Historia

Stalinowskie obozy pracy w Polsce

Ostatnia aktualizacja: 06.04.2017 06:02
Wśród skazanych w obozach znajdowali się przede wszystkim polscy działacze niepodległościowi, żołnierze Armii Krajowej, Ślązacy, którzy w czasie II wojny światowej podpisali tzw. volkslistę, Ukraińcy i Łemkowie.
Audio
  • Obozy pracy w PRL - audycja z cyklu "Z archiwum IPN". (PR, 4.01.2007)
Obóz pracy w Świętochłowicach, źródło: IPN
Obóz pracy w Świętochłowicach, źródło: IPN

Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski 17 stycznia 1945 można było trafić do obozu tylko dlatego, że ktoś z rodziny został uznany za Niemca albo działał w ruchu oporu. Aż do 1989 roku publicznie nie mówiono i nie pisano o tych wydarzeniach, a w zbiorowej pamięci kreowano obraz tłumów ludzi, które wyszły na ulice z biało-czerwonymi sztandarami, witając wybawcę zza wschodniej granicy.

Zobacz serwis specjalny - Radia Wolności >>>

W styczniu 1945 roku NKWD wydało rozkaz, w myśl którego Armia Czerwona i NKWD miały prawo oczyszczać teren zaplecza frontu ze wszystkich nieprzychylnych sobie sił, chodziło tutaj głównie o polskie podziemie zbrojne. W tym celu zaczęto tworzyć miejsca odosobnienia, obozy NKWD na ziemiach polskich.

6 kwietnia 1945 Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego utworzyło Centralne Obozy Pracy. Powołano obozy w Warszawie, Poniatowie, Krzesimowie, Potulicach oraz Jaworznie.

- Gdybyśmy próbowali podsumować liczbę tych obozów, to z moich obliczeń wynika, że było ich nie mniej niż 50, przy czym wydaje się, że ta liczba będzie nadal rosła. Nie wszystkie placówki zostały jeszcze zbadane i omówione z uwagi na brak dokumentów. Tylko niektóre z nich mają już swoją opisaną historię – mówił historyk, prof. Tadeusz Wolsza.

Rosjanie, którzy tworzyli i nadzorowali obozy pracy wspólnie z siłami polskimi, nie zadawali sobie trudu, żeby weryfikować kto powinien się w nich znaleźć, a kto nie, brano po prostu wszystkich, którzy byli. Decyzja o osadzeniu zależała od UB i NKWD i nie była poparta orzeczeniami sądów czy prokuratur, więźniowie trafiali tam bez wyroków, często na podstawie fałszywych donosów.

Obóz w Jaworznie

COP w Jaworznie nieoficjalnie działał już od lutego 1945 roku na terenie niemieckiego podobozu KL Auschwitz-Birkenau. Hitlerowcy wycofując się pozostawili niezniszczony obóz, ogrodzony podwójnym pasem drutów kolczastych, podłączonych do wysokiego napięcia.
Obóz w Jaworznie podlegał Wydziałowi Więziennictwa i Obozów Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, dowodzonemu przez porucznika Jakuba Hammerschmidta (później Jakub Halicki). Komendantami obozu byli kolejno: por. Włodzimierz Staniszewski, kpt. Stanisław Kwiatkowski, od kwietnia 1948 Teofil Hazehnajer, a od lutego 1949 kpt. Salomon Morel.

Załoga obozu składała się z ponad 300 żołnierzy i 18 oficerów Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego oraz kilkunastu pracowników cywilnych. Tak jak w niemieckich obozach koncentracyjnych, w Centralnych Obozach Pracy istniała funkcja kapo, nazywanych "gońcami" lub "blokowymi".

W lutym 1949 roku COP w Jaworznie został zlikwidowany. W jego miejsce utworzono Progresywne Więzienie dla Młodocianych w Jaworznie.

Osadzeni bez wyroku

Do stalinowskich obozów pracy trafiały osoby podejrzewane o wrogi stosunek do władzy, do których zaliczano przede wszystkim polskich działaczy niepodległościowych, żołnierzy Armii Krajowej, Ślązaków, obywateli II RP, którzy w czasie wojny podpisali tzw. volkslistę oraz Niemców, Ukraińców i Łemków. Decyzje o osadzeniu podejmowali funkcjonariusze UB i NKWD, niepotrzebne były wyroki, często wystarczał fałszywy donos.

Nazwa "obozy" bardzo źle się kojarzyła. W prasie zachodnioeuropejskiej ze zdziwieniem pisano, że w Polsce "w kraju, gdzie hitlerowcy założyli obozy śmierci nadal funkcjonują obozy". Jak mówi historyk prof. Tadeusz Wolsza, od 1949 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, w porozumieniu z władzami publicznymi, zmieniło koncepcję wykorzystywania ludzi do pracy niewolniczej. Obozy pracy zaczęto zamieniać na ośrodki pracy więźniów. Do 1978 roku było ich ponad 70.

Pamięć o stalinowskich obozach pracy

- Przez wiele lat w ogóle nie było takiego tematu jak więzień obozu w powojennej Polsce, czyli po 1944 czy 1945 roku. Można nawet powiedzieć, że ludzie takiego wpisu do swojego biogramu unikali, bo to zamykało przed nimi drogę do normalnego życia – mówił prof. Wolsza.

Badania na temat stalinowskich obozów pracy w Polsce ruszyły stosunkowo niedawno. Dzięki wysiłkom historyków dociera do nas coraz więcej informacji na ten temat.

mk

Zobacz więcej na temat: HISTORIA NKWD stalinizm
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Józef Światło - tajemnice bezpieki ujawnione

Ostatnia aktualizacja: 02.09.2015 07:00
- Reżim komunistyczny uważa każdego człowieka za swego potencjalnego wroga, żadna zasługa w przeszłości wobec reżimu nie chroni nikogo od prześladowań, jeżeli interes rządzącej kliki tego wymaga - mówił na antenie Rozgłośni Polskiej RWE funkcjonariusz bezpieki, ppłk. Józef Światło.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Zbrodnia, którą żyła cała Polska

Ostatnia aktualizacja: 08.12.2013 06:00
- Pan Piasecki? Ja w sprawie syna. Czy rozmowa jest podsłuchiwana przez milicję? O 11.00 wyjdzie pan z domu z pieniędzmi i do 13.00 uwolni się pan na mieście spod opieki tajniaków - mówił przez telefon jeden z porywaczy.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Ofiar zbrodni stalinowskich szukamy do dziś

Ostatnia aktualizacja: 20.02.2013 12:00
- Kto zapłaci za cierpienia matek, żon i dzieci tych, których oskarżono w sfałszowanych procesach i niewinnie wtrącono do więzienia, zesłano do łagrów, skazano na śmierć? – pytał ppłk Józef Światło, były funkcjonariusz bezpieki na antenie Radia Wolna Europa.
rozwiń zwiń