Polskie Radio

Rozmowa dnia: Marek Sawicki

Ostatnia aktualizacja: 27.03.2014 07:15

Krzysztof Grzesiowski: Nasz gość: minister rolnictwa i rozwoju wsi pan Marek Sawicki. Dzień dobry, panie ministrze.

Marek Sawicki: Dzień dobry.

K.G.: Kilka dni temu powiedział pan przy okazji rozmowy na temat konsekwencji afrykańskiego pomoru świń, że blokady dróg odwołanie, skup przebiega sprawnie.

M.S.: Skup przebiega, natomiast czy sprawnie, to jeszcze trzeba będzie oceniać. Chciałbym, żeby przyspieszał, szczególnie dziś i jutro, w tych terenach, które od soboty zostaną zdjęte ze strefy buforowej, bo tylko status strefy buforowej daje możliwość dopłacania do strat rynkowych, jakie rolnicy ponieśli ze środków unijnych i krajowych. Mamy na to przeznaczone 7,5 mln € na 20 tys. t tuczników i wszystko wskazuje na to, że tego limitu nie wykorzystamy. Więc palącym problemem były przerośnięte tuczniki. Większość tych przerośniętych jest już zdjęta, ale apeluję do rolników: niech wykorzystają jeszcze dzisiejszy, jutrzejszy dzień na to, żeby sprzedać, nie czekając, że nagle oto od stycznia ceny rynkowe pójdą tak wysoko w górę, że ta rekompensata nie będzie konieczna. Warto skorzystać z tej rekompensaty. Może ona nie jest w pełni satysfakcjonująca, bo rolnicy mówią, że stracili średnio około 200 zł na tuczniku, dostaną ok. 150 zł, ale być może w późniejszych programach bioasekuracji jakieś środki dodatkowe znajdziemy, bo wstępna deklaracja Komisji zapisana już także w tym rozporządzeniu, które wejdzie w życie w piątek, mówi o kolejnym 1 mln 300 tys. € na bioasekurację, więc...

K.G.: Czyli powtórzmy: jeśli rolnicy ze strefy buforowej sprzedadzą tuczniki do jutra...

M.S.: Do końca piątku, a więc do ...

K.G.: To otrzymają rekompensatę.

M.S.: ...to otrzymają rekompensaty za wszystkie sprzedane tuczniki ze stref buforowych od 26 lutego wstecz. I potrzeba żeby mieli na to faktury z potwierdzeniem, że te tuczniki pochodziły z tego rejonu.

K.G.: Sprzedać to jedno, ale kupić to drugie. Ma kto kupować?

M.S.: Sporo firm już ruszyło z zakupami. Początkowo rzeczywiście była duża ostrożność, dlatego że w starych rozporządzeniach unijnych były 3 takie warunki, które rzeczywiście sprawiały, iż z powodu dwóch zakłady nie kupowały. To była kwestia znakowania mięsa, jego stygmatyzacji i później zakazu uczestniczenia w eksporcie przez okres 3 lat. Te dwa warunki zostały zdjęte rozporządzeniem Komisji Europejskiej. I był trzeci bardzo trudny warunek do spełnienia dla samych rolników, że także rolnicy musieliby wygaszać produkcję i przez 3 lata nie prowadzić tuczu trzody. W tej chwili ten warunek także został zniesiony. Powód jest oczywisty – w Polsce nie mieliśmy do czynienia z ogniskiem afrykańskiego pomoru świń, były dwa zakażone dziki niewiadomego pochodzenia, u których znaleziono wirusy, ale nie znaleziono wirusów tak naprawdę wśród ubijanych żywych dzików w Polsce, co świadczy o tym, że ten wirus do populacji polskich dzików nie przedostał się.

K.G.: Ile sztuk trzeba wykupić?

M.S.: Zaplanowaliśmy wstępnie, że trzeba wykupić około 200 tysięcy sztuk, stąd ten limit 20 tys. ton, ale wszystko wskazuje na to, że takiej ilości tuczników nie będzie. Ja nawet wnioskowałem o 40 tysięcy ton, miałem zapewnienie Komisji, że jeśli ten limit zostanie przekroczony 20 tys. ton, to oczywiście Komisja jest otwarta na kolejny wniosek i kolejne uruchomienie środków, ale wydaje mi się, że to nie będzie konieczne. Jeśli w piątek uprawomocni się rozporządzenie, to postaram się w trybie obiegowym pilnym na wtorek na Radzie Ministrów postawić kwestię naszych rozporządzeń wykonawczych i praktycznie od środy, czwartku Agencja Rynku Rolnego będzie mogła uruchamiać wypłaty rekompensat za poniesione straty rynkowe.

