X
Aby nas słuchać lub oglądać potrzebujesz najnowszego Adobe Flash Player | Pobierz Flash
POLSKIE RADIO - HISTORIE DOBRZE OPOWIADANE OD 90 LAT
Historia

Stalinowskie obozy pracy w Polsce

06.04.2015
Obóz pracy w Świętochłowicach, źródło: IPN
Obóz pracy w Świętochłowicach, źródło: IPN
Wśród skazanych w obozach znajdowali się przede wszystkim polscy działacze niepodległościowi, żołnierze Armii Krajowej, Ślązacy, którzy w czasie II wojny światowej podpisali tzw. volkslistę, Ukraińcy i Łemkowie.
Posłuchaj
15'42 Obozy pracy w PRL - audycja z cyklu "Z archiwum IPN" (4.01.2007)

Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski 17 stycznia 1945 można było trafić do obozu tylko dlatego, że ktoś z rodziny został uznany za Niemca albo działał w ruchu oporu. Aż do 1989 roku publicznie nie mówiono i nie pisano o tych wydarzeniach, a w zbiorowej pamięci kreowano obraz tłumów ludzi, które wyszły na ulice z biało-czerwonymi sztandarami, witając wybawcę zza wschodniej granicy.

Zobacz serwis specjalny - Radia Wolności >>>
W styczniu 1945 roku NKWD wydało rozkaz, w myśl którego Armia Czerwona i NKWD miały prawo oczyszczać teren zaplecza frontu ze wszystkich nieprzychylnych sobie sił, chodziło tutaj głównie o polskie podziemie zbrojne. W tym celu zaczęto tworzyć miejsca odosobnienia, obozy NKWD na ziemiach polskich.
6 kwietnia 1945 Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego utworzyło Centralne Obozy Pracy. Powołano obozy w Warszawie, Poniatowie, Krzesimowie, Potulicach oraz Jaworznie.
- Gdybyśmy próbowali podsumować liczbę tych obozów, to z moich obliczeń wynika, że było ich nie mniej niż 50, przy czym wydaje się, że ta liczba będzie nadal rosła. Nie wszystkie placówki zostały jeszcze zbadane i omówione z uwagi na brak dokumentów. Tylko niektóre z nich mają już swoją opisaną historię – mówił historyk, prof. Tadeusz Wolsza.
Rosjanie, którzy tworzyli i nadzorowali obozy pracy wspólnie z siłami polskimi, nie zadawali sobie trudu, żeby weryfikować kto powinien się w nich znaleźć, a kto nie, brano po prostu wszystkich, którzy byli. Decyzja o osadzeniu zależała od UB i NKWD i nie była poparta orzeczeniami sądów czy prokuratur, więźniowie trafiali tam bez wyroków, często na podstawie fałszywych donosów.
Obóz w Jaworznie
COP w Jaworznie nieoficjalnie działał już od lutego 1945 roku na terenie niemieckiego podobozu KL Auschwitz-Birkenau. Hitlerowcy wycofując się pozostawili niezniszczony obóz, ogrodzony podwójnym pasem drutów kolczastych, podłączonych do wysokiego napięcia.
Obóz w Jaworznie podlegał Wydziałowi Więziennictwa i Obozów Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie, dowodzonemu przez porucznika Jakuba Hammerschmidta (później Jakub Halicki). Komendantami obozu byli kolejno: por. Włodzimierz Staniszewski, kpt. Stanisław Kwiatkowski, od kwietnia 1948 Teofil Hazehnajer, a od lutego 1949 kpt. Salomon Morel.
Załoga obozu składała się z ponad 300 żołnierzy i 18 oficerów Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego oraz kilkunastu pracowników cywilnych. Tak jak w niemieckich obozach koncentracyjnych, w Centralnych Obozach Pracy istniała funkcja kapo, nazywanych "gońcami” lub "blokowymi”.
W lutym 1949 roku COP w Jaworznie został zlikwidowany. W jego miejsce utworzono Progresywne Więzienie dla Młodocianych w Jaworznie.
Osadzeni bez wyroku
Do stalinowskich obozów pracy trafiały osoby podejrzewane o wrogi stosunek do władzy, do których zaliczano przede wszystkim polskich działaczy niepodległościowych, żołnierzy Armii Krajowej, Ślązaków, obywateli II RP, którzy w czasie wojny podpisali tzw. volkslistę oraz Niemców, Ukraińców i Łemków. Decyzje o osadzeniu podejmowali funkcjonariusze UB i NKWD, niepotrzebne były wyroki, często wystarczał fałszywy donos.
Nazwa "obozy" bardzo źle się kojarzyła. W prasie zachodnioeuropejskiej ze zdziwieniem pisano, że w Polsce "w kraju gdzie hitlerowcy założyli obozy śmierci nadal funkcjonują obozy”.
Jak mówi historyk prof. Tadeusz Wolsza, od 1949 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, w porozumieniu z władzami publicznymi, zmieniło koncepcję wykorzystywania ludzi do pracy niewolniczej. Obozy pracy zaczęto zamieniać na ośrodki pracy więźniów. Do 1978 roku było ich ponad 70.
Pamięć o stalinowskich obozach pracy
- Przez wiele lat w ogóle nie było takiego tematu jak więzień obozu w powojennej Polsce, czyli po 1944 czy 1945 roku. Można nawet powiedzieć, że ludzie takiego wpisu do swojego biogramu unikali, bo to zamykało przed nimi drogę do normalnego życia – mówił prof. Wolsza.
Badania na temat stalinowskich obozów pracy w Polsce ruszyły stosunkowo niedawno. Dzięki wysiłkom historyków dociera do nas coraz więcej informacji na ten temat.

