X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Czwórka

Grzegorz Daukszewicz: w życiu najważniejsza jest przyjaźń

10.09.2012
Został uznany za "aktorską nadzieję 2012" roku. Wypatrzyła go reżyserka Agnieszka Glińska, a Maciej Englert powierzył mu jedną z ról w "Hamlecie". Talent ma w genach, czy mógł wybrać inną drogę?
Posłuchaj
22'20 Rozmowa z Grzegorzem Daukszewiczem
Obejrzyj
Grzegorz Daukszewicz w studiu Czwórki

Dla niego aktorstwo = misja. – To brzmi bardzo poważnie i górnolotnie, ale nawet jeśli nie misja, to z pewnością po prostu bardzo poważnie traktuję to, co robię – mówi Daukszewicz.

Zgadza się z Szekspirem, który powiedział, że "wszyscy jesteśmy aktorami". – Bardzo się pod tym podpisuję – mówi Daukszewicz. – Wszyscy zakładamy jakieś maski. W zależności od środowiska, w jakim się znajdujemy, zmieniamy gesty i sposób mówienia. Zaczynamy więcej albo mniej przeklinać, albo szukamy bardzo wyrafinowanych zdań, których czasem sami nie rozumiemy.

Ostatnio znalazł się w Teatrze Studio w Warszawie. Jak sam przyznaje, to był przełom w jego życiu, nagroda. A zespół młodych aktorów, z którymi pracuje, dodaje mu energii. – To w ogóle dla mnie rok zmian. Zmieniłem mieszkanie, mam psa – wymienia Daukszewicz. Młody aktor wyznał także, że zmienił… cały tryb swojego życia. – Na bardziej higieniczny – mówi gość "Kontrkultury”. – Mniej imprezuję, ale tylko odrobinę. Latka lecą, młodsi nie będziemy.

Bardzo wazna jest dla niego przyjaźń. – Jest chyba nawet na pierwszym miejscu – mówi Daukszewicz. – Bo to jest coś, co zawsze trwa. Jest częścią miłości. Nie wyobrażam sobie bez niej życia i nie wierzę, że są ludzie, którzy nie mają przyjaciół. Jeśli ktoś odłącza się od innych, zostaje samotny z własnego wyboru i staje się sam dla siebie najlepszym przyjacielem.

Publicznie – niezwykle zdolny aktor, prywatnie – człowiek o wielkiej wrażliwości i ogromnym sercu. Grzegorz Daukszewicz o swojej miłości do literatury rosyjskiej, poszukiwaniach w "Wiśniowym sadzie”, gangach młodości, kobietach, które zmieniły jego życie, wyborach zawodowych, marzeniach, przyjaźniach, i oczekiwaniach rozmawiał z Magdaleną Kasperowicz w audycji  "Kontrkultura". Zapraszamy do wysłuchania nagrania ze studia Czwórki.

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Matylda Damięcka bez tajemnic

Aktorsko udziela się od ósmego roku życia i uwielbia piłkę nożną. - Już jako dziecko byłam straszną chłopczycą - zwierza się Matylda Damięcka. - Do dziś mam blizny na całym ciele. Uwielbiam je liczyć i opowiadać ich historie.
Posłuchaj
21'48 Rozmowa z Matyldą Damięcką
Obejrzyj
Matylda Damięcka w studiu Czwórki

Jak sama twierdzi, ciemną, niską barwę głosu odziedziczyła najprawdopodobniej po ojcu. Poza tym jako dziecko "zapracowała" sobie na nią. – Gdy byliśmy mali, jeździliśmy z bratem na kolonie – wspomina w Czwórce Damięcka. – Tam darliśmy paszcze i nabawiłam się niedomykalności strun głosowych. W wokalnych sprawach jest to całkiem fajne i daje ciekawe efekty, ale sprawia też, że szybko się męczę.

Niski głos powoduje też mnóstwo zabawnych sytuacji w jej życiu. – Często, gdy odbierałam w domu telefon, mówiono do mnie „Mateuszku” ( Mateusz Damięcki jest aktorem, a prywatnie bratem Matyldy) – opowiada gość Czwórki. - Ale prawda jest taka, że jak się postaram, mam niższy głos nawet od mojego brata.

Ale Matylda Damięcka nie zamierza rezygnować ze śpiewania. Wręcz przeciwnie, właśnie planuje start w kolejnym przeglądzie piosenki, tym razem filmowej, w Toruniu.

