Nasz współczesny

Polskie Radio
migrator migrator 13.07.2007

Po upływie stulecia proza Josepha Conrada jest wciąż nowoczesna i urzeka świeżością. Zawdzięcza to niepowtarzalnemu stylowi i rewolucyjnym metodom literackim.

Jeszcze przed opuszczeniem Polski i wyruszeniem na morze, młody Konrad Korzeniowski zapowiedział, że będzie wielkim pisarzem. Wiele lat później utrzymywał, że został nim przez przypadek. W 1895 roku, kiedy wydano sześciopensowe wydanie jego pierwszej powieści Szaleństwo Almayera, wahał się czy wydać ją pod własnym nazwiskiem. Zaproponował swej obytej w świecie literackim ciotce, żeby podpisała rzecz swoim nazwiskiem, a on zadowoli się rolą współautora oznaczonego jedynie pseudonimem Kamudi (co w języku malajskim oznacza ster).

„Ani fabuły, ani spódniczek”

Blisko 20 lat życia związanych z marynarką handlową i służbą na statkach należących do światowego imperium musiało zaowocować inspiracjami. Zapamiętane wrażenia, osoby, nazwy czy obrazy bez wątpienia stanowią wielkie bogactwo prozy autora Lorda Jima. Ale to nie morze, statki i egzotyczne wojaże sprawiły, że po blisko stu latach conradowskie teksty wciąż urzekają świeżością i sugestywną siłą przekazu. Jest to zasługą niepowtarzalnego stylu i rewolucyjnych metod literackich.

Krytyka angielska rozpoznała rodzący się talent. Przy okazji wydania Szaleństwa Almayera podkreślano umiejętność budowania nastroju i kreowania bohaterów. Biorąc Almayera za egzotyczny romans, prasa miała jednak kłopoty z łamaniem przez pisarza konwencji gatunku. Nie dość, że nie było w książce happy endu, to jeszcze Conrad raczył czytelnika długimi opisami lub analizami w momentach, gdzie akcja nabierała rozpędu albo pełen napięcia wątek uzyskiwał kulminację. „Ani fabuły, ani spódniczek” – komentowała prasa ukazanie się w 1897 roku Murzyna z załogi Narcyza. Z nieukrywanym brakiem zrozumienia szedł w parze podziw dla warsztatu literackiego, stylu i języka. Podobnie było, gdy w 1904 roku ukazała się powieść Nostromo, którą Conrad nazywał swoim „największym płótnem”. Powieść o rewolucji w wymyślonym przez Conrada państwie środkowoamerykańskim wciąż uważana jest za książkę, którą można przeczytać pod warunkiem, że już raz się ją przeczytało.

Joseph Conrad doskonale rozumiał, dlaczego sprawiał problemy krytykom i czytelnikom. Porównywał się do Richarda Wagnera i rzeźbiarza Rodina, którzy musieli trochę głodować. „Musieli cierpieć za to, że byli „nowi” – pisał Conrad w liście do swego wydawcy. Joseph Conrad nie musiał, na szczęście, głodować, zawdzięczał to jednak przede wszystkim trosce przyjaciół. Wiele lat żył i tworzył w warunkach ciągłych kłopotów finansowych i zdrowotnych, przy krążącym nad nim widmem bankructwa. A oprócz obowiązków literackich były i te związane z posiadaniem rodziny. Conrad utrzymywał ze swej literackiej pracy żonę i dwóch synów. Bez zaliczek, pożyczek i zapomóg nie dałby sobie z tym rady, bowiem sama sprzedaż jego książek nie gwarantowała przeżycia.