mk

Zobacz więcej na temat: historia NKWD stalinizm
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

"Wielka czystka" – sposób Stalina na pozbycie się wrogów

27.02.2013
Woroszyłow, Mołotow, Stalin i Jeżow
Woroszyłow, Mołotow, Stalin i JeżowFoto: Wikimedia / CC
- Około miliona straconych w ciągu dwóch lat, parę milionów aresztowanych i zesłanych do łagrów, tyle było ofiar wielkiej czystki w Związku Sowieckim - mówił prof. Paweł Wieczorkiewicz.
Posłuchaj
09'02 Wielka czystka - aud. Andrzeja Sowy z cyklu "Dźwiękowy przewodnik po najnowszej historii ZSRR" (01.10.1997)

"Wielka czystka" była masową rzezią kadr partyjnych, państwowych, wojskowych, jaką podjął Stalin w latach 1936-1938. Jeszcze więcej ofiar przyniosła wprowadzona w Związku Radzieckim kolektywizacja rolnictwa. - Rzecz jednak polegała na tym, że w czasie czystki uderzono we własny kręgosłup – powiedział historyk, prof. Paweł Wieczorkiewicz w audycji z cyklu ”Dźwiękowy przewodnik po historii najnowszej ZSRR”, nadanej w październiku 1997 r. - Uderzono w elity państwowe, elity partyjne i elity intelektualne. I to spowodowało, że owemu procesowi politycznemu, który miał miejsce nadano tak wielki rozgłos.

Wrogowie czają się wszędzie

Tradycja czyszczenia szeregów partii, usuwania dysydentów, ludzi o odmiennych poglądach politycznych była stosowana od początku sprawowania władzy przez partię bolszewicką. Jednak fala terroru, jaka przelała się przez ZSRR w latach 1936-1938 nie miała sobie równych.

- Było to zjawisko bezprecedensowe w historii – komentował gość programu. - Nikt bowiem nigdy nie potrafił do tego stopnia zdziesiątkować swojego najbliższego politycznego otoczenia. To nawet nie udało się Kaliguli w Rzymie.
Zbrojne ramię partii

Aparatem, który służył do wprowadzenia czystki był Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych. W pokojach śledczych przesłuchiwano po kilkanaście osób dziennie. - Jeżeli popatrzeć na spustoszenie, jakiego dokonano w elitach nie tylko politycznych Związku Sowieckiego człowieka może ogarnąć przerażenie - mówił prof. Paweł Wieczorkiewicz.

Zlikwidowano niemal wszystkich komisarzy ludowych, zlikwidowano gros korpusu oficerskiego, trzech z pięciu marszałków z Michaiłem Tuchaczewskim na czele, zlikwidowano ponad 60% korpusu generalskiego, zlikwidowano niemal cały średni i wyższy aparat partyjny.
Aresztowanie Bucharina i Rykowa

27 lutego 1937 r. podczas obrad plenum Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) aresztowano dwóch bliskich współpracowników Lenina, a potem Stalina: Nikołaja Bucharina i Aleksieja Rykowa.
- Za czasów Lenina i na początku rządów Stalina przeciwników politycznych usuwano z partii, potem zaczęły się aresztowania i zsyłki - słyszmy w audycji. - Ale wewnątrz partii zaczęła rosnąć w siłę i stawała się coraz bardziej wpływowa elita starych bolszewików, którzy coraz bardziej krytycznie oceniali politykę Stalina i stanowili wobec niego, zbiorowo, bo nie indywidualnie polityczną alternatywę. W tej grupie znaleźli się: Zinowjew, Kamieniew, Bucharin i Rykow, czyli byli członkowie Biura Politycznego.

