X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Dwójka

Dobry Bóg, który pozwala na zło

25.12.2012
Jak wszechmocny i dobry Stwórca mógł zgodzić się na świat pełen zła i cierpienia? Czy Boga można jakoś usprawiedliwić?
Posłuchaj
26'00 Dobry Bóg, który pozwala na zło

Trudno obronić tezę, że świat jest przede wszystkim domeną szczęścia. Z jednej strony spotkamy zło, które doświadczamy ze strony innych ludzi: okrutne wojny, prześladowania, gwałty, niewyobrażalne bestialstwa. Z drugiej – cierpienie, które zadaje nam natura: nieuleczalne choroby, trudny do zaakceptowania proces starzenia, bolesne agonie, straszliwe w skutkach katastrofy naturalne. Dobro, owszem, istnieje, ale czasami można odnieść wrażenie, że jest ono jakby słabsze, rzadsze, że nie równoważny cierpienia…

Świat nasz, jak uczy chrześcijaństwo, to dzieło doskonałego, wszechmocnego i – co najistotniejsze – dobrego Boga. Dlaczego zatem  Stwórca – pełen miłosierdzia i miłości – dopuścił do obecności zła?   

– To jedno z najżywszych zagadnień, dotyczy nas wszystkich – mówił w Dwójkowej audycji dr Krzysztof Hubaczek, autor książki "Bóg a zło - problematyka teodycealna w filozofii analitycznej". Rozmówca Katarzyny Kobyleckiej zwrócił uwagę na kilka kwestii związanych z tym fundamentalnym dla filozofii (i teologii) zagadnieniem.

Starożytni epikurejczycy twierdzili, że bóg, który chciał takiego świata, jest albo zły, albo bezsilny, albo zły i bezsilny zarazem. Z kolei staroirański zoroastryzm uczył o dwóch bogach – dobrym i złym, a ideę tę, zdejmującą z dobrego boga (Boga) odpowiedzialność za zło, przejęli manichejczycy. Święty Augustyn, jeden z największych myślicieli chrześcijańskich (skądinąd były manichejczyk), stworzył natomiast koncepcję, w myśl której zło jest wynikiem wolnej woli człowieka: – Zło jest w pewnym sensie niezamierzonym przez Boga skutkiem ubocznym wolności – tłumaczył dr Krzysztof Hubaczek.

Oryginalnym pomysłem próbującym pogodzić istnienie dobrego Boga z obecnością zła wykazał się osiemnastowieczny niemiecki filozof Gottfried Leibniz. – Stworzenie świata jest według Leibniza wyborem przez Boga jednego z możliwych światów – mówił dr Hubaczek. – W umyśle Boga istnieje  nieskończona ilość projektów, jak świat mógłby wyglądać. Stwórca wybrał najlepszą możliwość, zdecydował się na najlepszy ze światów.  

/

Dla ateistów obecność zła i cierpienia jest niepodważalnym dowodem na nieistnienie Boga. Z kolei dla teistów problematyka ta może paradoksalnie przyczynić się do pogłębienia wiary: łatwiej jest znieść trudności losu, kiedy wierzy się w ich ukryty sens i celowość, łatwiej jest godzić się na nieuniknioną śmierć, kiedy wierzy się w życie wieczne…  

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z dr. Krzysztofem Hubaczkiem. Jego książka "Bóg a zło - problematyka teodycealna w filozofii analitycznej” jest jedną z najnowszych premier serii Monografie Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Celem tej publikacji jest analiza i ocena dyskusji, jaka współcześnie toczy się na temat "Boga i zła" na gruncie anglosaskiej filozofii analitycznej.

(jp)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Myślenie jako przygoda

Spotkanie z prof. Krzysztofem Michalskim prowadził Michał Nowak.
Posłuchaj
35'10 Myślenie jako przygoda

Krzysztof Michalski – profesor filozofii na Uniwersytecie Warszawskim i na Boston University, współzałożyciel (wraz z ks. Tischnerem) Instytutu Nauk o Człowieku w Wiedniu, rektor tej uczelni – wydał w tym roku swoją kolejną książkę: "Zrozumieć przemijanie".

Ten interesujący zbiór esejów i tłumaczeń był punktem wyjścia do rozmowy, którą z autorem przeprowadził Michał Nowak.

Aby posłuchać audycji, wystarczy kliknąć ikonę dźwięku w ramce "Posłuchaj" po prawej stronie.

***

"Jaki cel może mieć dla myśliciela dialog z cieniami przeszłości, refleksja nad dziejami myśli? Znalezienie wśród gmatwaniny prowadzących na manowce ścieżek jednej prostej, wiodącej wprost ku prawdzie? Ale wtedy szukający musiałby już zająć punkt widzenia umożliwiający mu wprowadzenie porządku w dotychczasowy bałagan, musiałby stanąć ponad dziejami błąkającej się myśli, posiadać prawdę.

Ale czy prawdę można „posiąść”? Czy jest ona problemem, o którego rozwiązanie można się starać, aż wreszcie pewnego dnia się je osiągnie? Czy nie jest raczej dana nam jako zagadnienie i tylko w ten sposób?