K.G.: Nie wspomniał pan jeszcze, panie ministrze,  przy okazji owego rozporządzenia unijnego w kwestii stref buforowych, bo ich liczba będzie mniejsza.

M.S.: Strefy buforowe zdecydowanie się zmniejszają, one początkowo były właśnie nastawione na te doświadczenia Hiszpanów, Portugalczyków, jeszcze w latach 60. poprzedniego stulecia, ale także w latach 70. Dania była zakażona tym wirusem. Więc to nie jest przypadek nowy w Europie. O ile tamte wirusy wędrowały z Afryki przez Hiszpanię, o tyle w tej chwili mamy do czynienia z wirusem, który wędruje przez Gruzję, Rosję do Europy. I to, co jest w tym wszystkim kuriozalne to z jednej strony źródłem zakażenia dzików i litewskich, i białoruskich jest brak ochrony weterynaryjnej w Rosji, a z drugiej strony restrykcje ze względu na to, że te przypadki pojawiły się w Unii Europejskiej, w Polsce i Litwie, dotykają całą Unię Europejską. Więc tu widać wyraźnie, że ta niekonsekwencja Rosji w tym zakresie, sami nie zadbają o to, żeby zahamować migrację tego wirusa, a jednocześnie od nas wszystkich wymagają bezwzględnego przestrzegania nie tylko przepisów, ale wręcz zablokowania tego, co czasami jest do zablokowania mało możliwe.

K.G.: A co z tymi rolnikami, panie ministrze,  którzy hodowali trzodę chlewną i byli w strefie buforowej, a teraz już w niej nie będą, a nie sprzedali?

M.S.: Apeluję, żeby sprzedali...

K.G.: Ale jak nie sprzedadzą, może się tak zdarzyć.

M.S.: Panie redaktorze,  no może się tak zdarzyć, to jest gra rynkowa, a więc nikt nie jest w stanie nikomu zagwarantować stuprocentowych gwarancji i rekompensat. Po prostu prawo i krajowe, i unijne nie dopuszcza takiej rekompensaty. My pracujemy nad innym programem i ja wierzę, że góra do miesiąca czasu będziemy mieli projekt ustawy o ubezpieczeniu od ryzyk rynkowych. Czas najwyższy, żebyśmy taki fundusz utworzyli, takie towarzystwo, które będzie, które będzie pobierało pieniądze ze sprzedaży rynkowej na wzór chociażby funduszy promocji i wtedy, kiedy mamy do czynienia ze stratami rynkowymi powyżej 30% z tego funduszu będzie można stosować te rekompensaty. Takie systemy wewnętrzne ubezpieczeń funkcjonują w Danii, funkcjonują w Niemczech, ale one mają charakter takich, bym powiedział, ubezpieczeń wzajemnych wewnątrz grup. I kiedy występowaliśmy o rekompensaty rynkowe dla całego kraju, także dla tych terenów, gdzie nie było stref buforowych, to jasno koledzy z Danii i z Niemiec powiedzieli: my mamy własne środki, posiłkujemy się własnymi środkami, więc nie rozumiemy, dlaczego wy chcecie sięgać po środki europejskie. Więc trzeba wyraźnie podkreślić: to jest ostatni moment na to, żeby taki trwały system stworzyć, i jestem przekonany, że w miesiąc czasu projekt ustawy będzie gotowy, natomiast mam nadzieję, że najdalej do końca roku Sejm powinien te rozwiązania przyjąć.

K.G.: To które będzie podejście do tego projektu w pana przypadku?

M.S.: W moim przypadku drugie. W moim przypadku drugie, bo założenia były przygotowane ponad 2 lata temu. To się zatrzymało na etapie tzw. funduszu startowego, bo jednak żeby rozpocząć, potrzebny jest fundusz startowy w granicach 350-400 mln zł i wówczas minister finansów takich środków nie miał. Ja chcę wyraźnie podkreślić, że my nie chcemy tych środków na stałe. My chcemy, żeby ten fundusz w okresie 10-letnim te środki pożyczone czy z Banku Gospodarstwa Krajowego, czy z innych wpływów, dochodów państwa zwrócił. Natomiast na początek ten taki poziom, bym powiedział, przełamania masy krytycznej jest potrzebny.

