Czwórka

Barman musi znać swoje miejsce

Osoba stojąca za barem nie może spoufalać się z klientem – tłumaczy w Czwórce Patryk Lenart z Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów.
25.01.2011 09:47
Posłuchaj
08'33 Patryk Lenart z Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów w Czwórce
więcej

W rozmowie z klientem barman nie powinien zajmować żadnego stanowiska – wyjaśnia Patryk Lenart z Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów. W sytuacji, gdy poglądy barmana będą sprzeczne z przekonaniami klienta, może dojść do kłótni – ostrzega gość „Poranka” Czwórki.

Rola barmana polega na słuchaniu. Osoba stojąca za barem, nie powinna angażować się w wymianę zdań z klientem – podkreśla Patryk Lenart. – Barman musi znać swoje miejsce - dodaje.

Jak tłumaczy gość Romka Wójcika, w tym zawodzie należy być powściągliwym, dyskretnym i – w żadnym wypadku – nie wolno spoufalać się z klientem.

Patryk Lenart przyznaje, że w szkoleniu barmanów powinno się kłaść nacisk nie tylko na naukę sztuki barmańskiej, ale również na naukę psychologii. – Pracujemy nad odpowiednim podejściem do klienta, by w barze czuł się on jak gość. 99% osób pracujących w Polsce za barem nie rozumie, jak wielkie znaczenie ma nawiązanie i podtrzymanie pozytywnej relacji z klientem - tłumaczy.

Więcej w rozmowie Romka Wójcika z Patrykiem Lenartem. Wystarczy kliknąć w ikonę dźwięku w ramce po prawej stronie.

ap/ŁSz

Zobacz więcej na temat: Polska
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Barman pije, bo też człowiek (wideo)

Praca barmana to wielki teatr. Barmani muszą się starać, aby klient zagrał w tym teatrze tak, jak oni mu zagrają – mówi gość „Poranka” Czwórki.
Posłuchaj
08'50 Elegancki, dyskretny, kochający ludzi - Patryk Lenart o zawodzie barmana (całość rozmowy)
więcej
Obejrzyj
Praca barmana to teatr - Patryk Lenart w Czwórce

Barman musi przede wszystkim lubić ludzi. U nas w kraju jest z tym problem – ubolewa Patryk Lenart z Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów. Tymczasem – jak przekonuje gość „Poranka” – warto lubić ludzi. Z samych napiwków barman w dobrym lokalu może uzbierać miesięcznie 5 tysięcy złotych!

– Barmaństwo to nie jest zrobienie drinka, bo – umówmy się – nie na drinka klient przychodzi do baru. Przychodzi, by się pokazać, poczuć się osobą wyjątkową. Jeżeli barman to zrozumie, będzie umiał dotrzeć do tej osoby, a wtedy ona wróci. Jest taka złota maksyma: pierwszy raz klient przychodzi do baru, drugi raz do barmana – podkreśla gość Kuby Marcinowicza.

Liczy się nie tylko umiejętność wzbudzenia zaufania gościa, ale również – w pierwszej kolejności – wrażenia estetyczne. Barman musi być ubrany stosownie do charakteru lokalu. – Na zajęciach mówimy barmanom, że muszą wyglądać dobrze, bo kto wygląda dobrze, ten dostaje dobre napiwki – podkreśla Patryk Lenart.

Na jakie tematy barmani nie rozmawiają z klientami? – Polityka, religia, życie osobiste. Wszelkie rozmowy z klientami powinny się raczej sprowadzać do zdawkowych odpowiedzi w stylu: „naprawdę?”, „co pan powie”, „dobrze się czasem dowiedzieć czegoś nowego”. Bez zajmowania określonego stanowiska, bo inaczej możemy wywołać zgrzyt – ostrzega ekspert.

Więcej o kulisach edukacji i pracy barmana oraz odpowiedź na pytanie, czy barmani piją, w rozmowie Kuby Marcinowicza z Patrykiem Lenartem. Dźwięk i film znajdziesz w ramce po prawej stronie.

