Jeszcze przed oficjalną premierą "Odyseja" Christophera Nolana wywołała ogromne zainteresowanie nie tylko wśród kinomanów, ale także środowiska akademickiego. Po jednym z przedpremierowych pokazów grupa 17 naukowców, wśród których znaleźli się homerzyści, archeolodzy, historycy i literaturoznawcy, spędziła wieczór na analizowaniu ekranizacji jednego z najważniejszych dzieł starożytności.
Jak przyznał Joel P. Christensen, redaktor "The Oxford Critical Guide to Homer's Odyssey", dyskusja była wyjątkowo burzliwa. Rozmowy dotyczyły między innymi decyzji Nolana o przedstawieniu cyklopa Polifema jako niemej postaci czy sposobu ukazania języka i świata antycznej Grecji.
Choć eksperci wskazywali różnice między filmem a poematem Homera, wielu z nich było pozytywnie zaskoczonych efektem końcowym. Christensen podkreślił, że podczas seansu musiał stale przypominać sobie, iż ogląda nie "Odyseję" Homera, lecz "Odyseję" Christophera Nolana.
Eksperci odnieśli się również do internetowych sporów dotyczących obsady i rzekomej historycznej nieścisłości filmu. Zdaniem Christensena debata o "woke" charakterze produkcji jest mocno przesadzona. Badacz uważa wręcz, że obraz Nolana jest pod wieloma względami konserwatywny, a kwestie obsadowe nie stanowią największego problemu z punktu widzenia klasycystów.
Naukowcy przypominają również, że żaden hollywoodzki film osadzony w starożytności nie był w pełni wierny historii. Ich zdaniem najważniejsze jest to, że "Odyseja" ponownie rozbudziła zainteresowanie klasyczną literaturą i zachęciła nowe pokolenie widzów do sięgnięcia po dzieło Homera.
mo