- Trzy razy harmonię odstawiałem ze łzami w oczach. Poddałem się, po prostu myślałem, że nie dam rady się tego nauczyć - opowiada Jan Kania - Przyśniło mi się wtedy w jakim utworze jak palce położyć. Wstałem w nocy i zaczęło mi wychodzić. Potem bałem się przestać grać, że mi to ucieknie. No ale zostało.
Za pierwszą, jak sam mówi "słabiutką" harmonię wydał równowartość dwóch krów. Grać uczyć się samodzielnie, jeden starszy muzyk poradził mu tylko, że w instrumencie "są wszystkie głosy potrzebne i jak będzie chciał to je sam znajdzie".
Przez wiele lat melodie grał ze słuchu. Ciekawe, że w przeciwieństwie do wielu harmonistów, nie znał do niedawna nut. Nuty są jednak dla harmonisty koniecznością, a zatem chętnie skorzystał z pomocy znajomego skrzypka, który wprowadził go w tajniki zapisu.
usc