[----- Podzial strony -----]

Rozmowa z czytelnikiem

''

A jednak wygrał. Jego pierwszym komercyjnym sukcesem była powieść Gra losu, którą trudno uznać za ustępstwo pod względem przystępności. Wzrost sprzedaży jego książek rósł wraz ze wzrostem reputacji i trudno orzec, czy sukcesy czytelnicze szły w parze ze wzrostem zrozumienia dla twórczości autora Lorda Jima. W przedmowie do Gry losu Conrad napisał, że zaprezentowana w jego utworach wizja rzeczy jest ściśle związana ze stylem w jaki została wyrażona. Powieść opisuje historię Flory de Barral, córki sławnego finansisty, który trafia za kratki po tym jak stworzone przez niego instytucje oszczędnościowe bankrutują. Ponieważ ojciec Flory jest w więzieniu, a matka zmarła wcześniej, dziewczyna sama musi borykać się z przeciwnościami tytułowego losu. Jednak na ów „los” nie składają się tajemne siły przeznaczenia. To ludzie, których młoda kobieta spotyka na swej drodze. Od chciwej, podstępnej guwernantki przez tyrańską „opiekę” domorosłej teoretyczki feminizmu, przez narzeczonego, a wkrótce męża Rodericka Anthony, wreszcie ojca, który po odbyciu wyroku wychodzi z więzienia. Choć wyjątkowo w twórczości Conrada powieść kończy się happy endem, wszystko co czytamy wcześniej jest bezkompromisową wizją relacji międzyludzkich. Niemal każda napotkana osoba może przyczynić się do dewastacji duszy bohaterki, zaś proste uczucia, jak litość, opiekuńczość czy rodzicielska miłość, stają się w tej książce bardzo ambiwalentne. Drobiazgowa analiza charakterów prowadzona przez Conrada skłonna jest przypisać wielkoduszności – próżność, ojcowskiej miłości – tyranię, a przyzwoitości – dobrotliwą głupotę. Dobro i zło, z którym styka się Flora, może być dla niej równie kłopotliwe a nawet niebezpieczne.

Prosta w gruncie rzeczy fabuła, dzięki skomplikowanym technikom literackim, skłania do intelektualnego wysiłku. Mamy tu opowieści w opowieści, skoki czasowe, drobiazgowe opisy zdawałoby się pośledniejszych scen i zdawkowe wzmianki o wielkich wydarzeniach (jak śmierć kapitana). Takimi sposobami Conrad naprowadza czytelnika na właściwy trop interpretacyjny. Gra losu przestaje być „opowieścią dla dziewcząt”, staje się niepokojącym moralitetem na temat pułapek (i szans) życia. Znajdujemy tu literackie wyrafinowanie Henry’ego Jamesa (nazywanego przez Conrada „mistrzem”) połączone z egzystencjalnymi udrękami duszy, kojarzącymi się z Dostojewskim, choć bez jego mistycyzmu. Jest jeszcze narrator. Conrad ukrywa się za plecami Charlesa Marlowa, który nieraz wypowiada poglądy pisarza. Ale Conrad pozwala także Marlowowi mylić się, popadać w sprzeczności albo wygłaszać irytujące czytelnika tyrady na temat powieściowych postaci i sytuacji. Irytujące, bo stające nierzadko w jaskrawej sprzeczności z myślami i odczuciami, które stają się w toku lektury udziałem czytelnika.

Marlow pojawił się po raz pierwszy w opowiadaniu Młodość. Opowiada on tam o swych młodzieńczych przeżyciach z rejsu do Bangkoku stateczkiem „Judea” i wszystkich perypetiach, jakie wówczas przeżył. Inspirowana morską biografią pisarza opowiastka jest jednocześnie prostym, porywającym utworem i literackim majstersztykiem, gdy idzie o technikę. Marlow, będący narratorem opowieści, nie jest narratorem opowiadania. Opowieść Marlowa relacjonowana jest przez jego współbiesiadnika. Młodzieńcze wrażenia, ów „romantyzm złudzeń” przedstawiony jest z podwójnego dystansu. Tworzy go z jednej strony wiek opowiadającego Marlowa, z drugiej percepcja narratora. Czytelnik może w ten sposób odbierać młodość Marlowa inaczej niż sam opowiadający. Jednocześnie sam pisarz nie traci swej autonomii twórcy. Sztuka Conrada to rozmowa z czytelnikiem, który staje się tym samym współautorem dzieła.

[----- Podzial strony -----]

Wierność prawdzie własnych odczuć

''źr. Wikipedia.

