Geneza przedsięwzięcia

Ostatnia aktualizacja: 09.02.2017 14:21
Kiedy w 2009 roku będąc gdzieś w Antarktyce w oddali, w porannej mgle zobaczyłem niewyraźne kontury jachtu żaglowego, nie mogłem uwierzyć własnym oczom...
Geneza przedsięwzięcia
Foto: Bartosz Stróżyński

Mając w głowie bardzo świeże doświadczenia związane z przekraczaniem statkiem Cieśniny Drake’a wydało mi się czymś zupełnie niemożliwym, aby tak mała łódeczka mogła bezpiecznie dopłynąć w te rejony. Byłem bardzo podekscytowany. Próbowałem sobie wyobrazić te wszystkie fantastyczne odczucia, które towarzyszą rejsowi jachtem. Pomyślałem, jak to jest obudzić się rano, wyjść na pokład i mieć to całe piękno na wyciągnięcie ręki. Nie zastanawiając się zbyt długo obiecałem sobie, że kiedyś wrócę w to miejsce i zrobię to właśnie jachtem. W międzyczasie wydarzyło się bardzo wiele ekscytujących rzeczy. Przez pięć lat przemierzałem Antarktykę i Arktykę w poszukiwaniu artystycznych i duchowych uniesień czego kulminacją stała się książka pt. “AntArktyka. Podwodne zauroczenie” wydana w 2014 przez National Geographic Polska. W publikacji tej dałem upust swym fascynacjom i inspiracjom dzieląc się z czytelnikami wszystkim tym, co najlepsze udało mi się sfotografować i czego doświadczyć. Jeszcze w 2013 roku zdecydowałem, że po wydaniu książki zajmę się realizacją żeglarskiego marzenia. Czas płynął, a ja coraz bardziej intensywnie poszukiwałem inspiracji, idei, która pozwoliłaby w sposób nietuzinkowy zrealizować wymarzony cel. Oczywiście byłoby zbyt proste zwyczajnie popłynąć. Nie chodzi tylko o to, aby realizować marzenia, ale żeby pozostało po nich coś więcej.

Coś, czym można się podzielić z innymi. Większość wyzwań związanych z białym lądem była już realizowana wielokrotnie. Wiedziałem, że muszę poszukiwać w innym wymiarze. Rozwiązanie pojawiło się znienacka. Pomyślałem, że jeśli zdobywanie fizycznych biegunów nie ma już większego sensu, to może należy zdobywać bieguny ludzkiej wrażliwości… Już wiedziałem, że poszukiwania muszą dotyczyć filmu, muzyki i fotografii…, moich wielkich pasji. Przełom przyszedł w momencie, kiedy uświadomiłem sobie, że wszystko, co do tej pory osiągnąłem w swym podróżowaniu realizowałem indywidualnie, można powiedzieć samotnie. Zrozumiałem, że drogą do zrobienia czegoś nowego, spektakularnego powinien być zespół, grupa zmotywowanych ludzi, artystów o podobnej wrażliwości, która łącząc swe doświadczenia umiejętności i osobiste cele jest w stanie dokonać rzeczy, których nikt indywidualnie nie byłby w stanie zrobić. Wtedy już wiedziałem, że "Trzy sztuki w Antarktyce" to będzie coś zupełnie innego niż wszystko co do tej pory miało miejsce. Przyszedł czas na mozolną pracę, planowanie przedsięwzięcia, określenie celów i przekonanie do udziału w projekcie wybitnych artystów, których wymarzyłem sobie w zespole. W 2009 roku, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem jacht gdzieś tam daleko w Antarktyce i określiłem sobie spontanicznie bardzo śmiały cel, nawet nie śniłem, że w 2017 roku w tak wyśmienitym towarzystwie udam się w rejs na koniec świata, aby robić rzeczy, których do tej pory nikt jeszcze w Polsce nie robił.

Bartosz Stróżyński
Pomysłodawca i szef przedsięwzięcia

(źródło: 3sztuki.pl)