Proces Zinowjewa i Kamieniewa
Najpierw odbył się pokazowy proces Zinowjewa i Kamieniewa. Obaj zostali rozstrzelani w sierpniu 1936 r. Potem przyszła kolej na gównego ideologa partii Nikołaja Bucharina i byłego premiera Aleksieja Rykowa.
Obu oskarżono o udział w antyradzieckim prawicowo-trockistowskim bloku. Bucharin próbował polemizować z zarzutami. - W czasie procesów płomienny oskarżyciel, Andriej Wyszyński potrafił nazwać podsądnych: ”wyrodkami rodzaju ludzkiego”, ”świniami skrzyżowanymi z mułem” – mówił prof. Wieczorkiewicz. - Oskarżeni tej miary, co w swoim czasie, człowiek nr 2 w partii bolszewickiej, Nikołaj Bucharin przyznawali się publicznie do niepopełnionych win.
Dlaczego tak czynili? Sądzili, że może ocalą swoje życie, co często im obiecywano, życie członków rodziny. Robili też tak, co z dzisiejszej perspektywy jest trudne do zrozumienia, dlatego, że chcieli być wierni partii, z którą się związali.  

Wyroki śmierci
Nikołaj Bucharin i Andriej Rykow zostali skazani na karę śmierci i rozstrzelani. Dramatyczne były losy obu żon Bucharina. Pierwsza – Nadieżda parokrotnie zwracała się do Stalina o uniewinnienie męża. Została aresztowana, była torturowana, a w roku 1940 zamordowano ja wraz z braćmi i innymi członkami rodziny. Druga, Anna Łarina została zatrzymana przez NKWD wkrótce po procesie Bucharina. Uznano ją za  żonę wroga ludu. Spędziła pół roku w małej celi po kostki w wodzie, a następnie osiemnaście lat w gułagu.
Posłuchaj, jak służby szefa NKWD Nikołaja Jeżowa oczyszczały partię i naród z przeciwników politycznych, doprowadzając do wyniszczenia całej elity politycznej, partyjnej i intelektualnej Związku Radzieckiego.
Więcej faktów z najnowszej historii ZSRR znajdziesz na stronie portalu internetowego ”moje.polskieradio.pl”.

Czytaj także

Stalin - odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi

05.03.2013
Józef Stalin, foto: PAPDPA
Józef Stalin, foto: PAP/DPA
- Gruzin odchodzi, Gruzin przepada. Gruzin, który tyranizował i uciskał całą ludzkość, gnębił miliony ludzi, odchodzi z tego świata - tak 5 marca 1953 roku prof. Wiktor Sukiennicki na antenie Rozgłośni Polskiej RWE komentował śmierć Józefa Stalina.
Posłuchaj
01'12 Śmierć Stalina komentuje prof. Wiktor Sukiennicki (05.03.1953)

Mija 60 lat od śmierci Józefa Stalina, działacza komunistycznego, współtwórcy sukcesu rewolucji październikowej i wieloletniego przywódcy ZSRR, uważanego za jednego z największych tyranów dwudziestego wieku.
Komentując śmierć dyktatora prof. Wiktor Sukiennicki mówił: - zaczyna się epoka jeszcze gorsza niż była po śmierci Lenina. Rozpocznie się epoka partyzantki, epoka wzajemnego podgryzania się Malenkowa z Berią, Wasilewskiego z Mołotowem, partii z NKWD i wojskiem. Wszystkie te czynniki zaczną zwalczać się wzajemnie na tle niezwykle skomplikowanym.

Więcej archiwalnych dźwięków w serwisie - Radia Wolności >>>
Stalin był twórcą najbardziej ludobójczego, obok hitleryzmu, systemu politycznego minionego stulecia. Doprowadził ZSRR do statusu militarnego supermocarstwa. Jednocześnie był winny śmierci milionów istnień ludzkich: ofiar wojny, obozów pracy, zesłań, przesiedleń i czystek. Wprowadził dyktatorski kult własnej osoby.
W kwietniu 1922 roku Stalin został sekretarzem generalnym partii bolszewickiej. Cztery lata później, po śmierci Lenina, stał się faktycznym dyktatorem ZSRR.
Dzień przed wybuchem drugiej wojny światowej Stalin zainicjował tzw. pakt Ribbentrop-Mołotow podpisany z III Rzeszą. Rezultatem zawarcia paktu było zagarnięcie w 1939 roku przez ZSRR wschodnich terenów Polski oraz Estonii, Łotwy, Litwy, wschodniej Rumunii i Karelii. W państwach tych zostały ustanowione rządy komunistyczne. W 1945 roku Stalin otrzymał tytuł generalissimusa i bohatera ZSRR.