Już jako dziecko Damięcka była bardzo niepokorna. - Byłam straszną chłopczycą – wspomina gość Czwórki. – Do dziś mam blizny na przykład po tym, jak wdrapałam się raz za moim kotem na drzewo, po czym spadłam na ziemię. Raczej więc nie byłam typem „Kopciuszka”.

/

Do dziś zresztą Matylda Damięcka nie bryluje na salonach, nie lubi być "królową balu".
– Już dawno temu doszłam do wniosku, że nie jest mi to w życiu do niczego potrzebne – tłumaczy gość Czwórki. – Czasem trzeba się pokazać, bo na tym polega mój zawód. Ale staram się wybierać takie imprezy, które coś znaczą.

O sobie, na serio i z przymrużeniem oka, opowiedziała w Czwórce Matylda Damięcka. Posłuchaj nagrania ze studia, z audycji "Kontrkultura" .

(kd)


Czytaj także

Krzysztof Tyniec: nie traktuję teatru jak świętość

Sprzeciwia się bylejakości i tandecie. Twierdzi, że dzisiaj "jakość" gubi gdzieś po drodze literę "ć" - i dlatego w życiu szuka pełnej jakości.
Posłuchaj
19'45 Rozmowa z Krzysztofem Tyńcem
Obejrzyj
Krzysztof Tyniec w studiu Czwórki

Odbiera telefony, gdy nie może - oddzwania. Rozmowy z nim to flirt intelektualny z domieszką dobrego humoru i poczucia smaku. Sam o sobie mówi: aktorem się nie jest, tylko bywa. Jest się tym, kim się jest. Jestem Krzysiek Tyniec, a aktorem bywam.

Miał być górnikiem. – Takie były marzenia mojej mamy, ale skończyło się ciężką pracą, nie pod ziemią, a na scenie - opowiada Krzysztof Tyniec w Czwórce i żartuje, że być może, jeśli ktoś napisze sztukę o górnikach, to on w niej zagra.

Jako dziecko napisał wiersz. – Nie jestem poetą i nie traktuję teatru jak świętość, ale akurat deski teatralne to dla aktora deski bardzo niezwykłe – mówi Tyniec. – Bardzo lubię grać na surowych deskach, zwłaszcza, jeśli trzeszczą. A to nieczęsto się zdarza, bo te deski czymś się wykłada.

Czasem Tyniec staje na scenie w totalnej ciszy i ciemności, gdy wszyscy już sobie dokądś pójdą. I bardzo to lubi. – Mogę wówczas długo po tej scenie chodzić i lubię te moje wędrówki, i tę moją samotność.

/

Tyniec był swego czasu buntownikiem. - W latach 80. miałem w głowie własną wizję teatru, chciałem ją przedstawić ludziom i szukałem miejsca, więc… wyjechałem do Słupska - mówi Tyniec. - Do dziś wcale nie mam łagodnego charakteru. Bywam sympatyczny, ale bywam też bardzo wymagający, a to wiąże się z konsekwencjami. U mnie nie ma taryfy ulgowej.

Dowiedz się więcej o życiu i planach Krzysztofa Tyńca, o tym, dlaczego kocha Warszawę, a także o tym, co sądzi o… hipsterach, słuchając "Kontrkultury" , bądź oglądając wideo ze studia Czwórki.

(kd/czwórka)


Czytaj także

Sławomir Pacek: aktor w akcji traci tyle energii, co górnik na przodku

W filmach obsadzany jest w rolach bohaterów, nieco niezdarnych. Równie zwariowanym postaciom udziela głosu w grach ("Diablo III") jaki i wielu hitowych kreskówkach. O swoim podejściu do zawodu Sławomir Pacek opowiedział Magdalenie Kasperowicz.
Posłuchaj
25'01 Sławomir Pacek w Czwórce

Sławomir Pacek to przede wszystkim aktor od roku 1997 związany z Teatrem Powszechnym im. Zygmunta Hübnera w Warszawie. Ale... Lista filmów, w których użyczał głosu różnym postaciom liczy dużo ponad 50 pozycji. Niewiele krótszy byłby spis filmów i spektakli, w których występował. Nie ominęła też go przygoda z serialami. Swoją pracowitość Pacek tłumaczy swym rzemieślniczym podejściem do zawodu.

- Traktuje ten zawód tak że, mam zadanie i je wykonuje. Nam w szkole powtarzano, że artystą się bywa, to są chwile, tak poza tym, to jest po prostu ciężka praca: Trzeba się nauczyć na pamięć, opracować rolę i zagrać - opowiadał.

Aby dowiedzieć się o aktorskich sukcesach Sławomira Packa posłuchaj nagrania audycji "Kontrkultura".