Charles Marlow to najbardziej rozpoznawalna postać Conrada. Pojawił się w czterech jego tekstach. Jądro ciemności i Lord Jim, najbardziej „kanoniczne” dzieła pisarza, są silnie naznaczone osobowością tego kapitana angielskiej marynarki. To Marlow opowiada nam o szaleństwie Kurtza i odkupieniu Jima. Na temat Marlowa napisano tomy studiów. Według jednych miał on być panaceum na trudności z poprowadzeniem akcji Lorda Jima (pojawia się tam dopiero w piątym rozdziale i przejmuje opowiadanie), wyobrażeniem ideału kapitana brytyjskiej marynarki, kimś kim Conrad sam chciałby być, wreszcie postacią, która byłaby zrozumiała dla angielskiego czytelnika. Na pewno był potrzebny. Świadczy o tym choćby postać kapitana Forda z Szaleństwa Almayera, który komentuje od czasu do czasu wydarzenia, a jego punkt widzenia przyjmujemy bez zastrzeżeń jako głos autora. O poszukiwaniach narracyjnego punktu ciężkości świadczą też niekonsekwencje prowadzenia opowieści w Murzynie z załogi Narcyza, gdzie wszechwiedzący narrator nagle ustępuje miejsca jednemu z członków załogi statku.

Konsekwentna narracja pośrednia pojawia się we wczesnym opowiadaniu Karain, malajskiej opowieści o konflikcie lojalności, w której słychać dalekie echa mickiewiczowskich Dziadów. Opowiadanie ma formę wspomnienia (taki jest zresztą podtytuł utworu), ale nie mamy tam do czynienia z jednym tylko wspomnieniem. Artykuł przeczytany w gazecie przywołuje pamięci bezimiennego narratora wydarzenia sprzed lat, z czasów, gdy przemycał on broń dla malajskich plemion walczących z Hiszpanami. Narrator wspomina wodza Malajów, Karaina, z którym był w przyjaźni. Wspomnienie obejmuje trzy rozdziały i skupia się na charakterystyce wodza. Jest to napisana analitycznym i precyzyjnym językiem wiwisekcja romantycznego bohatera. Integralną częścią tego wspomnienia jest… wspomnienie samego Karaina, zajmujące cały czwarty i fragment piątego z sześciu rozdziałów. W końcowych partiach opowiadania pojawia się trzecie wspomnienie o Karainie, zamykające utwór i będące jego kodą. Opowieść o tragedii Karaina, który chcąc ocalić życie kobiety, której nie znał, zabił swojego przyjaciela i zerwał ze społecznością, w której się wychował zamienia się w wielkie pytanie o autonomię jednostki wobec tożsamości i tradycji czy po prostu własnej przeszłości.

Forma opowiadania ściśle współgra z treścią. Słowa Karaina przekazane są przez narratora i poprzedzone programową refleksją o niemożności przekazania wrażeń z opowieści o czyimś życiu. Daje tu o sobie znać conradowska epistemologia - niepokojąca niepewność władz poznawczych ludzkiego umysłu. Karain stanowił preludium i przygotowanie do Jądra ciemności i Lorda Jima, niekwestionowanych arcydzieł Conrada o ogromnym ładunku filozoficznym i etycznym. Tytułowy bohater Karaina musi się kojarzyć zarówno z Jimem, jak i Kurtzem, ale utwór ten jest z pewnością czymś więcej niż ciekawostką. Mamy tu typowo conradowskie postacie, fabułę, zainteresowania i metodę. I coś jeszcze. Charakterystyczne dla tego utworu, obsesyjne jątrzenie pamięci po dziś dzień skłania badaczy do szukania w Karainie klucza do osobowości autora. Nawet imię bohatera, Karain, zostało zinterpretowane jako anagram nazwy kraju dzieciństwa Conrada – Ukrainy. Słusznie czy nie, pewne jest, że lektura Karaina naprowadza na interpretacyjne tropy wiodące daleko od bezpośrednich związków z fabułą.