Zmarł 5 marca 1953 roku w nie wyjaśnionych do końca okolicznościach. Prawdopodobnie miał wylew. Jego zabalsamowane zwłoki spoczęły w mauzoleum, obok wodza rewolucji październikowej - Włodzimierza Lenina. Jednak 8 lat później na XXII zjeździe KPZR podjęto uchwałę o przeniesieniu grobu wodza pod mur kremlowski – tradycyjne miejsce pochówku wybitnych Rosjan. Jego ciało zostało spopielone i umieszczone w nowym grobie 31 października 1961 roku. Urnę z prochami zalano grubą warstwą betonu, a w miejscu pochówku ustawiono popiersie wodza.

Czytaj także

Stalinogród - zastąpił Katowice na mapie Polski

07.03.2013
Dzień żałoby narodowej po śmierci Józefa Stalina. Uczniowie jednej z warszawskich szkół podstawowych w czasie warty pod portretem Stalina. foto: PAPCAFWdowiński
Dzień żałoby narodowej po śmierci Józefa Stalina. Uczniowie jednej z warszawskich szkół podstawowych w czasie warty pod portretem Stalina. foto: PAP/CAF/Wdowiński
- W rozmowach między mieszkańcami Katowice zawsze pozostaną Katowicami, nic nie pomoże, że komunistyczne urzędy pocztowe nie doręczają listów adresowanych do Katowic. Nic nie pomoże, że wszystkich, którzy nie chcą się podporządkować ich zarządzeniom traktują jako zdrajców - mówił Ślązak Alojzy Adamczyk.
Posłuchaj
08'50 Przemówienie Alojzego Adamczyka - działacza ze Śląska - wygłoszone w związku z 1 rocznicą przemianowania Katowic na Stalinogród (7 marca 1953 roku). Archiwalna audycja Rozgłośni Polskiej RWE z cyklu "Przywódcy na wygnaniu przemawiają do Kraju"

7 marca 1953 roku reżim warszawski z rozkazu Moskwy zmienił starą polska nazwę miasta – Katowice na Stalinogród. Pierwsze wzmianki o osadzie Katowice pojawiły się pod koniec XVI w., jednak blisko cztery stulecia tradycji były niczym, wobec śmierci ukochanego wodza.
- Komuniści chcieli w ten sposób uczcić pamięć Stalina, ale wynik jest wręcz przeciwny. Każdy Polak słysząc to nazwisko, przypomina sobie, że przede wszystkim Stalin był tym, który spowodował, że Polska dostała się do niewoli sowieckiej - mówił na antenie Rozgłośni Polskiej RWE śląski działacz robotniczy Alojzy Adamczyk.

Śmierć dyktatora
Zgodnie z oficjalnym komunikatem Józef Stalin zmarł 5 marca 1953 roku. Polacy o zgonie Stalina dowiedzieli się następnego dnia tuż po godz. 5 rano. Informację podało Polskie Radio. Godzinę później zaczęto odczytywać oficjalne komunikaty kierownictwa ZSRR, które powtarzano co pół godziny. W przerwach nadawano muzykę żałobną.
Na pierwszym po śmierci Stalina plenum KC PZPR sowieckiego przywódcę żegnał prezydent Bolesław Bierut. - Przestało bić wielkie płomienne serce towarzysza Stalina. Pozostawił po sobie potężną i nieśmiertelną spuściznę - mówił namiestnik Kremla w Polsce.
7 marca KC PZPR wraz z rządem wydały odezwę do narodu w związku ze śmiercią Stalina, w której stwierdzano m.in.: "Z imieniem Stalina, uzbrojeni w jego naukę, łamiąc opór wrogów i zacieśniając więź braterstwa z narodami ZSRR, kroczymy zwycięsko naprzód pod przewodem klasy robotniczej i jej partii do ugruntowania naszej niepodległości, pokoju i socjalizmu".

