Idris Elba podzielił się swoim zdaniem na temat kolejnego wcielenia Jamesa Bonda. Słynny brytyjski aktor przez lata stawiany był jako faworyt do roli agenta 007, lecz te spekulacje zostały już definitywnie ucięte. W rozmowie z magazynem GQ Elba przyznał jednak, że samo łączenie go z kultową postacią traktuje jako wielki komplement. Przy okazji wyraził własną opinię odnośnie pozostania wiernym oryginałowi z książek Iana Fleminga.
Ta postać została tak napisana z pewnego powodu. Podchodząc realnie do tego tematu, niektóre rynki po prostu na to nie pójdą. 007 jest szalenie popularny na całym świecie i nie wszyscy zaakceptują czarnoskórego mężczyznę w tej roli. To nie jest coś, co związane jest z ich kulturą. Bond jest tak nierealistyczną postacią, że odrobina realizmu jest w porządku, ale nie ma potrzeby przerabiać go na siłę na wersję woke. Ta seria powinna pozostać tym, czym zawsze była - eskapistyczną rozrywką. Nie trzeba dostosowywać jej do oczekiwań całego świata. Po prostu niech Bond pozostanie Bondem.
Sir Idris Elba dla GQ
Komentarz Elby obiega świat kilka tygodni po starcie realnych poszukiwań nowego odtwórcy roli Jamesa Bonda. Od premiery "Nie czas umierać", ostatniego filmu z Danielem Craigiem w roli 007, jesienią minie już pięć lat.
Nową odsłonę serii wyreżyseruje Denis Villeneuve, znany między innymi z takich dzieł jak "Sicario", "Blade Runner 2049" czy dwóch części "Diuny". Za scenariusz odpowiada natomiast Steven Knight, twórca "Peaky Blinders".
Wśród najczęściej wymienianych kandydatów do przejęcia roli po Craigu znajdują się Henry Cavill, Aaron Taylor-Johnson oraz Callum Turner. Na oficjalne ogłoszenie obsady trzeba jednak jeszcze poczekać.
AŚ