Problemy takie znikają wraz z ich rozwiązaniem, pozostają tylko autentyczne pytania, zarazem dane i zadane. Nie jesteśmy w stanie „posiąść” prawdy, uczynić rzeczywistości całkowicie zrozumiałą lub choćby z zasady zrozumiałą. Mrok nie przestaje towarzyszyć światłu rozumu, i to nie tylko rejterując przed stale powiększającą się jego domeną. Stąd niezbywalna problematyczność myślenia".

Krzysztof Michalski, "Zrozumieć przemijanie", Biblioteka kwartalnika KRONOS, Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego, Warszawa 2011 (fragment eseju "Milczenie filozofa"). cyt. za: kronos.org.pl

Czytaj także

"Drzewo życia", czyli o miłości w skali kosmicznej

Terrence Malick łączy powstawanie galaktyk z życiem amerykańskiego przedmieścia. To film o tym, jak kochać i radzić sobie z brutalnością świata.
Posłuchaj
56'41 Prof. Jakub Lichański i dr Marek Szopski rozmawiają o "Drzewie życia"

Terrence Malick nie boi się myśleć w wielkiej skali. Zachwyca ujęciami natury, do filmów wprowadza sceny mocno brutalne i lekko usypiającą filozoficzną narrację. Ruch kamery jest równie ważny, jeżeli nie ważniejszy dla historii, niż sam aktor.

- Podziwiałem długie sekwencje włóczących się po przedmieściach chłopców - mówi krytyk Andrzej Kołodyński w "Sezonie na Dwójkę". - W "Drzewie życia" cały czas są w ruchu, a kamera razem z nimi. Ruch oznacza poszukiwanie, oni szukają dla siebie sensu życia i znaczenia tego, co ich otacza. To jest pokazane tak dynamicznie, to jest najczystszy film.

 

 


Malicka interesuje skala mikro. Zarówno "Drzewo życia", jak i jego kolejny, tajemniczy projekt dotyczą społecznej komórki - rodziny. "Drzewo życia" (Złota Palma w Cannes i łatka arcydzieła) kręcone było w miejscu, gdzie Malick dorastał, być może zawiera więc wątki autobiograficzne. Na prośbę reżysera na czas kręcenia filmu wyłączono ze świata całą podmiejską dzielnicę jego rodzinnego miasta Waco.

Na ile film przeplata się z życiem Malicka, prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Reżyser, który przez 40 lat nakręcił tylko pięć filmów, nie wypowiada się publicznie. Nawet pracujący z nim ludzie nigdy nie mówią , z szacunku, o tym, jakim Malick jest człowiekiem.

"Drzewo życia" to film trudny w oglądaniu, właściwie nieposiadający fabuły. Życie amerykańskiej rodziny (a zwłaszcza brutalne wyrwanie z dzieciństwa jednego z synów) przeplatane jest zachwycającymi ujęciami wybuchów wulkanów, lasów deszczowych, animowanych galaktyk, a nawet dinozaurów! To bardzo piękne, choć nie do końca jasne w swoim przesłaniu obrazy.

Malick jest z wykształcenia filozofem i symbolikę swoich filmów bardzo dokładnie dopracowuje. Mijają lata, zanim stanie za kamerą. Tym razem nakręcił 370 godzin ujęć, postprodukcja trwała dwa lata. Mimo to w "Drzewo życia" trzeba się wgryźć. Malick chciał opowiedzieć o miłości i stracie bliskiej osoby. Wydaje się, że bada moment, w którym na świecie uświadomione zostały uczucia. Takiej świadomości doszukuje się już u wielkich jaszczurów!

- Jeden z dinozaurów w filmie odstępuje od zadania śmiertelnego ciosu drugiemu, robi to w odruchu być może współczucia - ocenia amerykanista Marek Szopski. - Malick chyba poszukuje powstawania w toku ewolucji jakiejś formy świadomości. Poważny problem i zupełnie inna historia to to, jak to przełożyć na język filmu i czy mu się to udaje.

W swojej odważnej wizji Malick łączy relacje dinozaurów z życiem rodziny. Ojciec (Brad Pitt) jest niespełnionym muzykiem, pracuje w fabryce i ostro obchodzi się ze swoimi dziećmi. Próbuje im w ten sposób przekazać, jak brutalne jest życie. W jednej ze scen namawia kilkulatków, by go uderzyli. Dzieci się wahają, on sam zaś nie ma obiekcji, żeby ich spoliczkować.

 

 

- Malick pokazuje, gdzie są korzenie buntu kobiety, buntu młodzieży, która nie wie, dlaczego jest tak ostro traktowana - opowiada Marek Szopski. Malick pokazuje też, jak wiążące są nasze doświadczenia z pierwszych lat istnienia. Ujęcia z powstania świata, kiełkowania świadomości, łączy z historią o końcu dzieciństwa.

"Drzewo życia" to film dużo bardziej skomplikowany od skromnego, genialnego debiutu Malicka "Badlands". To nie jest kino dla wszystkich. Ilość wizualnych bodźców i głębia przesłania świadczy o myśleniu w najwyższej skali. W tej kategorii Malick nie ma sobie równych i dlatego to film mistrzowski.

 

Urszula Schwarzenberg-Czerny