K.G.: Panie ministrze,  a czy powtórzy się taka sytuacja, z jaką niedawno mieliśmy do czynienia, embargo na eksport wieprzowiny do Rosji. Ale Austriacy, Duńczycy... no, jakoś udawało im się w każdym razie jakieś partie tego mięsa do Rosji przekazać, no, dogadali się indywidualnie.

M.S.: Panie redaktorze,  nie jakoś i nie dogadali się tak bardzo indywidualnie, choć na pewno rozmowy trwają. Ja zwracałem uwagę i tym ministrom rolnictwa, szczególnie ministrowi rolnictwa Austrii, Danii, ale także rozmawiałem z komisarzem ds. sanitarnych i takie działania w Europie są bardzo mocno potępiane i napiętnowane. Obaj ministrowie mówią, że są to indywidualne przypadki, relacje ich przedsiębiorców i być może mają w tej części rację. Te 4 przypadki, które miały miejsce, jeden austriacki, trzy duńskie, przewozu świń przez teren Polski do Białorusi, a nie do Rosji, zostały przez Polskę odnotowane. Nie wiem, na ile prawdą jest, bo są sygnały, że w tej chwili Duńczycy, bojąc się, że nie wpuścimy ich przez naszą strefę buforową ich świń na teren Rosji, stosują transporty lotnicze. A więc przynajmniej jeśli chodzi o przewóz prosiąt. Jest to duża nieuczciwość. Myślę, że jeśli zabraknie w tej kwestii solidaryzmu, tak jak w wielu innych ważnych kwestiach politycznych, w relacjach z Rosją, no to oczywiście Rosja będzie to rozgrywać. Ale powiem tak: Rosja to jest ważny dla Polski rynek nie z punktu widzenia trzody chlewnej, a przede wszystkim z punktu widzenia owoców i warzyw, produktów mleczarskich, słodyczy. I tu chciałbym, żeby nie podsycać atmosfery wojny gospodarczej między Polską i Rosją. My jako Polska jesteśmy rzecznikami Ukrainy w ich proeuropejskich dążeniach i z tego się nie wycofujemy, ale zwrócę uwagę na to, że równolegle Francuzi, Niemcy czy Brytyjczycy jednak mimo wszystko sprawy gospodarcze jeszcze nadal w relacjach między Rosją a Europą stawiają na pierwszym miejscu.

K.G.: Czy pan minister chce lustrować kandydatów do pracy w agencjach rolnych ze względu na ich koneksje rodzinne i znajomości w świecie politycznym?

M.S.: Panie redaktorze,  myślę, że wrócimy do wykonania raportu pana premiera, dlatego że raport obejmował lata 2002-2012, został przypisany tylko czasom czy okresowi 2009-2012. Więc jeszcze raz zechcę sprawdzić dokładnie te wszystkie relacje i powiązania, w jakim czasie powstawały, uzupełnić raport dla pana premiera i wykonać zalecenia, a więc też dać instrukcję co do naboru nowych kadr. Lustrować nie mam prawa, tego zabrania mi Konstytucja, nie zamierzam takich rzeczy robić. Natomiast rzeczą niedopuszczalną jest, kiedy w instytucji funkcjonującej ponad 20 lat tworzą się różne relacje małżeńskie, partnerskie, konkubinaty. Próbuje się to wyciągać na światło dzienne, kiedy nie ma wzajemnej podległości między tymi ludźmi. Więc pewnie trzeba by... gdybyśmy tym tropem chcieli iść, trzeba by wprowadzić takie przepisy w instytucjach państwowych, a czemu nie także w zakładach prywatnych, że jeśli pojawia się związek, to po prostu jedna z tych osób powinna rezygnować z pracy. No, to byłoby kuriozum. Wiemy o tym, że nawet w służbie cywilnej, jeśli nie ma podległości służbowej, to nie ma zakazu pracy w jednej instytucji.

K.G.: Za dwa miesiące, panie ministrze,  będzie już po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Swoją drogą atrakcyjnie brzmi hasło kampanii Polskiego Stronnictwa Ludowego, jako że ta kampania według fachowców ma być ostra, no i brutalna od czasu do czasu, to hasło brzmi: „My jak na zabawie ludowej, pierwsi nie zaczynamy, ale oddamy, jak ktoś zaczepi”.