Duch Stalina na Śląsku
Rada Ministrów i Rada Państwa podjęły uchwałę dotyczącą przemianowania nazwy miasta Katowice na Stalinogród, a województwa katowickiego na stalinogrodzkie. Ponadto zapadły decyzje o nadaniu budowanemu w Warszawie Pałacowi Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina oraz o wzniesieniu pomnika Stalina na Placu Defilad przed PKiN.

Posłuchaj archiwalnych dźwięków w serwisie - Radia Wolności >>>
Kiedy 9 marca w Moskwie odbywał się pogrzeb Stalina w Katowicach wisiały już szyldy i tablice z nową nazwą miasta. Wymieniano tablice w szkołach i urzędach, wydawano nowe rejestracje samochodów. Zgodnie z uchwałą do 25 marca 1953 roku po Katowicach miało nie być śladu.

Wola ludu
Choć propaganda komunistyczna przekonywała, że to właśnie ludzie chcieli Stalinogrodu, to rzeczywistość wyglądała inaczej, niezgoda na nową nazwę była powszechna.
- Przez zmianę nazwy Katowic mieszkańcy tego miasta się nie zmienili, szczególnie lud roboczy Katowic z właściwym mu humorem śląskim kpi sobie z usiłowań komunistów, chcących go zmusić do używania narzuconej miastu nowej niepolskiej nazwy – komentował rok po zmianie Alojzy Adamczyk.
Nazwa Stalinogród i województwo stalinogrodzkie obowiązywała przez kilka lat. Po objęciu władzy w ZSRR przez Nikitę Chruszczowa i krytyce przez niego stalinizmu, zdecydowano o przywróceniu historycznej nazwy Katowice. 22 marca 1957 roku sejm PRL oficjalnie przywrócił starą nazwę.
mk

Czytaj także

Proces szesnastu – historia przywódców Polskiego Podziemia

18.06.2015
Moskwa, czerwiec 1945 r. Ława oskarżenia w procesie szesnastu. Wikimedia Commons. Źr.: Agencja TASS
Moskwa, czerwiec 1945 r. Ława oskarżenia w procesie szesnastu. Wikimedia Commons. Źr.: Agencja TASS
- Spojrzałem przez okno samolotu i zobaczyłem, że lecimy w innym kierunku niż się spodziewaliśmy. Zapytałem dlaczego? W odpowiedzi usłyszałem, że lecimy do Moskwy, do Stalina – mówił Adam Bień, jeden z szesnastu aresztowanych przez NKWD przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.
Posłuchaj
21'15 "Proces" - wspomnienia Adama Bienia, jednego z szesnastu przywódców Polskiego Podziemia aresztowanych przez NKWD. Rep. Hanny Bogoryja-Zakrzewskiej (19.09.2000)
09'51 Dokumenty NKWD dotyczące okoliczności aresztowania przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, komentarz historyka Andrzeja Kunerta (16.10.1995)
20'02 Proces szesnastu - komentarz dr Andrzeja Chmielarza z Wojskowego Biura Badań Historycznych. Aud. Olgi Branieckiej (12.04.2007)

18 czerwca 1945 rozpoczął się proces szesnastu porwanych przez NKWD przywódców Polskiego Podziemia

Jałtański podział świata

21 lutego 1945 Rada Jedności Narodowej - parlament Polski Podziemnej, mimo sprzeciwu rządu emigracyjnego, postanowiła uznać ustalenia konferencji jałtańskiej. Polacy wierzyli, że dojdzie do demokratycznych wyborów, które pozwolą wybrać rząd "jedności narodowej", niezależny od władzy radzieckiej, o czym zapewniali w Jałcie przywódcy wielkich mocarstw: Roosevelt, Churchill i Stalin.

Podjęto rozmowy z Rosjanami. 4 marca 1945 odbyło się w Pruszkowie wstępne spotkanie delegacji AK z płk Pimienowem, pełnomocnikiem gen. Iwana Sierowa, który jak się później okazało odpowiadał za zbrodnię na polskich oficerach w Katyniu. Pimienow zapewniał, że strona sowiecka ma uczciwe zamiary i zaprosił gen. Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka", ostatniego dowódcę Komendy Głównej AK oraz wicepremiera Jana Stanisława Jankowskiego na spotkanie ze sztabem marszałka Gieorgija Żukowa. "Ja, jako oficer Armii Czerwonej, któremu przypadła w udziale tak ważna misja, daję panu pełną gwarancję, że od dnia, kiedy los pana będzie zależeć ode mnie, to jest od przyjazdu do nas, będzie pan całkowicie bezpieczny" - ręczył w liście wysłanym do gen. Okulickiego 6 marca.

