdzają wcześniejsze obserwacje – po uwzględnieniu pozostałych czynników ryzyka okazało się, że osoby nawet bardzo nieregularnie odpoczywające w czasie siesty o 34% rzadziej umierają na zawał, u tych zaś, którzy regularnie ucinają sobie półgodzinną drzemkę przynajmniej trzy razy w tygodniu, ryzyko to jest niższe aż o 37%. Wśród mężczyzn aktywnych zawodowo ryzyko śmierci z powodu choroby serca jest aż o 64 % niższe. “Siesta znakomicie wpływa na rozładowanie stresu, a to znacznie zmniejsza ryzyko chorób serca” – tłumaczą wyniki badacze.

Jakub Urbański

Na podstawie: Archives of Internal Medicine i Science Direct.

Zobacz więcej na temat: Ateny diety zawał serca

Czytaj także

Kilka filiżanek kawy dziennie dobrze wpływa na serce

Badania kardiologów z Kalifornii wskazują, że seria kilku filiżanek kway może mieć zbawienny wpływ na serce. Naukowcy zbadali ponad 100 tysięcy osób.

Amatorzy kawy, którym na co dzień trudno się bez niej obejść, rzadziej trafiają do szpitala z objawami arytmii serca niż ci, którzy jej w ogóle nie piją - pisze środowy "Daily Telegraph", powołując się na badania naukowców z Kalifornii.

Kardiolog Arthur Klatsky wraz z zespołem przebadał ponad 130 tys. ludzi, mężczyzn i kobiet, w wieku 18-90 lat. U osób, które wypijały cztery lub więcej filiżanek kawy dziennie ryzyko trafienia do szpitala z zaburzeniami rytmu serca okazało się o 18 proc. niższe niż u tych, które wystrzegały się kawy. Było też o 7 proc. niższe niż u osób pijących 1-3 filiżanek kawy dziennie - ustalono w badaniach.

Zmniejszenie ryzyka wystąpiło u wszystkich uczestników badań niezależnie od pochodzenia etnicznego, płci oraz tego, czy palili papierosy, czy nie. Także zakłócenia pracy serca nie miały związku z tymi czynnikami.

Nie szkodzi w umierkowanych ilościach

"Wprawdzie nie ma automatycznego związku sugerującego, że kawa odpowiada za niższe ryzyko arytmii i że chroni przed tym stanem, ale nasze badania sugerują, że nie wyrządza szkody. Z naszych danych wynika, iż ci, którzy piją kawę w umiarkowanej ilości nie muszą się obawiać, że skłonność ta stanie się powodem dużych zakłóceń pracy serca" - wyjaśnił Klatsky. O swoich badaniach mówił on na dorocznej konferencji amerykańskich kardiologów w San Francisco.

"Daily Telegraph" podkreśla przy tym, że wyniki badań należy traktować ostrożnie. Zaznacza, że dla ochrony przed arytmią znaczenie ma sposób odżywiania i ćwiczenia fizyczne. Ponadto wiele osób cierpi na arytmię, nie zdając sobie z tego sprawy.

W czasie badań w Kalifornii 2 proc. uczestników badań trafiło do szpitala z objawami zaburzeń pracy serca, z czego u połowy stwierdzono tzw. migotanie przedsionków, brak koordynacji między komorami serca oraz pospolitą formę arytmii.

Spośród uczestników badań w Kalifornii 14 proc. piło mniej niż jedną filiżankę kawy dziennie, 42 proc. jedną do trzech filiżanek, a 17 proc. cztery lub więcej. Pozostałe 27 proc. nie piło kawy w ogóle.

Ochrona przed chorobami serca?

"Daily Telegraph" przypomina, że wcześniejsze badania hiszpańskiego Universidad Autonoma de Madrid wykazały, iż u kobiet pijących trzy filiżanki kawy dziennie o ok. 25 proc. mniejsze było ryzyko śmierci z powodu choroby serca.

W jeszcze innych badaniach wyliczono, że u mężczyzn pijących pięć lub więcej filiżanek dziennie ryzyko śmiertelnej choroby serca było mniejsze o 44 procent. U tych, którzy poprzestawali na 2-3 filiżankach dziennie ryzyko udaru było mniejsze o blisko 20 proc.

Badania kalifornijskiego zespołu wpisują się więc w ustalenia, które sugerują, że kawa we wszelkich ilościach, poza bardzo wysokimi, być może chroni przed chorobami serca - wskazuje brytyjski dziennik.

ag, PAP

Czytaj także

Słodkie napoje zrujnowały zdrowie tysiącom ludzi

Dziesiątki tysięcy przypadków cukrzycy i chorób serca oraz setki milionów dolarów wydanych na opiekę zdrowotną - oto do czego zdaniem amerykańskich naukowców prowadzi picie słodkich napojów.

Skomplikowane analizy danych z lat 1990-2000 na temat rosnącego spożycia słodkich napojów oraz wzrostu zachorowań na cukrzycę i choroby układu sercowo-naczyniowego w Stanach Zjednoczonych zaprezentowali naukowcy z University of California - San Francisco na konferencji American Heart Association.

Napojom gazowanym z dodatkiem cukru, słodzonym sokom i napojom dla sportowców postawiono w raporcie bardzo poważne zarzuty. Autorzy uważają, że prawdopodobnie przyczyniły się one m.in. do ok. 130 tys. przypadków zachorowania na cukrzycę i 14 tys. zachorowań na chorobę niedokrwienną serca. Leczenie tych chorób kosztowało w latach 2000-2010 pomiędzy 300 a 550 milionów USD.

Podatek od słodyczy

Naukowcy sugerują, że sposobem na ograniczenie konsumpcji słodkich napojów mogłoby być nałożenie na ich sprzedaż podatku w wysokości 1 centa za uncję, (czyli ok. 30 ml). Zakładają oni, że spożycie tych napojów spadłoby o 10 proc. Przestrzegają też, by nie pić więcej niż ok. 1 litra napojów słodzonych cukrem w ciągu tygodnia.

ag, PAP

Czytaj także

"Dobre tłuszcze" ochronią serce przed chorobami

Zastąpienie tłuszczów nasyconych wielonienasyconymi może zmniejszyć ryzyko chorób serca średnio o 20 procent. To wyniki badań zespołu naukowców z Harvard Medical School.

Nasycone tłuszcze - zawarte na przykład w tłustym mięsie zwierząt hodowlanych, maśle, serach, śmietanie - podnoszą poziom cholesterolu, który przyczynia się do miażdżycy naczyń. Natomiast tłuszcze wielonienasycone (pochodzące z ryb i olejów roślinnych) podnoszą poziom "dobrego" cholesterolu. Zaleca się, by nie więcej niż 11 procent kalorii w diecie osoby dorosłej pochodziło z tłuszczów nasyconych.

Tłuszcze wielonienasycone można znaleźć między innymi w rybach i olejach roślinnych.

Zespół z Harvard Medical School przeanalizował osiem wcześniejszych prac, obejmujących ponad 13 000 osób. Okazało się, że podwyższeniu konsumpcji tłuszczów wielonienasyconych o każde 5 procent odpowiadał spadek zachorowań na choroby serca o 10 procent. Przeciętnie udawało się podnieść konsumpcję tłuszczów wielonienasyconych o 10 procent, co odpowiada spadkowi zachorowań na serce o 20 procent.

ag, PAP

Zobacz więcej na temat: cholesterol diety miażdżyca