Trójka

Rosyjski dziennikarz szpiegiem? "Taka praktyka była częsta w systemie komunistycznym"

25.10.2014 11:48
Leonid Swiridow utracił akredytację polskiego MSZ. Politycy goszczący w "Śniadaniu w Trójce" odnieśli się do sprawy rosyjskiego dziennikarza.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: sxc.hu/cc.
Posłuchaj
48'12 "Śniadanie w Trójce" - 25 października 2014 r.

Jak ustaliła IAR w sprawie Rosjanina nie było "twardych" dowodów na działalność szpiegowską. Informatorzy agencji mówią jedynie, że jego działalność "wykraczała poza oficjalne obowiązki dziennikarza". Według ustaleń IAR władze podejrzewały Swiridowa o "dziwne powiązania" biznesowe i lobbing. Zwracają uwagę, że na przykład organizował wycieczki do Rosji dla polskich dziennikarzy. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało jedynie lakoniczny komunikat: "Potwierdzamy, iż z dniem 24 października br. p. Leonid Swiridow utracił uprawnienia do posługiwania się tytułem: korespondent zagraniczny akredytowany przy MSZ RP. Nie udzielamy dalszych komentarzy w sprawie".

Jerzy Wenderlich z Sojuszu Lewicy Demokratycznej przypomniał, że Swiridow został wcześniej wyproszony z Czech. - Ten pan nie jest osobą, która spadła z nieba, został już wydalony z innego kraju. I to nie za jakieś dziennikarskie fanaberie, tylko był podejrzany o szpiegostwo. Uważam jednak, że nie ma sensu robić z tego jakieś medialnej gry, wielkiego teatru przed kamerami - zaznaczył wicemarszałek Sejmu.

Marek Siwiec z Twojego Ruchu ostrzegł, aby nie stawiać zbyt wcześnie zarzutów. - On po prostu został pozbawiony akredytacji. To jest kolejny krok w stronę takiego podgrzania relacji z Federacją Rosyjską. Respektuję decyzję polskich władz, ponieważ ktoś uznał, że on działa sprzecznie ze swoim statusem, w związku z tym pozbawienie akredytacji jest uzasadnione. Natomiast, byłoby źle gdybyśmy uznali, że to jest kolejne zwycięstwo w wojnie wywiadowczej z Rosją. To trzeba traktować bardzo chłodno - podkreślił.

Zdaniem Jarosława Kalinowskiego z Polskiego Stronnictwa Ludowego - w sprawach związanych ze szpiegostwem potrzebna jest dyskrecja. - Tydzień temu za dużo było mówienia i komentowania, teraz ministerstwo nabiera wody w usta - mówi bardzo mało, albo nie chce komentować. To są obszary, gdzie należałoby mniej mówić, a być bardziej skutecznym - przekonywał europoseł PSL.

- Koalicja rządowa przez wiele lat mówiła, iż stosunki z Rosją są bardzo dobre, a tu nagle słyszymy,  że szpiedzy rosyjscy są w Polsce. To dosyć zabawne - stwierdził Mariusz Błaszczak. - Ja mam wrażenie, że tu chodzi o pewną narrację, takie budowanie tej opowieści mówiącej o tym, że teraz władza to się zmieniła. Nie - ona się nie zmieniła - zaznaczył poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Bardzo oszczędnie całą sprawę skomentował Andrzej Halicki z Platformy Obywatelskiej. - Praca rosyjskiego redaktora wykraczała poza działalność dziennikarską. Wydaje mi się, że ten komunikat Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest wystarczający i nie ma co dzielić włosa na czworo - podkreślił minister administracji i cyfryzacji.

Więcej interesujących dyskusji znaleźć można na stronach audycji "Salon polityczny Trójki", "Komentatorzy" "Puls Trójki" i "Śniadanie w Trójce".

