30. rocznica śmierci Boba Marleya

polskieradio.pl
Bartosz Chmielewski 11.05.2011
Bob Marley
Bob Marley, foto: fot. Wikipedia, lic. CC, Eddie

Przypominamy koncerty, którymi legendarny ambasador reggae zapisał się w kronikach nie tylko muzycznego show biznesu.

11 maja 1981 roku lekarze szpitalu w Miami stwierdzili zgon Roberta Nesty Marleya. Przyczyną śmierci były przerzuty choroby nowotworowej do płuc i do mózgu. A zaczęło się od kontuzji palca stopy, której artysta nabawił się w 1977 roku podczas gry w piłkę. Nie zaleczona rana wkrótce rozwinęła się w raka skóry. Marley w chwili śmierci miał zaledwie 36 lat i status pierwszej wielkiej muzycznej gwiazdy z krajów Trzeciego Świata.

W ciągu ostatnich pięciu lat swojego życia Marley podbił bogate zachodnie rynki płytowe, zarażając pozytywną reggae wibracją młodzież od Warszawy po Los Angeles. Swoimi zaangażowanymi pieśniami starał się nie tylko przynosić rozrywkę, ale też zwrócić uwagę na biedę i przemoc, będące częścią codzienności mieszkańców południowej półkuli. Marley wierzył, że swym przesłaniem miłości i braterstwa będzie w stanie ostudzić lufy pistoletów walczących o wpływy politycznych watażków.

W grudniu 1976 roku, opromieniony światowym sukcesem albumu "Rastaman Vibration", artysta postanowił zagrać dziękczynny, darmowy koncert w miejscu, które go ukształtowało jako muzyka, czyli stolicy Jamajki, Kingston. Ideą stojącą za występem w stołecznym Parku Narodowych Bohaterów było powstrzymanie brutalnych walk między grupami przestępczymi w slumsach Trenchtown i rozładowanie atmosfery przed zbliżającymi się na wyspie wyborami. W przedsięwzięcie zaangażował się urzędujący premier Jamajki Michael Manley, co prawdopodobnie stało się przyczyną tragicznych wydarzeń tuż przed występem. Na dwa dni przed koncertem, zatytułowanym "Smile Jamajca", nieznani sprawcy wtargnęli do domu Boba Marleya i postrzelili jego żonę Ritę oraz menadżera Dona Taylora. Sam Marley został trafiony w klatkę piersiową i w ramię. Mimo odniesionych ran 5 grudnia wyszedł na scenę i zagrał dla 80-tysięcznej publiczności. Na pytanie dlaczego, odpowiedział w iście mesjańskim stylu: - Ludzie, którzy starają się uczynić ten świat gorszym, nie robią sobie ani dnia przerwy, więc jakże ja miałbym brać wolne?

Czytaj więcej w: "Niełatwe życie żony Marleya" >>>

Dwa lata później dwóch gangsterów na usługach zwalczających się jamajskich frakcji, Ludowej Partii Narodowej Michaela Manleya oraz Jamajskiej Partii Pracy Edwarda Seagi, postanowiło położyć kres panoszącej się w kraju politycznej przemocy. Podczas rozmów w celi przestępcy doszli do wniosku, że tylko muzyka w wykonaniu Boba Marleya będzie miała szansę uspokoić zwaśnione strony. Marley przyjął zaproszenie na koncert. Impreza doszła do skutku 22 kwietnia 1978 roku. Był to pierwszy występ Marleya na Jamajce od czasu pamiętnego zamachu na jego życie. W koncercie "One Love Peace Concert" wzięło udział 16 czołowych reprezentantów sceny reggae (m.in. Dennis Brown, Jacob Miller i Peter Tosh) oraz ponad 32 tysiące widzów. Kulminacyjnym punktem imprezy, która przeszła do historii jako Woodstock Trzeciego Świata, stało się wykonanie przez Marleya utworu "Jammin". W czasie piosenki Manley, Seaga i Marley chwycili się za ręce w geście jedności. Niestety ta publiczna deklaracja pokoju i miłości nie przełożyła się na rzeczywistość. Wkrótce po festiwalu nastąpiła ponowna eskalacja przemocy. Przedstawiciele walczących partii ponownie podali sobie ręce dopiero podczas pogrzebu Marleya w 1981 roku.

Znacznie radośniejsze okoliczności towarzyszyły najważniejszemu koncertowi Boba Marleya w jego karierze. Wydaną w 1979 roku płytę „Survival” muzyk poświęcił walce krajów afrykańskich o niepodległość i tytułowe przetrwanie. Wśród piosenek głoszących ideę panafrykanizmu i pokoju na kontynencie znalazł się utwór "Zimbabwe", wspierający walkę czarnej ludności Rodezji o prawo do współrządzenia krajem. Choć była brytyjska kolonia wyzwoliła się spod panowania brytyjskiego imperium w 1965 roku w dalszym ciągu władzę w państwie sprawowali nieliczni biali mieszkańcy. Zmianę przyniósł rok 1980, kiedy rządy w Rodezji przejęła czarna większość, zaś nazwę państwa przemianowano na Zimbabwe. Marley wraz z zespołem The Wailers, jako autor nieoficjalnego hymnu zimbabwańskich partyznatów został zaproszony przez nowy rząd kraju na kwietniowe uroczystości związane z uzyskaneniem nowej niedpodległości. Koncert w ruinach starożytnego Wielkiego Zimbabwe był dla Marleya, jak to sam określił, największym życiowym zaszczytem i utrwalił jego legendę jako muzycznego proroka walczącego gitarą i śpiewem o pokój i braterstwo wśród ludzi.

Posłuchaj historii o polskiej miłości do wyspy rastamanów >>>

Zapraszamy w środę (11.05) do Trójki na specjalny dzień z muzyką Boba Marleya. Natomiast w niedzielę (15.05) 30. rocznicę śmierci wielkiego Jamajczyka koncertem w studiu im. Agnieszki Osieckiej uczci formacja Jafia Namuel. Początek radiowej transmisji o godz. 20:05.

Komentarze:

sortuj
liczba komentarzy: 0
    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
serwis specjalny wrzesień39