Trójka

Piotr Strzeżysz: rowerem przez świat

05.02.2015 14:43
Nie potrafi stać w miejscu, zimą przemierzył na rowerze Himalaje, był uczestnikiem wyprawy Afryka Nowaka, teraz znów jest w trasie - w maju 2014 roku wyruszył z Alaski, za cel obrał sobie Ziemię Ognistą. Ma tam dotrzeć za trzy tygodnie.
Piotr Strzeżysz w Peru. Trasa między miastami Chimbote i Huarmey
Piotr Strzeżysz w Peru. Trasa między miastami Chimbote i HuarmeyFoto: Piotr Strzeżysz
Posłuchaj
25'22 Piotr Strzeżysz: rowerem przez świat (Do południa/Trójka)
Rowerem z Alaski do Ziemi Ognistej
Rowerem z Alaski do Ziemi Ognistej

- Fizycznie mam już dosyć, psychicznie też słabo się czuję, najchętniej bym już wracał. Ale muszę się jeszcze trochę przemęczyć - śmieje się Piotr Strzeżysz, który obecnie jest w południowej Argentynie. - Zmęczenie głowy jest czynnikiem decydującym, siły fizyczne można z siebie wykrzesać. Jak w głowie nie ma chęci jazdy, to nogi na niewiele się zdadzą - dodaje gość Trójki i podkreśla, że choć czuje trud drogi, to dwa tygodnie po powrocie do kraju będzie za nim tęsknił.

Czy obecna wyprawa jest dla niego kontynuacją poprzednich, czy jednak zmianą, nowym rozdziałem? - To kolejny krok, zupełnie naturalny. Czy będzie następny? Myślę, że tak. Póki mam siłę - mówi z uśmiechem Piotr Strzeżysz.

W rozmowie z Pawłem Drozdem globtroter opowiada również o kosztach wyjazdu - w krajach takich jak Boliwia czy Peru można przeżyć za 10 dolarów dziennie, nie jest to możliwe natomiast w Kostaryce czy Argentynie. W kryzysowym momencie pomógł mu przyjaciel, który na Facebooku założył stronę "Zupa dla Piotra", dzięki której rowerzysta mógł się poczuć w podróży trochę bardziej komfortowo.

W audycji mówiliśmy także o projekcie Rowerowe Jamboree 2015.

***

Tytuł audycji: Do południa

Prowadził: Paweł Drozd
Gość: Piotr Strzeżysz
Data emisji: 05.02.2014
Godzina emisji: 10.15
(mk)

Czytaj także

Somalia. Kraj, który szybko zmierza ku normalności

11.12.2014 16:08
- Somalia się zmienia i nie powinna być postrzegana jako państwo upadłe. Sami Somalijczycy patrzą optymistycznie w przyszłość - przekonuje Konrad Piskała, autor książki "Dryland".
Mieszkańcy Somalii chcą, by życie w ich kraju wróciło do normalności
Mieszkańcy Somalii chcą, by życie w ich kraju wróciło do normalnościFoto: Konrad Piskała
Posłuchaj
24'24 Somalia: dążenie do normalności (Do południa)

Czy kraj naprawdę istnieje i spełnia swoją funkcję? To przecież tutaj helikopter stanął w ogniu, to stąd w morze wyruszają współcześni piraci. Od roku 1991 przez Somalię przetaczają się wszelkie możliwe katastrofy: wojna domowa, rządy islamskich radykałów, bombardowania obcych wojsk, susza, głód. Somalia stała się synonimem chaosu. Lecz również tutaj toczy się życie, mieszkają ludzie, działają sklepy, dzieci biegają po ulicach...
Jak zaznacza rozmówca Pawła Drozda, Somalia jest państwem, w którym funkcjonują cztery główne klany. Tradycja rodzinna decyduje o tym, do którego z nich się należy. - Podczas wojny przynależność do klanu zapewniała bezpieczeństwo - mówi Konrad Piskała.
- Somalia jest podzielona na półautonomiczne regiony, ale główne pęknięcie jest między północą a południem, czyli Somalią oraz Somalilandem, nieuznawaną przez świat islamską republiką - wyjaśnia gość Trójki. - Oczywiście, to nie jest kraj, w którym nie ma wojny. Lokalni islamscy fundamentaliści mają władzę, jednak nie należą do nich żadne miasta. W 2016 roku odbędą się tam kolejne wybory prezydenckie - mówi dziennikarz i podróżnik. - Zaskakuje mnie, że Somalijczycy z taką determinacją chcą pokazać, że ich życie jest normalne - dodaje.

***

Tytuł audycji: Do południa
Prowadził: Paweł Drozd
Gość: Konrad Piskała
Data emisji: 11.12.2014
Godzina emisji: 10.15
(mk/mp)

Zobacz więcej na temat: Paweł Drozd Somalia Trójka

Czytaj także

Być położną w Kambodży, czyli opowieść o noszeniu czapek w upalne dni

08.01.2015 12:55
Anna Majos przez rok mieszkała w Kambodży, gdzie pracowała jako położna i poznawała codzienność kraju, a także wierzenia jego mieszkańców związane z ciążą i porodem.
Khmerskie dzieci
Khmerskie dzieciFoto: Anna Majos
Posłuchaj
21'56 Anna Majos opowiada o życiu i pracy w Kambodży (Do południa/Trójka)

Kambodża to inna kultura, inny klimat i inny język. Choć w kraju nieustannie panuje upał, tamtejsze kobiety noszą po porodzie wełniane czapki i skarpety, ponieważ według panujących w Kambodży wierzeń młode matki powinny się ogrzewać. Powinny też jeść dużo pikantnych i słonych potraw, by usunąć "całe zło, które siedzi w ciele po porodzie".

