Trójka

Politycy: negatywne efekty afery taśmowej będą się za nami ciągnęły przez lata

28.06.2014 11:06
Goście audycji "Śniadanie w Trójce" podzielili się swoimi przemyśleniami na temat konsekwencji afery taśmowej.
Kadr z filmu dokumentującego działania prokuratorów i funkcjonariuszy ABW w redakcji tygodnika Wprost
Kadr z filmu dokumentującego działania prokuratorów i funkcjonariuszy ABW w redakcji tygodnika "Wprost" Foto: PAP/Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga
Posłuchaj
49'50 Śniadanie w Trójce 28 czerwca 2014
więcej

W ocenie Jarosława Kalinowskiego z PSL, niezależnie od tego, jak afera taśmowa się zakończy, już teraz można mówić o jej negatywnych efektach, jeśli chodzi o polską politykę wewnętrzną, jak i naszą politykę zagraniczną. - Ta sytuacja tak obrzydziła Polakom klasę polityczną, że to będzie miało swoje - bardzo niedobre - konsekwencje - stwierdził. Podkreślił, że tego, co zostało powiedziane na nagraniach nie można bagatelizować.
Także w opinii Joachima Brudzińskiego z PiS straty w polityce zagranicznej, które są efektem afery, będziemy odrabiać przez całe lata, zaś straty w polityce wewnętrznej są nie do odrobienia. Przypomniał, że Prawo i Sprawiedliwość "dało politykom szansę wyjścia z twarzą z tej afery" proponując m.in. spotkania na temat konstruktywnego wotum nieufności dla rządu. Oświadczył, że jego ugrupowanie wykorzysta "wszystkie instrumenty, jakie daje konstytucja", aby nie powtórzył się taki kabaret, jak ten, przy okazji głosowania nad wotum zaufania dla rządu.
Rząd na podsłuchu. Serwis specjalny portalu Polskiego Radia >>>
Według Jana Lityńskiego z kancelarii prezydenta, bardzo dobrze się stało, że premier Donald Tusk przeprosił publicznie za język polityków. - Bardzo słusznie, że to zrobił, bo jest to oczywiście problem. Być może publikacja tych taśm położy kres pewnemu sposobowi mówienia o polityce, o życiu publicznym, konkurencie politycznym - powiedział.
Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu zwrócił uwagę na to, że następuje próba odwrócenia tematu, przekierowania uwagi z treści nagrań na to, kto nagrywał. - Ta próba odwrócenia kota ogonem wynika z głębokiego przekonania PO, że polskie społeczeństwo cierpi na "murzyńskość". Ja uważam, że tak nie jest - oznajmił. Poinformował, że TR złoży w przyszłym tygodniu trzy wnioski o komisje śledcze w związku z aferą.
Również Włodzimierz Czarzasty z SLD podkreślił, że "nie zgadza się z taką filozofią, że ważniejsze jest to, kto nagrywał, a nie treść rozmów". W jego opinii teorie o jakiś rosyjskich szpiegach to propaganda szerzona przez ekipę rządzącą. SLD zapowiada cały szereg działań związanych z aferą, od wniosków do prokuratury poprzez wnioski o wotum nieufności wobec nagranych polityków po kontrolę wydatków z kart służbowych.
Andrzej Halicki z PO oznajmił, że w tej chwili jesteśmy daleko od wyjaśnienia afery. Zaznaczył, że sprawę należy wyjaśnić, ale jej efektem nie może być "totalna destrukcja", która nie będzie służyła nikomu. Przeprosił wyborców Platformy za - wielokrotnie w trakcie audycji wytykane - używanie przez polityków PO kart służbowych do płacenia za prywatne kolacje. Dodał, że będą oni musieli pieniądze zwrócić.

Wysłuchaj całej audycji!
Rozmawiała Beata Michniewicz.

kk/mp

Komitet Obrony Robotników

Czytaj także

Prokuratura: podsłuchiwano kilkadziesiąt osób. Nagrania już w ABW

26.06.2014 20:20
Prokuratura Okręgowa - Warszawa Praga przekazała do laboratorium ABW nagrania uzyskane w toku śledztwa w sprawie nielegalnych podsłuchów polityków..
Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur twierdzi, że nielegalnie nagrywano kilkadziesiąt osób. W sprawie zarzuty usłyszały do tej pory cztery osoby
Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Renata Mazur twierdzi, że nielegalnie nagrywano kilkadziesiąt osób. W sprawie zarzuty usłyszały do tej pory cztery osoby Foto: PAP/Jakub Kamińsk
Posłuchaj
00'31 Kilkadziesiąt osób było podsłuchiwanych w ramach afery taśmowej. Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga(IAR)
więcej

Wiadomo, że nielegalnie nagrywano rozmowy polityków, biznesmenów a także "byłych i obecnych funkcjonariuszy publicznych". Prokuratura nie ujawnia, kim były osoby podsłuchiwane.