- Ja tam nie chcę iść, dlatego że ja tam już siedziałem i oni drugi raz mnie nie wypuszczą - przytaczał słowa gen. Okulickiego Adam Bień.

Podstępnie zwabieni

Sowieci oczywiście obietnicy nie dotrzymali. 27-28 marca 1945 w Pruszkowie funkcjonariusze NKWD podstępnie aresztowali szesnastu przywódców Polski Podziemnej, po czym wywieźli ich specjalnym samolotem do Moskwy i osadzili w więzieniu na Łubiance.

- Pierwsi na rozmowy udali się Jankowski, Okulicki i Pużak - wspominał w reportażu Adam Bień. - Nie wrócili tego dnia. Cały dzień czekaliśmy na nich w konspiracyjnym lokalu przy ul. Hożej i mimo, że tego 27 marca otrzymaliśmy anonim, żebyśmy nie szli, że nas wszystkich zamkną, myśmy jednak zdecydowali się też pójść.

- Gdybyśmy się nie zgodzili, gdybyśmy nie poszli, to Rosja potraktowałaby to jako niechęć do pertraktacji - dodał.

Z Warszawy do Moskwy

Bohater reportażu Hanny Bogoryja-Zakrzewskiej relacjonował szczegóły zatrzymania i wywiezienia do Moskwy.

- Z Pruszkowa pojechaliśmy do Włoch - mówił. - Przy telefonie siedział major NKWD, w tym momencie kiedyśmy weszli on skończył rozmowę i powiedział: "Proszę panów, właśnie rozmawiałem z Moskwą. Wasi koledzy, którzy wczoraj przyjechali do nas, w tej chwili wylądowali na lotnisku w Moskwie. Potraktowaliśmy to jako dobrą wiadomość, ale przyszedł wieczór, czekaliśmy, nic się nie działo i dopiero następnego dnia rano pojawił się jakiś generał i powiedział, że pojedziemy na lotnisko. Podwórze otoczone było przez żołnierzy z karabinami, czarne limuzyny czekały, wsiedliśmy i pojechaliśmy na Okęcie. Pamiętam, jak jeden z radzieckich oficerów zapytał nas: "A zabraliście w tę drogę garść ziemi ojczystej?"

Akt oskarżenia

Wszyscy trafili do słynnej moskiewskiej katowni, jaką było więzienie na Łubiance. "Okulicki Leopold, Jankowski Jan Stanisław, Bień Adam, Jasiukowicz Stanisław oskarżeni są o organizowanie i dowodzenie siłami podziemnymi na tyłach Armii Czerwonej, na ziemiach zachodniej Białorusi, Ukrainy, Litwy oraz w Polsce. Akt oskarżenia zarzuca im, że kierowali akcją terrorystyczną przeciwko oficerom i żołnierzom Armii Czerwonej. Akt oskarżenia obciąża ich winą za zabicie 594 i ranienie 219 żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej. Prócz tego Okulicki oskarżony jest o szpiegostwo i kierownictwo wywiadem na tyłach Armii Czerwonej" - brzmiał fragment oskarżenia.

Wyroki

Rosjanie ujawnili fakt aresztowania przywódców Polskiego Podziemia dopiero półtora miesiąca później. Proces rozpoczął się 18 czerwca 1945 i trwał zaledwie trzy dni. Wyrok ogłoszono 21 czerwca 1945. Wszyscy otrzymali kary pozbawienia wolności. Gen. Leopolda Okulickiego skazano na 10 lat, Jana Stanisława Jankowskiego na lat 8. Adam Bień usłyszał wyrok 5 lat. Trzech z aresztowanych nie wróciło do Polski, czwarty - Kazimierz Pużak, co prawda wrócił, ale zmarł w bierutowskim więzieniu.

Władze radzieckie w oficjalnym komunikacie podały, że gen. Okulicki zmarł w więzieniu na Łubiance 24 grudnia 1946 na zawał serca. Adam Bień opowiadał w audycji o tym ostatnim dniu życia dowódcy AK. Sam Bień powrócił do kraju w sierpniu 1949 roku.

Jak to było możliwe?

