"Dwa Teatry 2017". O festiwalowych słuchowiskach uchem Janusza Łastowieckiego. Recenzja

polskieradio.pl
Janusz Dziewiątkowski 16.06.2017

W poniedziałek 19 czerwca w Sopocie rozpocznie się 17. edycja festiwalu twórczości radiowej i telewizyjnej "Dwa Teatry". W tym roku do konkursu zgłoszono 26 słuchowisk, w tym 14 produkcji nadesłanych przez rozgłośnie regionalne PR. Janusz Łastowiecki, nasz stały recenzent, pokusił się o podsumowanie poziomu artystycznego tegorocznych propozycji festiwalowych.

"Zwierzęca radiowość" – o słuchowiskowym repertuarze zbliżającej się XVII edycji festiwalu „Dwa Teatry” w Sopocie.

 

Jeszcze nie tak dawno opisywałem radiową „Von Bingen”, która zwyciężyła XVI festiwal „Dwa Teatry”, a już należy zerknąć na repertuar następnej edycji sopockiej imprezy. Sezony mijają w trybie niezauważalnym. Wprawni słuchacze teatru radiowego wiedzą, że czas dla poetyki radia artystycznego to kategoria względna, zdolna do rozciągnięć i zahamowań. Niewidzialne przestrzenie słuchowiska uruchamiają inny rodzaj odczuwania świata. Nie wiem, na ile tegoroczne spektakle pomogą sopockim słuchaczom oszukać czas. Zależeć to będzie zapewne od skupienia i jakości proponowanych historii.

Po raz kolejny, do finalnego rozdania w Sopocie dopuszczono wszystkie zgłoszone spektakle. Jest ich 26. To sporo. O kilkanaście za dużo. Konia z rzędem temu, kto wytrwa całość. Rozsądek podpowiada, że kluczem będzie wybór odpowiedniego tematu, gatunku i autora. Cieszy obecność spektakli regionalnych. Moim zdaniem potrzebna by tu była jednak większa selekcja. Do finalnego rozdania dostało się zbyt wiele miałkich realizacji i czytanek. W tej edycji znajdziemy przede wszystkim słuchowiska oryginalne lub przeniesione ze scen. Obok znajomych nazwisk autorów piszących dla radia: Tomasz Maciej Trojanowski, Marek Kochan, Jerzy Fąfara, Daniel Odija, Jan Warenycia, pojawią się również nowe, w znacznej mierze pochodzące z rozgłośni lokalnych: Elżbieta Chowaniec, Kuba Kapral, Grażyna Lutosławska, Wojciech Jermakow.

Spośród „oryginałów” największe wrażenie odsłuchowe zrobił na mnie kielecki „Nasz teatr” Elżbiety Chowaniec w reżyserii Roberta Drobniucha z wątkiem „Byrskich”. Mimo że to nie nagroda imienia tej znakomitej pary reżyserów stała się bodźcem do napisania scenariusza (w co głęboko wierzę), to już dawno żaden lokalny spektakl nie odzwierciedlał tak ducha Byrskich. Historia życia Stefana Karskiego (w tej roli wart uwagi Adam Woronowicz), który stworzył objazdowy teatr lalek, ujmuje scenariuszową precyzją i zaangażowaniem kieleckich aktorów. Magdalena Daniel, Ewa Lubacz, Patryk Pietrzak, Robert Majewski i inne głosy tego spektaklu przypominają o istnieniu radiowej sceny w Kielcach. Praca u podstaw, bezinteresowna opieka nad współpracownikami, walka z cenzurą, projekt teatru wychodzącego do widowni – wszystkie te „byrskie” tematy Chowaniec wraz z Drobniuchem opowiadają bez królującej dziś i duszącej ideologizacji, unikając metafor i zaciemnień, w sposób prosty i przenikliwy. W obliczu wielu gęstych słuchowisk, gdzie twórcy przesadzili ze zbytnim formalizmem, ta opowieść ujmuje już na wstępie tym, iż się po prostu nie narzuca.

Daniel Odija i Wojciech Jermakow swoje słuchowiska zbudowali na tle „sportowym”. Odija w „FC Gochach” wykorzystuje historię rekowskiej drużyny piłkarskiej do odwiedzin krainy pomorskich widziadeł i dusz. Kaszubski język rozpuszcza dialogi i lśnienia w lokalnym ezoteryzmie. Reportażowe zakończenie tym bardziej zaskakuje. Odija tworzy gęsty kolaż, do wielokrotnego jednak odsłuchu z mocno nadbudowaną warstwą znaczeń i tematów, których jak na te dwadzieścia minut nagrania jest nieco za dużo. Jermakow, debiutant na arenie radiowej konsekwentnie trzyma się ścieżki sportowej. Komediodramat „Sponsor” to wartki, dialogiczny teatr radia z Krzysztofem Hołowczycem i sportami rajdowymi w tle. Poszukiwanie tytułowego sponsora zamienia się komedię pomyłek. Słuchowisko uśmiecha się do publiczności, ma lekko satyryczny i społeczny ton.