Podobnie jest w Lordzie Jimie i Jądrze ciemności. Conradowska metoda zdecydowała o tym, że pierwsza z tych powieści pozostaje czymś znacznie więcej niż historią o młodym marynarzu, który ucieka z okrętu, gdy wydaje się, że za chwilę pójdzie on na dno razem z pasażerami. Proces Jima, jego przyjaźń z Marlowem, jego rozterki, próby rehabilitacji i odzyskania honoru, wreszcie – jego tragedia, czynią z losu Jima symbol nieprzezwyciężalnych sprzeczności etycznych określających ludzkie istnienie.

Jądro ciemności jest gorąco dyskutowane jako opowieść o kolonializmie, ale to trochę tak, jakby traktować Hamleta jak dramat o problemach politycznych XVI-wiecznej Danii, a Zbrodnię i karę Dostojewskiego jak detektywistyczną powieść z morałem. Nawiązująca do Fausta Goethego, Boskiej komedii Dantego i Eneidy Wergiliusza, mityczno-prorocza opowieść o tragizmie ludzkich dążeń została napisana na przełomie stuleci, lecz zapowiadała największe nieszczęścia XX wieku – osobowość i czyny Kurtza przywołują na myśl obrazy z czasów triumfu dwóch straszliwych totalitaryzmów. Również dziś Jądro ciemności nie traci nic ze swej aktualności. Historia o podróży Marlowa w górę rzeki Kongo, gdzie spotyka on agenta kompanii handlującej kością słoniową, to najbardziej znany utwór Conrada i wciąż jedna z najchętniej czytanych książek na świecie. Doczekała się niezliczonych interpretacji. Na potrzeby radia przełożył ją Orson Wells. Reżyser próbował zekranizować „Jądro ciemności”, lecz decydentom z Hollywood zabrakło odwagi. Tak powstał słynny Obywatel Kane, którego tytułowa postać zawdzięcza wiele conradowskiemu Kurtzowi. Utwór Conrada stał się ostatecznie kanwą głośnego filmu Forda Francisa Coppoli Czas Apokalipsy. Agent Kurtz zamieniał się w pułkownika Kurtza z armii amerykańskiej, a kolonialna Afryka w targany wojną Wietnam. Głos Conrada rozbrzmiewa tu bardzo wyraźnie i dziwi tylko, że kilka dziesiątków lat wcześniej wydawca doradzał pisarzowi zmianę metody i stylu. „Równie dobrze mógłbym zmienić kształt swoich stóp” – replikował Conrad.

[----- Podzial strony -----]

Jeden z nas

''źr. Wikipedia.

Trwanie przy obranej metodzie, nieułatwiającej odbioru tej prozy, było przejawem walki o „wierność prawdzie własnych odczuć” – tak Joseph Conrad rozumiał swe pisarskie powołanie. I z takiej postawy wyszły spod jego pióra najbardziej dziś cenione dzieła.

Wspomniana już powieść Nostromo, dziś uważana za jedno z największych osiągnięć Conrada, nie została przyjęta dobrze przez pierwszych jej krytyków. Dziś wskazuje się jej nowatorstwo, zestawiając Conrada z Marcelem Proustem i Jamesem Joyce’m. Podobnie Tajny agent (1907), powieść o podstawach ładu społecznego i terroryzmie, choć ukazała się po raz pierwszy sto lat temu, doceniona została dopiero po II wojnie światowej, a o celności zawartych w niej obserwacji można było się przekonać po tragicznych wydarzeniach z września 2001 roku. „Sensacyjna” warstwa powieści, fabuła i intryga podporządkowane są celom ściśle artystycznym. Tajny agent uchodzi za arcydzieło ironii jako środka artystycznego w utworze literackim. Politycy, anarchiści, małżeństwo Verloców, policjanci i terroryści odmalowani są w czarnych barwach, a groteska i śmieszność miesza się z grozą. Terrorystyczny epizod będący kanwą fabuły, to punkt wyjścia do opisu relacji w nowoczesnym społeczeństwie. Nie bez podstaw powieść ta bywa porównywana do Biesów Fiodora Dostojewskiego.