Procesem szesnastu zajęła się też w 2007 r. w audycji z cyklu "Tajna historia Polski" Olga Braniecka. - Jak to było możliwe, że wszyscy na świecie i w kraju byli odwróceni, kiedy szesnastu przywódców polskiego państwa podziemnego 27 i 28 marca 1945 przyjęło zaproszenie gen. Iwanowa, nieznanego nikomu, który potem okazał się szefem NKWD, osławionym gen. Sierowem. Pojechali do Pruszkowa i stamtąd zostali wyekspediowani do Moskwy – pytała swego gościa dr Andrzeja Chmielarza z Wojskowego Biura Badań Historycznych.

- Przywódcy Polski Podziemnej kierowali się zasadą, że podpisanych traktatów się dotrzymuje - powiedział historyk. - Zobowiązania sojusznicze traktowane były niesłychanie poważnie. Zderzenie z sowiecką "real politik", która depcze absolutnie wszystkie przyjęte i uznane w świecie wartości była dla tych ludzi ogromnym szokiem.
Na tę grę nabrali się nie tylko oni; inni wielcy tego świata również.

Jeśli interesujesz się najnowszą historią Polski, zajrzyj na "moje.polskieradio.pl">>>

Czytaj także

Zbrodnia na polskich jeńcach w ZSRR była precyzyjnie zaplanowana

03.04.2013
Katyń, Rosja, 1943 r. Ekshumacja zwłok polskich oficerów zamordowanych w Katyniu w 1940 r. Powołana przez Niemców komisja stwierdziła, że ofiary zostały zastrzelone przez Rosjan. PAPArchiwum
Katyń, Rosja, 1943 r. Ekshumacja zwłok polskich oficerów zamordowanych w Katyniu w 1940 r. Powołana przez Niemców komisja stwierdziła, że ofiary zostały zastrzelone przez Rosjan. PAP/Archiwum
- Do Kozielska zostałem przywieziony na początku listopada 1939 r. W marcu buchnęła pogłoska, że wkrótce rozpocznie się likwidacja obozu – mówił prof. Stanisław Swianiewicz, jedyny ocalały więzień z transportu polskich oficerów do Katynia.
Posłuchaj
08'04 "Zbrodnia w Katyniu" - wspomnienia prof. Stanisława Swianiewicza, więźnia obozu w Kozielsku, jedynego ocalałego z transportu polskich oficerów do Katynia. Aud. Tadeusza Katelbacha nadana w grudniu 1961 r. na antenie Rozgłośni Polskiej RWE.
22'38 "Ocalony z Ostaszkowa" - losy Stefana Suchego, który jako młody policjant trafił do obozu w Ostaszkowie. Niepublikowane wspomnienia bohatera dokumentu, opowieść córki Joanny Kozioł. Aud. dokument. Barbary Grębeckiej ( 09.09.1990)