Anna Majos, gość audycji Pawła Drozda, zdradza słuchaczom Trójki, że według kambodżańskich wierzeń ciężarna kobieta nie powinna pływać statkiem i wchodzić po zmroku do autobusu. - Oni wierzą, że dziecko będzie ciemnoskóre, jak matka będzie piła za dużo kawy, lub że będzie miało spłaszczony nos, jak będzie cały czas spała na boku - mówi Majos.

Gość "Do południa" opowiada też o kadzidłach odpędzających złe moce. - Jak się wchodzi do kambodżańskiego szpitala, to widzi się całe korytarze wypełnione kiściami bananów, w które wetknięte są palące się kadzidełka - relacjonuje. Opowiada też o śpiewaniu karaoke w autobusach i o tym, jak wygląda życie za dolara dziennie.

***

Tytuł audycji: Do południa
Prowadził: Paweł Drozd
Gość: Anna Majos
Data emisji: 8.01.2014
Godzina emisji: 10.15
(iwo,mp)

Zobacz więcej na temat: Kambodża Paweł Drozd Trójka

Czytaj także

76 dni pieszo po górach Iranu

22.01.2015 13:15
- Miałem ze sobą list w języku perskim na temat tego, kim jestem, co robię i dokąd idę. Cała reszta to była wielka improwizacja - mówił Łukasz Supergan.
Spotkania z ludźmi były dla Łukasza Supergana najcenniejszym doświadczeniem podczas marszu przez przez góry Zagros w Iranie
Spotkania z ludźmi były dla Łukasza Supergana najcenniejszym doświadczeniem podczas marszu przez przez góry Zagros w Iranie Foto: Łukasz Supergan
Posłuchaj
24'42 76 dni pieszo po górach Iranu (Do południa/Trójka)

Niewiele osób decyduje się na to, by za środek transportu w trakcie podróży służyły im jedynie nogi. Łukasz Supergan jest jedną z takich osób. Gdy w sierpniu zeszłego roku opowiadał w "Do południa" o planach pieszego pokonania łańcucha gór Zagros w południowym Iranie, był przekonany, że będzie to trasa prowadząca przede wszystkim pustkowiami, daleko od ludzi. Po 76 dniach podróży, kiedy tuż przed końcem roku wrócił do Europy, zauważył, że to właśnie ludzie, których spotkał po drodze, byli sednem jego długiego (2300 km) marszu.

- Nawet nie musiałem się do nich wpraszać. Gdy widzieli, że obcy człowiek idzie przez wieś, załamywali ręce i pytali, gdzie będę spał w nocy. Zapraszali, bym koniecznie zatrzymał się u nich. Iran jest krajem, gdzie przybycie gościa jest świętem - powiedział w rozmowie z Pawłem Drozdem.

Łukasz Supergan przyznał, że choć nie mówi po persku czy w języku bachtiarskim, a ludzie, których spotykał nie znają angielskiego, udawało im się dogadywać. - Dużo było w tym języka migowego, machania rękami, pokazywania palcami. A jak trafił się ktoś, kto zna angielski, to był prawdziwy skarb. Wtedy starałem się wyciągnąć od niego jak najwięcej informacji: jak żyje, jak odbiera sytuację w kraju, jakie ma zmartwienia? To była dla mnie szansa, żeby jak najlepiej poznać tych ludzi - przyznał.

***

Tytuł audycji: Do południa
Prowadził: Paweł Drozd
Gość: Łukasz Supergan
Data emisji: 22.01.2015
Godzina emisji: 10.15

(fbi,iwo)

Czytaj także

Amazonia, 70-metrowe drzewa, liny i dwójka Polaków

29.01.2015 12:55
Wspinali się na wysokość kilkudziesięciu metrów, spali na drzewach i odganiali od siebie pająki i agresywne ptaki. O tym po co to wszystko opowiedzieli w Trójce.
Marzena i Krzysztof Wystrachowie wspinali się na drzewa, które mierzą nawet 70 metrów
Marzena i Krzysztof Wystrachowie wspinali się na drzewa, które mierzą nawet 70 metrówFoto: z arch. Marzeny i Krzysztofa Wystrachów
Posłuchaj
27'36 Amazonia, 70-metrowe drzewa, liny i dwójka Polaków (Do południa/Trójka)

Ściana zieleni, kłębowisko roślin. Tam właśnie ruszyli Marzena i Krzysztof Wystrachowie. W boliwijskiej części Amazonii, w dżungli, która w tym miejscu spotyka się już z Andami, postanowili poznać miejscowe drzewa - wchodząc na nie. Krzysztof jest z zawodu arborystą, czyli kimś w rodzaju lekarza drzew.

- Każde drzewo było dla nas niespodzianką, każde z nich ma mnóstwo mieszkańców - owady, pająki i mrówki, które wchodzą pod ubrania - mówiła Marzena, a Krzysztof dodał, że najgroźniejsze z nich mają do czterech centymetrów długości i śmiało można nazwać je osami bez skrzydeł, ponieważ żądlą. - Nazywane są mrówkami-pociskami, bo ból, który u niektórych osób wywołują jest porównywalny do bólu po postrzeleniu z broni - powiedział gość Pawła Drozda.

Małżonkowie opowiadali w studiu o nocach spędzonych w hamakach zawieszonych 40 metrów nad ziemią oraz o tym, że będąc w dżungli zawsze warto sprawdzać, czy przypadkiem nic nie schowało się w naszych butach...

***

Tytuł audycji: Do południa
Prowadził: Paweł Drozd
Goście: Marzena i Krzysztof Wystrachowie
Data emisji: 29.01.2015
Godzina emisji: 10.15

(fbi/mp)