Henryk Wujec zwrócił uwagę, że do podobnych sytuacji dochodziło już w przeszłości. - Taka praktyka była częsta w systemie komunistycznym. Dziennikarz wysyłany do innego państwa pełnił funkcję podwójną. Z jednej strony przysyłał jakieś propagandowe teksty, a z drugiej strony informował władze o różnych sprawach. Ten system nadal działa w Rosji. Prawdopodobnie ten dziennikarz był elementem tego systemu i dobrze, że cofnięto mu akredytację - powiedział doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski odniósł się natomiast do słów Ewy Kopacz. - To, co przykuło moją uwagę to jest wypowiedź pani premier, która na konferencji prasowej powiedziała, że nie zna tej sprawy i na pewno pełną informację w tej kwestii przedstawi ministerstwo. Tej informacji pełnej nie mamy, to jest trochę mało poważne. Nie ma co się zachwycać, że tak dobrze działają nasze służby, że nagle wykrywamy szpiegów. Chyba nie ma nikt wątpliwości, że w Polsce działających szpiegów jest o wiele więcej - zaznaczył były europoseł.

Politycy goszczący w "Śniadaniu w Trójce" rozmawiali także m.in. o szczycie klimatycznym i burzy wokół Radosława Sikorskiego. Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

Rozmawiała Beata Michniewicz.

(aj, ei)

Czytaj także

Afera szpiegowska: prawnik miał listę nazwisk do zwerbowania? "Osiągnął swój główny cel"

18.10.2014 13:13
Analizę dziennikarzy, PR-owców i ekspertów, których GRU może spróbować zwerbować, odkryli funkcjonariusze ABW podczas przeszukania u podejrzanego o szpiegostwo prawnika Stanisława Sz. - dowiedział się portal tvn24.pl.
Sz. został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące
Sz. został tymczasowo aresztowany na trzy miesiąceFoto: PAP/Leszek Szymański

Według informacji portalu szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego pułkownik Dariusz Łuczak pokazał w piątek posłom z sejmowej speckomisji materiały, które dla swoich szefów z GRU tworzył Stanisław Sz. - Sylwetki znanych dziennikarzy, ale też polityków i ekspertów od energetyki. Niektóre nazwiska mroziły krew w żyłach - mówi jeden z rozmówców tvn24.pl ze speckomisji.

Jak podają dziennikarze serwisu wśród nazwisk ekspertów pojawiła się osoba, która była niedawno bliska objęcia stanowiska w kluczowej spółce energetycznej, a także polityk, którego aktualna sytuacja w macierzystej partii pogorszyła się, co zostało wskazane, jako okazja do werbunku.

Tvn24.pl ustalił, że takie raporty Stanisław Sz. przygotowywał od kilku lat, przekazując je w utajony sposób pracownikom ambasady Rosji. Sam zdobył obywatelstwo polskie przed niespełna dwoma laty - wcześniej miał jedynie rosyjskie. To oznacza, że musiał przejść również procedurę opiniowania przez polskie służby specjalne. Nie wiadomo jednak, czy już wtedy był podejrzewany o pracę dla rosyjskich służb. - Miał motywacje patriotyczne. Do pracy szpiega był przygotowany profesjonalnie, nadzwyczaj ostrożnie się zachowywał - podkreśla rozmówca portalu.

Sz. dostał się do Sejmu?

Głównym celem działania Stanisława Sz. miało być jednak przeniknięcie do parlamentu. Sz. próbował nawiązać kontakt z posłami z komisji do spraw gospodarki oraz podkomisji do spraw energetyki. I to zadanie wypełnił - piszą dziennikarze tvn24.pl powołując się na informacje, jakie szef ABW miał przekazać członkom speckomisji.