Likwidacja obozu w Kozielsku rozpoczęła się 3 kwietnia 1940 r. Tego dnia zabrano do transportu pierwszą grupę ok. 300 jeńców. Podobny los spotkał Polaków przetrzymywanych w obozach w Starobielsku i Ostaszkowie. Był to początek masowych egzekucji polskich jeńców wojennych, przeprowadzonych przez NKWD.
Prof. Stanisław Swianiewicz – świadek zbrodni
Prof. Stanisław Swianiewicz został zabrany z obozu w Kozielsku 29 kwietnia 1940 r. O tym, co przeżył opowiadał w audycji Tadeusza Katelbacha ”Zbrodnia w Katyniu” w grudniu 1961 r. na antenie Rozgłośni Polskiej RWE.
- Los zdarzył, że jestem jedynym polskim oficerem, który odbył drogę z transportem z Kozielska do stacji kolejowej Gniazdowo, w pobliżu Katynia - powiedział. - W dniu 30 kwietnia 1940 r. byłem w pobliżu tego miejsca kaźni, chociaż wówczas nie wiedziałem, co się tam działo.
Naoczny świadek bestialstwa funkcjonariuszy NKWD wspominał:
- Mnie wezwano 29 kwietnia. Po odseparowaniu nas w oddzielnym budynku dano nam na drogę nieco chleba i śledzi oraz przekazano nowemu zespołowi konwojentów, którzy przeprowadzili bardzo dokładną rewizję, odbierając wszystkie ostre przedmioty, po czym przewożono nas ciężarówkami do przejazdu kolejowego w pobliżu stacji, gdzie na bocznicy czekało na nas 6 wagonów więziennych, do których nas załadowano po 14 ludzi do przedziału.
Wywożeni w niewiadomym celu
Pociąg w pewnym momencie się zatrzymał. Prof. Swianiewicz został odseparowany od reszty żołnierzy. Przez niewielki otwór w wagonie, do którego go wsadzono obserwował całą sytuację. W pewnym momencie zobaczył autobus z zamalowanymi oknami. Podjeżdżał pod wagon, zabierał polskich jeńców i odjeżdżał w nieznanym kierunku. Po pół godzinie wracał i operacja się powtarzała.
- Zastanawiałem się nad tym, na czym ta operacja polegała - opowiadał. - Było dla mnie jasne, że miejsce, do którego wożono moich kolegów znajdowało się gdzieś niedaleko, prawdopodobnie w odległości kilku kilometrów. Dlaczego w ten piękny, wiosenny dzień nie kazano im maszerować, jak zwykle to czyniono przy transportach do poprzednich miejscowości? Dlaczego te nadzwyczajne środki ostrożności, dlaczego bagnety na karabinach eskorty. Na to pytanie nie miałem odpowiedzi, lecz wówczas wśród blasków owego wiosennego dnia nie przyszło mi do głowy, że przecież to może być egzekucja – mówił Swianiewicz.
Ofiary ze Starobielska
Obóz starobielski był najmniej liczny. Łącznie zgromadzono tam ok. 4 tys. polskich jeńców. Było wśród nich kilkuset lotników, wielu pracowników wojskowych instytucji badawczych, a także spora grupa duchownych-kapelanów różnych wyznań. Wśród oficerów rezerwy znajdowało się kilkunastu profesorów i docentów wyższych uczelni, 400 lekarzy, po kilkuset prawników, inżynierów i nauczycieli, wielu literatów, dziennikarzy, działaczy stronnictw politycznych i organizacji społecznych.
W momencie likwidacji, w kwietniu 1940 r. w starobielskim obozie przebywało 8 generałów, a wśród nich m.in.: Stanisław Haller, Leon Bilewicz, Kazimierz Orlik-Łukowski, Piotr Skuratowicz.
Mord na polskich jeńcach w ZSRR był precyzyjnie zaplanowany i skrupulatnie przeprowadzony. Pozbawiła Polskę niemal połowę jej przedwojennego korpusu oficerskiego. Bezlitośnie zgładzono najbardziej patriotyczną i oddaną Polsce ogromną rzeszę ludzi. A następnie, gdy zbrodnia została odkryta, cynicznie - mimo oczywistych dowodów winy -  przerzucono winę na innego agresora - Niemców.
Więcej o zbrodniach popełnionych przez Sowietów na polskich jeńcach wojennych w 1940 r. znajdziesz w serwisie ”Katyń”>>>
Ocalony z Ostaszkowa
Losy Stefana Suchego, który jako młody policjant trafił pod koniec 1939 r. do obozu w Ostaszkowie przedstawiła w audycji dokumentalnej, nadanej w grudniu 1990 r. Barbara Grębecka. Dotarła do córki – Joanny Kozioł.  
Stefan Suchy pochodził z Ropczyc. Cudem przeżył. Wraz z kolegą uciekł z transportu. Często przypominał dramatyczne zdarzenia sprzed lat, ale nigdy nie pozwolił się nagrać. Córka zrobiła to podstępem. W audycji słyszymy te nagrane z ukrycia wspomnienia.  
- Ojciec zatrudnił się jako kucharz – mówiła Joanna Kozioł. - Przypuszczał, że to się dobrze nie skończy, był cały czas w strachu, szczególnie że były takie straszne przesłuchania. Co można było chcieć od policjanta, który przepracował w służbie zaledwie miesiąc. Ojciec miał dwadzieścia kilka lat wtedy. Losy tych policjantów były okropne i w ogóle tych wszystkich ludzi aresztowanych na wschodzie po wkroczeniu Sowietów do Polski w 1939 r.
W godzinach rannych, w każdym z bloków funkcjonariusze NKWD wyczytywali nazwiska osób, które tego dnia miały opuścić obóz w Ostaszkowie. Na spakowanie się dawano więźniom pół godziny, po czym odjeżdżających grupowano w sali kinowej urządzonej w dawno nieczynnej cerkwi. Potem, innymi drzwiami wyprowadzano ich na plac przed cerkwią, na którym pozostałym jeńcom nie wolno było w tym czasie przebywać.
Stefan Suchy wyskoczył z transportu koło Dawidowa. Był z nim jeszcze jeden więzień.
- Wyskoczyłem i leżałem pod nasypem – mówił. - Najgorsze było to czekanie. Czekałem na strzał, czekałem na śmierć.
Posłuchaj wspomnień świadków zbrodni dokonanej na polskich jeńcach wojennych z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku.
bs