Renata Mazur z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga ujawniła, że śledczym udało się zabezpieczyć szereg nośników. Mówiła, że nie ustalono jeszcze, ile w sumie trwają te nagrania. W mediach pojawiały się informacje o 900 godzinach. Mazur nie umiała potwierdzić tych informacji.

(źródło: TVN24/x-news)

Afera taśmowa rozpoczęła się od opublikowania przez tygodnik "Wprost" rozmowy szefa MSW z prezesem NBP. Gazeta poinformowała, że nagrania dostała od biznesmena. Według tygodnika, podsłuchiwano wielu ministrów z rządu Donalda Tuska. Chodzi między innymi o wicepremier Elżbietę Bieńkowską, ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego, byłego rzecznika Pawła Grasia. Na taśmach została zarejestrowana rozmowa szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego z byłym ministrem finansów Jackiem Rostowskim.Jej fragmenty także ujawniono.

Rząd na podsłuchu. Serwis specjalny portalu Polskiego Radia >>>

Dotychczasowe działania prokuratury potwierdzają ustalenia niektórych mediów, że w Warszawie działała swoista spółdzielnia kelnerów, która nielegalnie nagrywała gości kilku stołecznych restauracji. Zarzuty usłyszał kelner "Amber Room", gdzie doszło do spotkania Sikorskiego z Rostowskim oraz były menadżer restauracji "Sowa i Przyjaciele", gdzie spotkał się Bartłomiej Sienkiewicz z Markiem Belką.

Prokuratorzy ustalili "w jakim okresie w procederze brali udział Łukasz N. i Konrad L." - podejrzani ws. podsłuchów. - W stosunku do Łukasza N. jest to okres od lipca 2013 do czerwca 2014, odnośnie Konrada L. jest to okres od września 2013 do czerwca 2014 roku - powiedziała Renata Mazur.

Konrad L. to kelner z restauracji Amber Room, a Łukasz N. był menadżerem w "Sowa i przyjaciele".

Zarzuty postawiono również dwóm biznesmenom. Chodzi o Marka F. - współwłaściciela firmy Składy Węgla i głównego akcjonariusza giełdowych spółek Hawe i ZWG, jednego z najbogatszych ludzi w Polsce oraz jego szwagra Krzysztofa R.

Prokurator zarzucił im "współsprawstwo w popełnianiu czynów polegających na nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom". Podejrzani nie przyznali się do winy, ale złożyli wyjaśnienia.

Wobec Marka F. prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 1 miliona złotych, zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu i zakazem wydania nowego paszportu oraz dozór policji z obowiązkiem stawiania się we wskazanym Komisariacie raz w tygodniu.
Wobec Krzysztofa R. prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 20 tys. zł., zakaz opuszczania kraju oraz dozór policji z obowiązkiem stawiania się we wskazanym Komisariacie 2 razy w tygodniu.

Przedstawiając w środę w Sejmie informację na temat afery taśmowej premier Donald Tusk mówił, że z pierwszych zatrzymań wynika, że intencje polityczne i biznesowe osób, które stoją za tą aferą były "oczywiste". Według niego, tłem afery taśmowej są: szeroko pojęta energetyka.

(Sejm/x-news)

Bo - jak tłumaczył już wcześniej służby podejmowały zdecydowane działania wobec importerów i dystrybutorów węgla. - Nie ma żadnego powodu, żeby twierdzić, że jest bezpośredni związek między tymi działaniami a akcją podsłuchową i ujawniania podsłuchów, ale nie ma też żadnego powodu, by nie dostrzegać związku między jednym a drugim zdarzeniem. Mam nadzieję, że postępowanie, śledztwo, a następnie proces rozwieją wątpliwości, potwierdzą lub odrzucą te skojarzenia, które dzisiaj wydają się dość oczywiste - mówił Tusk.

Jego zdaniem, należy wnikliwie zbadać związki osób zaangażowanych w proceder z połączeniami gazowymi między Polską a Rosją. - Ten kontekst musi budzić najwyższe zaniepokojenie - dodał Tusk. Premier wyjaśniał, że chodziło między innymi o kwestię połączenia gazowego, które miało omijać Ukrainę.

