Niedawno w Wielkiej Brytanii ruszyła kampania przed referendum w sprawie Unii Europejskiej. Na razie przewagę w agitowaniu zwolenników wykazują przeciwnicy Wspólnoty. Burmistrz Londynu Boris Johnson czy Nigel Farage z Partii Niepodległości często występują w telewizji, w odróżnieniu od euroentuzjastów: premiera Davida Camerona czy lidera Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna. Do pozostania w Unii Europejskiej nawoływał Brytyjczyków prezydent USA Barack Obama, który wraz z małżonką przybył na Wyspy. Według Obamy, tylko wtedy możliwe będzie skuteczniejsze rozwiązanie takich problemów jak terroryzm, migracja czy spowolnienie gospodarcze. Na Wyspach Ameryki słucha się bardziej uważnie niż opinii płynących z Kontynentu, stąd nerwowość w obozie mówiącym „nie” Wspólnocie. Boris Johnson zwraca uwagę na paradoks, że na ścieżkę ku Europie federalnej Wielką Brytanię popycha kraj, który od zawsze broni własnej suwerenności. Według sondaży, wynik pomiędzy „za” i „przeciw” UE ciągle oscyluje wokół remisu.