Czarny motyl, kabała i komin pokutników

Ostatnia aktualizacja: 07.08.2011 11:53
Jeden z najwybitniejszych polskich wspinaczy, Jan Długosz, poprowadził nie tylko wiele niebezpiecznych dróg w Tatrach, ale także w zapierający dech w piersiach sposób zaczął pisać o górach.
Audio

Grań Zadniego Kościelca to łatwa droga. Dla doświadczonego taternika to właściwie turystyczna ścieżka. Jan Długosz prowadzi trening wspinaczkowy dla dwóch grup polskich komandosów. Przechodząc granią następuje na zdradliwy kamień. Naruszony erozją nie wytrzymuje, obrywa się i spada w 70-metrową przepaść, zabierając ze sobą jedną z najwybitniejszych osobowości polskiego taternictwa. Był 2 lipca 1962 roku.

/

Urodzony w 1929 roku Jan Długosz był postacią kontrowersyjną. Jego indywidualizm i poczucie słuszności podejmowanych działań przysparzały mu równie wielu oddanych wielbicieli, co przeciwników. Z Klubem Wysokogórskim był wiecznie skłócony: najpierw nie chciał doń wstąpić, potem dwakroć zeń Długosza wyrzucano. Ale nie można było ignorować jego dokonań, wiedzy ani umiejętności starannego przygotowywania przejść. Dlatego też był najbardziej wziętym instruktorem wspinaczkowym, co umożliwiło mu oddanie się taternictwu całkowicie. Największe dochody przynosiły mu kontrakty wojskowe.

- Góry były wówczas ucieczką od dwuznaczności politycznej, w której taternicy wówczas tkwili. Przecież, jeśli chciało się dostawać paszport wyjeżdżać w Alpy, to nie można było biegać po ulicy krzycząc "Precz z ZSRR!". Każdy z alpinistów, nawet najbardziej nastawiony opozycyjnie wewnętrznie do systemu, był w ten system wplątany – tłumaczy Michał Jagiełło, taternik i autor opowiadań o tematyce górskiej.

Długosz był zawsze duszą towarzystwa, spiritus movens górskich sylwestrów, jego talent artystyczny wykorzystywany był także w krakowskiej "Piwnicy pod Baranami". Ale legendę tworzą jego niezwykłe dokonania i przejścia, o których jego współcześni nie chcieli nawet myśleć. Latem 1955 roku Długosz wyznaczył dwie drogi uznawane za przełomowe dla historii taternictwa: pierwsze przejście lewej połaci Kazalnicy (w zespole z Czesławem Momatiukiem) oraz pierwsze przejście Wariantu R – drogi biegnącej środkiem wschodniej ściany Mnicha (w zespole z Andrzejem Pietschem). Pełne powtórzenie oryginalnego przejścia Wariantu R nastąpiło dopiero 8 lipca 2007 roku!

Długosz zastosował po raz pierwszy nowe, własnego pomysłu techniki sztucznych ułatwień – nity na Kazalnicy oraz nity i "jedynki" (haki) na Mnichu. Podczas zimowego wejścia na Kazalnicę w 1957 roku zastosował z kolei liny poręczowe, znacznie skracające czas przebywania w skale. Techniki te były przyjmowane różnie. Sam Długosz ułatwienia techniczne rozumiał jako umożliwienie taternikowi wysiłku, a nie jego zastąpienie. W imię czego mielibyśmy rezygnować z rozszerzenia granic możliwości? – pytał, wskazując, że nowe techniki zastosował tylko na drogach, które przedtem wielokrotnie bezskutecznie atakował metodą klasyczną.

/

 

Ostatecznie jakość nowych dróg zadecydowała o nazwaniu lat 1955-1962 "epoką Długosza". Również w Alpach odnosił wielkie sukcesy, takie jak pierwsze przejście Centralnego Filara Frêney w masywie Mont Blanc (27–29 sierpnia 1961), w zespole angielsko-polskim (Chis Bonington, Don Whillans, Ian Clough, Jan Długosz). Ale legenda zawdzięcza swoje trwanie fenomenalnemu tomowi opowiadań "Komin pokutników". Długosz stosuje w nich narrację filmową, niechronologiczną – był zresztą również scenarzystą górskiego filmu o Zamarłej Turni. Długosz operuje symbolami, opisuje przeczucia, znaki, fatum. Tak jak w piosence, którą napisał, i której jedna ze zwrotek brzmi:

Koniec to wielka czarna wanta,
wibrafon raków, haków zgrzyt,
łoskot lawiny, zbita szklanka,
oślizły stopień, kruchy chwyt
.

/

- Są to opowiadania osnute na autentycznych doświadczeniach autora. Tak się złożyło, ze polski alpinizm tworzyli inteligenci i dlatego te opisy wspinaczek były bardzo techniczne. Część ze wspinających się miała jednak potrzebę przelania swych doświadczeń na papier z lekkim "podrasowaniem". To nie są bujdałki (prof. Jacek Kolbuszewski nazywa tak opowiastki pisane przez taternika: krótka forma na granicy groteski, z dystansem do siebie). "Komin pokutników" to rzetelna proza, bez fantazjowania zza biurka, bez zadęcia – ocenia Michał Jagiełło.

Proza Długosza świetnie się trzyma i to uzasadnia jej kolejne wznowienia. Legenda trwa.

 

Zdjęcia dzięki uprzejmości wydawnictwa Iskry.

(krzk)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Miesiąc literatury polskiej w Mińsku

Ostatnia aktualizacja: 10.04.2011 13:00
W Mińsku trwa miesiąc literatury polskiej. Co tydzień na zaproszenie Instytutu Polskiego na Białoruś na spotkania literackie przyjeżdżają pisarze.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Co słychać w literaturze

Ostatnia aktualizacja: 02.08.2011 15:43
Autobiografia Philipha Rotha, opowiadania zmarłego tragicznie taternika Jana Długosza oraz nagroda dla Jakuba Ekiera.
rozwiń zwiń