M.S.: Nie, to nie jest to hasło...

K.G.: To nie to?

M.S.: To hasło, jakie ja znam to jest „Tradycja, nowoczesność, Polska”, więc być może...

K.G.: Ale to jest bardziej czytelne wydaje się, zrozumiałe dla opinii publicznej.

M.S.: Być może gdzieś tak to jest. Niech pan zwróci uwagę, że niektórzy już zaczęli brutalnie tę kampanię, chociażby pan Palikot czy Prawo i Sprawiedliwość. Przestrzegamy przed brutalizacją życia publicznego, przed używaniem różnego rodzaju słów, które właśnie mają bliżej związek z afrykańskim pomorem świń niż z polityką. Jednak mimo wszystko ja wczoraj także o tym mówiłem wśród kolegów na terenie Lubelszczyzny, że jako Polskie Stronnictwo Ludowe mamy czym się pochwalić zarówno na poziomie samorządowym, gospodarczym, jak i na poziomie rządowym. I eksponujmy swoje osiągnięcia, rozwijajmy i przedstawiajmy nowe propozycje, natomiast przestrzegam przed awanturnictwem. Ja pochodzę sam ze wsi i pamiętam te czasy, czym się kończyło na wiejskich zabawach tego typu zawołanie. Więc zupełnie niepotrzebne, myślę, że może bardziej żartobliwe, a może bardziej głupie. Natomiast nie zachęcam polityków do agresji. Dość agresji, ta agresja doprowadziła na Ukrainie do tego, z czym mamy w tej chwili do czynienia. Nie ma potrzeby, żeby polskie życie publiczne brutalizować.

K.G.: To zdanie, które przytoczyłem, jest autorstwa szefa sztabu wyborczego PSL, pana Adama Jarubasa. Ale nie w tym rzecz. Tak na koniec – podobno Michał Kamiński, który startuje z pierwszego miejsca na Lubelszczyźnie w wyborach do Parlamentu Europejskiego z Platformy Obywatelskiej, miał startować z PSL-u, Super Express o tym wspomina.

M.S.: Ja się tym nie zajmowałem, ale z pewnością kiedy Michał Kamiński przez kilka miesięcy mówił, że nie interesuje go Europarlament, jakąś pielgrzymkę między partiami politycznymi, które mają szansę na mandaty, odbył. Pewnie oferta Platformy Obywatelskiej była dla niego najbardziej atrakcyjna, stąd z tej oferty skorzystał.

K.G.: Dziękujemy bardzo, panie ministrze,  za spotkanie i za rozmowę. I współczujemy panu przy okazji, bo jak p pan minister wie, dzisiaj rozmawiamy o nazwach ulic w miastach naszego kraju. No, pan ma pecha, pan...

M.S.: O nie...

K.G.: ...przy nazwie nie mieszka, przy ulicy o nazwie...

M.S.: Panie redaktorze,  w mojej rodzinnej wsi co prawda oficjalnie nazw nie ma, ale mamy nazwy zwyczajowe, jest Kątek, jest Zarzecze, jest Dworszczyzna, jest ulica Unicka, Sokołowska, jest także Szkolna. Ale co ciekawe, mówił pan o tej Niecałej. W Sokołowie Podlaskim też jest Niecała, a to jest moje miasto powiatowe.

K.G.: Ale oficjalnie, administracyjnie to pana ulica nazywa się numer 20.

M.S.: Oficjalnie administracyjnie to są Sawice-Dwór 20 i tam nazwy ulic nie ma.

Mariusz Syta: Ale są zwyczajowe, to może pan minister (...)

M.S.: Ale są zwyczajowe...

Mariusz Syta: ...przy Ministerialnej.

K.G.: No bo w Warszawie przy Wspólnej, przy Wiejskiej, to tam przy jakiej?

M.S.: Takiej z pewnością nie będzie, natomiast wydaje mi się, że jesteśmy przyzwyczajeni do tych swoich zwyczajowych nazw, bo to w tych regionach Polski nie tylko ulice mają swoje zwyczajowe nazwy, ale także fragmenty pól, tych obrębów geodezyjnych również mają swoje nazwy i częściej ich używamy niż stwierdzenia, że to jest pole powiedzmy pana Czarnockiego czy pana Tomczuka.

K.G.: Dobrze. Marek Sawicki, przypomnijmy, nasz gość. Dziękujemy.

M.S.: Dziękuję bardzo.

(J.M.)