W środę ABW zatrzymała dwie osoby - podpułkownika Wojska Polskiego oraz cywilnego prawnika. Obu mężczyznom postawiono zarzuty pracy na rzecz obcego państwa i aresztowano na trzy miesiące. Zatrzymanemu oficerowi grozi od trzech do piętnastu lat więzienia, a mecenasowi od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

Zobacz galerię - Dzień na zdjęciach >>>

tvn24.pl/aj

Czytaj także

Afera szpiegowska. Politycy: trzeba działać w cieniu, a nie w świetle kamer

19.10.2014 14:57
Po zatrzymaniu dwóch osób oskarżonych o szpiegowanie na rzecz obcego wywiadu większość polityków jest zdania, że nie należy wtrącać się do metod pracy kontrwywiadu. Ich zdaniem każda informacja, która w tej chwili pojawia się w mediach, może być elementem gry służb.
Funkcjonariusze ABW wyprowadzają podejrzanego o szpiegostwo prawnika Stanisława Sz. po posiedzeniu Sądu Okręgowego w Warszawie
Funkcjonariusze ABW wyprowadzają podejrzanego o szpiegostwo prawnika Stanisława Sz. po posiedzeniu Sądu Okręgowego w WarszawieFoto: PAP/Leszek Szymański
Posłuchaj
00'49 Oficer WP i prawnik w areszcie - relacja Agnieszki Drążkiewicz (IAR)

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Adam Hofman uważa, że za mało wiemy, żeby oceniać działalność polskich służb. Jedno jest pewne - jest dowód na działanie wrogich agentów w Polsce. Hofman dodał, że szybkie aresztowanie szpiegów to jedna z metod służb specjalnych. - Można było też w tej sprawie postępować inaczej, jest za mało wiedzy, żeby to powiedzieć - zaznaczył poseł PiS. Podkreślił, że duża część rządzących polityków, a także publicystów przyznała, iż różne ważne instytucje są mocno zagrożone penetracją rosyjskiego wywiadu.

Sekretarz generalny Sojuszu Lewicy Demokratycznej Krzysztof Gawkowski powiedział, że pojmanie szpiegów to element dziwnej gry. Jego zdaniem, służby powinny najpierw pracować nad przewerbowaniem schwytanego agenta. Tymczasem najpierw ujawnia się materiały a potem, kilka godzin po przeszukaniu domu podejrzanego prawnika, pojawia się informacja o liście polityków do zwerbowania. Według Gawkowskiego można zadać pytanie, czy polskie służby działają sprawnie i czy obcy wywiad nie wpływa na to, co się dzieje w tej sprawie.

(Film - Płk. I. Szeląg: Oficerowi oskarżonemu o szpiegostwo grozi od 3 do 15 lat więzienia/ Źródło: TVN24/x-news)

Poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisław Żelichowski przyznaje, że najpierw bagatelizował sprawę szpiegów. Teraz jednak uważa, że wszystko należy pozostawić profesjonalistom. - Każdy ma takich szpiegów, na jakich zasługuje - powiedział Żelichowski dodając, że początkowo uważał sprawę za grę służb specjalnych. Gdy jednak po posiedzeniu sejmowej komisji do spraw służb posłowie różnych klubów mówili, że sprawa jest poważna, to trudno im nie wierzyć - zaznaczył Żelichowski.

Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu przypomina, że służby powinny działać w ciszy i spokoju. W przeciwnym razie powinna się tym zająć odpowiednia instytucja rządowa, "która zbada, dlaczego nasze służby stały się tak transparentne i dlaczego ich działalność jest powszechnie komentowana we wszystkich możliwych mediach" - powiedział Rozenek. Dodał, że trzeba też brać pod uwagę możliwość dezinformacji ze strony polskich lub obcych służb.

(Film - Trzy miesiące aresztu dla oficera podejrzanego o szpiegostwo. "Obawa matactwa i ucieczki"/ Źródło: TVN24/x-news)

Profesor Tomasz Nałęcz podkreślił, że to, co publicznie wiemy o aferze szpiegowskiej, to decyzja odpowiednich ludzi, a nie sprawa przypadku. - Sądzę, że komisji do spraw służb są ludzie na tyle odpowiedzialni, że te niby przecieki z komisji też są elementem pewnej gry. Rozumiem, że posłowie są lojalni wobec państwa polskiego - zaznaczył prezydencki doradca. - Poczekajmy. Tyle wiemy, ile służby chcą - zakończył profesor Nałęcz.