- Każdy, kto interesował się na tej sali problemem tzw. pieremyczki, czyli połączenia gazowego, które miało omijać Ukrainę, pamięta także zdarzenia, z którymi związane są niektóre osoby pojawiające się w kontekście afery podsłuchowej - wyjaśniał. - W tle jest handel węglem zza wschodniej granicy, na wielką skalę - dodał szef rządu.

Rozwiązaniem tej sprawy zajmuje się specjalna komisja powołana przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Centralne Biuro Śledcze. ABW, która specjalizuje się w ochronie kontrwywiadowczej, bada m.in. wątki udziału obcych służb w procederze podsłuchiwania, a CBŚ skupia się na sprawdzaniu, czy za nagraniami mogą stać zorganizowane grupy przestępcze.

IAR/PAP/asop

Czytaj także

Opozycja atakuje rząd. Wnioski o dymisje w przygotowaniu

26.06.2014 22:50
Rząd Donalda Tuska będzie bombardowany kolejnymi wnioskami o odwołanie szefów MSZ i MSW. Na pierwszy ogień idzie Bartłomiej Sienkiewicz. Dwie największe partie opozycyjne chcą, by Sejm udzielił im wotum nieufności.
Premier Donald Tusk wygrał sejmowe głosowanie. Dostał wotum zaufania. Teraz opozycja chce odwołać szefów MSZ i MSW
Premier Donald Tusk wygrał sejmowe głosowanie. Dostał wotum zaufania. Teraz opozycja chce odwołać szefów MSZ i MSWFoto: EPA/OLIVIER HOSLET
Posłuchaj
01'01 Wraca "projekt Gliński". Relacja Małgorzaty Naukowicz (IAR)
więcej

W środę opozycji nie udało się obalić rządu Tuska. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że teraz premier może odetchnąć z ulgą. Tak na prawdę rozgrywka między opozycją a władzą dopiero się rozpoczyna.

PiS ponownie chce doprowadzić do głosowania nad konstruktywnym wotum nieufności. Kandydatem na premiera jest Piotr Gliński. W ten sposób Jarosław Kaczyński chce pokazać, że stawia na rząd techniczny, który miałby wyłącznie doprowadzić do przedterminowych wyborów parlamentarnych.
(źródło: TVN24/x-news)

Prezes Prawa i Sprawiedliwości tłumaczył dziennikarzom, że wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu jest składany w szczególnej sytuacji, dzień po tym, jak premier uzyskał wotum zaufania w Sejmie. - Ale my jesteśmy głęboko przekonani, że to jest nasz obowiązek moralny, jak i polityczny - mówił.
Według Kaczyńskiego sprawa podsłuchów upublicznionych przez "Wprost" nie może być zbyta przez jedno głosowanie i dyskusję, w której klub miał zaledwie 10 minut na przedstawienie swojego stanowiska. - Musi być poważna dyskusja i poważna decyzja każdego posła i posłanki w tej sprawie, bo rzecz jest naprawdę bardzo daleko idąca i popieranie rządu, który został opisany poprzez "taśmy prawdy", jest czymś, nad czym każdy powinien się zastanowić - dodał.
PiS chce też, by jeden z bohaterów afery taśmowej - prezes NBP Marek Belka - stanął przed Trybunałem Stanu. Kaczyński mówił też, że oddzielny wniosek będzie dotyczył premiera Tuska. Według niego, szef rządu powinien wytłumaczyć się prokuraturze, czy rzeczywiście wiedział o aferze Amber Gold, zanim ujrzała ona światło dzienne.

Sprawa ta powraca za sprawą Belki, który w rozmowie z szefem MSW Bartłomiejem Sienkiewiczem zdradził, że ostrzegał o tej sprawie Tuska. Jak twierdził prezes banku centralnego, dzwonił do premiera i mówił, że to piramida finansowa, a do tego że "są właścicielami tego szybko rozwijającego się OLT Express. Że będzie jakaś awantura z tym OLT Expressem".

- Z taśm wynika wyraźnie, że premier wiedział o aferze Amber Gold. Nie wykonał swojego obowiązku prawnego jako funkcjonariusz publiczny, czyli zawiadomienia organów ścigania oraz nie powiadomił obywateli - oświadczył Kaczyński.

Także politycy SLD zapowiadają, że będą robić wszystko, by rewelacje ujawnione w nielegalnie nagrywanych rozmowach nie zostały zamiecione pod dywan. Zarząd Krajowy partii powołał w tym celu specjalny zespół ekspertów pod kierownictwem dr. Wojciecha Szewki, który ma zająć się sprawą nagrań opublikowanych przez "Wprost".
Ponadto władze Sojuszu zobowiązały parlamentarzystów oraz wszystkich członków Sojuszu do kierowania do prokuratury i Najwyższej Izby Kontroli "wystąpień mających na celu wyjaśnienie poszczególnych wątków tzw. afery taśmowej". Sojusz uważa, że kontrole powinny objąć MSW, Ministerstwo Skarbu i MSZ.