Polskiego czytelnika zafrapować musi powieść W oczach Zachodu – niezwykłe przedsięwzięcie, napisana przez Polaka po angielsku powieść o Rosji i Europie, artystyczna i polityczna polemika z Fiodorem Dostojewskim i carskim autokratyzmem, ale także mroczna przypowieść o korzeniach „najlepszego z ustrojów”. W swej ostrej analizie walczących o rząd dusz idei, aktualna także we współczesnej, kształtującej swą tożsamość Europie.

Społeczna, polityczna i cywilizacyjna problematyka obecna jest we wszystkich powieściach i opowiadaniach Conrada. W centrum jednak zawsze znajduje się pojedynczy człowiek, skażona z natury słabością i małością jednostka, która musi z trudem podciągać się do wartości wyższych od siebie, by znaleźć dla siebie miejsce w ludzkiej społeczności. Zadania trudne, często okupione tragedią, rzadko triumfem i nagrodą, a jednak konieczne, bo wynikające z naszego człowieczeństwa i to człowieczeństwo określające.

Wielu krytyków wskazywało, że wraz ze wzrostem popularności, pisarstwo Conrada zaczęło tracić na jakości. Po ukazaniu się Gry losu w 1914 roku, kolejne utwory pisarza miały być słabsze intelektualnie i mniej wyrafinowane literacko. Doktryna „osiągnięcia i schyłku” obowiązywała w światowej conradystyce dość długo. Do „gorszego” okresu należały, według tego założenia, takie utwory jak Zwycięstwo, Smuga cienia, Złota strzała, Ocalenie i Korsarz. Wskazywano na bardziej tradycyjne techniki narracyjne czy melodramatyczność fabuł. Ale narzekano też na niejasność treści i pisarskich intencji. W ostatnich latach część badaczy przewartościowuje krytyczne spojrzenie na „późnego” Conrada. Conrad odczytywany jest jako wnikliwy analityk cywilizacji europejskiej. Takie jest choćby niedocenione Ocalenie, dość trudna w lekturze, ale bardzo przenikliwa opowieść o tragicznym w skutkach złudzeniu, że możliwe jest dowolne wykroczenie poza niezależne od naszej woli ograniczenia, jak tożsamość i naturalny obowiązek lojalności wobec szerszej wspólnoty. Albo Zwycięstwo, rzecz o moralnych konsekwencjach wzniosłego stoicyzmu, z akcją niczym w kinowym thrillerze. Obie powieści cieszą się odzyskanym wśród badaczy i krytyków zainteresowaniem, zaś Zwycięstwo jest jedną z najchętniej czytanych książek Conrada w USA.

Powieści, opowiadania i eseje Conrada wciąż warte są czytania, a coraz powszechniejsza znajomość angielskiego wśród młodych ludzi może jeszcze bardziej zbliżyć Conrada z polskim czytelnikiem. Nie tylko z obowiązku zapoznania się z dokonaniami wielkiego Polaka, także dla czystej czytelniczej satysfakcji płynącej z obcowania z silnie pobudzającymi wyobraźnię – ten prawdziwy szósty zmysł - i wciąż zaskakującymi świeżością tekstami. Jest to lektura, której nie sposób żałować, nawet jeśli nie w pełni „zachwyci”. Współcześni czytelnicy wciąż mogą znaleźć w prozie Conrada dowody, że pisał on dla nas i o nas. Że w istocie był „jednym z nas”.

Radosław Różycki

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!

Kultura na antenach

Trybunał nocą – zapraszamy!

Trybunał nocą  zapraszamy

W poniedziałek 24 listopada zapraszamy na nocny Trybunał. Okazja jest wyjątkowa - wybierzemy najlepsze nagranie "Nocy w ogrodach Hiszpanii" Manuela de Falli.

Edward Gierek - mit PRL i Dyzma polskiej polityki

Edward Gierek - mit PRL i Dyzma polskiej polityki

- Znał się dosyć na górnictwie, bo pracował w kopalni, ale właściwie nic nie pojmował z gospodarki - mówił o I sekretarzu KC PZPR Piotr Gajdziński, autor książki "Gierek. Człowiek z węgla".

Na co w weekend do kina?

Na co w weekend do kina?

Dziś na ekrany kin wchodzi aż 12 premier. Najgłośniejsza to "Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1".