W środę Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała dwie osoby - podpułkownika Wojska Polskiego oraz cywilnego prawnika. Obu mężczyznom postawiono zarzuty pracy na rzecz obcego państwa i aresztowano na trzy miesiące. W piątek blisko dwie godziny sejmowa komisja ds. służb specjalnych wysłuchiwała szefa ABW płk. Dariusza Łuczaka, który przedstawiał informację o aferze szpiegowskiej. Marek Biernacki (PO) po zakończeniu posiedzenia komisji powiedział, że podejrzani mężczyźni pracowali na rzecz Rosji - dla rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.

(Film - "Akcja naszego wywiadu to udany strzał w GRU". Posłowie po komisji ds. służb specjalnych/ Źródło: TVN24/x-news)

Zatrzymanemu oficerowi grozi od trzech do piętnastu lat więzienia, a prawnikowi od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

Zobacz galerię - Dzień na zdjęciach >>>

IAR/aj

Czytaj także

Rosyjski dziennikarz wyrzucony z Polski. Wątek szpiegowski?

24.10.2014 17:35
MSZ cofnęło akredytację rosyjskiemu dziennikarzowi Leonidowi Swiridowowi. Informacyjna Agencja Radiowa potwierdziła wcześniejsze doniesienia telewizji Russia Today. Dziennikarz jest korespondentem agencji RIA Novosti.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: msz.gov.pl
Posłuchaj
00'53 MSZ cofnęło akredytację rosyjskiemu dziennikarzowi. Relacja Mariusz Pieśniewskiego (IAR)

Jak ustaliła IAR w sprawie dziennikarza nie było "twardych" dowodów na działalność szpiegowską. Informatorzy agencji mówią jedynie, że jego działalność "wykraczała poza oficjalne obowiązki dziennikarza". Według ustaleń IAR władze podejrzewały Swiridowa o "dziwne powiązania" biznesowe i lobbing. Zwracają uwagę, że na przykład organizował wycieczki do Rosji dla polskich dziennikarzy.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało jedynie lakoniczny komunikat: "Potwierdzamy, iż z dniem 24 października br. p. Leonid Sviridov utracił uprawnienia do posługiwania się tytułem korespondent zagraniczny akredytowany przy MSZ RP. Nie udzielamy dalszych komentarzy w sprawie".
Według Russia Today, Swiridow został telefonicznie wezwany do ministerstwa, gdzie wręczono mu dokument informujący o wycofaniu akredytacji. Pismo przekazali mu przedstawiciel biura prasowego Michał Safianik oraz jeszcze jeden urzędnik, który się nie przedstawił. W dokumencie ministerstwo informuje o unieważnieniu akredytacji oraz prosi o jej zwrot.
Leonid Swiridow, cytowany przez RT, twierdzi, że urzędnicy MSZ nie przedstawili mu powodów cofnięcia akredytacji. Dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossiya Segodnya” Dmiitrij Kisielew wezwał Warszawę do natychmiastowego wyjaśnienia powodów dzisiejszej decyzji. Jak powiedział, działania polskich władz mogą być intepretowane jako "utrudniające prace mediów".
W 2006 roku także czeskie MSZ nie przedłużyło Leonidowi Swiridowowi akredytacji. Dziennikarz był wówczas korespondentem w tym kraju. Tamtejszy dziennik "Mlada Fronta Dnes" twierdził, że Swiridow był rosyjskim szpiegiem. We wrześniu 2006 roku rosyjskie MSZ, prawdopodobnie w wyniku retorsji, nie przedłużyło akredytacji czeskiemu korespondentowi w Moskwie Janowi Molaczkowi.

WOJNA NA UKRAINIE: serwis specjalny >>>

IAR, to