Jakby tego było mało, partia Leszka Millera zapowiada złożenie wniosku o udzielenie wotum nieufności szefom MSW i MSZ. Zarówno Radosław Sikorski, jak i Bartłomiej Sienkiewicz to główni bohaterowie nielegalnych rozmów.

Rząd na podsłuchu. Serwis specjalny portalu Polskiego Radia >>>

Zdaniem SLD obaj ministrowie nie powinni dłużej pełnić swoich funkcji. - Domagamy się dymisji ministrów skompromitowanych w oczach opinii publicznej treścią ujawnionych nagrań: Bartłomieja Sienkiewicza i Radosława Sikorskiego. Ich dalsze funkcjonowanie w roli członków Rady Ministrów dewastuje zaufanie obywateli do państwa - napisano w uchwale władz partii.

O ile wniosek PiS o konstruktywne wotum nieufności skazany jest na porażkę, bo ani SLD ani Ruch Palikota nie zamierzają głosować za odwołaniem całego rządu , o tyle los wniosków o odwołanie poszczególnych ministrów wcale nie jest przesądzony.

Tym bardziej, że po środowym głosowaniu koalicja straciła jeden mandat. Z klubu PO odchodzi Andrzej Smirnow. Wbrew zarządzonej w klubie dyscyplinie poseł ten nie wziął udziału w głosowaniu. Jak tłumaczył zrobił to celowo, bo nie odpowiada mu ani to, co robi gabinet Tuska, ani porządki w klubie PO. - Nie może być tak, że ciągle rządzi rząd, który ma poparcie tylko dlatego, że straszy inną partią - oświadczył Smirnow.

Jego decyzja oznacza, że koalicyjna większość w Sejmie stopniała do 234 posłów.

Polityczne konsekwencje afery taśmowej są więc trudne do przewidzenia. Tym bardziej, że jak ujawniła prokuratura nielegalnie nagrano kilkadziesiąt osób ze świata polityki i biznesu. Proceder, w który zamieszani są - według śledczych - kelner, były menadżer restauracji oraz dwóch biznesmenów trwał co najmniej przez ostatni rok.

Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga (źródło: TVN24/x-news)

Prokuratorzy ustalili "w jakim okresie w procederze brali udział Łukasz N. i Konrad L." - podejrzani ws. podsłuchów. - W stosunku do Łukasza N. jest to okres od lipca 2013 do czerwca 2014, odnośnie Konrada L. jest to okres od września 2013 do czerwca 2014 roku - powiedziała Renata Mazur.

Konrad L. to kelner z restauracji "Amber Room", a Łukasz N. był menadżerem w "Sowa i przyjaciele".

W tej pierwszej doszło do spotkania i nagrania rozmowy Radosława Sikorskiego z byłym ministrem finansów Jackiem Rostowskim. Z kolei w drugiej restauracji nielegalnie podsłuchiwano i rejestrowano kilka spotkań polityków i biznesmenów.

Prokuratura twierdzi, że ma zabezpieczonych szereg nośników. Ale nikt nie ma pewności, czy aby udało jej się zebrać wszystko co zostało nagrane.

IAR/PAP/asop

Zobacz galerię: Dzień na zdjęciach>>>

Czytaj także

Afera taśmowa. Marek Falenta: jestem niewinny, nie mam nic do ukrycia

27.06.2014 11:00
Biznesmen Marek Falenta, który jest podejrzanym ws. afery taśmowej, mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", że jego zatrzymanie wiąże się z odmową odsprzedaży udziałów Składów Węgla Skarbowi Państwa.
Funkcjonariusze ABW i policja prowadzą czynności na terenie domu biznesmena Marka Falenty
Funkcjonariusze ABW i policja prowadzą czynności na terenie domu biznesmena Marka FalentyFoto: PAP/Bartłomiej Zborowski

- W sprawie, w której zostałem zatrzymany, jestem niewinny i nie mam nic do ukrycia - mówi milioner. Prosi też, by nie nazywać go Markiem F. i nie ukrywać jego twarzy.

W wywiadzie biznesmen wspomina jak na około tydzień przed jego zatrzymaniem, podczas imprezy w restauracji Sowa i Przyjaciele, kilkakrotnie podchodził do niego wiceminister skarbu Rafał Baniak i pytał, za ile sprzeda Skarbowi Państwa spółkę Składy Węgla. - Nie pytał, czy sprzedam, ale za ile. Powiedziałem, że możemy o tym rozmawiać za dwa-trzy lata, ale teraz jest na to za wcześnie. Odszedł obrażony - wspomina Falenta, współwłaściciel firmy Składy Węgla i główny akcjonariusz giełdowych spółek Hawe i ZWG.