Marek Kochan ze swoim „Lento rubato” jest w stanie pokusić się o kilka wyróżnień. Autor dobrze radzi sobie z polifoniczną architekturą dramatu. Dla każdego, nawet bardzo nie-radiowego tematu, zawsze znajduje odpowiednią konwencję. „Reduty” demaskowały język nowej inteligencji, „Skromny mimo woli” pozorował audycję radiową i śmiał się z gwiazdorskiej pruderii. „Lento rubato” z kompozytorem Aleksandrem Kosciówem w roli głównej (to duży atut) nie jest już satyrą. Mamy tu raczej zaplątaną sieć mistyfikacji, która pokazuje dramat medialnego oskarżenia. To bardzo dwójkowe słuchowisko, z natury i tematu. Przywołuje jednak zapomniany, Dwójkowy cykl „Wieczór ze słuchowiskiem” i czasy, gdy Drugi Program produkował wybitne spektakle oryginalne. Kochan odczytuje nastroje społeczne, wnika w środek medialnego tłumu i szuka swojego bohatera. Daje mu głos. Być może zbyt uładzone są te dialogi, które pozorują radiowy reportaż. „Dwójka” zostawiła więc i tutaj swój elitarny ślad. Kolejna, interesująca realizacja Anny Wieczur-Bluszcz (laureatki Grand Prix „Dwóch Teatrów” w 2015 roku).

Z Rzeszowa na sopocki festiwal powraca Jerzy Fąfara. Po nagrodzonym „Nalepie” wraz z reżyserem, Grzegorzem Styłą sięgnął znacznie głębiej do historii. W słuchowisku z biblijną cytacją w tytule: „A był wśród nich jeden Samarytanin” przypomina o rodzinie Ulmów z Markowej i zbrodni z 1944 roku. Pomoc żydowskiej rodzinie niesie tragiczny finał. Jak to u Fąfary, jest tu poetycka metafora, którą wyznacza wątek jedwabników. Przestrzeń izby, głos małej Soni Hałoń w roli Stasi, córki Ulmów, kulminacyjny, mroczny finał to tylko niektóre zapamiętane przeze mnie wyznaczniki nowego słuchowiska rzeszowskiego duetu.

Obok słuchowisk oryginalnych wyraźny blok zajmują w tegorocznym zestawieniu przeniesienia ze sceny lub realizacje dramatów. Warto zwrócić uwagę na tę grupę słuchowisk, bo tutaj najbardziej do głosu dochodzi poszukująca gałąź radia artystycznego. „Supernova live” Sandry Szwarc w reżyserii Waldemara Modestowicza (ubiegłoroczna zdobywczyni Grand Prix) to rap-opera radiowa na kilka głosów. Opowieść o „Czerwonym Mieście”, piekielnym miejscu utkanym z bitów i narodowej mazi będzie zapewne obiektem zainteresowań w aspekcie wyróżnień aktorskich. Jednak zorientowanie na tak specyficznym języku stwarza wrażenie pewnej manieryczności, która utrudnia poznanie rapowanej historii. „Wszystko o mojej matce” Tomasza Śpiewaka w reżyserii Michała Borczucha z Radia Kraków to opisywane już przeze mnie na łamach „E-teatru” i „Teatru Polskiego Radia” radiowe „work in progress”. Niesamowicie świeży sposób przełożenia scenicznego projektu „Łaźni Nowej” zyskuje w wersji fonicznej.  Ewelina Żak, Krzysztof Zarzecki czy Halina Rasiakówna w rzadko promowany w radiu sposób naturalnej, niezobowiązującej gry rozprawiają się z mitem artystycznej żałoby i kanonicznej konsolacji. Dorzucę do powyższych pochwał muzykę Bartosza Dziadosza, bez której historia opisana przez Śpiewaka pozbawiłaby ten świat niezbędnej jednak dawki nostalgii.

