Wiele wskazuje na to, że jubileuszowa, 40. odsłona słynnego festiwalu Burning Man nie zostanie zapamiętana tak, jak wszyscy by sobie tego życzyli. Tegoroczna edycja kończy się tragicznym bilansem trzech zmarłych uczestników. Informacje o ich zgonach potwierdzili organizatorzy wydarzenia.
Śmierć na terenie imprezy
Do pierwszego z tragicznych zdarzeń doszło 3 września. Ekipa Burning Man Project przekazała, że około 50-letni uczestnik doświadczył nagłego pogorszenia stanu zdrowia i pomimo błyskawicznie udzielonej mu pomocy na miejscu, niestety, nie udało się go uratować.
Dwa dni później, 5 września, w Black Rock City odnaleziono ciało 60-letniego Craigha Manna. Mężczyzna został znaleziony martwy w przyczepie kempingowej, którą współdzielił ze swoją partnerką.
W obu powyższych przypadkach wstępne ustalenia nie wskazują na udział osób trzecich, jednak do opinii publicznej nie przekazano oficjalnych przyczyn śmierci.
Trzeci zgon ostatniego dnia
W poniedziałek, 7 września, Jerry Allen - szeryf hrabstwa Pershing - ogłosił, że doszło do śmierci trzeciego uczestnika festiwalu Burning Man. Jak przekazano prasie, mężczyzna zmarł w trakcie transportu do szpitala w Reno oddalonego o blisko 200 kilometrów od miejsca imprezy.
Wszystkie trzy przypadki są obecnie badane przez lekarzy sądowych z hrabstwa Washoe. Przedstawiciele władz podali, że ustalenie przyczyn śmierci wszystkich trzech mężczyzn może potrwać nawet dwa miesiące.
Trudny okres dla Burning Man
To kolejny smutny bilans legendarnej imprezy w Nevadzie. Rok temu odnotowano jedną śmierć, jednak była ona wynikiem ataku innego uczestnika. Do tej pory śledztwo nie pozwoliło ustalić, kto stoi za zabójstwem Vadima Kruglova.
Sprawdź też: Wszczęto śledztwo w sprawie morderstwa na festiwalu Burning Man
AŚ