Biznesmen podkreślił, że gdy składał wyjaśnienia w prokuraturze, zaznaczał, że jest to sprawa polityczna.

Jako motyw, jakim miał kierować się Marek Falenta, zlecając nagrywanie rozmów polityków podawano wcześniej, że milioner mógł czuć się pokrzywdzony przez rząd, bo kilka tygodni temu działania prokuratury doprowadziły do zatrzymań w Składach Węgla i całkowicie sparaliżowały ich działalność.

Na początku czerwca policja zatrzymała 10 osób z spółek składywęgla.pl i MM Group. Są one podejrzane między innymi o oszustwa, wyłudzanie podatku VAT i pranie brudnych pieniędzy na łączną kwotę ponad 85 milionów złotych.
Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego wraz z prokuratorami i przedstawicielami innych służb od kilku miesięcy badali działalność spółki. Według CBŚ węgiel sprowadzany z Rosji i Kazachstanu sprzedawano tam jako polski. Nieprawidłowości dotyczyły też jego jakości i ilości. Tworzono także fikcyjną dokumentację handlu węglem.
Zatrzymanym postawiono między innymi zarzuty udziału w zorganizowanej grupie, mającej na celu popełnianie przestępstw i przestępstw skarbowych, zarzuty oszustwa przy sprzedaży węgla, wyłudzenia podatku VAT oraz prania pieniędzy.

AFERA TAŚMOWA W POLSKIM RZĄDZIE - czytaj więcej >>>

Marek Falenta powiedział w wywiadzie dla "GW", że to również było działanie polityczne. - Chciałem sprzedawać w Polsce tani rosyjski węgiel, co zabierało pieniądze baronom węglowym, a nie polskim kopalniom - skomentował.

Dodał, że zatrzymań w jego firmie dokonano, gdy ogłosiła ona, że obniża ceny węgla.

Biznesmen zaznaczył w wywiadzie, że niczego nie nagrywał, a menedżera restauracji Sowa i Przyjaciele Łukasza N., który usłyszał zarzuty ws. podsłuchów, zna, podobnie jak "wszyscy w Warszawie".

- Nie jestem szaleńcem i nie podjąłbym takiej akcji. Jestem na rynku od 17 lat, posiadam około 30 firm, zatrudniam około 2 tys. ludzi. Nie jestem samobójcą - mówił Falenta w RMF FM.

Według wcześniejszych doniesień to właśnie Łukasz N. obciążył w zeznaniach Falentę.

- Nie mam pewności, czy mnie obciążył. Nie pokazano mi jego zeznań - mówi biznesmen. - Jeśli mnie obciążył, to nie wiem dlaczego. Może kogoś kryje, może go zmusili - dodaje.

Biznesmen zapowiada, że złoży zażalenie na zatrzymanie, bo uderzono w jego wizerunek i "będzie to trudnie do odwrócenia". Przyznał, że przez dwa dni na spadku notowań jego spółek stracił 20 mln zł.

Zarzuty ws. podsłuchów

We wtorek Marek Falenta i jego szwagier Krzysztof R. zostali zatrzymani, a w środę usłyszeli zarzuty. Po wpłaceniu kaucji wyszli jednak na wolność.

Prokurator zastosował wobec nich środki zapobiegawcze. Jednocześnie przyznał, że nie znaleziono elementów charakterystycznych dla grupy przestępczej.
Markowi Falencie i Krzysztofowi R. prokurator zarzucił "współsprawstwo w popełnianiu czynów polegających na nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom" - poinformowała rzeczniczka prokuratury Warszawa-Praga Renata Mazur.

TVN24/x-news

Podejrzani nie przyznali się do winy, ale złożyli wyjaśnienia.

Wobec Marka Falenty prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 1 miliona zł, zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu i zakazem wydania nowego paszportu oraz dozór policji z obowiązkiem stawiania się we wskazanym Komisariacie 1 raz w tygodniu.
Wobec Krzysztofa R. prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 20 tys. zł,, zakaz opuszczania kraju oraz dozór policji z obowiązkiem stawiania się we wskazanym Komisariacie 2 razy w tygodniu.

W sprawie dotyczącej taśm opublikowanych przez "Wprost" wcześniej postawiono zarzuty dwóm osobom, pracownikom restauracji w których nagrywani byli politycy.

Gazeta Wyborcza, IAR, PAP, bk