Mało jest w tym zestawieniu adaptacji. Jednak już te nieliczne, których wysłuchamy w Sopocie, to dopracowane całości. Największą moją uwagę zajęły „Panny z Wilka” według Iwaszkiewicza w reżyserii Darka Błaszczyka. Reżyser, już od kilku lat, niezasłużenie pomijany w rozdaniach Grand Prix, solidnie przepracowuje nie tylko literacki pierwowzór, ale przede wszystkim filmowe arcydzieło Wajdy. Błaszczyk nawiązuje do swojego filmowego Mistrza, wplata oryginalną muzykę Karola Szymanowskiego i konfrontuje filmowego Olbrychskiego z radiowym Łukaszem Garlickim. Tytułowe „Panny” to także parada aktorskich popisów radiowych. Dorota Landowska, Monika Kwiatkowska, Katarzyna Dąbrowska, Eliza Borowska, Anna Cieślak mogły więc zrealizować jedno z największych marzeń, jakie mogą mieć aktorki radiowe. Iwaszkiewicz czuł kobiety. Po tylu adaptacjach „Panien” wciąż obecne jest metafizyczne napięcie tej opowieści. Błaszczyk subtelnie odczytuje wątki, dokładając swoją radiową pieczątkę. Przede wszystkim z szacunkiem wobec autora pierwowzoru literackiego, jak i filmowego. Druga z adaptacji Błaszczyka to „Lilla Weneda” Juliusza Słowackiego z ambientem kapel z rejonów etnojazzu: Lautari i Sutari. Rzecz wymagająca skupienia, bo to dwie godziny nagrania. Warta uwagi Dąbrowska jako Roza Weneda i Danuta Stenka w roli Gwinony. Zatem starcie młodych i doświadczonych.

Jest na sopockiej liście słuchowisko nietypowe. „Zwierzęca zajadłość” w zestawieniu to taki poetycki promyk. Czasy słuchowisk poetyckich minęły dawno, w przepaściach dwójkowych „Czwartków”. Tym bardziej cieszy ta realizacja. Nietypowa książka poetycka Stanisława Barańczaka włożona została w ramy radiowego musicalu. Adaptacji i reżyserii dokonał wielokrotny laureat sopockiego festiwalu, Tomasz Man (podobnie jak Błaszczyk, bez Grand Prix). Zaprosił do współpracy Sambora Dudzińskiego, magika dźwięków i młodych aktorów, którzy odnaleźli w świecie Barańczaka nieskrępowaną witalność. Słuchową przyjemność sprawia rzadko spotykana precyzja muzyczna. Andrzej Brzoska z Tomaszem Manem wyczarowali słuchowisko, które śmiało mogłoby funkcjonować na płycie. Poszczególne wiersze-zwierzęta wpełzają w uszy. Słuchowisko odkrycie. Wytrawni słuchacze Teatru Polskiego Radia wiedzą na co stać Tomasza Mana, ale to rozdanie jest furtką do jeszcze innego, dźwiękowego ogrodu. Wspomniany Dudziński, Wiktoria Gorodeckaja, Joanna Kulig, Bartosz Porczyk, Kamil Dominiak oraz (uwaga) sam Man ze swoimi wokalizami mogą stanowić najprzyjemniejsze 35 minut sopockich odsłuchów. „Amebie” w wykonaniu Sambora Dudzińskiego przyznałbym pozaregulaminową nagrodę. Tak jak Mitch&Mitch odświeżyli zapomnianą płytę Wodeckiego z lat 70., tak Man z Dudzińskim skutecznie zrobili to z tekstami Barańczaka.

„Sońka” według powieści Ignacego Karpowicza to audiobook wyreżyserowany przez Krzysztofa Kiczka, znajomego już w Sopocie poszukiwacza radiowego ze Śląska. Skrojone do ram słuchowiska nagranie warte jest uwagi przede wszystkim ze względu na tytułową rolę białoruskiej aktorki Swietłany Anikiej. To jej kreacja pozostaje na długo, jest rodzajem ekstraktu, który pozwala zapomnieć o literackiej poprawności wielu prezentowanych tu słuchowisk. Dla mnie to mocna kandydatura do nagrody pierwszoplanowej.

Na koniec gorzka refleksja. Nie wspominam tutaj o wielu słuchowiskach z bardzo prostego powodu. Przyczyną tego pominięcia jest ich jakość, która nie powinna pretendować do nominacji na tak prestiżowy festiwal. Lista tegorocznych propozycji radia publicznego nie zapisze się w historii festiwalu w sposób szczególny. Nie ma tytułu, na który zareagowałbym entuzjastycznie, jak bywało to w ubiegłych latach przy okazji takich utworów jak „Dziesięć pięter”, „Gdzie jest ten tani kupiec” „Jeszcze się spotkamy młodsi”, „Ukryty w słońcu” czy zeszłoroczne „Von Bingen”. Myślę, że pora na baczniejsze przyjrzenie się formule regulaminowej i powrót do preselekcji. Są błyski warte uwagi (myślę przede wszystkim o „Zwierzęcej zajadłości” Mana, „Naszym teatrze” Drobniucha, „Pannach z Wilka” Błaszczyka czy „Wszystko o mojej matce” Borczucha). Abstrahując od poziomu artystycznego, tegoroczna liczba słuchowisk jest ponownie zbyt duża. Pierwsze edycje zamykały się w granicach piętnastu tytułów i – z percepcyjnego punktu widzenia – taka właśnie selekcja byłaby zasadna. Jury ma więc przed sobą nie łatwe decyzje.

Janusz Łastowiecki, Zielona Góra, 17.06.2017

***

jd