Greckie „nie” w referendum dotyczącym zagranicznej pomocy wywołało duży niepokój w kilku stolicach Unii Europejskiej. Największy w Berlinie, bo to Niemcy są krajem, który najwięcej zainwestował w pomoc Atenom. Kanclerz Angela Merkel deklaruje jednak, że „drzwi dla rozmów pozostają otwarte, choć obecnie nie są spełnione wymagania konieczne do rozpoczęcia negocjacji o konkretnym programie europejskiego mechanizmu stabilności”. W Niemczech coraz częściej słychać głosy, że greckie „nie” to również porażka niemieckiej kanclerz, która jest odpowiedzialna za politykę oszczędnościową Unii Europejskiej i w ostatnich latach za wszelką cenę starała się utrzymać w ryzach strefę euro. Dziś ani niemiecki rząd ani Niemcy nie chcą walczyć o Grecję za wszelką cenę. Niemcy, podobnie jak inne kraje UE, posiadają partie, które są, jeśli nie jawnie antyeuropejskie, to na pewno jawnie nacjonalistyczne. Ich dążeniem jest może nie wyjście ze Wspólnoty czy ze wspólnej waluty, ale pilnowanie swojego interesu.
Rozmowa z Michałem Maliszewskim, komentatorem spraw międzynarodowych w Polskim Radiu.