Uwe Boll od lat słynie z prowokacyjnych filmów i równie kontrowersyjnych wypowiedzi. Tym razem niemiecki reżyser znalazł się w centrum debaty dotyczącej granic wolności artystycznej. Jego najnowszy thriller akcji "Citizen Vigilante" nie otrzymał kategorii wiekowej w Niemczech, co w praktyce uniemożliwia jego normalną dystrybucję kinową i sprzedaż na tamtejszym rynku.
Jak twierdzi Boll, decyzja miała charakter polityczny. Reżyser przekonuje, że niemieckie władze uznały film za produkcję zachęcającą do przemocy wobec migrantów. Twórca próbował odwoływać się od decyzji przy pomocy prawników, jednak bezskutecznie.
Fabuła "Citizen Vigilante" koncentruje się na Sandersie, w którego wciela się Armie Hammer. Bohater jest zwykłym człowiekiem, który po tragicznych wydarzeniach postanawia sam wymierzać sprawiedliwość przestępcom. Jego celem stają się nie tylko kryminaliści, ale również skorumpowani urzędnicy i przedstawiciele systemu, którzy nie potrafią zapewnić obywatelom bezpieczeństwa.
Produkcja rozpoczyna się brutalną sceną zabójstwa kobiety przez migrantów na oczach jej syna. To właśnie ten wątek oraz późniejsze wydarzenia miały wzbudzić największe zastrzeżenia niemieckich decydentów. Boll podkreśla jednak, że inspiracją dla filmu były prawdziwe wydarzenia, w tym głośna sprawa z Hamburga z 2016 roku.
Duże emocje wzbudza też angaż Armiego Hammera. Aktor jeszcze kilka lat temu był jedną z największych wschodzących gwiazd Hollywood dzięki rolom w filmach "Tamte dni, tamte noce", "The Social Network" czy "Kryptonim U.N.C.L.E.". W 2021 roku jego kariera załamała się po serii oskarżeń dotyczących przemocy seksualnej oraz ujawnieniu prywatnych wiadomości o charakterze seksualnym, które wywołały ogromny skandal medialny.
mo