ŁSz

Zobacz więcej na temat: drinki Kuba

Czytaj także

Pilot, czytaj: zamożny uparciuch

Najpierw trzeba zainwestować w naukę, a potem pogodzić się z życiem na walizkach. O blaskach i nielicznych cieniach zawodu pilota liniowego mówił w Czwórce kapitan Andrzej Kuler.
Posłuchaj
11'53 Blaski i (nieliczne) cienie pracy pilota - rozmowa z gościem Hyde Parku
więcej
Obejrzyj
Kpt. Andrzej Kuler o pracy pilota liniowego

Zawód pilota to coś dla uparciuchów i pasjonatów, a przy tym dla ludzi dość zamożnych – nie ukrywa kapitan Andrzej Kuler, pilot samolotów PLL LOT. – Trzeba w siebie zainwestować. Żeby uzyskać licencję zawodową, potrzeba naprawdę dużych pieniędzy – mówi gość Patryka Kuniszewicza.

Kogo nie stać na opłacenie wszystkich niezbędnych kursów, lotów i egzaminów (czytaj: kto nie jest w stanie zainwestować w swoją pasję 200 tys. złotych), ten powinien się zainteresować ofertą uczelni oferujących specjalizacje w zakresie pilotażu. Pilotów kształcą w Polsce szkoły w Lublinie, Dęblinie (wojskowa) i Rzeszowie. Tu jednak nie wystarczy być pasjonatem. O dostaniu się do szkoły bądź na wymarzoną specjalizację decydują – oprócz względów zdrowotnych – wyniki w nauce. – Na Politechnice Rzeszowskiej dopiero średnia 4 ze wszystkich przedmiotów pozwala się ubiegać o miejsce na kierunku pilotaż – przypomina Andrzej Kuler.

Kpt. Andrzej Kuler ma na swoim koncie 15 lat w kokpicie samolotów wojskowych, od szkolnego TS-11 „Iskra” po siejący postrach w przestworzach myśliwiec Mirage 2000. Po rozstaniu z wojskiem gość Patryka Kuniszewicza przesiadł się do kokpitu samolotów cywilnych. „Zaliczył” m. in. turbośmigłowego ATR-a oraz odrzutowe Embraery. O czym marzy pilot z takim doświadczeniem? – O Boeingu 787, czyli „Dreamlinerze” – wyznaje.

Niestety, amerykański gigant wciąż zwleka z dostarczeniem liniom lotniczym zamówionych maszyn, więc ciekawi nowego superodrzutowca piloci muszą na razie obejść się smakiem.

Choć w toku kariery w liniach lotniczych zarobki stają się co najmniej satysfakcjonujące, życie pilota nie należy do łatwych. Pasja pasją, ale właściwie stale jest się w podróży, rodzina pilota musi zaś pogodzić się z jego długimi pobytami poza domem. – Dziś wieczorem będę w Wilnie, jutro powrót. Potem Dusseldorf, Monachium, Belgrad – wylicza gość Patryka Kuniszewicza.

Więcej o karierze, zarobkach i pracy pilota w rozmowie Patryka Kuniszewicza z kapitanem Andrzejem Kulerem. Dźwięk i film znajdziesz w ramce po prawej stronie.

ŁSz

Czytaj także

Serce bezpieczne do dwóch drinków dziennie

Okazuje się, że śródziemnomorski model picia alkoholu też może mieć złe skutki. Osoby regularnie pijące alkohol mogą być bardziej narażone na migotanie przedsionków.

Tak wynika z badań, o których informuje "Journal of the American College of Cardiology". Przeprowadzili je naukowcy z Uniwersytetu Tsukuba w Japonii. Dokonali oni analizy 14 prac poświęconych zależności pomiędzy ilością i częstotliwością spożywanego alkoholu a ryzykiem migotania przedsionków.

Badania wykazały, że znaczenie może mieć nie tylko duża ilość napojów wyskokowych spożytych jednorazowo, ale także alkohol, który spożywany jest w nieco mniejszych ilościach, ale za to regularnie.

Jak twierdzi kierujący badaniami dr Satoru Kodama, po zestawieniu rezultatów obliczono, że ogólne ryzyko migotania przedsionków jest o 51 proc. wyższe u osób pijących alkohol często w porównaniu z abstynentami i osobami pijącymi okazjonalnie. Z każdym wzrostem ilości konsumowanego dziennie alkoholu o 10 gramów, ryzyko zwiększało się o 8 proc.

Badacz zaznacza, że biorąc pod uwagę inne czynniki ryzyka, takie jak wiek, cukrzyca, wysokie ciśnienie czy otyłość, za bezpieczne można uznać spożywanie do dwóch drinków dziennie.

Migotanie przedsionków to najczęściej występujące u osób dorosłych zaburzenie rytmu serca. Choć samo w sobie nie stanowi zagrożenia dla życia, jest istotnym czynnikiem ryzyka udaru - podkreślają badacze.

(ew/pap)